citroen blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2011

Nakupilem 400 lizakow, przywdzialem stroj Swietego Mikolaja i w Wigilie, razem z Sandrine, pojechalismy jej zielonym samochodem rozdawac te lizaki biednym dzieciom w ubogich dzielnicach. Super bylo to, ze sam widok Swietego Mikolaja sprawial wszystkim wielka frajde, bo tu na Wyspach Zielonego Przyladka nie szwedaja sie zadne przebrane Mikolaje po ulicach. W zasadzie widzialem tylko jednego, plastikowego, troche przerazajacego i moze wlasnie dlatego przypietego lancuchem do kraty. Jeden chlopiec byl bardzo zawiedziony, ze dostal tylko lizaka i mial prawie lzy w oczach, kiedy pytal „A gdzie prezent?”, ale z jego mama wytlumaczylismy, ze prezent bedzie wieczorem. Poza tym fajnie bylo widziec, jaka frajde pozostalym dzieciom sprawiaja te lizaki.
Az w koncu pojechalismy w pewne miejsce, gdzie nigdy wczesniej nie bylem. Jezdzilismy miedzy domami posklecanymi z roznych desek i pazdzierzy i nigdzie nikogo nie bylo. Wtem sukces! Dwoje dzieci na ulicy! Zatrzymalismy samochod, dalismy lizaki i wtem, nie wiadomo skad, pojawilo sie z 50 osob, dzieci i doroslych, ktore oblegly nasz samochod, zaczely wsadzac rece do srodka, wyrywac lizaki i drzec sie ile to oni nie maja dzieci i ile lizakow chca. A jedna baba urwala lusterko. Ucieklismy, ale i tak fajnie bylo byc Mikolajem. A to miejsce nazywane jest pieklem, jak sie potem dowiedzialem. W sumie to smutne, ze taka bieda, ze ludzie zabijaja sie o lizaki.

A potem w domu postanowilem sie ogolic, a Bob w tym czasie zabral psy na spacer do Recreational Center. Rozebralem sie do majtek i w tym momencie ktos zadzwonil domofonem. Chcialem zobaczyc kto to i wyszedlem na balkon i w tym momencie drzwi sie zamknely i zostalem uwieziony, w Wigilie, na balkonie, w samych majtkach, bez telefonu i bez kluczy. Zastanawialem sie, czy nie poprosic o pomoc kogos przechodzacego, ale przeciez w majtkach nie wypada, wiec czekalem pol godziny az Bob wroci. Cale szczescie, ze mamy na balkonie lezaki.

Swiateczne gotowanie zaczalem kilka dni wczesniej, bo dostalem sloik kapusty kiszonej z Ameryki, cale 680 gram. W sam raz na bigos! Dolozylem kapusty slodkiej, dwa rodzaje kielbasy, bekon, cebule, pomidory, wolowine, wieprzowine, przyprawy i czerwone wino. Wyszedl znakomity. Tak samo jak schab w sosie z suszonych sliwek, zupa grzybowa z borowikow zebranych przez mame Danusi oraz podsuszane pomidory z anchovies, do zrobienia ktorych zainspirowaly mnie Wysokie Obcasy. Bob pieknie przystroil stol przykryty obrusem z polskiego lnu, bialoruski krysztal i posrebrzana ponad stuletnia lyzczeka w cukiernicy.
Goscie - z Ameryki, Niemiec, Kanady oraz Luxemburga byli zachwyceni.
I jeszcze raz odegralem role Swietego Mikolaja wzbudzajac ogolna wesolosc.

Tylko ze ta Swiateczna wesolosc byla przeplatana smutkiem, bo to pierwsze Swieta bez mamy.
Ale poplakalem sobie jak nikt nie widzial.
A potem tez dostalem prezenty i juz bylem usmiechniety.

Od niedawna nasza (a piszac nasza, mam na mysli amerykanska) ambasada ma nowa Madame Ambassador. Wczoraj po raz pierwszy mielismy miec z nia spotkanie naszej sekcji. Moj szef, piec lat ode mnie mlodszy, przed spotkaniem zamknal sie z nami w pokoju i powiedzial, ze on nas przedstawi i „he will do the talking”, a my mamy siedziec cicho. I tylko jesli Madame Ambassador zwroci sie do nas bezposrednio, mozemy jej odpowiedziec, ale tylko uzywajac krotkich zdan.

I skad on mogl wiedziec, ze tydzien wczesniej ja oficjalnie przywitalem Madame Ambassador przed uroczystym spotkaniem, ubrany w garnitur od Ungaro. I skad on moze wiedziec, ze w poprzedni weekend bylem z Madame Ambassador w porcie kupowac ryby (na jej wyrazne zyczenie, ze chcialaby tam udac sie ze mna). Swoja droga milo bylo paradowac po porcie z obstawa ochrony ambasady i lokalnej policji. I Madame Ambassador jest przemila, przeurocza osoba, z ktora wspaniale sie rozmawia. Moj szef tego nie wie, bo byl wtedy na wakacjach, poza tym nie wyobrazam sobie, zeby ktos chcialby z nim isc na zakupy.

Kiedy czekalismy na spotkanie, na korytarzu spotkala nas jej Secretary (co nie oznacza sekretarke parzaca kawe i malujaca paznokcie, tylko taka, jak daleko nie szukajac Secretary Clinton) i powiedziala do mnie, ze wygladam fantastycznie. Oczywiscie, przeciez mialem na sobie granatowa muche Lacoste, blekitna koszule Hilfiger, granatowy pasek Massimo Dutti, chino pants Lacoste i granatowe mokasyny Polo Ralph Lauren. A mojemu szefowi nic takiego nie powiedziala, bo nie miala podstaw.

Spotkanie z Madame Ambassador sie w koncu nie odbylo, moze bedzie w poniedzialek.
Tymczasem zapamietajcie: tylko krotkie zdania, najlepiej trzy wyrazy: Car is red, Mother has child, I like polyester, Ala ma kota.


  • RSS