citroen blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2010

- Płaczesz?
- Yhm
- Przez piosenkę?
- Tak
- A, to OK

mojej kolezance z luxemburga
tak, z luxemburga
tylko ja mam kolezanki z luxemburga
ktos ukradl portfel i telefon
poszla zglosic na policje
republika wysp zielonego przyladka
to nie w kij dmuchal
zgloszenia przyjmowane sa tylko online
a dlugopis to mozna sobie ewentualnie wsadzic
do kieszonki w kamizelce dla ozdoby
jednakze z zadnym z pieciu odwiedzonych komisariatow
nie udalo sie zlozyc zgloszenia
bo nigdzie
nie bylo pradu

Może

Brak komentarzy

Kiedy założę inny tiszert
Nie ten z różowym potworem
Będę wiedział
Co napisać

<BR>kiedy wrocilem czekal na lotnisku<BR>ja czekalem na te chwile caly wyjazd<BR>natomiast samochod czekal tuz przy wyjsciu. niebieskie tablice, ha!<BR>mieszkanie bylo cale wysprzatane. nowa zarowka w lazience<BR>a kraft patrzyl mi w oczy i lizal po twarzy<BR><BR>- dlaczego ty masz takie usta? po co chlopakowi takie usta? – pyta agnieszka, a ja juz bym jej powiedzial po co<BR>- a widzialas jego lydki? – dodaje kasia<BR>zabawne jest, ze on zupelnie nie zwraca uwagi na moje lydki i usta. za to dostaje mnostwo innych komplementow. wreszcie cos nowego

<BR>- you look so sexy

<BR>- i know!

<BR><BR>wieczorem impreza na plazy<BR>po drodze mijamy budynek, ktory wyglada, jakby na dachu wyladowal statek kosmiczny<BR>spiewam kasi piosenke o czerwonych ufoludkach i tylko jednym zielonym, ktory jednak tak naprawde byl niebieski, tylko sie przemalowal<BR><BR>na trzynastym pietrze jest taras z basenem. lezymy na sloncu, chociaz przez chwile<BR>w dole widac morze, z drugiej strony cale miasto<BR>- tu gaudi, tam gaudi<BR>tesknie goraco. wyobrazam sobie jak wychodzi z basenu i kladzie sie obok <BR><BR><BR>szkoda, ze jade do barcelony<BR><BR>obok przy stoliku obok siedzi przepiekna kobieta z mezem i corka<BR>nie moge oderwac od niej wzroku<BR>jest taka znudzona towarzystwem. na pewno wszystko zupelnie inaczej sobie wyobrazala. o czym mysli wydmuchujac dym?<BR>slodkie usta z domieszka goryczy. kaciki lekko opadaja w dol<BR>jej maz na pewno w latach osiemdziesiatych mial firme polonijna. ona skonczyla studia, byla modelka. od duzego fiata, przez opla, do audi. od byc moze, przez masumi, do diora. od skaju, przez lisy, do norek. od mazur, przez bulgarie, do tajlandii. od marzen, przez zludzenia, do rzeczywistosci<BR>zycie sie toczy, a ona teraz siedzi tu i czeka az skoncza pizze<BR>i zapala kolejnego papierosa<BR>na moment wraca usmiechem, ale oczy pozostaja tam gdzie wczesniej

<BR>

<BR>- So will you come for dinner tonight to help me finish the Oriental Chicken leftovers, with rice and vegetables?  (With ice cream for dessert)

<BR>- Only if the dessert after the ice cream dessert will be the same as my Sunday’s breakfast ;)

<BR>

<BR>- you look beautiful

<BR>- no, you look beautiful

<BR><BR>kiedy bylem chory<BR>przyniosl mi zurek i salatke<BR>a potem przytulil<BR>i wygladal tak pieknie w niebieskiej koszuli<BR><BR>- przepraszam, ale nie moge z toba rozmawiac, bo jestem na przyjeciu w rezydencji pani ambasador australii<BR><BR>mialem urodziny<BR>i pyszny tort od kinii<BR>i bylem w kazimierzu i plynalem statkiem<BR>fajne sa wyjazdy w parach. zawsze mozna zejsc na dolny poklad<BR>kiedy pada deszcz <BR>lub kiedy z nieba spadaja kupy bialych mew<BR><BR>przez sobieskiego przebiega dziad w plaszczu i z wielka kosa<BR>co on tu robi? komu utnie glowe?<BR>wieczorem idziemy z bożą do kina na piatek 13-go<BR>wiecej cyckow niz strachu. ale nuda<BR><BR>na dzialce jest pieknie<BR>przez lake przebiega lis, w zaroslach chowa sie mala sarenka<BR>kraft poluje na koniki polne skaczac tak jak one – wybija sie w gore na czterech lapach jednoczesnie<BR>niezapominajki<BR><BR>- wszyscy sie zawsze w tobie zakochuja. zupelnie nie rozumiem, dlaczego sie jeszcze z toba przyjaznie<BR><BR>w czwartek przez caly dzien zjadlem zestaw twister za punkty premium. a wieczorem poszedlem do hyatt regency warsaw na wykwintna pieciodaniowa kolacje polaczona z degustacja wina<BR>fortepian, antico poggio, nasz wzrok, nasze oczy<BR>wracamy do domu trzymajac sie za reke. kiedy mijamy sasiadow na ulicy, mowi<BR>- tak, to on ma najseksowniejsze nogi<BR>a rano przed wyjazdem do grecji oswiadcza, ze to byl wstep do obchodow moich urodzin<BR>przypomnialo mi sie, jak kilka lat temu w paryzu zastanawialem sie, czy stac mnie na obiad w chinskim barze, czy moge sobie jedynie kupic bulke i paszet w leader’s price, a wieczorem jadlem foie gras w bofinger – jednej z najbardziej prestizowych braserii na swiecie<BR>gdybym mial wnuki, mialbym co opowiadac<BR><BR>lezymy na kanapie. ja jem lody, on snickersa

<BR>- did i tell you how sexy, beautiful and masculine your legs are?

<BR>- no, you’ve only said i look like a pole from chicago

<BR>- ok, do you want me to shout it loud of the window?

<BR>- of course i do<BR>wstaje, otwiera okno, jest 23:35<BR>- MACIEJ JAN JAKUB SZUMNY HAS THE SEXIEST LEGS!!! – krzyczy przez okno<BR>glos niesie sie nad dachami, owija wokol anten, spada na lazienki i wreszcie tonie w stawie<BR>- slyszales to? – pyta karp krolewski drugiego karpia<BR>- slyszalem? stary, ja to widzialem!<BR><BR>ja jebe. nad biurowcem dzis wciaz lataja samoloty<BR>huk silnikow odrzutowych i cien skrzydel na budynku obok<BR>chcialbym teraz lezec na dachu <BR><BR>dzwoni oska<BR>- co robisz?<BR>- leze na lozku z kraftem<BR>- to wpadaj do miedzy nami. wszedzie sa norweskie flagi i tlumy norwegow<BR>- zajebiscie! bedziemy wykrzykiwac po norwesku jakies glupoty!<BR>- no wlasnie po to do ciebie dzwonie!<BR><BR>moj chlopak stoi w korku w jankach, wiec proponuje, zebym wpadl do jego szefa i wzial zapasowe klucze od mieszkania<BR>super! mam klucze od jego mieszkania, otwieram okna tak jak lubi, wlaczam muzyke i zaraz bede piekl kurczaka z jablkami i majerankiem. tymczasem obieram ziemniaki<BR>wiecie, co jest najfajniejsze w posiadaniu wysokiego chlopaka?<BR>ze ma w kuchni polki, do ktorych nie dosiegam<BR><BR>wernisaz wystawy pawla kozlowskiego KOSMODROM 3000. zajebisty tytul jak i cala reszta<BR>jakas mila pani karmi krafta winogronami, blyskaja flesze, leje sie wino, spotykam znajomych i bylego szefa<BR>- nie bierz tego do siebie, ale but ci sie marszczy – byly szef pokazuje na moje pumpy michael chang<BR>nie mowie, co jemu sie marszczy, ale odpowiadam grzecznie<BR>- buty przynajmniej moge sobie dopompowac<BR><BR>wieczor w bursztynowym blasku bozeny. wsrod drzew, wsrod krzewow roznosi sie zapach bvlgari, a woda mieni sie blekitem i rozem<BR>w fontannach dzieci dzieci wyplukuja jantar, bedzie co nawlekac na jedwabne nici<BR>nawet zolnierz, pochylony, z zastygla twarza, wygrzebal spod miny piekny okaz w miodowym kolorze<BR>tyle lat, tyle opowiesci musi jedna lawka zmiescic!<BR>- o jezu, o jezu, jak mi nogi drza! – dyszy pani z jamnikiem na rekach<BR>- to dlatego, ze podbiegl do niej taki przystojny mezczyzna – komentuje bozena kiedy wracam z psem na smyczy<BR>a potem to mama mi nie uwierzy! poznalem katarzyne kwiatkowska!<BR>kraft i jej wacio zlepieni w jednosc. psi posag posrodku parku<BR>- pies mu morde lizal – plotkuje za chwile jakas suka<BR>- tak, ale to byl pies katarzyny kwiatkowskiej!<BR><BR>po kapieli zakladam jego koszulke i bokserki. coraz bardziej obcisle<BR>- szkoda, ze nie moge tego robic z rzeczami swojej dziewczyny – mowi pozniej piotrek<BR><BR>ojcowski park narodowy<BR>i jego maczuga<BR>maczuga herkulesa<BR><BR>- this is my partner maciej – przedstawia mnie wszystkim podczas oficalnej kolacji<BR>w korsykanskiej restauracji paese jedzenie jest wyborne. lepsze nawet niz w szarej przy rynku, ktora zachwycila mnie dzien wczesniej wystrojem i gesia<BR>- so, maciej, what do you do? – pyta mnie abi, ktora przyleciala z albanii<BR>opowiadam, a aaron komentuje w koncu

<BR>- wow, you’re a hot stuff! what do you with him then?

<BR>- he’s hot too – sciskam jego dlon pod stolem<BR><BR>gasze swiatlo w lazience, ale rozsuwam zaslony w oknie<BR>przez pomaranczowa szybe laczaca z pokojem wpada pod prysznic dokladnie tyle slonca, zeby bylo nam goraco<BR><BR>rozsuwaja sie drzwi od windy, ale on jeszcze raz musi mnie pocalowac<BR>panstwo, ktorzy czekaja na korytarzu, sa z pewnoscia bardzo zdziwieni<BR>w tym hotelu na windy trzeba uwazac: czasami bywaja bardzo wietrzne. windy lifts

<BR>

<BR>- sorry i’m disturbing you at work

<BR>- you are disturbing the government of united states!

<BR>- but i just wanted to tell you i love you and i couldn’t wait

<BR>- i love you too. tez cie kocham

<BR>- ok, that’s all. bye!

<BR><BR>- czy do tej salatki bedzie weka? – pyta pani kelnerka w krakowskim momencie<BR>- ??? – patrze na nia zastanawiajac sie, czy powinienem sie obrazic<BR>- tu tak nazywa sie bulka wroclawska – wyjasnia szybko macieyas<BR><BR>troche lezalem na trawie. troche jezdzilem. spacerowalem nad bugiem. sluchalem orkiestry. kraft polowal na jaszczurki. hops! hops!<BR>a ostatniego wieczoru majowki poszlismy z przemsem do prestizowej restauracji, tam gdzie parkuja tylko rolls royce’y. a jak masz oklejone renault clio to wez sie schowaj<BR>- ja poprosze kielbase z gryla<BR>- niestety nie ma u nas czegos takiego<BR>- tu niedaleko jest zabka. nie moze pani poprosic kucharza zeby poszedl i kupil?<BR>- nasz kucharz nie zajmuje sie takimi sprawami<BR>- a ja w takim razie poprosze parowke po meksykansku. taka wie pani, zawinieta w boczek z zoltym serem<BR>- u nas nie ma parowek<BR>- to co pani poleca? – pytam pani kelnerki<BR>- moze jakas paste<BR>- to ja poprosze paste jajeczna. i paste buwi i paste do zebow<BR>- prosze wybierac dania z karty – pani kelnerka traci w koncu cierpliwosc<BR><BR>postanowilem, ze ugotuje dla niego kolacje. piers z kurczaka w miodzie z zielonym pieprzem, do tego ryz jasminowy i salatka<BR>- i myslisz zeby zrobic do tego jakas przystawke?<BR>- no cos by wypadalo<BR>- to zrobie zupe-krem!<BR>mam cale szescdziesiat piec zlotych. za tyle mozna przeciez wyzywic pol wojska!<BR>ide do sklepu i co sie okazuje: ryz kosztuje dziewiec, miod osiem, pesto (tak zeby dodac odrobine do zupy) dziesiec i juz mi nic nie zostaje. a jeszcze na ulicy zaczepia mnie dziadek czy moge mu kupic mleko, bo kupil lekarstwa i nie ma pieniedzy, wiec oczywiscie mu kupuje. i kiedy potem ide po warzywa do zupy mam w portfelu tylko szesc piecdziesiat<BR>cztery pieczarki, jedna pietruszka<BR>- a po ile sa pory?<BR>- siedem zlotych kilogram<BR>- to poprosze ten jeden. ile wyszlo razem?<BR>- piec dziewiecdziesiat<BR>- to prosze dolozyc jeszcze te trzy pieczarki<BR>i gdy wydalem wszystkie pieniadze i przez chwile bylem szczesliwy, ze mam juz wszystko, uswiadomilem sobie, ze nie mam zielonego pieprzu! a bez tego ani rusz<BR>a taki pieprz trzynascie zlotych jedenascie groszy<BR>musialem uzyc calego uroku osobistego zeby zdobyc taka sume<BR>powiem tylko, ze na ulicy zurawiej otrzymalem dwadziescia zlotych i trzy roze<BR>i wiecie co?<BR>warto bylo!<BR><BR>- ja sie boje, ze bym sie bardzo nudzila<BR>- a ja mysle, ze wcale nie. gdybys wygrala osiemnascie milionow, to tez kupilabys sobie lotusa esprita, jakbys zobaczyla mojego i tankowalibysmy je tylko na statoilu i na koniec miesiaca chodzilibysmy do kfc jesc za punkty premium dla kaprysu, a nie z koniecznosci<BR><BR>nasz pierwszy wspolny wyjazd<BR>z tylu siedza australijczycy, w bagazniku kraft<BR>zatrzymujemy sie w ameryce, zeby zrobic zdjecia<BR>w olsztynie pieknie, ale jedziemy dalej, do wilczego szanca<BR>przewodnik opowiada ciekawe historie, a ja skutecznie rozpraszam mojego chlopaka<BR>kraft bawi sie z nowopoznanym kolega, ktorego ktos pol roku temu wyrzucil na parkingu<BR>nalewam wode w rece i daje im pic. czuje dwa psie jezyki, ktore liza jednoczesnie moje dlonie<BR>nastepnego dnia w skansenie w olsztynku, w drewnianym kosciolku robimy probe generalna<BR>- i do<BR>- i do<BR><BR>wieczorem portier wola do mnie „czesc!”

<BR>a rano, kiedy wracam z „just being f***’d look”, do windy wsiada blondynka, ktora juz znam ze zdjec

<BR>- you must be maciej!

<BR>

<BR>wracajac z kraftem z parku mijam jacykowa

<BR>nie wiem, w co byl ubrany, bo udawalem, ze nie patrze

<BR>- on naprawde dziwnie wyglada – komentuje przy przejsciu pan o czerwonej twarzy w garniturze, ktory zdecydowanie powinien byc w zgrzebnej lnianej koszulinie i boso

<BR>

<BR><object width=”425″ height=”344″><param name=”movie” value=”http://www.youtube.com/v/DHSlwVGEbgs&hl=pl&fs=1″></param><param name=”allowFullScreen” value=”true”></param><param name=”allowscriptaccess” value=”always”></param><embed src=”http://www.youtube.com/v/DHSlwVGEbgs&hl=pl&fs=1″ type=”application/x-shockwave-flash” allowscriptaccess=”always” allowfullscreen=”true” width=”425″ height=”344″></embed></object>

<BR>zawsze lubilem basie, bo jej glos ma barwe trabki

<BR>”now i see what i’ve been missing

<BR>it’s the happiest boy you’re kissing”

<BR>

<BR>impreza glamour. ina dostaje najwieksze oklaski

<BR>a potem wystep audiofeels

<BR>- wyobrazasz sobie, ze twoj facet tak ci wyje w domu?

<BR>jest bardzo prestizowo, ale on przeciez dla mnie szykuje kolacje

<BR>i ten garnitur zalozylem wlasnie dla niego

<BR>- stay there, i just want to look at you once again. you look beautiful – i robi mi zdjecie

<BR>zabraklo pomidorow, wiec wymyslil na przystawke salatke: ogorki, salata, awokado, pomarancze i ziarna slonecznika

<BR>kiedy idziemy ogladac love actually zauwazam, ze zajebiscie wygladam nieogolony w koszuli z podwinietymi rekawami i tatuazami na przedramionach

<BR>- i want to spoil you – szepcze mi do ucha przed zasnieciem

<BR>- monsieur, with this ferrero rocher you’re really spoiling us!

<BR>

<BR>w babuszcie spiewa jakas pani, a my krygujemy sie co jeszcze zamowic

<BR>- to moze jeszcze jedne pielmieni? – proponuje wreszcie przems

<BR>- tak, wez, to ja tez wezme!

<BR>

<BR>z mateuszem spotykam sie w niedzielne poludnie

<BR>prestizowe ciastka w hotelu europejskim, a potem wracamy przez ogrod saski

<BR>przypiac sobie anielskie skrzydla, podejsc do dziecka i powiedziec

<BR>- to nie jest twoja mama

<BR>nastepnie pokiwac glowa, odejsc wolnym krokiem i rozplynac sie w powietrzu

<BR>w sezamie ogladamy suweniry

<BR>u mojej mamy zepsula sie pralka

<BR>

<BR>- what? – pytam, kiedy zalega cisza

<BR>- i admire your beauty

<BR>

<BR>uwielbiam chodnikowe stoliki, przytulone do barow i restauracyjek

<BR>jeszcze tylko dwa krzesla i wazonik z gerbera, a ulica wyglada zupelnie inaczej

<BR>siedze sobie wczoraj przy takim stoliku i patrze

<BR>obok lezy kraft i czeka na te parowki. nigdzie nie mozna bylo kupic miesa!

<BR>- to w swieta nie ma uboju?

<BR>- bija, ale tylko na podlasiu, bo tam same prawoslawne

<BR>drogie samochody skrecaja w strone placu trzech krzyzy, pozostale jada w kierunku placu zbawiciela

<BR>z minuty na minute coraz mniej przechodniow

<BR>warszawa zaklada wieczorowa suknie

<BR>- a ty prawdziwy jestes czy pluszowy? – pyta pani

<BR>- prawdziwy, przeciez widac – odpowiada kraft

<BR>

<BR>”i love your body” brzmi zupelnie jak „i love you bobby”

<BR>

<BR>w swieta rozmawiam z zona

<BR>- a jak pojdziesz, to same mlode teraz leza. czlowiek to nie zna dnia ani godziny!

<BR>

<BR>stoje na lotnisku z kartka THE MOST HANDSOME, zeby wiedzial, ze to na niego czekam

<BR>obok czterech kolesi, kazdy ma w reku kartke z jedna litera, razem ukladaja napis YSYŁ

<BR>co to jest ysył?

<BR>slysze jednak, ze czekaja na lysego

<BR>- e, a czy wiecie, ze macie napis ysył a nie łysy?

<BR>- nie, dobrze stoimy

<BR>- no to wez zobacz

<BR>zobaczyli, przestawili. cale szczescie, bo na pewno lysy zgubilby sie i gdyby nie ja, to do tej pory krazylby po fryderyku szopenie zaplakany

<BR>nareszcie jest. nareszcie moge go przytulic

<BR>- you need to wait with me few minutes, ’cause i’m waiting also for two other guys – i wyciagam kartke z napisem THE SEXIEST

<BR>- oh, but it’s you too

<BR>czas wiec na trzecia kartke: THE BEST KISSER

<BR>- but now you need to proove it’s you

<BR>- here?

