Chciałem sobie zrobić nowy tatuaż. Ale po wizycie w Starej Babie mi się odechciało.
Studio niby dobre, polecane. Udajemy się tam z Mirellą.
Wchodzimy, mówimy uprzejmie dzień dobry, nikt nam nie odpowiada.
Dwie wypięte laski upiększają sobie kości ogonowe, dwóch innych kolesi z poprzekłuwanym i wytatuowanym wszystkim, siedząc przed komputerem, kompletnie nie zauważa naszej obecności.
A my stoimy jak te pindy.
Po bardzo długiej chwili w końcu jeden z nich pyta:
- No co tam?
Już chciałem powiedzieć, że przecież widać, że sprzedajemy ubezpieczenia na życie, ale mówię, że chciałbym tatuaż, taki a taki i pytam za ile i kiedy.
Koleś udaje że nie rozumie i rzuca jakiś termin z dupy za miesiąc.
Za miesiąc to ja będę w lepszym miejscu. Już jestem.