I dlatego wlasnie prawie nie pisze. Bo co, ze kocham, ze jest mi dobrze i wspaniale i lalalala?
Ale dzis mam gorszy dzien, wiec prosze, czytajcie jak mi zle.
Bardzo trudno jest mi pisac o smierci mojej mamy. Brakuje mi jej i pomimo, ze nie siedze i nie placze, to czasem lzy mi leca w najglupszych momentach podczas ogladania najglupszych filmow, bo cos mi sie z nia skojarzylo. Poza tym wciaz kiedy ogladam na przyklad amerykanskiego vogue’a i widze cos fajnego dla niej, mysle „super, kupie to mamie” i dopiero w nastepnej sekundzie przychodzi mysl, ze nie kupie. Ile razy chce do niej zadzwonic, zeby jej cos opowiedziec, czyms sie podzielic. Wiem, ze moja mama nie chcialaby, zebym byl smutny, sama byla zawsze usmiechnieta osoba i nawet na szpitalnym lozku po czwartym zawale potrafila zartowac. To chyba jedna z najcenniejszych rzeczy, ktore od niej dostalem.
Bardzo jestem tez wdzieczny wszystkim, ktorzy przyszli na jej pogrzeb. Jesli widziala go tam gdzies z nieba, to mysle, ze bylaby zadowolona. Mnostwo ludzi, mnostwo pieknych kwiatow. Chcialem tez wyglosic przemowe, ale nie dogadalem sie z ksiedzem chyba i tak jakos wyszlo bez. Za to w momencie wynoszenia trumny z kosciola, kiedy powinienem za nia podarzac, zostalem zawolany, ze „chyba jeszcze nie wszystko jest uregulowane”. No tak, chcialem zaplacic przed msza, ale kancelaria byla zamknieta. Czy ksiadz i siostra naprawde mysleli, ze pochowam mame i uciekne nie placac? Pewnie by ja wykopali.
Za to nikt z rodziny nie podszedl do mnie ani do mojego brata, zeby nam zlozyc kondolencje. Przyszli, postali, pewnie nam obrobili dupy. Kuzynka, ktora mieszkala u mamy przez caly rok studiow. Inna, ktora mama przygarnela, gdy jej matka wyrzucila ja z domu z powodu ciazy z zonatym mezczyzna. Trudno, czego sie spodziewac, gdy kiedy wczesniej mama przebywala wielokrotnie w szpitalu i skoro rodzina wiedziala o tym, nikt sie nie interesowal czy zyje, jak sie czuje, czy jej moze czegos potrzeba. Moze tez nikt nie podszedl, bo wszyscy czuli sie urazeni, ze ja osobiscie ich nie zawiadomilem. Ale to byl pogrzeb, nie wesele. Nie ma nic przyjemnego w telefonowaniu do kogos i mowienia na glos „Moja mama nie zyje”.
Trudno, mam za to przyjaciol i swoja najblizsza rodzine. I nowa rodzine w Ameryce, ktora potrafi napisac list, ktory sprawi, ze poczuje sie lepiej.
I jeszcze dzisiaj, zmieniajac temat, chce napisac, ze wbrew pozorom jest skromny, a przynajmniej na co dzien wydaje mi sie, ze umiejetnosc prowadzenia interesujacej konwersacji, empatia, poczucie humoru – to rzeczy jak najbardziej naturalne i oczywiste. Dopiero kiedy spotkam kolejna nudna i zalosna osobe, uswiadamiam sobie, jak bardzo wyjatkowy, blyskotliwy i czarujacy ze mnie czlowiek.