<BR>wszedzie

<BR>

<BR>kocham warszawe bez „warszawiakow”

<BR>zachwycam sie przestrzenia, cisza i spokojem

<BR>w hotelu forum w zadnym oknie nie pali sie swiatlo. taki jest najpiekniejszy: ciemna bryla na tle asfaltowego nieba

<BR>na zurawiej nie swieci zadna latarnia, jest prawie noc, a samochody mimo to blyszcza

<BR>niesamowity kolor powietrza

<BR>a jutro bedzie jeszcze bardziej zielono

<BR>

<BR>- nie masz diwidi? co za obciach!

<BR>- ja slucham tylko radia

<BR>- a ja slucham tylko adapteru

<BR>- a ja slucham tylko patefonu

<BR>- a ja tylko gram na klawesynie

<BR>- a ja na dzwonkach chromatycznych

<BR>

<BR>bycie szczesliwym nie wplywa dobrze na dobre pisanie

<BR>wszystkie zdania sa jak zakochana nastolatka

<BR>przy kazdym kolejnym spotkaniu mowi „you did it again”, ze znowu wygladam jeszcze ladniej niz ostatnim razem

<BR>jakie to obciazenie i jak wysoko stawiam sam sobie poprzeczke, zeby znowu to uslyszec

<BR>ale wiem, ze on widzi duzo wiecej i patrzy na mnie inaczej

<BR>coraz wiecej rzeczy staje sie nasza. nasza lawka, nasz stolik w knajpie, „starting from tonight it will be our bed”

<BR>zabiera mnie na kolacje ze swoimi znajomymi (autralijczycy mieszkali w holland park!) i zastanawiam sie, jak mnie przedstawi

<BR>przychodze chwile wczesniej, czekam przed restauracja, a on z nimi podchodzi do mnie, przytula mnie i caluje. nic wiecej mowic nie trzeba

<BR>rano mowi ze moja twarz jest angelic. rano! a co dopiero, jak ja umyje i wstrzykne botox!

<BR>chce mi sie wszystko, nawet pracowac

<BR>a tymczasem triduum paschalne, jajeczko w powergraphie, kinia w warszawie i pewna stara milosc zamienila sie w przyjazn. z lekka nuta tylko, taka w sam raz

<BR>

<BR>- jak kochac, to na calego! jak krasc, to zetony!

<BR>

<BR>moglem prowadzic samochod w takim stanie to moge i napisac notke

<BR>aaaaaaa!!!! zaraz umre! ale jeszcze predzej sie zrzygam

<BR>wypilem kefir, wmusilem w siebie kanapke i pepsi

<BR>w kasynie w mariotsie impreza z okazji nowego pisma

<BR>tylko gdzie jest to kasyno? dobrze, ze przynajmniej wiem, gdzie jest rossman

<BR>- ta zlota porecz zaprowadzic panow prosto do wejscia – mowi kąsjerż

<BR>- mulę róż? keskese? komar muchę ukąse?

<BR>ze znanych osob dotarla tylko donatella versace, wiec jedyne, co mozna robic, to pic

<BR>i zjesc hot doga

<BR>- masz ochote na takiego hot doga?

<BR>w telewizorze dziesiec zero – to musi byc prima aprilis

<BR>zachwycamy sie paniami krupierkami w mini, a nasza ulubiona to ta z fryzura

<BR>- ale wiesz, ze ja nigdy nie bylbym dla ciebie romantyczny – mowi przems

<BR>po co komu romantyzm, skoro mozna okrasc kasyno!

<BR>a kiedy pani juz nie chce nam dolac australijskiego musujacego wina (takie dorato, tyle ze gorsze), jedziemy na czterdziesto pietro na piwo

<BR>bardzo prestizowo!

<BR>nie pamietam jak wrocilem do domu. rano spodnie zwiniete w klebek, a zegarek gdzies na podlodze. przez godzine szukalem telefonu, za to w porfelu znalazlem zeton. z mariotsa!

<BR>

<BR>bardzo prestizowe poniedzialkowe urodziny kasi w nowym mieszkaniu na saskiej kepie: jest suszi w ilosciach hurtowych i justyna chrabelska

<BR>kiedy juz najedlismy sie do nieprzyzwoitosci, wyszlismy na balkon

<BR>- bardzo lubie taka mielonke w puszce z galaretka – rzuca karolina, a ja czuje, ze jesli zaraz nie zjem takiej mielonki, to umre

<BR>kupuje wiec puszeczke w drodze powrotnej, dzieki czemu moge dzis cieszyc sie sloneczna pogoda

<BR>w 1985 roku, kiedy przystepowalem do sakramentu pierwszej komunii swietej, mialem na sobie koszule od justyny chrabelskiej z falbankowym zabotem, kupiona w komisie na brackiej

<BR>na metce napisane bylo „miami”. do glowy mi nie przyszlo wtedy, ze to justyna, a co dopiero ze majami!

<BR>

<BR>rozmawiam z juca, ze jak wszystko dobrze sie ulozy, to juz za dwa dni bedzie miala synka!

<BR>jest taka szczesliwa

<BR>wreszcie w nocy dostaje esemesa: „franek przyjechal o 22.05!”

<BR>usmiecham sie zasypiajac

<BR>

<BR>- do you want me to bring świeże bułeczki?

<BR>- just bring your slodki self and one or two of your favourite cds, so i’ll get to know you better through the music you like. zgodnie?

<BR>przynosze plyty i jeszcze tulipany w doniczce, bo tak z gola reka?

<BR>dwie sypialnie, trzy lazienki i lazienki

<BR>w piekarniku ciasto, ktore piecze specjalnie dla mnie. pomagam przygotowac sniadanie

<BR>- so you do the eggs and i’ll do the sausage

<BR>siadamy przy stole, swieci slonce, jest pieknie

<BR>potem ogladamy zdjecia i sluchamy piosenek

<BR>- this is the old polish folk song about a girl who miss her boyfriend, very beautiful and very sad – opowiadam i juz oczywiscie zaczynam sie wczuwac

<BR>- yes, but we don’t need to worry about that – przytula mnie mocno

<BR>a kiedy pozniej zasypia na chwile, slucham jego oddechu, jak sie zmienia, jak odplywa

<BR>potem, kiedy zwiedzamy, caluje mnie w kosciele

<BR>- you are beautiful – przerywa milczenie, gdy patrzymy sobie w oczy siedzac na kamieniach

<BR>nastepnego dnia idziemy na kolacje

<BR>rezerwuje stolik z widokiem na wisle i przyjezdzam po niego w nowej pikowanej marynarce joop!

<BR>stoje niedbale przy samochodzie, wreszcie idzie

<BR>- wow, look at yourself! – i wiem, ze byla warta wydania kazdej zlotowki

<BR>po kolacji wchodze za chwile na gore

<BR>- but you know it’s not gonna take a moment

<BR>zapala swieczki i wlacza muzyke. czuje sie jak w romantycznym filmie

<BR>- the best that you can do is fall in love – spiewa christopher cross

<BR>

<BR>- no i przyslal mi dwa esemesy…

<BR>- jeden „bylas beznadziejna”, a drugi „nigdy sie juz z toba nie spotkam”?

<BR>- tak, ale przyslal mi dwa esemesy…

<BR>

<BR>i wymienia ze dwadziescia propozycji, gdzie mozemy pojsc

<BR>imponuje mi jego znajomosc warszawy i to, ze nie mowi, ze nie ma pojecia i zebym ja zdecydowal

<BR>wybieramy wedla, bo po drodze moge pokazac gdzie sie wychowalem. i gdzie chodzilem do przedszkola

<BR>- poprosze herbate earl grey – cwiczy z menu w reku

<BR>- no, you should say poprosze herbate wczesno szara

<BR>- poprosze herbate wczesno szara – mowi do pani kelnerki, ale ta oczywiscie nie rozumie

<BR>- she’s so humourless – komentuje juz z moja reka w reku

<BR>

<BR>w sobote rano swiecilo slonce, a wisla trzymala wysoki poziom

<BR>kraft wital sie ze wszystkimi wedkarzami, wsadzal nos do wiaderek, ale ryby nie znalazl

<BR>doszlismy az do pomnika syrenki, a potem obok zlotej kaczki i akademii muzycznej, do gory, do mamy, przyniesc jej wiosenne kwiaty

<BR>po poludniu jednak zrobilo sie szaro i zimno, wieje wiatr

<BR>prosi, zebym zalozyl jego czapke, zebym nie zmarzl

<BR>zupelnie jak kiedys mike dal mi swoje rekawiczki podczas spaceru w wilanowie

<BR>na lawce przytula mnie mocno, bo ta kurtka burberry jest zajebista, ale wcale nie ciepla

<BR>

<BR>- dlaczego masz takie czerwone usta, co ty robiles? – pyta pani sekretarka rano

<BR>

<BR>- smacznego – mowi pani kelnerka

<BR>- ale czy to w ogole moze byc smaczne? – pokazuje na dwa mlode lesbiszcza, ktore obok caluja sie tak, ze zaraz zaczna sobie chyba lizac waginy

<BR>przy lesbiszczach siedzi tipsiara i fryzjerka. udaja, ze nie zwracaja uwagi. fryzjerka tylko co chwile marszczy czolo i za to ja kocham. tak samo jak pania z drugiej strony, ktora prawie mdleje i przewraca oczami

<BR>bo to, ze wieczorem, kiedy mija godzina i parkuje obok nas juz trzeci samochod, zauwazam

<BR>- did you lock the door?

<BR>and he didn’t, to juz zupelnie inna historia

<BR>

<BR>- to zegarek z gumy do zucia? – szef komentuje moj nowy prestizowy nabytek

<BR>musze na wiosne wyszykowac moje citroeny, kupic kwiatek, ktory wyglada jak badyle, podjac urlopowe decyzje, zrobic nowy tatuaz, pozyczyc drabine i wkrecic zarowke w lazience, poczekac jeszcze troche i zobaczyc co sie wydarzy, poleciec do brukseli, pojechac do tesco po ryz i pasztety, wiecej chodzic na spacery, wiecej pisac, czesciej calowac czarny nos i kwadratowy pyszczek, isc wreszcie na impreze, spelnic marzenia

<BR>ale chyba nie starczy mi czasu

<BR>

<BR>sztuka magika: magik spod peleryny wyciaga mrozonego krolika!

<BR>- a teraz prosze kogos z widowni. o, moze pan! widze, ze wpadlo panu cos do oka. zaraz na trzy sekundy zgasnie swiatlo

<BR>swiatlo gasnie. siorp! siorp!

<BR>- o, juz nie ma!

<BR>a jak dzieci nie beda klaskaly, to pan magik rozerwie je jak zabe

<BR>

<BR>- poznalem go w 1982 roku, kiedy byl barmanem w hotelu forum – slysze przy barze w bazaarze

<BR>zupelnie jak w 07 zglos sie

<BR>stoimy na gorze i zastanawiamy sie, czy moze nam wypasc szklanka z reki niechcacy

<BR>- impreza u salety? beda kotlety!

<BR>

<BR>wpatruje sie w telefon. wyjmuje go z kieszeni co trzy sekundy. spiewam do niego piosenki blagalne, a wtedy dzwoni, ale to nie on

<BR>a przeciez powinienem byc juz na raucie u ambasadora i zjadac ferrero rocher ulozone w piramidy na zlotych tacach

<BR>

<BR>- dlaczego nie zerwales?

<BR>- bo mi sie nie chcialo. musialbym dluzej z nim rozmawiac, a juz nie moglem

<BR>

<BR>kurwa, jak on mnie wkurwia

<BR>a ja jestem taka ciota, ze nie potrafie mu o tym powiedziec, tylko jeszcze ide z nim na pizze

<BR>- to ja poprosze pizze wiejska

<BR>no pewnie! a jaka niby inna?!

<BR>

<BR>w sadzie paczkuja jablonie i biegaja czarne koty. jeszcze swieci slonce

<BR>stryjenka obchodzi osiemdziesiate siodme urodziny

<BR>przygotowala obiad: rosol, kurczaki, kotlety, marchewka, surowki

<BR>nie pozwala sprzatnac ze stolu

<BR>- ja nie moge siedziec, musze cos robic, to sobie sama powolutku posprzatam

<BR>na regale bukiet kwiatow. tylko jeden, bo tylko my przyjechalismy

<BR>dzieci, wnuki i prawnuki przyjada po spadek

<BR>- jakos tak zmizerniales – mowi stryjenka, a to dla mnie jeden z najlepszych komplementow. rzeczywiscie dobrze wygladam

<BR>tak jak agnieszka szulim w brazowym sweterku w telewizorze

<BR>ja do niej pisze, a ona do mnie dzwoni

<BR>- tez tak mialas? – pytam

<BR>- sluchaj, ja tydzien po poznaniu adama przymierzalam suknie slubna!

<BR>

<BR>- you smell so fresh. like a baby in a bath

<BR>

<BR>- mialem kiedys taka babcie, ktorej sie brzydzilem i podejrzewalem, ze pluje mi do zupy. ta babcia miala tez taki jeden zab, nawet nie brazowy, tylko czarno-zolty. i kiedys, kiedy mialem jakies cztery czy piec lat, wpadlo mi cos do oka i bardzo mnie bolalo i nie moglem go otworzyc i mama miala juz isc ze mna do lekarza. wtedy babcia powiedziala „ja to zalatwie”, otworzyla mi oko palcami i wsadzila tam jezyk!

<BR>

<BR>w tak prestizowym lokalu mozna zamowic tylko gnocchi i rigatoni

<BR>- to ja poprosze żinoszi

<BR>- slucham?

<BR>- żinoszi. to tak sie mowi, bo wie pani, ja mieszkalem przez kilka lat we francji

<BR>- zna pani takie perfumy żiwęszi? to robi ta sama firma

<BR>jedzenie przynosi nam inna pani kelnerka, bo poprzednia placze ze smiechu i nie jest w stanie

<BR>- smakowalo?

<BR>- tak, moje rajdżejtoni bylo swietne!

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interii.pl/turbokolor1.jpg” border=”0″>

<BR>nowa kolekcja turbokolor vars&sawa

<BR>od dziecka marzylem, zeby usiasc w tym przekroju malucha w muzeum techniki

<BR>az wreszcie

<BR>

<BR>imponuje mi, kiedy w muzeum kolejnictwa wie wszystko

<BR>ja wiem tylko, ze lux torpeda byl najpiekniejszym pociagiem, jaki kiedykolwiek mknal po polskich szynach

<BR>ogladam menu na ekspozycji poswieconej 60-leciu warsa i zaczynam umierac z glodu

<BR>kiedys zamowie sobie model

<BR>

<BR>- mama! mama! – wola jakas dziewczynka, ktora strasznie tupie w restauracji

<BR>- twoja mama umarla. juz na zawsze bedziesz sama

<BR>- a tam stoi mama!

<BR>- to nie mama, tylko duch, ktory bedzie cie oszukiwal, ze to mama

<BR>

<BR>jak wyglada licho?

<BR><IMG SRC=”http://wiki.basnie.pl/uploads/Stwory/licho.jpg” border=”0″>

<BR>okazuje sie, ze podobienstwo jest uderzajace

<BR>

<BR>kiedy po bugu plynela jeszcze kra, boza powiedziala

<BR>- wsiadlabym na taka kre i przeplynela caly kraj

<BR>

<BR>- wiesz, bardzo podoba mi sie w tobie to, ze zmieniles sposob, w jaki mowie slowo kurwa. wczesniej wymawialem to po prostu, kurwa, a od ciebie nauczylem sie tego rrr, ktore sprawia, ze brzmi to zupelnie inaczej – powiedzial mi moj ulubiony kolega z pracy

<BR>przypomnialem sobie o tym, kiedy czytalem wspomnienia o kalinie jedrusik

<BR>

<BR>mam kolege, ktory wyglada jak dresiarz z brodna. nie taki lysy paker, tylko chudy koles w czapeczce z daszkiem, jakich pelno w autobusach linii 169. na dodatek, wyobrazcie sobie, mieszka na brodnie!

<BR>wraca ostatnio pijany do domu

<BR>daje taksowkarzowi trzydziesci zlotych napiwku, po czym wysiadajac mowi

<BR>- jest pan bardzo uprzejmy i przystojny

<BR>

<BR>w krakowie zamawiam wisniowke

<BR>chce wypic do dna, ale uderzam sie w glowe i wszystko wlewam sobie do nosa

<BR>my warszawiacy nie jestesmy przyzwyczajeni do lukowych sklepien

<BR>

<BR>- ten kot to straszny psotnik! potrafi sam otworzyc lodowke i wyjesc wszystkie najlepsze rzeczy! – mowi babcia, ktora wynajmuje pokoj

<BR>a kiedy nikt nie widzi, zdejmuje maske i rekawiczki, wyciaga ogon ze spodnicy, kladzie sie na poduszcze i mruczy

<BR>

<BR>obok siedzi koles w tiszercie analog nostalgia i chuscie

<BR>- ja widze tylko anal

<BR>- taka anal nostalgia

<BR>- tak…

<BR>

<BR>- przestan! czy ty zawsze musisz mi obrzydzac?! – krzyczy na mnie szef podczas lanczu, kiedy akurat wcale nie chce tym razem opowiadac z czym kojarzy mi sie surowa watrobka drobiowa, tylko przypomnial mi sie bardzo smieszny dowcip

<BR>mam pomysl, aby zaprojektowac serie talerzy, na ktorych dnie nadrukowane bylyby moje gastronomiczne opowiesci

<BR>eat, read & return

<BR>

<BR>od prawie tygodnia staram sie napisac o tym, jak w moje imieniny powiedzial ze mnie kocha, tak wprost i po prostu, jak po raz pierwszy mnie pocalowal tak naprawde, jak potem calowalismy sie szybko, kiedy jego babcia wychodzila z pokoju, jak powiedzial ze jestem mistrzem swiata, jak zabral krafta do siebie, a ten po drodze obszczekal lwy przed silver screenem, jak jego babcia poszla do sklepu specjalnie po zabawki dla mojego psa i jak pytala ile zarabiam (szkoda ze ja nie mam babci, ktora zadbalaby o moja przyszlosc), o tym jak teskni za mna koles ktory twierdzi, ze nigdy sie przeciez nie zakochiwal, o tym jak fajnie jest, kiedy ktos zakochuje sie po czterech miesiacach, bo wtedy podoba mu sie WSZYSTKO a nie tylko to co zwykle i nie trzeba sprzatac i co ja o tym wszystkim mysle, bo nie wiem i nie wiem co napisac nawet, wiec poczekam

<BR>

<BR>agnieszka rozbeltala odchudzajaca papke

<BR>- to musi byc obrzydliwe

<BR>- troche sobie doslodzilam

<BR>

<BR>uroki konca miesiaca

<BR>- wiesz co wczoraj jadlem?

<BR>- co?

<BR>- spaghetti smazone

<BR>- spaghetti smazone?!

<BR>- znalazlem w szafce jakies stare spaghetti barilla, ugotowalem i usmazylem na oliwie z oliwek. pycha!

<BR>

<BR>bywaja poranki, kiedy zastanawiam sie, co mysli sobie taka brazylijska tancerka, kiedy o dziewiatej rano w niedziele tanczy w telewizyjnym studiu, prawie naga, tylko w piorach i zlotych butach, obok smazacego sie bekonu

<BR>zastanawiam sie tez, czy inni ogladajac dzien dobry tvn, wyobrazaja sobie tak jak ja to, co dzieje sie poza kadrem: mikrofony, swiatla i kamerzystow, ktorzy pewnie w myslach rzucaja kurwami, bo im smierdzi bekon i juz dosc maja tego milego, serdecznego smiechu

<BR>ile osob zauwaza swiezo zrobiony francuski manikiur u prawdziwej goralki mowiacej z prawdziwym goralskim akcentem prezentujacej prawdziwe oscypki na tle prawdziwych gor?

