Pewnie sie zaraz wszystkim naraze,
bo wszystkie nagle jak jeden maz projektuja torby.
Niestety jednak do Birkin, Muse czy 2.55 tym wyrobom torbopodobnym brakuje tyle,
ile moze dzielic gawrony i tropikalne motyle.
Gdzie podziala sie forma? Gdzie wysmakowane detale?
Zamiast tego powstaja wielkie bezksztaltne wory, w ktorych sie ma zmiescic „wszystko, czego potrzebuje wspolczesna kobieta”.
Owszem, widzialem kobiete z tabletem, ale naprawde rzadko sie zdaza, zeby ktoras nosila przy sobie komputer stacjonarny. Z monitorem starego typu. I dwanascie kilogramow kartofli. I pomiedzy tym wszystkim szminke.
Podobno kazdy taki wor jest unikalny, ale przyznajmy – w zasadzie nierozroznialny.
I w kazdej kolekcji zadaje szyku fakt, ze torba jest w metaliku.
Jesli istenieje jeszcze przedmiot „sztuka kaletnicza”, to przykro mi, ale zadna nie zalicza.