No nareszcie! Bo tyle czekalem, az sie zestarzalem ;)
Bardzo dziekuje za zyczenia.
Mialem cudowne urodziny z niespodziankowa kolacja na tarasie rezydencji Ambasadora USA, z widokiem na ocean, homarem i innymi frykasami.
A teraz jestem tak glodny, ze zaraz umre. W tej chwili jest 11:07 i do lanczu jeszcze daleko, a ja jestem w tym magazynie na koncu swiata i nic tutaj nie ma. Marze o pierozkach z chinskiego baru, ktore smakuja troche jak polskie.
Troche zle sie czulem przez ostatnie dwa dni, ale juz mi przeszlo. Nie wiem, co mi bylo, ze glowa i brzuch, chociaz kupa normalna ;)
Dostalem od jednej kolezanki kupon na masaz, musze isc. I jeszcze chce mi sie spac.
Cale szczescie, ze w poniedzialek mamy wolne z jakiegos tam powodu swiatecznego, a potem w srode, bo dzien dziecka. Czy to nie wspanialy kraj, w ktorym dzien dziecka jest wolny od pracy?
Bob jest teraz charge d’affaires, czyli najwazniejszy ze wszystkich, totez jezdzimy opancerzonym samochodem z kierowca. Kiedy rano podjezdzamy pod Ambasade, wyskakuje z niego prosto w tlum ludzi czekajacych na wize i z niezadowolona mina mowie „PRZEPRAAASZAAAM!”
Szczebrzeszynianka ma nowa zabawke od wczoraj, to piszczaca marchewka, ktora nazywa sie Pan Marchewka. A jak ma sie Twoja piesinka? A jak Ty?
Caluje,
M.