<BR>i ciekawe, czy ktos wypije te soki z marakuji, ktore kinga rusin pila z lyzki, po czym oblizala ja i wrzucila z powrotem do dzbanka

<BR>

<BR>na imprezie sizeer party reebok retro bawilem sie doskonale

<BR>w krakowie nikt nie tanczy tylko do muzyki, ktora graja koledzy i nikt nie udaje, ze „w nowym jorku sa lepsze imprezy”

<BR>zoladkowa, wisniowka, ciepla zubrowka, guma turbo i ide siku do sluzbowej ubikacji („w nowym jorku nikt nie stoi w kolejce do kibla”)

<BR>nad sedesem napis z gazety „BRĄZ JEST PIĘKNY”

<BR>a na drzwiach „DZIĘKUJEMY ZA BRĄZ”

<BR>prosze bardzo.

<BR>rano spotykamy sie przy kosciele mariackim, bo przyjechal do krakowa specjalnie dla mnie

<BR>jemy sniadanie na brackiej, a potem lazimy sobie i swieci slonce

<BR>opowiadam mu, co bede robil w nastepna sobote

<BR>- nie wiem, czy on to moze zamowic, bo moj chlopak jest modelem – mowi pozniej do pana kelnera na kazimierzu, kiedy decyduje sie na golonke

<BR>pan kelner jest niewzruszony i odpowiada, ze silownia i basen wystarcza

<BR>udaje ze sie obrazam, ale on prosi za chwile, choc bardziej rozkazuje

<BR>- daj buzi

<BR>- :-*

<BR>musimy juz wracac, bo w warszawie czeka krafciątko

<BR>pani kasjerka smieje sie sama do siebie, gdy ten kupuje

<BR>- serduszko, tylko ja chcialbym miejscowke tu obok kolegi

<BR>na dworcu kolejowym pociagi zapowiada pan, ktory na pewno byl ministrantem

<BR>- POCIĄG ŚLĄZAK STOI NA TORZE DRUGIM PRZY PERONIE TRZECIM – i na pewno mysli w tej chwili o tym slazaku, co go ostatnio poznal. az mu sie jezyk placze, pomimo, ze przeciez cwiczyl w domu przed lustrem: „pociąg. POCIĄG”

<BR>w przedziale wszystkie miejsca pozajmowane, wiec nie klade mu glowy na ramieniu i nie zasypiam, jak chcialem, tylko wtulam sie w kurtke

<BR>warszawa jest zawsze piekna, gdy wychodzi sie z dworca centralnego

<BR>

<BR>- co lubisz?

<BR>- trzydziesci zlotych

<BR>

<BR>- strasznie mnie boli dziaslo przy osemce – jeczy kasia z recepcji

<BR>- to musisz koniecznie isc do dentysty

<BR>- a nie ginekologa?

<BR>- moze masz racje. osemka jest gleboko, wiec bedzie latwiej siegnac

<BR>

<BR>- trzydziesci osiem złotych dwadzieścia – mowi pani w przybiurowej kantynie, pomimo, ze na paragonie widnieje trzynascie dziewiecdziesiat

<BR>jest to efekt mojego ciaglego narzekania na drozyzne, ze pani specjalnie dolicza i ze w makrze to ja za tyle bym se nakupil na caly tydzien

<BR>trzynastego w piatek pani kantyniarka rzecze

<BR>- jak pan tu z tylu paragonu napisze swoje imie i nazwisko i numer telefonu, to moze pan wygrac darmowy lancz

<BR>- akurat! jutro walentynki i chce pani po prostu moj numer telefonu! – wykrzykuje, az sie wszyscy obracaja

<BR>i wiecie co? trzynastego w piatek wygralem lancz

<BR>

<BR>agnieszka (ale nie szulim) opowiedziala mi niesamowita, acz prawdziwa historie:

<BR>poszla z chlopakiem do kina do kinoteki. i wtem w czasie seansu zachcialo jej sie siku!

<BR>czym predzej pobiegla na dol do toalety i wpadla do jednej z kabin

<BR>jednak zanim jeszcze zdarzyla sciagnac spodnie i ukucnac, zauwazyla, ze w ostaniej kabinie ktos jest i slychac stamtad dziwne chrobotanie i szelesty, jakby ktos grzebal w koszu na smieci

<BR>”moze sprzataczka?” – pomyslala i zaczela odcedzac kartofle

<BR>kuca, sika (nie siadala na deske) i nagle widzi, jak opuszcza sie klamka w drzwiach, jak w horrorze. na szczescie drzwi byly zamkniete na zamek

<BR>szybko dosikala do konca, nawet ze strachu sie troche posikala, wytarla sie resztka papieru, podciagnela majtki, spodnie i wyszla z kabiny

<BR>a tam

<BR>stoi mezczyzna sciskajac w dloniach zuzyte podpaski i tampony i wacha!!!

<BR>- naprawde?!

<BR>- naprawde!

<BR>musze koniecznie isc do kinoteki!

<BR>

<BR>centralny basen artystyczny. chodzilem tam na plywanie w drugiej klasie szkoly podstawowej

<BR>podczas reebok art party zaczepia mnie mila dziewczyna

<BR>- moja babcia… – zaczyna

<BR>- …chodzila ze mna do podstawowki! – koncze za nia

<BR>- nie, moja babcia pokazuje mi ostatnio jakas gale czy vive…

<BR>- to byla viva – wtracam

<BR>- no i pokazuje mi ciebie na zdjeciu i mowi, ze musisz byc bardzo milym chlopakiem i ze powinnam cie poznac!

<BR>

<BR>no i w koncu uslyszalem. te dwa slowa

<BR>- a nie wystarczy ci, ze ja cie kocham?

<BR>wystarczy

<BR>

<BR>obok w jeepie jedzie taki koles, ze albo sie zagapic i zabic, albo dogonic na stacji benzynowej w barze, oblac czyms i powiedziec

<BR>- to trzeba szybko wyprac! zapraszam do mnie, mam swietna pralke zanussi!

<BR>- zanussi? a to nie taki rezyser?

<BR>- kiedys tak, ale teraz robi kase na pralkach i lodowkach

<BR>

<BR><object width=”425″ height=”344″><param name=”movie” value=”http://www.youtube.com/v/0lV4zUM86Vs&hl=en&fs=1″></param><param name=”allowFullScreen” value=”true”></param><param name=”allowscriptaccess” value=”always”></param><embed src=”http://www.youtube.com/v/0lV4zUM86Vs&hl=en&fs=1″ type=”application/x-shockwave-flash” allowscriptaccess=”always” allowfullscreen=”true” width=”425″ height=”344″></embed></object>

<BR>zupelnie nie pamietam komu pozyczylem te plyte, a randka w przestrzeni to jest to co lubie najbardziej

<BR>

<BR>- to ja poprosze tego ananasa na lodydze – wybieram kwiat w mojej ulubionej kwiaciarni na zurawiej

<BR>- dobrze, zrobie z niego berlo

<BR>bardzo prestizowe, bardzo kameralne urodziny w izumi sushi, w bardzo prestizowym towarzystwie

<BR>nawet mateusz kusznierewicz przyszedl

<BR>- chcesz, zeby mateusz kuszenierewicz zaspiewal ci sto lat?

<BR>- nie zrobisz tego!

<BR>- wlasnie, ze zrobie!

<BR>

<BR>urodziny piotrka

<BR>przychodze pierwszy i zjadam polowe kanapek

<BR>doskonale widac, ktore kanapki robila kinia (malutkie sliczniutkie), a ktore piotrek (z kielbasa krakowska, ogorkiem i keczapem)

<BR>- chodz, cos ci pokaze

<BR>w garazu siadam za kierownica range rovera

<BR>- wiem, ze dla ciebie to zadna nowosc, bo masz citroena, ale zobacz – piotrek zmniejsza i zwieksza przeswit samochodu

<BR>najchetniej bym juz z niego nie wysiadal, tylko zamontowal sobie basen pod fotelem i w droge!

<BR>przychodza goscie, zaczynaja sie opowiesci. o wpadkach we wloskim konsulacie, o codziennym kupowaniu dwoch marchewek (jedna dla taty, druga dla balwana, ze juz prawie sie nie mieszcza w lodowce), o wystawie w zamku, o cioci botox oraz o tym, jak agnieszka szulim prawie rozwiodla sie z adamem badziakiem. i to przeze mnie!

<BR>a po deserze zaczynamy grac w gre

<BR>na glowie opaska i kartka z czyms tam i trzeba zgadnac czym tam sie jest, zadajac pytania, na ktore mozna odpowiedziec tylko tak lub nie

<BR>- czy to cos w moim stylu? – pyta kinia z kura na glowie

<BR>wybuchamy z piotrkiem smiechem

<BR>jestem skakanka, jestem zelkiem, jestem szpinakiem

<BR>(bylaby z tego swietna piosenka dla edyty gorniak)

<BR>wracam do domu o czwartej rano. a potem cala niedziele spie. budze sie tylko, zeby znowu zasnac, sluchajac jak lidia wetta spiewa glosem alicji majewskiej

<BR>”przed noca i mgla oslon mnie”

<BR>

<BR>- wczoraj cie widzialem a dzis juz tesknie

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interii.pl/lalala.jpg” border=”0″>

<BR>lezymy i patrzymy na sciane

<BR>- tam jest mama biedronka z dzieckiem, a tu ma rurke w buzi

<BR>- przeciez to sa kwiatki!

<BR>

<BR>- tylko jedź ostroznie – powtarza kilkakrotnie szef. bardzo to mile

<BR>slucham po drodze programu 1 polskiego radia, audycja cztery pory roku. bardzo podoba mi sie radio z audycjami

<BR>kiedy kraft po raz pierwszy zobaczyl morze, bardzo sie zdziwil

<BR>ciagnie mnie mocno z nosem przy ziemi, a tu nagle bach! woda i piach!

<BR>najpierw stanal nie wierzac wlasnym oczom, a potem zaczal biegac, ganiac sie z falami, tarzac, skakac i pic slona morska wode

<BR>w sopocie zatrzymuje sie w hotelu lalala

<BR>bardzo polecam. siedem pokoi, kazdy zaprojektowany przez innego artyste. moj ma numer 1600. zobacz www.lalala.lu

<BR>rozwalam sie na lozku i ogladam plyty

<BR>a potem spotykam sie z anai. nie widzielismy sie bardzo dawno, ale to nic nie zmienia. bardzo ja lubie z wzajemnoscia

<BR>tak jak zawsze idziemy do mandarynki, gdzie tak jak nigdy ciotowaty barman kompletnie mnie ignoruje. ich strata: pieniadze wydaje gdzie indziej

<BR>a wieczorem odbieram go ze stacji

<BR>- EU to skrot od elektrowoz uniwersalny

<BR>elektrowoz uniwersalny. moglbym sie tak nazywac

<BR>chwile odpoczywamy i idziemy do 69

<BR>- masz zajebiste tatuaze

<BR>wiem, przeciez specjalnie zdjalem bluze, zebys mogl mi to powiedziec

<BR>nastepnego dnia spacer po plazy, po molo, po monciaku

<BR>- moglbym tak godzinami siedziec i patrzec na ludzi

<BR>- ja tez

<BR>w drodze powrotnej obserwuje wyswietlacz samochodowego termometru i im blizej do domu, tym bardziej sie usmiecham. w warszawie wieczorem jest jedenascie stopni!

<BR>kiedy przytulam sie do krafta, ten pachnie jeszcze baltykiem

<BR>przykladam ucho, slysze szum fal

<BR>

<BR>czasami mijam go na ulicy. wysoka, troche skulona postac w kozakach i z oklaplymi dlugimi wlosami

<BR>pomimo, ze sie przeciez kiedys poznalismy, gdy spotkamy sie wzrokiem, w jego oczach krzyczy strach

<BR>wiem, jakie wrazenie moge sprawiac idac z moim amerykanskim staffordem, tym bardziej teraz, kiedy sie nie gole

<BR>ale to nie jest strach przed zarostem. nie przed pogryzieniem. to taki strach urodzonej ofiary

<BR>wiec co on odpierdala teraz na tym zdjeciu? odwracam magazyn, wole reklame red bulla

<BR>

<BR>nie zdazylem posprzatac, ale wiem, ze jemu to nie przeszkadza. mowi, ze lubi moje mieszkanie i bardzo dobrze sie w nim czuje

<BR>rzuca kurtke na lozko, wstawia wode

<BR>- ale chcesz kawe czy herbate? – pytam

<BR>- kawe! masz mleko? – otwiera lodowke, a ja nagle zauwazam dwie butelki z mlekiem, ktorych wczesniej nie widzialem

<BR>- zostaw, to mleko jest stare!

<BR>- zaraz sprawdzimy, czy stare – otwiera butelke, pije z gwinta i mlaska, zupelnie jak moj tata kiedys. i w tym momencie uswiadamiam sobie, jak  bardzo za tata tesknie, jak to bylo fajnie chodzic do sklepu po mleko ze zlotym kapslem w szklanej butelce, jak on mnie rozczula pijac w ten sposob i ogolnie to chcialbym sie do niego przytulic

<BR>zamiast tego mowie tylko

<BR>- pijesz zupelnie jak moj tata – i zanosze kubki do pokoju

<BR>rozmawiamy o tym, o czym zwykle rozmawia sie na randkach: dlaczego wietnamczycy jedza psy w zimie i z czego tak naprawde jest futro z karakulow. on oczywiscie mi nie wierzy, wiec dzwonie do kinii i olki, zeby potwierdzily

<BR>potem on dzwoni do mamy i kladzie sie na lozku, a ja bawie sie z szynszylem. pomiedzy krowka a kraftem trwa ciagla rywalizacja o moje wzgledy

<BR>jedziemy ogladac walizki, ale ja wole cos zjesc, wiec wpadamy do szwejka

<BR>zurek i sznycel jak w wiedniu. ja nie daje rady i zabieram dla psa, on mowi, ze nie da, ale zjada wszystko

<BR>prawdziwy facet wpierdala o 22

<BR>zadnych salatek, zadnych coli light

<BR>odwoze go do domu. rozmawiamy o waznych dla nas rzeczach. o tym, ze najfajniej jest, kiedy czyjes wady staja sie zaletami

<BR>- poprosze mleko

<BR>- ze srebrnym czy zlotym kapslem?

<BR>- zlotym!

<BR>tak naprawde kapsel nie byl zloty, tylko srebrny z zlota kratke

<BR>

<BR>na tle szarego nieba trzy szare sylwetki na szarych koniach

<BR>po szarej lace biegaja dwa psy

<BR>szarosc jest taka kolorowa

<BR>a kiedy juz mamy wracac, okazuje sie, ze traktor z sianem wpadl do rowu

<BR>to ci dopiero przygoda!

<BR>wyjazd zablokowany, wiec idziemy na jeszcze jeden krotki spacer

<BR>- łaciej! – wolaja na slepego łatka

<BR>

<BR><!– SONDA –>

<script language=”javascript”></script><form method=”POST” action=”http://www.sonda.pl/vote.php3″ ><table width=”150″ cellpadding=”4″ cellspacing=”0″ border=”1″ align=”center”><tr><td bgcolor=”#000000″><div align=”center”><font size=”2″ color=”#FFFFFF” face=”Verdana”><b>SONDA</b></font></div></td></tr><tr><td bgcolor=”#FFFFEE”><input type=”hidden” name=”id” value=”573183″><input type=”hidden” name=”uid” value=”81082″><font color=”#000000″ size=”2″ face=”Verdana”><b>rzyganie najlepiej oddaje ten oto emotikon:</b></font><br><br><table border=”0″><tr><td valign=”top”><input type=”radio” name=”poll” value=”1″></td><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”>(‚<—–</font></td></tr><tr><td valign=”top”><input type=”radio” name=”poll” value=”2″></td><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”>:o—–D</font></td></tr><tr><td valign=”top”><input type=”radio” name=”poll” value=”3″></td><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”>):-C—–</font></td></tr><tr><td valign=”top”><input type=”radio” name=”poll” value=”4″></td><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”>>>ryga</font></td></tr><tr><td valign=”top”><input type=”radio” name=”poll” value=”5″></td><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”>:<—></font></td></tr></table><div align=”center”><input type=”submit” value=”Zagłosuj”><br><a href=”http://www.sonda.pl/wyniki.php3?id=573183&uid=81082″>Zobacz wyniki</a><br></div></td></tr></table></form>

<!– SONDA KONIEC –>

<BR>

<BR>wreszcie sie doczekalem. nie widzielismy sie ponad miesiac

<BR>- wejdz na gore – prosi

<BR>na gorze poznaje jego babcie, a on wlasnie sie ubiera

<BR>babcia siedzi na fotelu, mocno sciska moja dlon i oglada tvp kultura, bo juz dosc ma tych morderstw i wybuchajacych budynkow. wycisza tylko dzwiek, „zeby nam nikt nie wyl”. on natomiast nie zaklada pod dresy majtek, co widac i co powoduje, ze sie rumienie

<BR>- bardzo mi przykro z powodu kropeczki, ale slyszalem, ze bedzie pani miala nowego kotka

<BR>- nie, juz jestem za stara. ja nie bede zyla jeszcze dwudziestu lat, a kto sie nia zajmie, jak odejde?

<BR>zastanawiam sie, czy te tulipany dostala od wnuczka, czy sama sobie kupila. lubie panie, ktore kupuja kwiaty

<BR>pomagam mu wyrzucic smieci i jedziemy na pizze, na sadybe

<BR>w samochodzie glaszcze mnie po glowie i mowi, ze teraz wszystko bedzie dobrze, bo juz jest na miejscu i zawsze moge na niego liczyc

<BR>”wszystko bedzie dobrze” – to sa slowa, ktore zdzialaja wiecej niz jakakolwiek terapia

<BR>przy nim od razu sie usmiecham. moze przez to, jak mowi do pani pijaczki „nie mam, aniołku”, kiedy ta prosi o ogien. a moze, po prostu, lubie z nim spedzac czas

<BR>milo sluchac, kiedy z takim zapalem opowiada o powrocie do pracy. i o tym, gdzie pojedziemy razem. i patrzec, jak bez pytania zjada moja pizze

<BR>w domu wita sie z kraftem i stwierdza, ze nowa kanapa jest duzo wygodniejsza

<BR>pije herbate i zachwyca sie moim zdjeciem

<BR>az robi sie pozno

<BR>odwoze go do domu, a kraft oczywiscie wchodzi pomiedzy przednie fotele

<BR>- kraft, na miejsce! – odpycham go sila

<BR>- ja go bym wyszkolil! ty masz za dobre serce i dlatego wlasnie tak ciebie lubie – mowi do mnie na swiatlach

<BR>kiedy wysiada, caluje mnie w usta. po raz pierwszy

<BR>

<BR>czasami po prostu wystarczy pojsc na drinka. albo dwa

<BR>- wolisz truskawki czy banany?

<BR>- truskawki

<BR>- a rum czy tequile?

<BR>- tequile

<BR>- wiedzialem, jestesmy tacy sami

<BR>

<BR>- mam taki termometr elektroniczny do buzi, ale on nie dziala

<BR>- bo te elektroniczne to sa do dupy, doslownie!

<BR>

<BR>- wlasnie pani w spozywczym powiedziala, ze nie ma znaczenia, ktora kasze kupie, bo suma sumarum po gotowaniu bedzie taka sama. i do razu pomyslalem o tobie!

<BR>

<BR>kraft tez go polubil. nawet niczego nie pogryzl

<BR>no ale on mnie nie wystarczajaco mocno

<BR>”kazdemu sie zdarza… bo to jest tak, jedni wola kaszanke i ciepla wodke, inni trufle i szampana! koles pewnie bal sie sprobowac szampana, a o truflach to nigdy nie slyszal :)” – pociesza mnie przems

<BR>

<BR>ogolnie nie lubie kawy

<BR>ale ta mi smakuje: espresso ze slodkim, skondensowanym mlekiem, jak z tubki

<BR>siadamy przy barze

<BR>- widziales, jak mu blysnely oczy? spodobales mu sie! – zauwaza ina

<BR>kawe i herbate podaje nam pan barman o zniewalajacych rzesach i pieknym usmiechu. gdyby zostal moim chlopakiem, przekonalbym go, zeby pozwolil swoim brwiom zrastac sie posrodku

<BR>place i zostawiam symboliczny napiwek (katalonczycy rzadko zostawiaja napiwki)

<BR>- thank you so much, sir!

<BR>- thank you! it was my pleasure

<BR>- no, it was mine!

<BR>a potem rozmawiamy skad jestem (on jest wlochem z poludnia), co robie w barcelonie i tak dalej

<BR>- wystarczy cie zostawic na trzy minuty! – komentuje ina, kiedy wraca z lazienki

<BR>kiedy wychodzimy, piekny barman odprowadza mnie wzrokiem. szkoda ze juz dzisiaj wyjezdzam

<BR>

<BR>robiliscie siku w chanel butiku?

<BR>ja tak!

<BR>bialy recznik z logo chanel, a na poleczce nr 5 i nr 19

<BR>oczywiscie wypsikalem sie caly i jeszcze troche do sloiczka, dla mamy

<BR>

<BR>media dinner. james mowi mi ze mam piekne oczy i niesamowita twarz

<BR>pyta o tatuaze

<BR>- mensch maschine? bo jestem w polowie maszyna. dziesiec lat temu mialem wypadek i teraz cala prawa noge mam plastikowa. w ogole wszystkie moje tatuaze mowia o moim zyciu, na przyklad ten o preferencjach seksualnych – pokazuje logo citroena sm

<BR>- ja jestem bardziej to, a ty? – pokazuje na s

<BR>wrecza mi wizytowke i caluje na pozegnanie. wiadomo, hiszpania

<BR>kiedy nastepnego dnia kupuje sobie kurtke i bluze w burberry, mysle, ze moze spotkamy sie z nim wieczorem i zabierze nas w jakies fajne miejsce. wysylam esemesa

<BR>- what are your plans for the evening?

<BR>- a long rest… do you know what to do with 22 cm?

<BR>nie z takimi odleglosciami potrafie sobie poradzic

<BR>ale wole zadedykowac jamesowi piosenke kraftwerk:

<BR>”i don’t want to be your sex object

<BR>show some feelings and respect”

<BR>

<BR>- echem byles mocno przywiazany do pasty z piklinga?

<BR>- wcale. tak naprawde palalem do niej wielka nienawiscia. nawet umiescilem ja w lodowce, zeby zamarzla na smierc

<BR>- niestety nie zamarzla. zostala zjedzona… przykro mi

<BR>- dobrze jej tak!

<BR>

<BR>bread & butter. ciekawe czy na co dzien tez sie tak ubieraja

<BR>kiedy ja probowalem, od razu spisala mnie policja pod domem. wiec dalem sobie spokoj

<BR>jestesmy glodni

<BR>- chodz tam, tam wyglada bardzo prestizowo

<BR>zamawiam smazone krewetki z dzikimi grzybami (brzmi smakowicie)

<BR>dostaje jajecznice z jedna krewetka i polowa jakiegos grzyba

<BR>obok goscie siedza nad kielbasa z fasola

<BR>so prestigious!

<BR>

<BR>niebieskie oczy potrafia zdzialac cuda

<BR>zdejmuje okulary od rafa simonsa

<BR>- look into my eyes, you can trust me

<BR>i otwiera sie bramka. wchodzimy

<BR>

<BR>w barcelonie swieci slonce

<BR>nawet kiedy robi sie juz ciemno, niebo jest granatowe, a nie szare

<BR>w piatek chodze po miescie w samym tiszercie

<BR>- a majtki, spodnie, buty?

<BR>- zapomnialem

<BR>

<BR>- elo! nie zdaze juz wpasc niestety. nie zapomnij wyslac kodu do drzwi i zostawic na lisciku odcisku szminki ;) a tak na serio to ciesze sie, ze moge pomoc

<BR>- kod taki a taki. nie wiesz, gdzie o tej porze moge kupic szminke?

<BR>- a gdzie zazwyczaj kupujesz?

<BR>

<BR>od jutra barcelona

<BR>slonce

<BR>

<BR>w tok cafe na zurawiej rozpoczyna sie bal przebierancow

<BR>kraft przestraszyl sie diablicy

<BR>(pokazala cycy)

<BR>

<BR>- to byl sen

<BR>- a wiec to prawda

<BR>

<BR>- lubisz ciastka?

<BR>- yo!

<BR>na talerzu ukladam babeczki z owocami, serniczki i szarlotki

<BR>a potem siadam w fotelu i sobie patrze

<BR>

<BR>tak, moze moje zycie jest chwilami nudne. na przyklad kiedy jest niedziela i caly dzien nic nie robie i leze z psem na lozku. troche spie, troche ogladam, troche czytam

<BR>ale to jest moja wlasna nuda, bo ja nikogo nie kopiuje

<BR>(no moze czasami tylko parys hilton, ale ona jest taka zyciowa!)

<BR>

<BR>- dlaczego zmienia pan pasy bez uzycia kierunkowskazow? – policja zatrzymuje dacie logan

<BR>- bo myslalem, ze to sa wycieraczki

<BR>

<BR>straznik miejski pyta kolege

<BR>- zobacz, co ten facet tak lata po parkingu?

<BR>- nie, spokojnie, to hydriola zapomniala znowu gdzie zaparkowala swoj samochod

<BR>a suzuki maruti stoi spokojnie przed klatka

<BR>

<BR>drogowka zatrzymuje zupelnie nieodsniezonego fiata albeę

<BR>- czy pan cos w ogole widzi przez te szybe?

<BR>- myslalem, ze mi zaparowaly okulary

<BR>

<BR>przez skrzyzowanie przejezdza renault thalia. nagle wpada w wielka dziure wypelniona woda

<BR>- o jezu! utopi sie! – krzyczy jakas kobieta

<BR>- spokojnie, to tylko hydriola

<BR>

<BR>ulica jednokierunkowa jedzie pod prad yugo koral

<BR>- co tu tak mokro? – dziwia sie kierowcy

<BR>

<BR>wypadek. w taksowce przezyl tylko pasazer na tylnym siedzeniu (mial zapiete pasy na szczescie)

<BR>- moze pan opowiedziec, jak do tego doszlo? – pyta oficer policji ocalalego, kiedy ten odzyskal juz swiadomosc

<BR>- ostatnie, co pamietam, to ze kierowca zobaczyl sie w lusterku wstecznym, krzyknal przerazony i puscil kierownice

<BR>- no tak, hydriola – wzdycha pan policjant

<BR>

<BR>swieto oriflame. podczas festynu wzdluz ulicy ustawione stoiska, gdzie panie konsultantki prezentuja kosmetyki

<BR>nagle podjezdza lada oka i przez otwarte okno jakas reka porywa wszystkie samoopalacze i odjezdza z zawrotna predkoscia maksymalna 40 km/h

<BR>- a tak nawet myslalam, ze to hydriola moze jechac – opowiada pani konsultantka klientce

<BR>

<BR>zaz tavria podjezdza pod mc drive

<BR>- czy moge przyjac zamowienie?

<BR>- euueyeeye

<BR>- slucham?

<BR>- yyyeueeyyyaaa

<BR>- ja nic nie rozumiem – zwraca sie zafrasowany pracownik do kierownika zmiany

<BR>- dwa hamburgery i frytki, przeciez to hydriola

<BR>

<BR>daewoo tico przecina jezdnie po ciaglej i zajezdza droge fordowi

<BR>kierowca focusa: kurwa, od razu wiadomo, ze hydriola za kolkiem!

<BR>

<BR>zupelnie nie rozumiem, czemu ktos konstruuje urzadzenia, do ktorych obslugi konieczny jest pilot

<BR>kraft zjadl RC od diwidi i nie moge ogladac filmow, bo mam tylko trzy guziki

<BR>tak, moj amerykanski staford bardzo lubi elektronike

<BR>ciagle znajduje gdzies pod szafa resztki ukladow scalonych, ktore z przyjemnoscia rozgryza, pomimo ze jest juz przeciez nowa kanapa

<BR>

<BR>stoje w parku, rozmawiam z dwoma starszymi panami i wygladam jakbym uciekl z poprawczaka i wlasnie zarobil w krzakach dziesiec zlotych

<BR>obok probuje biegac jakas ciota z dwoma psami okutanymi w skafandry od macka i od dawida

<BR>patrze, a to dziwka minister!

<BR>- chodz, bo ci sie plaszcz od zienia rozpial! – wola do psa, tak zeby wszyscy slyszeli

<BR>

<BR>czekam i zaraz sie zejszczam. jakis koles pyta

<BR>- kolejka?

<BR>- nie, tak stoje i robie laski po dwadziescia zlotych

<BR>- naprawde?

<BR>

<BR>polecialem sobie do amsterdamu

<BR>na chwile, na dwa dni

<BR>hotel z widokiem na kanal, ale w telewizorze to dopiero kanaly!

<BR>poza tym to co zwykle: wszyscy maja dwa metry wzrostu, tancza stukajac chodakami, doja krowy, sadza cebulki tulipanow, czekaja na urodziny krolowej i tylko co jakis czas ktos zakreci wiatrakiem

<BR>w barze obok siada pani. ma przerazajace wlosy. zastanawiam sie, czy to odrosty, czy po prostu nagle osiwiala i tak juz rosna i rosna

<BR>je, jakby nigdy w zyciu nic nie jadla, tak ze wystawia az jezyk. i ma rekawiczki bez palcow, dzieki czemu co chwila moze te palce oblizywac

<BR>a wlasciwie nie oblizuje, tylko jakby wysysala cos spod paznokci!

<BR>- popatrz na nia

<BR>- nie moge

<BR>- POPATRZ!

<BR>radek zerka i mdleje, ewa umiera, a ja zsuwam sie pod stolik. zostawiamy wiekszosc jedzenia

<BR>za to pani opedzlowala talerz jak dla drwala

<BR>pozniej po drodze widzimy ja przez szybe, jak siedzi w makdonaldzie i palcem wydlubuje deser z kubeczka

<BR>- na pewno przyjdzie dzis do ciebie w nocy. kiedy sie obudzisz, na poduszcze znajdziesz dlugi pol brazowy pol siwy wlos

<BR>

<BR>wozimy sie po miescie. najpierw on mnie, potem ja jego, potem znowu zmiana

<BR>- zobacz, jak przejezdza przez progi zwalniajace – chwale swojego bx

<BR>- uuu, to bogaty jestes, masz tyle samochodow

<BR>- co nie? – glaszcze go po szarych dresach

<BR>wiem, ze swietnie jezdze. prawo jazdy mam od pietnastu lat

<BR>

<BR>- czesc, ile zarabiasz?

<BR>- na swoje wychodze. na nic sobie nie zaluje, a jeszcze troche pieniazkow odloze

<BR>

<BR>zebre otwieraja specjalnie dla nas

<BR>po spacerze w parku herbata z pomarancza wydaje sie pelnia szczescia

<BR>zupa, grzanki, salatki, kurczak w migdalowych platkach i rozmowy przy jedzieniu

<BR>- moja mama wrocila do czasow licealnych

<BR>- czyli petting?

<BR>- rimming! ostatnio jeden gosc tlumaczyl mi co to jest

<BR>- rimming jest swietny, szczegolnie, kiedy ma sie psa. wystarczy posmarowac maslem

<BR>- a potem buzi buzi

<BR>agata robi kwasna mine. wlasnie dostala psiego calusa

<BR>

<BR>- ja juz dwadziescia lat nie bylem w warszawie – mowi wlasciciel tytusa, ktory biega tak szybko, ze trudno go dogonic

<BR>to jest zycie: do pracy, na rybki, gdzies z zona, do tesciowej

<BR>zastanawiam sie, czy ten pan jest bardziej szczesliwy. moze

<BR>ale warszawa po dwudziestu latach? to musi byc dopiero cos

<BR>

<BR>- tak, widac, ze ona lubi zjesc beze

<BR>

<BR>u fryzjera oczywiscie nie ma zadnego wolnego stolika

<BR>pozniej przy ruinach spotykamy znajomych

<BR>- moze mieliscie szczescie, bo podobno zmienil sie kucharz i wszyscy goscie dostaja rozwolnienia

<BR>

<BR>aspen look

<BR>czapka z pomponem fred perry, szara bluza polarowa versace sport, spodnie energie i buty pump omni snowman

<BR>kurtki nie zakladam. wole zmarznac, niz zepsuc aspen look

<BR>przed biurem samochody z boxami na dachu

<BR>- bardzo mi przykro, ale wy nie wygladacie jakbyscie jechali do aspen chryslerem aspen

<BR>

<BR>w niedziele spacer z kinia, piotrkiem i psami

<BR>snieg skrzypi pod nogami, zjezdzam na tylku z nasypu

<BR>nie zalozylem rekawiczek, bo mam zawsze cieple dlonie

<BR>moja kolezanka twierdzi, ze facet, ktory zawsze ma cieple dlonie, to skarb

<BR>zupelnie jak bysmy byli gdzies daleko, choc przeciez siekierki tuz obok

<BR>kiedy kraft i gatsby juz dysza ze zmeczenia, wracamy do domu

<BR>kinia czestuje pysznym rosolem

<BR>tez ugotowalem. i tez dodalem kminek

<BR>

<BR>mam nowa kanape. za to nie mam juz starej

<BR>codziennie kiedy otwieram drzwi od mieszkania boje sie, ze zobacze gabke

<BR>na szczescie wita mnie tylko usmiechnieta psia geba

<BR>- zobacz, jaki bylem grzeczny – merda ogonem

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interii.pl/CIMG0554.JPG” border=”0″>

<BR>drugi do kolekcji. citroen bx 19 tzi 1990

<BR>- ale po co ci on? przeciez juz masz jeden i sluzbowy

<BR>- zeby go miec

<BR>za tysiac zlotych kupilem piekny samochod, ktory smiga jak strzala, jest ultrawygodny i ma czarne tablice

<BR>w cenie zimowe opony, komplet letnich, radio pioneer, sporo benzyny i dwie zlotowki w specjalnym schoweczku na monety

<BR>- i jak bx? jesli chodzi jak moja sraczka to extra

<BR>- mysle, ze gdyby porownac go do twojej sraki, to peklaby porcelana

<BR>

<BR>tanja zaraz rodzi. za dwa tygodnie, wiec w kazdej chwili

<BR>- wody ci juz odeszly?

<BR>- jeszcze nie

<BR>- ale masz mam nadzieje folie rozlozona na lozku pod przescieradlem?

<BR>- tak, i w samochodzie, zeby tapicerki nie zniszczyc

<BR>

<BR>potok komplementow poprzedzilo stwierdzenie, ze stwarzam duzy dystans do siebie i nie jest latwo do mnie podejsc, ze nie zachecam. za to potem

<BR>co innego mysla starsze panie

<BR>jedna zaczepila mnie, tylko zeby porozmawiac o tym, ze specjalnie jechala do tego sklepu na krucza po kapcie dla kuzynki, a sklep zamkniety

<BR>dobrze, ze trafila na mnie, bo kto inny wiedzialby, ze wyroby firmy runo mozna kupic rowniez niedaleko, w stoisku przy przejsciu podziemnym?

<BR>inna starsza pani chciala sie ze mna podzielic na ulicy smutkiem, ze bardzo teskni za swoja sunia, ktora umarla pod koniec listopada. kiedy zaczela plakac, zaczalem i ja. chcialem ja przytulic, ale jakos tak niezrecznie. dziwne, ze wypada tlumic najbardziej ludzkie odruchy. biedna ta pani, musi byc bardzo samotna

<BR>a jeszcze inna pani ma starego corgasa i nazywam ja krolowa

<BR>jej corgy nie chce bawic sie z kraftem, bo jak sama twierdzi, jest zazdrosny, ze on taki stary, a kraft mlodzieniec

<BR>pani krolowa jest zawsze usmiechnieta i wymawia piekne przednio jezykowo zebowe eł

<BR>- milego dnia – zycze jej, kiedy spotykamy sie rano na spacerze

<BR>- dla pana tez miŁego dnia i miŁego caŁego zycia!

<BR>

<BR>w sylwestra poszlismy razem na jedzenie i spotkalismy liroja

<BR>chcialem podejsc, pomacac jego spodnie i zapytac

<BR>- lee?

<BR>a w nowy rok poszlismy na romantyczny spacer i sie zakochalem

<BR>w srebrnym citroenie bx 19 tzi

<BR>wiem, ze to na mnie czekal cale zycie

<BR>

<BR>kiedy wracam do domu, przed szpitalem na rogu hozej i poznanskiej dwoch debili robi halas meczowymi trabkami. a to przeciez szpital

<BR>przechodzi policja, nie zwraca uwagi

<BR>- zamknij morde pedale! – krzyczy w koncu facet, ktory chyba wlasnie opuscil ostry dyzur

<BR>debile biegna do niego i zaczynaja sie napierdalac

<BR>policjanci patrza tylko. dopiero po okolo trzydziestu sekundach podchodza do nich wolnym krokiem

<BR>

<BR>olga tanczy, zaneta chce mnie calowac, a grazyna rozmawiac po angielsku

<BR>- but i don’t speak english very good

<BR>na poczatku co jakis czas wtraca slowo po polsku, ale kiedy konczymy, nasza rozmowa wyglada nastepujaco: graza mowi po polsku, ja tlumacze na angielski i po angielsku odpowiadam

<BR>omg! that was so cliche!

<BR>

<BR>tuz przed polnoca wybiegamy na ulice together with sparkling wine dorato (dorejto)

<BR>skladam zyczenia wszystkim, lacznie ze straza miejska

<BR>- seasons greetings! seasons greetings!

<BR>

<BR>- powiedz wszystkim, ze jestem z bukaresztu – mowie zdejmujac palto

<BR>- to jest maciek. matijas z bukaresztu – przedstawia mnie ałtomat

<BR>jest swietnie, a za oknem rialto

<BR>grazyna opowiada dowcipy. albo niesmieszne, albo takie, ktore znam od czasow podstawowki, czyli jakies piecdziesiat cztery lata

<BR>- przewrocil – eksztezyd, zab – kotosed – tlumaczy mi ałtomat na rumunski

<BR>- aaa! teraz rozumiem!

<BR>i tez postanawiam opowiedziec dowcip

<BR>- czauczesku po smierci trafil do nieba. i pyta pana boga: czy sa kartofle? nie ma kartofli! – wybucham glosnym smiechem

<BR>kiedy opowiedzialem ten dowcip mamie nastepnego dnia rano, miala taka sama mine

<BR>

<BR>- moge skorzystac z toalety?

<BR>- zrobisz kupe?

<BR>- nie, taka wielka kupiche

<BR>

<BR>sylwestrowy wieczor na marszalkowskiej

<BR>zamiast atmosfery upojnej zabawy straszy pijane chamstwo. i strzela

<BR>na rogu z hoza zaczepia mnie zalana laska

<BR>- gdzie jest plac konstytucji?

<BR>zastanawiam sie skad te kurwiszcza zjechaly

<BR>

<BR>mialem jechac z kraftem za miasto

<BR>tak wyjechac o 22 i trafic gdzies, gdzie zupelnie nie bedzie ludzi, za to bedzie swiecil ksiezyc i bedzie cicho

<BR>gdzie wyjdziemy sobie na spacer o polnocy, a potem wrocimy do warszawy jak sie wszystko uspokoi

<BR>wydawalo sie to znakomitym pomyslem, z tym, ze w tak zwanym miedzyczasie pojawilo sie kilka faktow:

<BR>1. okazalo sie, ze kraft jednak wcale nie boi sie strzalow

<BR>2. poszedlem do weterynarza i dostalem dwie tabletki – zolta i czerwona – po ktorych kraft stal sie senny jak niedzwiedz

<BR>3. zdalem sobie sprawe, ze po takim sylwestrze jednak bede mial dola. moze nie od razu, ale tak w polowie stycznia

<BR>4. na impreze zaprosil mnie ałtomat

<BR>5. ałtomat mieszka naprzeciwko hotelu rialto

<BR>zalozylem wiec palto i poszedlem w strone rialto

<BR>

<BR>gotuje jedzenie dla krafta i mysle o tym, jak wiele zmienilo sie w tym roku

<BR>mieszkam sam. uwielbiam to moje mieszkanie

<BR>mam nowa prace. w zasadzie codziennie przekonuje sie, jak moze byc przyjemnie i jak zle mi bylo w poprzedniej

<BR>podczas oceny rocznej szef napisal „puwinien”

<BR>- popraw to u – mowie do niego

<BR>poprawia na „pówinien” i umieramy ze smiechu

<BR>przekonalem sie, ze milosc warta jest mniej niz darmowe wycieczki

<BR>umarl lalur. wciaz mi go brakuje

<BR>okazalo sie, ze niegdysiejsze wspolne kolacje i rozmowy sa coraz rzadsze i ograniczaja sie glownie do spozycia posilku

<BR>okazalo sie tez, ze mozna dawac bez konca, a kiedy prosi sie kogos o drobna przysluge, ten zada w zamian pieniedzy

<BR>jest kraft. jest ktos kogo kocham, kto zawsze cieszy sie, kiedy mnie widzi i kto przytula sie do mnie w nocy

<BR>kilka razy sie zawiodlem. moze nawet wiecej razy. ale tez przekonalem, na kogo moge liczyc

<BR>zrobilem kilka fajnych rzeczy, troche rzeczy zaluje, a najbardziej chyba zmarnowanego czasu na marne relacje

<BR>dostalem nagrode

<BR>mam szalony pomysl na sylwestra, tylko nie wiem jeszcze, czy go zrealizuje

<BR>a w przyszlym roku moze sie zakocham

<BR>

<BR>ogladamy w internecie samochody

<BR>citroen sm, buick riviera boattail, panhard, chevrolet corvair, mohs

<BR>a potem pokazuje mi album bmw

<BR>- najbardziej podobala mi sie ta linia przodu. dlatego ja kupilem

<BR>

<BR>- dobre te? – pyta biorac niebieska

<BR>- dobre, ale zielone sa lepsze

<BR>odklada wiec niebieska i odwija z papierka ostatnia zielona

<BR>po czym wklada mi ja do buzi

<BR>

<BR>taka drabinka, zeby mozna bylo siegac po ksiazki

<BR>co z tego, ze lek wysokosci

<BR>nogi szerzej i urywam guzik

<BR>szukamy ale nigdzie nie ma

<BR>rano znajduje go w bucie

<BR>guzik od czapki doktora paj chi wo

<BR>

<BR>zawsze najbardziej wkurwiala mnie wiejska zawzietosc

<BR>mozna sie zmieniac, mozna nasladowac, mozna uczyc sie jezykow i udawac

<BR>ale jak mowi stare porzekadlo: „cham ze wsi wyjdzie. ale wies z chama nigdy”

<BR>bo z kreowania sie na sile, zwykle powstaje kreatura

<BR>taka zawzieta i ponura

<BR>

<BR>- a nie wiesz, gdzie mozna kupic takie szare spodnie dresowe bawelniane?

<BR>- u nas sa, ale bez sciagacza na dole

<BR>- ale ja chce ze sciagaczem

<BR>- no wlasnie, wszyscy takie chca, ale nigdzie nie ma. ja mam takie zajebiste z wielkim napisem REEBOK na nogawce i z krokiem w kolanach, tylko nie wiem, czy nie sa za bardzo zajebiste

<BR>- a ja kupilem sobie jeszcze buty, ale chyba nie bedziesz zadowolony z tego mojego zakupu

<BR>- jakie?

<BR>- takie sztyblety

<BR>- oesu, to musisz w nich stukac i drobic kroczki!

<BR>- nie, chodze w nich po mesku. maja czternastocentymetrowe obcasy, ale chodze po mesku

<BR>

<BR>- kiedys to jaja byly o takie – ciocia grzmociszcze pokazuje, jakby obejmowala jajo dinozaura

<BR>- tak, a kury przygniataly ludzi jednym machnieciem skrzydla

<BR>

<BR>- nie powinno sie popijac ryby surowym – mowi ciocia grzmociszcze przy wigilii

<BR>- tomek, czy mozesz isc zagotowac mi coca cole? – prosze brata

<BR>

<BR>jezus narodzony

<BR>a ja zawiedziony

<BR>

<BR>do pokoju wpada szef, spiewajac „czy pamietasz jak ze mna tanczyles walca…”

<BR>- nie pamietam – odpowiadam spokojnym tonem

<BR>

<BR>z mateuszem jedziemy do tesco wydac bony sodexho

<BR>kupuje najwieksza nutelle jaka jest na swiecie

<BR>do kasy kolejka, bo wszystko blokuje jedna larwa

<BR>taka mala, a tyle nakupowala! co za larew jedna!

<BR>w nocy nie moge spac

<BR>mateusz twierdzi, ze to klatwa tej larwy, ale to na pewno olej bartek

<BR>

<BR>czasami moze byc tak:

<BR>- Jak my ten teges?

<BR>- No ja wolny jezdem, wiec jakcisie

<BR>- Ok, iwnink. Mię?

<BR>- Bię! 20?

<BR>- Łi!

<BR>a za chwile ktos moze sie smiertelnie obrazic, jakby bylo o co

<BR>czy jest cos gorszego na swiecie niz obrazona hydriola?

<BR>jest. obnazona hydriola

<BR>

<BR>na podworku stanela choinka. jest piekna, obwieszona mnostwem bombek, kipiaca kolorami

<BR>taka troche przedwojenna

<BR>dowieszam od siebie plastikowa wisienke

<BR>zielony tort

<BR>

<BR>moja mama ma adoratora. zonatego. zdarza sie, mi tez czasami

<BR>mama pyta, jak sie czuje jego zona

<BR>- co ci bede opowiadal. niedawno sasiad zapytal mnie na schodach, jak sie czuje moja matka. powiedzialem, ze moja matka nie zyje, na to on: „a ta pani?”

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.robcio.net/ebo.jpg” border=”0″>

<BR>

<BR>agata z rafalem opowiadaja, ze kiedy zamawiaja taksowke, wlacza sie automat i podaje ostatnio zamawiane adresy

<BR>jest do doskonaly sposob do sprawdzania wiernosci – dzwonisz z czyjejs komorki po taksowke i juz wiesz doskonale, skad i dokad ktos jezdzi

<BR>ale gdzie ludzie? gdzie pani halina z centrali?

<BR>za kilka lat

<BR>- ra-dio-ta-ksi-tu-ha-li-na-dzien-do-bry-to-na-pra-wde-ja-u-nas-na-pra-wde-pra-cu-ja-lu-dzie-je-sli-chesz-sie-o-tym-prze-ko-nac-za-daj-mi-ja-kie-kol-wiek-py-ta-nie-i-na-cis-nij-je-den

<BR>

<BR>a co u agaty bogackiej?

<BR>powie glosno za piec minut

<BR>

<BR>urodziny renaty. bulterierka balbina lize pipa. wszedzie. az zlizala caly krem matujacy

<BR>- mam nadzieje, ze psia slina przenosi choroby alergiczne skory

<BR>

<BR>wracam od serka ze snowman party, byly swieta, byla wodka, bylo swietnie

<BR>daje kraftowi parowke i mowie

<BR>- ty to jestes taka ala janosz

<BR>

<BR>- co dostane od mikolaja?

<BR>- dupe

<BR>- a cos fajniejszego?

<BR>- moja dupe

<BR>

<BR><!– SONDA –>

<script language=”javascript”></script><form method=”POST” action=”http://www.sonda.pl/vote.php3″ ><table width=”150″ cellpadding=”4″ cellspacing=”0″ border=”1″ align=”center”><tr><td bgcolor=”#000000″><div align=”center”><font size=”2″ color=”#FFFFFF” face=”Verdana”><b>SONDA</b></font></div></td></tr><tr><td bgcolor=”#FFFFEE”><input type=”hidden” name=”id” value=”569436″><input type=”hidden” name=”uid” value=”81082″><font color=”#000000″ size=”2″ face=”Verdana”><b>o ja cie! tatuaż</b></font><br><br><table border=”0″><tr><td valign=”top”><input type=”radio” name=”poll” value=”1″></td><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”>na łapie</font></td></tr><tr><td valign=”top”><input type=”radio” name=”poll” value=”2″></td><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”>czy na klacie?</font></td></tr></table><div align=”center”><input type=”submit” value=”Zagłosuj”><br><a href=”http://www.sonda.pl/wyniki.php3?id=569436&uid=81082″>Zobacz wyniki</a><br></div></td></tr></table></form>

<!– SONDA KONIEC –>

<BR>

<BR>poniedzialkowy wieczor spedzam nad zalewem zegrzynskim

<BR>jest ladnie, szumia fale, w oddali swieca ciezarowki

<BR>biegalem z kraftem po plazy, teraz lezymy w pokoju. jest troche za goraco

<BR>wtem dzwoni telefon. pani z recepcji

<BR>- przepraszam, ale mam takie troche dziwne pytanie: czy pan ma moze czarnego jaguara?

<BR>- nie, prosze pani. ja mam czarnego psa

<BR>

<BR>- te kurze lapki to sie gotuje?

<BR>- ale pan to dla siebie chce? – pani ekspedientka zerka na mnie z mieszanka zdziwienia i obrzydzenia w oczach

<BR>- nie, to dla psa

<BR>- a, to dobrze. kiedys przyszedl taki starszy pan i kupowal serca drobiowe. i wyjal jedno z torebki i zjadl od razu takie surowe

<BR>nie wiem co mi strzelilo do glowy z tymi lapkami. jak sie je ugotuje robia sie szare, a najgorsze sa te wystajace z wody paznokcie

<BR>

<BR>kinia opowiada mi o rejsie po karaibach

<BR>- to zupelnie tak samo, jak kiedy plynalem do karlskrony

<BR>

<BR>- jestes najprzystojniejszym facetem, zaraz po moim chlopaku – mowi do mnie ania kuczynska

<BR>ja nie mam dziewczyny, wiec ania dzisiaj jest moim numerem jeden

<BR>

<BR>impreza taneczna ani kuczynskiej. czekamy przed brama, bo najgorsze, co moze sie przydarzyc, to selekcjoner, ktory jest najwazniejszym gosciem

<BR>dawid wolinski wchodzi bez kolejki, bo mu zimno. TO ZAPNIJ TE KOZUSZYNE TO CI SIE CIEPLEJ ZROBI!

<BR>za chwile wpycha sie robert kupisz

<BR>ja czekam dalej, bo jestem menedzerem, a nie fryzjerem

<BR>

<BR>- zaladowalismy sobie konie i jedziemy

<BR>w sobote rano wyjazd nad jezioro wigry, gdzie powstaje wypasiona stadnina z wielkim wypasem

<BR>mercedes dziarsko ciagnie przyczepe z napisem KONIE SPORTOWE, kraft spi miedzy fotelami przy skrzyni biegow, czas szybko mija, my mijamy bialystok (myslalem oczywiscie o tobie), augustow, suwalki i jedziemy az na sam koniec polski

<BR>bardzo ladnie na tym koncu

<BR>nad jeziorem wigry zapada zmierzch, jest cicho i tajemniczo. na wzgorzu rozowi sie klasztor, piekny widok na okolice

<BR>chcialbym pracowac tam jako przewodnik

<BR>- o tu wlasnie stal ojciec swiety. kto napije sie wody z tego butosladu, pozostanie zdrowy i mlody na wieki – pokazywalbym turystom slad odcisnietych pantofli w betonie

<BR>na kolacje jedziemy do miasteczka sejny

<BR>- where are you?

<BR>- in sejny

<BR>- that’s insane!

<BR>nie spodziewalem sie, ze bedzie tam tak urokliwie. synagoga zydowska, klub jazzowy z graffiti jakich nie powstydzilaby sie warszawa, pomnik, skwer, przyjazni mieszkancy

<BR>trafiamy do litewskiej restauracji, gdzie na zewnatrz napis policja sasiaduje z szyldem tyskie

<BR>zamawiamy tradycjne potrawy i ogladamy mlodziez, ktora przyszla na mikolajkowa zabawe

<BR>a kiedy wracamy, jedziemy przez bude ruska

<BR>- gdzie mieszkasz?

<BR>- w budzie ruskiej

<BR>wieczorem chwile ogladamy telewizje, ale szybko zasypiam. kraft wskakuje do jego lozka. co za podly pies

<BR>w drodze powrotnej do warszawy slysze

<BR>- bardzo cie lubie

<BR>- ja ciebie tez – odpowiadam po chwili i wzdycham tak, zeby nikt nie slyszal

<BR>

<BR>- przepraszam, ale nie moge z toba rozmawiac, bo wlasnie jade obok angeli merkel

<BR>

<BR>zapomnialem napisac, ze bylem na evencie w rondo royal w rondo jeden

<BR>masz egzeme? tradzik? moze rumien? albo lubisz plastikowe zyrandole i wszechobecne draperie? na randke tylko do rondo royal!

<BR>jest tak ciemno i tak czerwono, ze oko wykol i to juz, zaraz

<BR>a kiedy potem na zewnatrz, przy latarni, wypadnie ci niechcacy rachunek, wszelkie niedoskonalosci i tak straca znaczenie

<BR>

<BR>tak, jestem MISZCZ 2008. razem z serkiem. ale super

<BR>w piatek przed rozdaniem nagrod wyszedlem z pracy i stalem w korku sto godzin i stalbym dwiescie, ale ucieklem i zaczalem krazyc po miescie

<BR>potem poszedlem zjesc kotleta po kijowsku i kiedy siedzialem sam w tej babooshce pomyslalem, ze to mega zalosne, ze tak siedze sam i jem i ze nikt sie nawet nie domysla, ze za dwie godziny bedze miszczem. potem sie ubralem ladnie i pojechalem do hiltona. sam. no i stalem i czekalem, bo kazali mi przyjsc wczesniej i nie moglem sie doczekac, kiedy przyjdzie pip, juca, mama, agata. trudno bylo dostac cos do picia, co nie bylo alkoholem albo kawa, na szczescie byl red bull, ale wypilem dwa i juz mialem dosc. w koncu wszyscy przyszli, ale bylo glosno i nic nie bylo slychac, nawet tego, ze wolaja mnie na scene, ale w koncu tam wskoczylem, zaspiewalem, pousmiechalem sie i cudownie, ze byla agata, juca, pip i mama, ale nie bylo nikogo, z kim moglbym sie podzielic szczesciem. tak bardziej niz z mama, pipem, juca i agata. i w takich momentach uswiadamiam sobie priorytety.

<BR>a kiedy wyszlismy w koncu, obok hotelu znalazlem 50 zlotych i nie wmawiaj mi, ze to twoje, bo i tak nie uwierze i najfajniejsze bylo to, ze nie trzy sekundy pozniej, tylko dokladnie w momencie, kiedy je zauwazylem, bardziej ucieszyla mnie nie kasa, ale to, ze pip sie wkurwi, ze to nie on znalazl. i sie wkurwil

<BR>

<BR>wyrwalem kolejna osemke. nazwalem ja artur. artur osiem

<BR>lezalem na fotelu z nogami w gorze. przez chwile czulem sie jak u ginekologa, ale to byl jednak fotel dentystyczny

<BR>wszystko poszlo sprawnie i milo, pani wiola asystentka wycierala mi krew z twarzy, a nastepnie dostalem taki fajoski kompres i dwa proszki

<BR>potem myslalem ze umre, ale jednak zyje

<BR>

<BR>wracam we wtorek do domu i widze gabke

<BR>- baltazar?

<BR>okazalo sie, ze kraft zjadl moja kanape w kwiaty

<BR>w sumie moze i dobrze, bo byla niewygodna i wszyscy sie z niej zsuwali

<BR>ale czasami mialo to i swoje dobre strony

<BR>- te fotele sa szalenie niewygodne. prosze, niech pan usiadzie tutaj!

<BR>

<BR>grudzien rozpoczal sie sloncem. idziemy z kraftem nad wisle

<BR>po drodze w parku pani karmi golebie

<BR>- haps! – kraft lapie buleczke w powietrzu

<BR>- jedz buleczke, dobra, swieza – pani glaszcze go po glowie

<BR>rozmawiamy chwile o pieknej pogodzie i o zwierzetach

<BR>- w tym wieku biega sie przeciez za ptaszkami – mowi na koniec pani, a ja nie pytam juz, czy miala na mysli psa, czy mnie

<BR>

<BR>- dlaczego ja nie moge zakochac sie w kims takim jak ty? – pyta mnie, kiedy jedziemy rano ogladac mieszkania

<BR>biegam z nim po budowie i wiem, ze to idiotyczne, ale troche czuje sie, jakbysmy kupowali razem

<BR>- a jak pan kupi garaz, dostanie pan gratis osmiometrowa komorke

<BR>- super, bedzie mozna trzymac tam corke!

<BR>gadamy glownie o samochodach, ale podoba mi sie jego podejscie do zycia

<BR>jest serdeczny. bardzo rzadko spotyka sie teraz serdeczne osoby

<BR>kupuje ciastka ponczowe i zjadamy po dwa

<BR>nie znosze kiedy facet zamawia cole light i salatke. albo cos lekkiego, co pani poleci?

<BR>wieczorem idziemy do kina

<BR>kiedy sie boje, wyciaga swoje ramie

<BR>przytulam sie na chwile, ale tylko na moment, bo przeciez pamietam, co mi powiedzial wczesniej

<BR>a kiedy byl w wojsku, byl strazakiem

<BR>

<BR>a kiedy zjadlem prawie wszystkie krewetki, poszlismy pojezdzic jego lancia thesis

<BR>- masz kluczyki

<BR>- naprawde?

<BR>siadam na fotelu obitym skora poltrona frau, dotykam wszystkiego. drewniane drewno, metalowy metal, w tym samochodzie mozna sie zakochac

<BR>jedziemy i usmiech nie schodzi mi z twarzy. podobno niektorzy odbieraja ten samochod jako manifestacje wladzy. cos w tym jest

<BR>wieczorem siadam za kierownica audi A8 w wersji L, 4.2 quattro

<BR>zabawne, jak kierowcy odwracaja wzrok, kiedy spojrze na nich na swiatlach

<BR>wspaniale, kiedy naped na cztery kola wyprowadza mnie z zakretu

<BR>ale jesli chodzi o komfort, audi moze tylko powachac rure wydechowa mojego citroena xm

<BR>

<BR>- przed wojna to bylo kino ton przy willowej, no i polonia, urania – wymienia ciocia, ktora zawsze ma przy sobie chusteczke. zwykle trzyma ja pod pacha albo w staniku, dzis wyjatkowo w kieszonce koszuli

<BR>- gdzie ty przed wojna chodzilas do kina na miasto jak ja nie chodzilam?! – krzyczy ciotka grzmociszcze

<BR>

<BR>- zobacz, jak ona wpierdala – pokazuje mama na ciotke grzmociszcze. moja mama nigdy nie przeklina, za to zawsze nazywa rzeczy po imieniu

<BR>mnie bardziej interesuja uszy ciotki grzmociszcza. moze przez to, ze ma juz 75 lat, a moze przez to, ze nosi w nich polkilogramowe zlote kolka, malzowiny siegaja jej juz niemal do kolan

<BR>- te sledzie to ze wsi? – pyta zajadajac

<BR>- jakie ze wsi?! – odpowiada zirytowana ciocia malgosia

<BR>wiejskie sledzie – genesis

<BR>od setek lat nasi przodkowie kopali kanaly, ktorymi woda morska splywala z baltyku w najdalsze rejony naszego kraju. nawet w tarnowie, nawet w raciborzu, ba, nawet w mielcu swieze sledzie codziennie goscily na chlopskich stolach, a w kanalach az srebrno bylo od pluskajacych rybek! panny luskami wyszywaly czepce, tez nie jeden żupan zostal przyozdobiony sledziowa pletwa

<BR>w warszawie, ktora nie byla wtedy nawet jeszcze stolica, co roku wybierano najpiekniejsza sledziowa panne, zwana potocznie syrena. do dzis jej symbol przetrwal jako herb miasta

<BR>sledzie doskonale smakowaly z oscypkiem. smakowaly z kiszka ziemniaczana. jadano je z modra kapusta. wielkopolska slynela ze sledziowej czerniny

<BR>o polsce pisano w kronikach, ze to kraina sledziem plynaca, a dokladniej kraj plywajacych sledzi. kazdy zna staropolskie porzekadlo, ze sledzik lubi plywac

<BR>wszystko wskazywalo na to, ze staniemy sie swiatowym potentatem w dziedzinie gorskiego rybolostwa slonowodnego. niestety pozniej przyszedl lodowiec i wszystko zasypal

<BR>

<BR>rozmawiamy z wanda o tym, jak swietne sa bony sodexho

<BR>- bo w takim rossmanie jak kupujesz chemie, to szkoda wyjac stowe na proszki do prania. a tak prosze: bon

<BR>- tak, najfajniejsze, ze sa to takie zabawkowe pieniadze

<BR>

<BR>leze sobie rano z kraftem i patrze przez okno, jak pada snieg

<BR>bialy dach, szare niebo i szara sciana z luksferami

<BR>pozniej pobawie sie moimi sniegowymi kulami, ktore stoja na parapecie: paris, warsaw, san francisco, hollywood i las vegas. slucham

<BR>”i don’t want to be your sex object

<BR>show some feelings and respect”

<BR>- bo wszystkie piosenki kraftwerka sa o tobie – odpowiada potem pip

<BR>- a wszystkie piosenki majki jezowskiej sa o tobie

<BR>

<BR>- najbardziej mnie kreci to, jak reagujesz. jak taka napalona dzikosc

<BR>

<BR><object width=”425″ height=”344″><param name=”movie” value=”http://www.youtube.com/v/fm6UhMKF8DU&hl=en&fs=1″></param><param name=”allowFullScreen” value=”true”></param><param name=”allowscriptaccess” value=”always”></param><embed src=”http://www.youtube.com/v/fm6UhMKF8DU&hl=en&fs=1″ type=”application/x-shockwave-flash” allowscriptaccess=”always” allowfullscreen=”true” width=”425″ height=”344″></embed></object>

<BR>

<BR>w poszukiwaniu idealnej kurtki z kapturem odwiedzilem nawet takie sklepy, gdzie nigdy nie wchodze. a potem, jak juz stalem przed zara, wpadlem na pomysl, zeby sprawdzic w KDT

<BR>nie ma sensu wspominac, ze tam tez nie bylo szarych ani granatowych kurtek, ktore nie maja haftow na plecach i nie rozpadaja sie przy pierwszym dotknieciu. ale maja za to kaptur

<BR>zaskoczylo mnie jednak, ze KDT to miasto w miescie!

<BR>panie sprzedawczynie wygladaja wszystkie tak samo

<BR>na pewno wszystkie chodza do tego samego fryzjera i tego samego solarium w KDT

<BR>sprzedawcy rozmawiaja co dzis na obiad. udko pieczone i zurek, serwowane w barze w KDT

<BR>- o, zurek! – cieszy sie jeden pan

<BR>wszyscy wiedza o sobie wszystko, kiedy nie ma klientow ustawiaja sie w grupki i rozmawiaja o zyciu

<BR>- iwona juz dawno powinna sie z nim rozstac!

<BR>- gdzie jedziecie na sylwestra?

<BR>podziwiam jednego pana, po ktorym widac, ze handlem zajmuje sie nie od dzis. prawie udalo sie mu namowic mnie na kurtke, ktora ewentualnie zalozylbym na nocny spacer z kraftem

<BR>to nie miejsce dla mnie, koniec wycieczki. wychodze i znow jestem w warszawie

<BR>

<BR>czego mozna dowiedziec sie rano?

<BR>ze gorzej wyglada sie ogolony. ze ma sie misz-masz meblowy w mieszkaniu. albo ze lozko do niczego nie pasuje. albo ze te szafy wymagaja odswiezenia, pronto, albo woskiem pszczelim, ale prawdziwym. ze ma sie minus, bo chce sie wyjsc z psem na spacer w brudnej koszulce, ktora wcale nie jest brudna. albo ze zle sie wiaze szalik. zdarza sie rowniez, ze ktos ci powie, ze masz wycieraczki do wymiany w nowym samochodzie. albo mozna uslyszec to wszystko na raz

<BR>dlatego nie ma sensu marnowac wieczoru

<BR>

<BR>- bedzie pan jadl tego loda? – pyta pani sprzedawczyni mlodego chlopca

<BR>- no tak

<BR>- a moge otworzyc?

<BR>z tego wszystkiego chlopiec zapomnial zabrac reszty. cale siedemdziesiat groszy

<BR>

<BR>na imprezie tancze na scenie z gwiazda telewizji i urzedniczka panstwowa

<BR>spiewam piosenki o pipie

<BR>happy birthday wykonuje dla nas wietnamska marylin monroe. wczesniej byla sabrina, violetta villas, alicja majewska i cher

<BR>do domu wracam o siodmej rano, juz swita. jakby byly wakacje. jakby byla czwarta rano. jakby to bylo dawno temu

<BR>

<BR>dochodze do wniosku, ze gdybym byl kobieta, bylbym kalina jedrusik

<BR>- kocham cie za to, ze znasz honorate

<BR>- a ja kocham cie za to, ze znasz janusza

<BR>jestesmy do siebie tak podobni, ze az sie boje. troche

<BR>

<BR>a na koniec zabiera moja czapke z kogutem i napisem COCK

<BR>- i like your cock

<BR>- i love your big cock too!

<BR>

<BR>lubie chodzic do parku, bo zawsze sie dzieje

<BR>- czy naprawde pan chce, zebym dostal zawalu? – pyta mnie pan policjant, do ktorego podbiegl kraft. strachliwi sa ci nasi policjanci

<BR>- nie, nie chce – odpowiadam i tlumacze dalej, ze pies tez musi miec cos od zycia

<BR>kto jak kto, ale psy powinny to zrozumiec

<BR>w dzien niepodleglosci wszedzie rodziny z malymi dziecmi i nie moge krafta spuscic ze smyczy. denerwuje sie, bo przeciez parki sa dla psow. dzieci mozna trzymac w domu w kojcu

<BR>innego dnia spotykam troche psychiczna pania, ktora wmawia mi, ze koniecznie musze kupic te witaminy z rotwajlerem za piecdziesiac szesc i ze wieprzowiny to nie trawia. a juz pasztetu wcale dawac nie mozna

<BR>mozna za to dawac racuchy, jej pies bardzo lubi

<BR>bardzo prosto to sie robi: szklanka maki, dwa jajka, szesc lyzek jogurtu (tego zwyklego, bakomy) i mikserem to wszystko. jablka obrac i pociac tak normalnie, jakby sie jadlo i w tym ciescie maczac i smazyc, ale na duzym gazie, zeby tam w srodku sie upieklo

<BR>ja bym jeszcze dodal zapach. arak

<BR>a dzis taka jedna pani zaczepila mnie, czy mam jakies pieniadze dla jej dzieci. znam te pania, bo jej corka wczesniej zaczepiala krafta

<BR>to straszne: pani wyglada jak stara pijaczka, a jej mala corka ma identyczna twarz

<BR>zaraz po zachodzie slonca, tuz przed deszczem, ptaki urzadzaja koncert

<BR>

<BR>- mysle, ze jestes takim typem kobiety, ktora uzaleznia sie od konia – rzucam mimochodem do pipa podczas obiadu

<BR>

<BR>- czy podjeli juz panowie decyzje? – pyta pani kelnerka

<BR>- tak, postanowilem calkowicie odmienic swoje zycie – odpowiadam

<BR>

<BR>naprawde, czasami jedyna rzecz, ktora mozna zrobic, to podejsc i powiedziec

<BR>- wiem, ze bardzo sie starales, ale to wszystko i tak nie odwroci uwagi od faktu, ze jestes karlem

<BR>

<BR>nie lubie czechow. to podly narod. w pieciogwiazdkowym hotelu pani kelnerka nie chce mi podac herbaty do stolika przy sniadaniu, tylko kaze mi isc i zrobic sobie samemu

<BR>przeciez ja ostatni raz sam zaparzalem sobie herbate w 1988!

<BR>w kantorze oszukuja i mowia ze to nie ich biznes. u kafki podaja kawe z bita smietana, pomimo ze wyraznie prosilo sie bez. z czystej zlosliwosci dokladaja te smietane jeszcze do szarlotki

<BR>troche zwiedzamy, troche sledzimy. za chwile zupelnie przypadkiem kogos innego

<BR>zakochane pary na moscie karola

<BR>michal pokazuje mi siusiajaca fontanne, a potem idziemy na piwo

<BR>az sie przewracam przy wyjsciu

<BR>dzis troche mi smutno. moze przez mgle, a moze przez piosenke

<BR>

<BR>juz zapomnialem, jaka piekna jest praga. i to wcale nie tam, gdzie tlumy na moscie karola, ale rowniez na ulicach, gdzie glownie mieszcza sie warsztaty samochodowe

<BR>chodze z glowa w gorze i podziwiam zdobienia

<BR>tu chce mieszkac. i tu. i tu

<BR>dziwi mnie natomiast, ze ludzie wygladaja tak kiepsko. przeciez wychowywanie sie w otoczeniu takich kamienic powinno ksztalcic wrazliwosc estetyczna

<BR>spacerujemy wiec z kasia i trafiamy do magicznego sklepu ze starociami

<BR>kupuje skarby: lampke z niebieskim szklanym kloszem, samochodzik matchbox z 1973 roku, autobus air france i talerz

<BR>jest szaro i mgliscie, powietrze jest mokre

<BR>przez moment mozna rozplynac sie w czyichs oczach

<BR>chcialbym biegac z kraftem nad weltawa i troche mi smutno, ze nigdy nie przyjechalem tu z lalurem

<BR>przypominam sobie, jak dziesiec lat temu plywalem tu z juca rowerem wodnym. wszystko bylo beztroskie

<BR>kiedy wroce do warszawy, musze obejrzec „pana samochodzika i praskie tajemnice”

<BR>

<BR>jestem w pradze. jest swietnie. kupilem sobie paste do zebow, ktora nazywa sie fluora

<BR>- co robisz?

<BR>- szukam ciebie

<BR>

<BR>- a co robimy potem?

<BR>- halloween jest wszedzie, co bedzie to bedzie – odparl pip i trudno sie z nim nie zgodzic

<BR>

<BR>oczywiscie, ze moglbym napisac o tym, ze piekna jennie z reklam reeboka zostala moim personal dog walkerem. moglbym napisac rowniez o tym, ze podczas dzisiejszej randki z brzemienna nie kupilem sobie ciastka, bo postanowilem zyc w rytmie fitness. moze nawet zainteresowala by was historia „co taki zajebisty koles jak ty tutaj robi?”, ale duzo ciekawsza jest nastepna opowiesc z zycia pipa. dzis kolej na ojca i kolej

<BR>pip rzadko widywal ojca, gdyz ten wstawal wczesnie rano nim kur zapial i wracal do domu, kiedy juz miesiac swiecil a pip zawiniety w koldre bal sie lesnej strzygi, co nie gada, tylko na migi

<BR>ojciec pipa pracowal na kolei i byl zawiadowca. mial sluzbowy mundur i szerokie powazanie w gminie oraz w zachrystii

<BR>kierowal ruchem, uzywal semafora, a zuzyte bilety przynosil do domu dla syna. pip lubil bilety. czesto siadal sobie w kaciku i czytal nazwy tajemniczych miejscowosci, wyobrazajac sobie, ze jedzie do przasnysza, do siemiatycz, a moze i do samego terespola. bilety ukladal w stosiki, a kiedy uzbieralo sie ich duzo zanosil do miejscowego skupu makulatury, dzieki temu na ksiazeczce SKO uzbierala sie spora sumka na nowe ksiazki i kolonotatnik

<BR>pewnego dnia stala sie rzecz wyjatkowa: pociag potracil sarne

<BR>tata pipa czym predzej zalozyl czapke, poprawil torbe i wstrzymal ruch, a jeszcze cieple sarnie truchlo zawinal w derke i zaniosl do domu

<BR>cala rodzina usiadla dokola stolu, ojciec nozem i widelcem podzielil miesiwo i zaczela sie uczta. smiechu i mlaskania bylo co niemiara! jeszcze po kolacji w baranich dudach matula narobila kielbas z tego, co zostalo po wyzerce. potem na wielkanoc kawalek sarniej kielbaski wlozyla do swieconki

<BR>no a kolej? tatko tak sie zapomnial w obzarstwie, ze pociag dwa dni stal na torach. pasazerowi umilali sobie jednak oczekiwanie tancem, piosenka i konkursem recytatorskim, gdyz szczescie jednej skromnej rodziny jest wazniejsze niz czas i niedoreczona poczta

<BR>

<BR>wchodzimy do domu, schody w dol i w gore

<BR>- go up, we are not in austria

<BR>

<BR>w czwartek planowalem zupelnie co innego, ale nieslychanym zbiegiem okolicznosci spedzilem wieczor z pipem i mirka

<BR>w rasce spiewa druga maryla

<BR>oczywiscie, ze wszyscy kochamy druga maryle, ale ja od dziecka nie kocham jej piosenek i rytmu na dwa

<BR>rytm na dwa to taki do kiwania sie w prawo i w lewo, do klaskania i picia wodki. ja sie nigdy tak nie zachowuje

<BR>no wiec stoje w tej rasce, przede mna jakies emo, obok mnie jakis koszmar. oesu, i po drugiej stronie! a, to pip

<BR>na scene wychodzi jakies lesbiszcze i chce spiewac

<BR>- jak masz na imie?

<BR>- robak

<BR>jakim to trzeba byc lesbiszczem, zeby tak sie nazwac?

<BR>konczy sie wystep, wszyscy wychodza, wreszcie siadamy i chwile zastanawiam sie, czy tamten mi sie podoba

<BR>patrze na jego buty i juz wiem ze jednak nie

<BR>zmieniamy lokal, idziemy na chlodna. szkoda, ze juz nie pracuje tak blisko

<BR>- jestes absolutnie moim typem faceta – mowi mi na pozegnanie mirka

<BR>- juz idz, juz idz – popedza mnie pip

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interii.pl/nie_kradnij.jpg” border=”0″>

<BR>

<BR>- czesc, wlasnie przyjechalem swoim lambordżini i jem bruszczettę z ekspresso

<BR>- przepraszam, ale nie moge z toba rozmawiac, bo ide do veroniki afewu

<BR>

<BR><object width=”425″ height=”344″><param name=”movie” value=”http://www.youtube.com/v/6yXhwsQTQpE&hl=en&fs=1″></param><param name=”allowFullScreen” value=”true”></param><embed src=”http://www.youtube.com/v/6yXhwsQTQpE&hl=en&fs=1″ type=”application/x-shockwave-flash” allowfullscreen=”true” width=”425″ height=”344″></embed></object>

<BR>CTAPT

<BR>

<BR>tak, to juz pewne: imprezy we wtorki sa lepsze niz w weekend

<BR>zreszta, jak nie bez racji zauwazyla endo, „weekend jest dla ludzi z new jersey”

<BR>tancze, slucham, ogladam i dostaje kartke

<BR>”EBO,

<BR>AJ

<BR>LOWJU

<BR>ŻETEM”

<BR>ja ciebie tez, wiesz przeciez

<BR>bisou gti pokazali, jak daleko jest jeszcze do francji

<BR>- ja nie moge, jakie zajebiste towary

<BR>- yhym

<BR>a dzis sroda

<BR>sroda, sroda, anna bloda

<BR>

<BR>- czy moge prosic o karte deserow?

<BR>- a jest pani pewna?

<BR>

<BR>obiad w przegryziu

<BR>wchodzi jakas pani

<BR>- czy sa wolne stoliki?

<BR>- moze sa, a moze nie sa

<BR>gdyby nie kotlety mielone, mialbym dosc tego „posiłki spożywam w przekroju. i czasem uda mi się rozwiązać krzyżówkę”

<BR>

<BR>podobno byl modelem mody polskiej i ma zdjecia z malgosia niemen

<BR>jestem w stanie uwierzyc

<BR>

<BR>idziemy tu, idziemy tam

<BR>maciek, przez ktorego kiedys wcale nie widzialem budapesztu, mowi, ze jak chce, to on zna dobrego tatuazyste, ale on robi takie artystyczne, cieniowane, a nie takie prostokaty jak moje

<BR>no nie wiem, ja jestem prosty chlopak

<BR>ale moze kupie sobie kiedys taki obraz z piasku, co mozna przekrecac i zawsze inny

<BR>przy barze jakis koszmarny koles z prezentowa torebeczka z choinka, przewieszona na dloni jak gdyby bylo to fendi

<BR>- przepraszam, czy to juz swieta?

<BR>- przepraszam, czy ty nie jestes czasem niemily? – odpowiada mi laska z uczelni pedagogicznej i widac, ze mnie zupelnie nie zna. ja tez jej nie chce znac

<BR>potem po drugiej stronie jana pawla zastanawiam sie, czy zajebac kwiaty stojace obok zdjecia i zniczy, sfilmowac to i wrzucic na jutiuba, ale przeciez zamkneliby mnie do wiezienia zaraz

<BR>wiec ogladam jakas DQ, ktora wyglada troche jak janka, a troche jak chochol

<BR>(janka – taki serial telewizyjny. miala konia i kochala wilka)

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://aleosa.com/lovemgmt.jpg” border=”0″>

<BR>wstep wolny oczywiscie, nie trzeba szybko. run easy

<BR>

<BR>probna ewakuacja. idziemy do makro

<BR>watroba cieleca w folii prozniowej wyglada zupelnie jak do przeszczepu

<BR>na pewno przejechala po niej karetka

<BR>a grazyna ze smietan ma dziecko z wojtkiem od magnetowidow

<BR>natomiast danuska z detergentow tak sie calowala z darkiem z ryb za langustami, ze az wszystkie wyzdychaly

<BR>

<BR>- ile tego masz?

<BR>- zwanzig

<BR>- ja potrzebuje tylko elf

<BR>- po jednej dla kazdej kobiety z ktora spales?

<BR>- nie smiej sie, ja nie zuzylbym zadnego

<BR>- ja w twoim wieku spalem tylko z polowa kobiety

<BR>- z polkobieta?

<BR>- czy to byla pol kobieta pol ryba?

<BR>- powiem tak: cos w tym bylo

<BR>

<BR>nowa kolekcja ani kuczynskiej

<BR>a ani ani ani

<BR>- straz miejska zablokowala mi kolo

<BR>- ale powiedzialas im, ze przeciez jestes ania kuczynska?

<BR>

<BR>pan w kfc, kiedy kupowalem kolejne juz grander menu:

<BR>- to ja panu wloze. ten paragon

<BR>powiedzial to dokladnie tak, z ta kropka. po czym sie bezczelnie usmiechnal

<BR>

<BR>kielbasa, marynowana cukinia, kabanosy, chleb, ser, pomidorki koktailowe i puszka oliwek

<BR>- o, warszawiacy przyjechali na ognisko

<BR>

<BR>”Tętent krotochwili”

<BR>Konie konie konie

<BR>Konie konie konie

<BR>Konie konie konie

<BR>Konie konie koniec

<BR>

<BR>agata bogacka zabiera mnie do baobabu

<BR>czarnoskora obsluga, wiec wszyscy mowia bardzo wyraznie

<BR>- poprosze zupe, ZUPĘ

<BR>obok zlaczone stoliki, jakies urodziny chyba

<BR>- a kto to przyszedl – mowi pan z kucykiem na widok grupki osob, ktora sie pojawia

<BR>no przeciez widac: grubaska i stary dziad

<BR>chyba wszyscy sa aktorami i mowia bardzo glosno, z przepony

<BR>- czy ja przychodze do restauracji zeby sluchac, czy zeby jesc? – rzucam w ich strone

<BR>niestety nic to nie pomaga i dalej mowia glosno

<BR>na przyklad o jakiejs pani, ktora przyszla z dekoltem i kokardka krzyczaca „rozwiaz mnie”

<BR>niby pogarda, niby przesmiewczosc, ale tak naprawde zazdrosc, ze tym paniom nigdy nikt nic rozwiazac nie chcial

<BR>a dalej mowia, ze „my warszawiacy operujemy nazwami ulic, a ona powiedziala, ze to bedzie obok kosciola z napisem”

<BR>tez mi warszawiacy! wykuli sie planu miasta i tyle!

<BR>no i jeszcze narzekaja, ze teraz to nikt nie zna tekstow

<BR>jakich tekstow?

<BR>”- dlaczego slonie maja czerwone oczy?

<BR>- zeby sie schowac w jarzebinie

<BR>- a widzialas kiedys slonia schowanego w jarzebinie?

<BR>- nie

<BR>- bo sie dobrze schowal”

<BR>bardzo lubie agate bogacka, bo zamowila pyszny krem z batatow i dzieki temu nie starczylo juz dla nich porcji

<BR>

<BR>jem banana, a kraft patrzy mi w oczy

<BR>- banany jedza malpki, a ty jestes pieskiem – tlumacze mu

<BR>kraft patrzy mi w oczy, jak gdybym byl malpka, wiec daje mu jednak banana i zjada

<BR>

<BR>a co u agaty bogackiej?

<BR>miala kiedys wrobla, ktory UWIELBIAL BANANY po prostu

<BR>

<BR>na chlodnej 25 tlumy osob, takze tych, ktore nie powinny tam byc

<BR>youtube party

<BR>zupelnie nie rozumiem, jak mozna grac willa smitha, skoro sa miliony innych cudownych teledyskow, ktorych nie uswiadczysz w telewizji

<BR>nie rozumiem, jak mozna udawac, ze jestesmy murzynami

<BR>ale wreszcie jest: „spokoj” super girl romantic boys. tanczymy w miejscu, jak w kurczaku, gdzie w zasadzie nie bylo miejsca wcale. przeciez to w kurczaku wlasnie powstal taniec „min”

<BR>ale obok jakas laska, ktorej wydaje sie, ze wystepuje w drugiej czesci „hair”, wywija sie po calej sali

<BR>ide wiec na gore, gdzie z renata rozmawiamy o zaletach stawiania wlasciwych pytan

<BR>

<BR>w windzie rozmawiaja dwie laski

<BR>- w sobote jade na wesele

<BR>- w warszawie czy gdzies na wsi?

<BR>- do ciechanowa

<BR>- a to w warszawie

<BR>

<BR><!– SONDA –>

<form method=”POST” action=”http://www.sonda.pl/vote.php3″ ><table width=”150″ cellpadding=”4″ cellspacing=”0″ border=”1″ align=”center”><tr><td bgcolor=”#000000″><div align=”center”><font size=”2″ color=”#FFFFFF” face=”Verdana”><b>SONDA</b></font></div></td></tr><tr><td bgcolor=”#FFFFEE”><input type=”hidden” name=”id” value=”564624″><input type=”hidden” name=”uid” value=”81082″><font color=”#000000″ size=”2″ face=”Verdana”><b>Za co lubiałeś Parys Hilton?</b></font><br><br><table border=”0″><tr><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”><select name=”poll”><option value=”1″>Bo jest taka życiowa<option value=”2″>Bo nosi firmówki<option value=”3″>Pip to Hydriola i Purchawiszcze</select></font></td></tr></table><div align=”center”><input type=”submit” value=”Zagłosuj”><br><a href=”http://www.sonda.pl/wyniki.php3?id=564624&uid=81082″>Zobacz wyniki</a><br></div></td></tr></table></form>

<!– SONDA KONIEC –>

<BR>

<BR>czytam po raz kolejny „smierc w darkroomie” pasewicza i po raz kolejny zachwycam sie postacia chlopca-psa

<BR>kraft polozyl mi swoj ciezki leb na ramieniu i chrapie

<BR>

<BR>- jak po angielsku jest tapeta? – pyta przy barze w lodi dodi koles rozmawiajacy z cudzoziemcem

<BR>- wallpaper

<BR>ciekawe o czym z nim rozmawia

<BR>- do you want to see my wallpaper?

<BR>

<BR>w rasce kim lee udaje, ze spiewa „never too late” kylie minogue. uwazam, ze jest to swietnia piosenka dla tego pana z farbowanymi wlosami w czapce z daszkiem

<BR>pip pyta o ceny DQ

<BR>- a ta to najtansza jest, wezmie ze sto piecdziesiat

<BR>- super, w zasadzie to stac nas, zeby tanczyla nam codziennie! – cieszymy sie z pipem

<BR>

<BR>zanim wsiade na konia prosze o wskazowki

<BR>- ostatni raz jezdzilem konno jak mialem jakies szesc-siedem lat, czyli z dziesiec lat temu

<BR>

<BR>- bylem w weekend za minskiem mazowieckim

<BR>- a po chuj?

<BR>- moze nie po chuj, ale jezdzic konno

<BR>- na jedno wychodzi

<BR>jedziemy volvo, jezdzimy konno, spacerujemy z psami

<BR>na lace kraft zaczyna sie tarzac, pewnie w krowim placku

<BR>niestety okazuje sie, ze krowi placek ma nozki i cos jakby czaszke

<BR>chanel chien o zapachu zajaca

<BR>

<BR>- masz juz ajpo?

<BR>- na razie sie rozgladam

<BR>- stoisz posrodku saturna i powoli obracasz sie dokola?

<BR>- tak!

<BR>

<BR>jade obok politechniki, bo juz naprawde nie mam gdzie jezdzic

<BR>tlumy zle dopasowanych, maturalnych garniturow

<BR>nowy rok akademicki. wez cyrkel i ekerke i narysuj wykres funkcji ge prym

<BR>

<BR>- a co mu dajesz do jedzenia?

<BR>- zaczal jesc wreszcie suche, ale mu gotuje pyszna kasze z miesem i marchewka

<BR>- nie wolno dawac gotowanego, psy moga jesc tylko sucha karme – mowi marta despotycznym tonem

<BR>tak, caly psi gatunek przetrwal do terazniejszosci tylko dzieki temu, ze przez tysiace lat psy gryzly mieso na drobne, rowne kawaleczki i suszyly je na sloncu

<BR>

<BR>w miedzy nami pani kwiaciarka zachwyca sie kraftem

<BR>- jaki on grzeczny, jaki on milusi

<BR>pani kwiaciarka nie wie, ze dzien wczesniej znowu mialem zasikane lozko, a kiedy wyszedlem pozniej na niecala godzine, po powrocie cale mieszkanie zastalem w pierzu

<BR>oczywiscie kraft nie rozdarl poduszki z wypelnieniem poliestrowym, bo poliester nie jest tak widowiskowy i latwiej sie go sprzata

<BR>wlaczylem odkurzacz i po odkurzeniu 10 centymetrow kwadratowych podlogi worek sie zapelnil. nie jest latwo usunac pierze. ciekawe czy sie wypierze

<BR>stoimy przed miedzy z marta, ina i oskarem i zastanawiamy sie czy sztuka jest warta

<BR>z lokalu wychodzi pan w bialych spodniach do brazowych butow i zaczyna glaskac krafta

<BR>- od pol godziny o tym marzylem – powiedzial pan, nie kraft

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://robcio.net/images/pip.jpg” border=”0″>

<BR>

<BR>wracam do domu i co widze: z kuchni do pokoju przyniesiony kosz na smieci, wszystko wywalone, po smieciach porozciagana moja bluza ferre na szczegolne okazje ktore nigdy nie nadchodza, pojemnik z pokarmem dla krowki caly pogryziony, a nasiona i inne rodzynki porozsypywane po calym pokoju, worki na smieci, ktore byly zwiniete w rulony leza na podlodze porozdzielane wzdluz perforacji (ciekawe jak on to zrobil), a na lozku mokra plama: siki

<BR>teraz jeden samiec musi pokazac drugiemu samcowi kto rzadzi w tym mieszkaniu

<BR>ale najpierw spacer z gatsbym i kinia. w lesie, gdzie w latach osiemdziesiatych odbywaly sie msze satanistyczne, skladam rece i wybaluszam oczy, a potem opowiadam horrory

<BR>piotrek wraca z golfa

<BR>- swietny ten golf

<BR>- ale ten moj?

<BR>

<BR>m. dostala o. i zalala sie krwia z zalu

<BR>zostalem w domu. nie bylo balu

<BR>

<BR>- czesc, jestem michal kobra. dobra?

<BR>- czesc, jestem anna bloda. szkoda?

<BR>

<BR>maciejas pokazuje mi nowe mieszkanie

<BR>zazdroszcze mu, bo mieszka przy samym przystanku

<BR>- kiedy pada, to wszyscy chowaja sie pod ten daszek, a ja wychodze i mowie PRZEPRASZAM

<BR>

<BR>w krakowie siedzimy w A1. wpada ola wietnamka po zapro. pani kelnerka przynosi menu

<BR>- dla tej pani tylko karte suszi

<BR>

<BR>kraft wyglada jak łajka. albo inny pies-kosmonauta

<BR>szoruje bialym kolnierzem po chodniku, czym wzbudza zainteresowanie wszystkich przechodniow

<BR>zaczepiaja, pytaja

<BR>- a po co mu to takie?

<BR>- zeby mu deszcz na glowe nie padal

<BR>- acha

<BR>- a co on ma na glowie?

<BR>- prodiz

<BR>

<BR>mam bardzo duzo pracy, co nie przeszkadza mi zastanawiac sie, co by bylo, gdyby pani recepcjonistka byla erotomanka

<BR>przychodzi kurier

<BR>- mmm… mmmmmmm… jaka wielka paczka… wszystko ma pan takie wielkie? przepraszam, ale musze ponaklejac znaczki…

<BR>

<BR><object width=”425″ height=”344″><param name=”movie” value=”http://www.youtube.com/v/KdWCUOw9Bpk&hl=en&fs=1″></param><param name=”allowFullScreen” value=”true”></param><embed src=”http://www.youtube.com/v/KdWCUOw9Bpk&hl=en&fs=1″ type=”application/x-shockwave-flash” allowfullscreen=”true” width=”425″ height=”344″></embed></object>

<BR>

<BR>idziemy do kina na nieznajomych. bilet do kina w zlotych tarasach dwadziescia siedem zlotych, a jakies cos rozlane na podlodze i but sie klei. obciach

<BR> boje sie bardzo i na pewno nigdy nie kupie sobie domu w lesie

<BR>wracamy do mieszkania. na klatce schodowej szelesci folia, bo zakladaja winde. wbiegamy na gore. uff, nikogo nie ma

<BR>- are you sure?

<BR>kraft siada przed drzwiami na stryszek. i siedzi. i patrzy przed siebie. psy przeciez widza wiecej

<BR>- kraft, przestan! – wolam, bo wydaje mi sie, ze

<BR>powoli opada klamka. drzwi otwieraja sie z przeciaglym skrzypieniem

<BR>wychodzi pip. jest nagi, tylko w seledynowych kozakach na wysokich obcasach

<BR>

<BR>bylismy z pipem w miedzy i zjedlismy krupnik. ja przyszedlem wczesniej

<BR>pip: ja tez poprosze taki rosolek

<BR>pani kelnerka: ale to jest krupnik!

<BR>potem poszlismy do trafiku i wpadlismy na pismo gaga. fajne, ale

<BR>- bardzo mnie denerwuje ta wszechogarniajaca dziecieca promocja. jakby nie bylo nic innego do robienia, tylko dzieci

<BR>

<BR>- a ty sluchales hip-hopu, czy juz byles za stary jak zaczeli?

<BR>- kochany, ja bylem raperem na tym dancingu

<BR>

<BR>czesc batman,

<BR>jednak nie spotkamy sie na koncercie. kraft mial wczoraj sterylizacje (taki jest wymog, kiedy bierze sie psa ze schroniska, a szczegolnie o cechach rasowych). w sobote idziemy na kontrole do pana weterynarza, a poza tym jest taki biedny, ze nie zostawilbym go samego. ma zalozony bialy plastikowy kolnierz i bardzo mi szkoda chlopaka. kiedy lezal w narkozie, a pan weterynarz go operowal, chodzilem po schronisku i znowu plakalem. tyle smutnych psow tam jest. glaskalem te, ktore tego chcialy, a pani dyrektor schroniska dala mi nawet parowki, zebym nakarmil pieski w budach. milo, ze pani dyrektor na koniec dnia odwiedza wszystkie pieski i je karmi parowkami. zapytala mnie tez, czy wyprowadze takiego jednego pieska ze sparalizowanymi nozkami na spacer i oczywiscie sie zgodzilem. zaklada mu sie taki wozeczek z kolkami i naprawde super biega.

<BR>dzis musialem isc do pracy, ale moj cukrowy chlopiec specjalnie przyjechal, zeby sie opiekowac kraftem. jest slodszy od cukru, nie sadzisz?

<BR>jednak troche ci zazdroszcze tego kraftwerka, ale tylko troche. widzialem ich juz przeciez w berlinie i w warszawie. z drugiej strony wkurza mnie, ze teraz malo wszyscy sie nie posraja z kraftwerkiem, a kiedy cztery lata temu grali w kongresowej, polowa sali byla pusta. teraz wszyscy wielcy fani! fani to ja, z wytatuowanym mensch maschine i ty. do tej pory pamietam twoja notke sprzed ponad szesciu lat, w ktorej pisales jak sluchasz naszego ulubionego albumu computerwelt na adapterze, o tym jaka jest barwa dzwieku i o melancholijnej piosence computer liebe. nie wiem, czy wiesz, ale byles wtedy wlasnie troche takim moim computer liebe.

<BR>opowiesz mi jak bylo w krakowie, a ja tymczasem mam bilet na koncert do oddania. moze ktos chce?

<BR>sciskam,

<BR>ebo

<BR>

<BR>drogi batmanie,

<BR>nie zazdroszcze, bo tez bede. w sobote. moze sie spotkamy. zreszta to prawda – wszyscy beda na kraftwerku (nie mylic z psem); udalo mi sie kupic ostatni bilet, bo z biletami wpuszczono mnie w maliny, kiedy jeszcze byl sezon. u mnie tez jesien – nie mam orzechow laskowych, ale za to wielka cukinie i pomidory. w nocy zimno, wiec przytulam sie do krafta. moze poznamy go z awaria? w samochodzie wlaczam podgrzewanie foteli, bardzo to przyjemne, ale okazalo sie, ze moja wersja nie ma podgrzewanych lusterek. co bedzie jak spadnie snieg? chyba juz niedlugo.

<BR>pozdrawiam serdecznie,

<BR>ebo

<BR>

<BR>niewinny czarodziej

<BR>mieszkal w podworku kolo mojego przeszkola

<BR>zaraz obok byl magiel, schodkami w dol

<BR>poszwy i poszewki zawiniete w pasiaste plotno

<BR>ten zapach. ta szorstkosc

<BR>

<BR>- ja ci zawsze powiem prosto w twarz, przeciez nie bede sie z toba pierdolil

<BR>- ale w zasadzie to kto by nie chcial?

<BR>

<BR>szef: masz cos bialego na zebach z przodu

<BR>ebo: przepraszam

<BR>

<BR>kilka dni temu lezalem sobie z psem na lozku, gdy wtem przeszkodzil nam dziwny halas: jęk szklany, płacz szklany jakoby

<BR>w pierwszej chwili pomyslalem, ze to leopold staff, ale okazalo sie, ze to golab nie zauwazyl szyby i bach! w moje okno

<BR>za chwile znowu to samo – ptaszysko rozplaszczylo sie na szybie

<BR>slepy, czy co? przeciez moje szyby sa jak swieta ziemia

<BR>niedawno agata bogacka opisywala podobna sytuacje, wiec moze to byl ten sam głąb gołąb?

<BR>wczoraj wracam z pracy i co widze: na klatce schodowej nad moimi drzwiami siedza trzy golebie. bialy, szary i brazowy. siedza jak gdyby nigdy nic, tylko robia kupe

<BR>takie ptaki

<BR>troche mi sie ich zrobilo szkoda, ale przeciez golabki nie leca same do gabki

<BR>

<BR>- gdyby placono mi za moja tesknote, to bylbym milionerem

<BR>

<BR>przyjezdza maciejas i zamawia cole zero

<BR>tak, to juz pewne:

<BR>coca cola klasyczna – dla heterykow oraz dla mnie

<BR>coca cola zero – dla pedalow

<BR>coca cola light – dla dziewczyn. dla lesbijek tez, wyobraz sobie

<BR>

<BR>spotykamy sie w przegryziu. stesknilem sie za wszystkimi

<BR>pip pokazuje okulary d&g, moj raf simons lezy w domu, a renata wyjmuje swoje, zaklada i wyglada przepieknie

<BR>- to tylko mango

<BR>- a maja napisane emengie? moglabys mowic, ze to minge

<BR>- nie, tylko em. wydawnictwo murator

<BR>przeslodka pani kelnerka recytuje jakie maja herbaty i sugeruje

<BR>- a co zrobic z pepowina?

<BR>- przegryz!

<BR>

<BR>jedziemy na dzialke. ciocia wieska chodzi po lesie i mowi, ze znalazla pieczarke

<BR>tak, w tym lesie rosna same pieczarki oraz boczniaki

<BR>- o, grzyby mun!

<BR>- o, szitake!

<BR>

<BR>wieczorem spotykam sie z oska. w miedzy nami nie uswiadczysz wolnego stolika w ogrodku

<BR>- nie wiem, czy mnie zrozumiesz, bo do ciebie na tarchomin to nikt nie przyjezdza, ale mnie wkurwia ze na mojej dzielnicy wszystkie moje miejsca sa pozajmowane i zjezdza sie tu tego tyle nie wiadomo po co

<BR>

<BR>ide na zakupy po kasze

<BR>wracam, a na moim lozku lezy szesc reebokow

<BR>usmiecham sie, kiedy wyobrazam sobie, jak kraft zanosil je pojedynczo na lozko

<BR>ciekawe czy zaniosl od razu wszystkie szesc i sie w nich ulozyl, czy przyniosl jeden, polozyl sie i stwierdzil, ze to za malo

<BR>

<BR>- a kiedy ja bede mial kiedys psa, poznacie mnie z zupelnie innej strony

<BR>- pip, ale z tej drugiej strony widzialo cie juz pol warszawy

<BR>

<BR>beate uhse presentiert: danuta sommer und ihre groesse polnische zitzen. und alfa romeo 155

<BR><object width=”425″ height=”344″><param name=”movie” value=”http://www.youtube.com/v/9lh7AjjFb5k&hl=en&fs=1″></param><param name=”allowFullScreen” value=”true”></param><embed src=”http://www.youtube.com/v/9lh7AjjFb5k&hl=en&fs=1″ type=”application/x-shockwave-flash” allowfullscreen=”true” width=”425″ height=”344″></embed></object>

<BR>

<BR>zabieram psa do pracy, bo szef w amsterdamie

<BR>wszyscy zachwycaja sie kraftem, glaszcza, mowia, ze ma piekne oczy i ze jest bardzo grzeczny. tylko patryk  straszy

<BR>- poczekam az przyjdziesz ze swoimi coreczkami – juz obmyslam jakie przerazajace historie opowiem coreczkom patryka, zeby nie spaly przez siedem tygodni. zeby sikaly w lozko. i zeby nie urosly

<BR>kraft lezy obok mojego biurka i spi. moglbym go zabierac do pracy codziennie

<BR>wreszcie nadchodzi pora lanczu. nie moge isc do mercedesa, bo z psem przeciez mnie nie wpuszcza. zostaje spacer do kaefce

<BR>przywiazuje krafta do uchwytu na rowery i ustawiam sie w kolejke. obok probuje sie wcisnac cwaniak. nie lubie cwaniakow

<BR>- co dla pana? – pyta pan sprzedawca

<BR>- poprosze zestaw specjalny i litrowa mirinde – odpowiadam

<BR>- zaraz, ja bylem pierwszy! – cwaniak wszczyna awanture

<BR>- nie, jest jedna kolejka, a pan sie tu probowal wcisnac

<BR>- nie ma jednej kolejki, sa trzy kasy i trzy kolejki

<BR>- jest jedna kolejka – mowie z naciskiem

<BR>- i co mi zrobisz?

<BR>- na przyklad poszczuje psem, ktory czeka na zewnatrz

<BR>- grozisz mi? – pyta cwaniak

<BR>- groze – odpowiadam patrzac mu prosto w oczy, po czym prosze pana sprzedawce, zeby potwierdzil, czy jest jedna kolejka, czy trzy

<BR>- jest jedna kolejka – odpowiada pan sprzedawca

<BR>- no wlasnie

<BR>- jeszcze raz mi bedziesz grozil, gowniarzu – cwaniak sie pochyla i mowi mi to prosto do ucha

<BR>- gowniarzu? – pytam zaskoczony, bo cwaniak jest chyba w moim wieku

<BR>ustawia sie na koncu kolejki

<BR>

<BR>na skraju lasu stoja domy. nad lakami snuje sie mgla. zaraz zacznie sie piekny, wrzesniowy wieczor

<BR>- ja balbym sie tu mieszkac. ze z tego lasu przyjda duchy

<BR>- ja tez – dodaje kinia

<BR>- no wlasnie, nie mordercy, nie zlodzieje, tylko duchy

<BR>

<BR>z kinia, kraftem i gatsbym na spacerze. laki, lasy, uroczyska. az trudno uwierzyc, ze to warszawa

<BR>psy biegaja, bawia sie grzecznie, kraft przeskakuje przez gatsbiego

<BR>- myslisz, ze gatsby opowiada teraz kraftowi, ze jestesmy fajni? – pyta kinia

<BR>- tak i jeszcze dodaje, ze o osmej przyjdzie pip, ta podla hydriola

<BR>

<BR>wracamy z wyszkowa z restauracji zebra. wyborny rosol. obledne pierogi

<BR>na wysokosci dworca wilenskiego wciska sie przede mnie po chamsku jakies piździszcze w audi tete (ktore audi? o te, te)

<BR>mrugnalem swiatlami, a to piździszcze pokazuje mi WYTIPSOWANEGO FAKA!

<BR>i dalej po chamsku przejezdza bokiem przez skrzyzowanie. ja za nia

<BR>wciska sie znowu, ja przed nia

<BR>korzystam z tego, ze nie golilem sie trzy dni, ze mam lysa glowe i tatuaze, opuszczam szybe i dre sie

<BR>- TY JE%$NA K^#WO JAK JEZDZISZ?! ^%$”@!!!!! – a kraft wystawia leb przez okno

<BR>pizdziszcze wymieka, a ja przepuszczam wszystkich z jagiellonskiej

<BR>- prosze, prosze

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://robcio.net/images/kraft1.jpg” border=”0″>

<BR>

<BR>w sobote jedziemy na paluch

<BR>- jestes na pewno zdecydowany?

<BR>- tak, jestem

<BR>wpisujemy sie na liste, bierzemy identyfikatory. cel wizyty: adopcja

<BR>spacerujemy alejkami wysadzanymi kwiatami. pieski siedza w murowanych boksach, niektore szczekaja, niektore zrezygnowane tkwia z kacie, niektore patrza z wyteksnieniem

<BR>mam mokra klawiature. wtedy tez plakalem

<BR>- pamietaj, ze nie uratujesz calego swiata

<BR>wiem, ale chcialbym wziac je wszystkie

<BR>idac dalej trafiamy na jakies stare drewniane baraki. zastanawiam sie, czy mozna tam wejsc

<BR>to starsza czesc schroniska. jest tam bloto, psy sa bardziej agresywne, widac, ze stracily zaufanie do ludzi

<BR>tak trudno podjac decyzje

<BR>na samym koncu prawie siedzi czarny piesek podobny do amstafa. kiedy spogladamy sobie w oczy, on podchodzi do krat i podaje mi lape

<BR>i to jest milosc od pierwszego wejrzenia

<BR>nazywa sie kraft. a na drugie werk

<BR>

<BR>- poslodzic ci? – pytam cukrowego chlopca

<BR>on pije kawe, a ja herbate, on opowiada, a ja patrze i sie usmiecham

<BR>

<BR>- koukou roukou to jest nowe cudo z masy kakaowej. to najlepszy smak na ziemi, moze zmiescic sie w kieszeni. koukou roukou jest chrupiace w szkole, w lesie i na lace. najsmaczniejsze w swiecie, tanie, koukou roukou powiedz mamie!

<BR>- koukou roukou jest smierdzace i kosztuje dwa tysiace. lech walesa go sprobowal i od razu zwymiotowal!

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interii.pl/ludki8.JPG” border=”0″>

<BR>- stesknilem sie

<BR>- pojdziemy sie jebac?

<BR>

<BR>sni mi sie lalur. jak zywy

<BR>przytulam, glaszcze

<BR>

<BR>kinia ciagnie mnie do zlotych tarasow, do new yorkera, bo jej siostra wynalazla jakies tanie fajne spodnie do cwiczen

<BR>wybiega z ministerstwa wystrojona, w reku torebka louis vuitton. fajnie miec bogatych narzeczonych

<BR>- ale wiesz, ze po wkroczeniu do tego sklepu, twoja torebka zamienia sie w podrobe?

<BR>

<BR>londyn. tesknie coraz bardziej

<BR>

<BR>londyn. ogladamy z zona stary bollywoodzki film w barze z kurczakami, z frytkami. faceci tancza, sie poklepuja

<BR>- i dynamiczny wyrzut ramion w gore!

<BR>u lekarza

<BR>- co panu jest?

<BR>- boli mnie kregoslup, bo robilem dynamiczny wyrzut ramion w gore

<BR>- a potem tak? – lekarz tanczy w prawo, w lewo

<BR>

<BR>londyn. year zero

<BR>wisior chanel z klockow lego

<BR>

<BR>londyn. pascal zachwyca sie kurtka

<BR>pani sprzedawczyni zachwyca sie moja

<BR>

<BR>londyn. spacer z pascalem i jego chlopakiem. g-a-y

<BR>- chodzmy na gore. tam nie ma kalek na wozkach

<BR>

<BR>londyn. ktos zaczepia zone

<BR>- how do i get to leicester square?

<BR>- do i look like the public information?

<BR>

<BR>londyn. tesknie

<BR>

<BR>londyn. kirk opowiada, ze w rzymie to sa dopiero korki

<BR>wiem przeciez. takie teksty to on sobie moze wciskac u siebie w ameryce. tam moze na kims to robi wrazenie

<BR>

<BR>londyn. impreza u kolegi i jego meza. tak, meza

<BR>- is your brother cute? – pyta mnie boski leon

<BR>- i don’t think so. he used to be when he was 18

<BR>- if he has your eyes, he is cute

<BR>

<BR>londyn. szalik vivienne westwood. okulary raf simons

<BR>

<BR>londyn. jade z kasia metrem. rozmawiamy

<BR>przyglada nam sie brytyjska dresiara z czarnym i ich czarno-bialym bachorem

<BR>- poles probably – komentuje z pogarda

<BR>

<BR>londyn. kupuje wrap w barze sicilia

<BR> – you are lovely!

<BR>nastepnego dnia przychodze znowu

<BR>- wow! you look different today!

<BR>

<BR>londyn. wieczor. soho. tlumy ludzi. imprezy. swiatla. muzyka

<BR>- don’t look so bored – mowi do mnie jakas baba

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interii.pl/kubek.JPG” border=”0″>

<BR>najpiekniejszy kubek swiata

<BR>

<BR>oddaje mondeo. odbieram volkswagena

<BR>dla mnie roznica pomiedzy trendline a comfortline jest na tyle istotna, ze robi mi sie przykro

<BR>ale za to zajebiscie jezdzi, wiec postanowilem go polubic

<BR>kupuje funty, pakuje sie, jutro londyn

<BR>przez okno nie widac ksiezyca

<BR><!– SONDA –>

<form method=”POST” action=”http://www.sonda.pl/vote.php3″ ><table width=”150″ cellpadding=”4″ cellspacing=”0″ border=”1″ align=”center”><tr><td bgcolor=”#000000″><div align=”center”><font size=”2″ color=”#FFFFFF” face=”Verdana”><b>SONDA</b></font></div></td></tr><tr><td bgcolor=”#FFFFEE”><input type=”hidden” name=”id” value=”561189″><input type=”hidden” name=”uid” value=”81082″><font color=”#000000″ size=”2″ face=”Verdana”><b>kto jest słodszy?</b></font><br><br><table border=”0″><tr><td valign=”top”><input type=”radio” name=”poll” value=”1″></td><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”>ja</font></td></tr><tr><td valign=”top”><input type=”radio” name=”poll” value=”2″></td><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”>on</font></td></tr><tr><td valign=”top”><input type=”radio” name=”poll” value=”3″></td><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”>2 kg cukru</font></td></tr></table><div align=”center”><input type=”submit” value=”Zagłosuj”><br><a href=”http://www.sonda.pl/wyniki.php3?id=561189&uid=81082″>Zobacz wyniki</a><br></div></td></tr></table></form>

<!– SONDA KONIEC –>

<BR>

<BR>love porada 2000: w samochodzie i na łące

<BR>

<BR>pamietaj! w kopalni srebra palenie wzbronione!

<BR><IMG SRC=”http://robcio.net/images/zdjecie142.jpg” border=”0″>

<BR>

<BR>stara kopalnia srebra

<BR>zakladam kask i zjezdzam pod ziemie

<BR>- AAAAAAAAAAAAAAAAEEEEEEEEEEEEEOOOOOOOOOOOOUUUUUUUUUUUU!!! – postraszyloby sie, ale nie ma kogo

<BR>no dobrze, ciezka mieli prace przy niklym swietle kagankow. ale co mnie to obchodzi?

<BR>korytarz coraz nizszy, musze isc zgarbiony, w koncu lodzie. plyniemy cale dwiescie siedemdziesiat metrow

<BR>najbardziej podoba mi sie, kiedy pani przewodnik scisza glos i powoli snuje opowiesc o skarbniku, dobrym duchu kopalni

<BR>wtedy wszyscy milkna i zamieniaja sie w dzieci, ktorym babcia opowiada bajke

<BR>

<BR>bieg katorznika jak weekend w spa – 5 rodzajow blota

<BR>- wezcie chrzan

<BR>- a po co?

<BR>- zaby smakuja lepiej z chrzanem

<BR>wojskowy osrodek w lesie nad jeziorem. nie wiadomo na co patrzec

<BR>wszyscy wskakuja do jeziora i biegna, a potem jest tylko gorzej. wyglada to mniej wiecej tak:

<BR><object width=”425″ height=”344″><param name=”movie” value=”http://www.youtube.com/v/m-sfV4RskzY&hl=en&fs=1″></param><param name=”allowFullScreen” value=”true”></param><embed src=”http://www.youtube.com/v/m-sfV4RskzY&hl=en&fs=1″ type=”application/x-shockwave-flash” allowfullscreen=”true” width=”425″ height=”344″></embed></object>

<BR>w przyszlym roku tez pobiegne. i umre

<BR>

<BR>cale zycie myslalem, ze gliwice to fabryka opla i juz

<BR>jakiez wielkie moje zdziwienie, kiedy okazalo sie, ze tam jest tak pieknie!

<BR>- siedze sobie w restauracji spartan – dzwonie do pipa

<BR>- faken?

<BR>w warszawie pada deszcz, a w gliwicach slonce i leje tylko z fontanny

<BR>ciekawe czy kapal sie w niej lukas podolski

<BR>- a widziales diabelki? – pyta mnie szef esemesem

<BR>nie, wiec ide zobaczyc. zanim jednak dojdzie sie do diabelkow, trzeba minac sklep z dewocjonaliami

<BR>najbardziej spodobalo mi sie takie oto dewocjonalium: chlopiec spi oparty o gigantyczna dlon. wysylam zdjecie pipowi

<BR>- kup mi

<BR>- zamkniete, swieto przeciez

<BR>- chuje

<BR>a diabelki tryskaja w najlepsze, choc nie maja sisiorow

<BR>na trawniku z kwiatow usadzony napis WWW.GLIWICE.PL

<BR>bardzo ladne takie polaczenie flory z internetem

<BR>w gliwicach jest rowniez palmiarnia. wielkie liscie, wielkie nadzieje

<BR>siedzimy na lawce i obserwujemy rodziny. nie mow nikomu co dzieje sie w domu

<BR>

<BR>przyjezdza citroenem zx

<BR>CITROENEM, rozumiesz?

<BR>

<BR>stala sie przerazajaca rzecz: przepalila mi sie zarowka sufitowa w lazience

<BR>moja lazienka jest najwyzsza w warszawie. nikt nie dosiegnie. potrzebna drabina

<BR>zaczepiam na schodach pana sasiada i pytam czy pozyczy mi drabine

<BR>pan sasiad jest milym siwym starszym panem w okularach, ktorych oprawki po trzydziestu latach znowu sa mega modne

<BR>pan sasiad bardzo sie spieszy, ale obiecuje, ze na pewno pozyczy mi kiedy wroci

<BR>zawsze czuje sie jak wyszczerzony glupek po rozmowie z panem sasiadem, poniewaz bardzo staram sie zachowywac jak dobrze wychowany kawaler z przedwojennego filmu

<BR>usmiecham sie, mowie glosno i wyraznie, kiwam glowa i pewnie nawet troche dygam

<BR>wieczorem bylem w kinie, a za chwile wyjezdzam

<BR>dzwonek do drzwi. pan sasiad

<BR>- bylem wczoraj u pana wieczorem, ale nikogo nie zastalem. zagladalem w okno i bylo ciemno i zastanawialem sie, czy jest ciemno bo nie ma pana, czy dlatego, ze nie ma zarowki

<BR>ciekawe jak czesto patrzy w moje wielkie bezfirankowe okno i co wtedy widzi

 

<BR>

<BR>REC.

<BR>dre sie w kinie ze strachu

<BR>zasypiam o drugiej trzydzesci

<BR>w pale sie nie miesci

<BR>

<BR>dzwonie do mamy

<BR>- co robisz?

<BR>- ogladam telewizor. z kazdej strony

<BR>- a podnosilas i od dolu patrzylas?

<BR>

<BR>rozmowy w biurze

<BR>- mowilem ci juz kiedys, ze ty jestes taki glinojeck?

<BR>- a ja mowilem ci juz, ze ty jestes taki glonojad?

<BR>

<BR>- to w koncu wazon czy swiecznik?

<BR>- jak przecieka to swiecznik

<BR>

<BR>kupuje kwiat w donicy i jade ogladac nowe mieszkanie kinii i piotrka

<BR>piekna lazienka dla gosci. i piekny pokoj goscinny

<BR>wprowadze sie tam na weekend. albo for a season

<BR>

<BR>- to ja ci pokaze moj ulubiony pomnik

<BR>a potem siadamy nad wisla, tam, gdzie zawsze siadalem z lalurem i skad zawsze wysylam agacie bogackiej esemesy

<BR>esemesy nie maja daleko – tylko przez wisle

<BR>jest lato, wiec pojawil sie przystanek tramwaju wodnego i prom słonka III

<BR>zima bedzie ladniej: szaro, pusto i tylko dla mnie

<BR>tymczasem w krzakach pan robi kupe na stojaco. ma taki tylek, ze nie musi kucac

<BR>

<BR>w kinie sciskam wlaczony telefon. ale z wylaczonym dzwiekiem

<BR>

<BR>bojowki i pumy. pyta, czy pojde z nim do utopii i czy mnie wpuszcza

<BR>odpowiadam, ze zawsze mnie wpuszczaja, ale tam nie chodze, poza tym zartuje, ze do utopii bym sie bardziej wylansowal (choc mam na sobie moje nowe dzinsy exte, w ktorych wygladam tak, ze tylko stanac przed lustrem i uprawiac samogwalt i ktore maja w srodku napis „may stimulate pleasure centers”)

<BR>- no ja tez zastanawialem sie, czy zalozyc mokasyny

<BR>

<BR>jest noc, a ja czuje, ze za chwile umre z pragnienia

<BR>i chce mi sie pic, a nie mam nic

<BR>zrobilem sobie wapno pomaranczowe, ale chce cole

<BR>- patrz w niebo gdziekolwiek jestes, ja tez patrze

<BR>wiec patrze na kwadrat otoczony scianami kamienicy i prawie wpadam na paprocie. patrze na niebo za palacem kultury. swiatlo chmury

<BR>mam wreszcie cole. i duzo cukru przed snem. i niebo

<BR>spij slodko, ebo

<BR>

<BR>- chyba kupie ci z 2kg cukru. wciagasz niesamowicie

<BR>

<BR>tego dnia wiatr stlukl popielniczke i urwal galaz

<BR>- olejmy to kino dzisiaj

<BR>zamiast tego idziemy cos zjesc. idziemy jeden za drugim. ja za nim

<BR>- ale gdzie my idziemy?

<BR>- no wlasnie

<BR>wracamy zatem tam skad przyszlismy

<BR>- nie jestes nienormalny, przykro mi

<BR>

<BR>- byla ta murzynica z gory

<BR>- i co powiedziala?

<BR>- ungu-ungu. ungu-ungu

<BR>

<BR>fancy club. pijemy drinki, obok tancza zajebiste laski w legginsach i takich butach, ze tylko ustawic na regale albo stoliku okolicznosciowym

<BR>- are you the best dancer in this club? – pyta mnie wielkooka blondynka z piegowatymi ramionami

<BR>moze jestem, ale boje sie powiedziec ze tak, bo co ja pozniej zrobie?

<BR>

<BR>w sobote olewam i zostaje pod koldra

<BR>- co robiles w londynie?

<BR>- a czytalem ksiazke

<BR>

<BR>elektryczne gokarty!

<BR>zajebista zabawa. zawsze wiedzialem, ze mam wiele wspolnego z lewisem hamiltonem

<BR>zajmujemy trzecie miejsce, choc bylismy najszybsi

<BR>podium, statuetka i wyborny szampan za funta

<BR>

<BR>wracamy do domu autobusem. obok siada jakas blond nawalona laska

<BR>poprawia sobie opaske na wlosach i zaczyna rzygac

<BR>najwiecej na siebie, troche na torebke, a reszte na fotel

<BR>- zobacz jak jej slina zwisa z palca

<BR>- UUUUUU!!!

<BR>czekamy, az sie odwroci i obrzyga laske siedzaca na nia. jak w egzorcyscie

<BR>niestety, zamiast tego tylko spluwa na podloge

<BR>

<BR>zamawiam drinka, staje przy barze

<BR>zanim nawet zdaze sie usmiechnac, podchodzi do mnie franco z brazylii (piekny. w warszawie bylby najpiekniejszy)

<BR>- ledwo wejdziesz, juz ktos ci wklada rece w majtki – zauwaza zona

<BR>

<BR>idziemy na chwile do jednego klubu na gudbaj party jakiejs murzynicy

<BR>pol drogi mowie po rosyjsku

<BR>- a ty był w pionierskom łagierie artiek? szto ty dziełajesz paslie lietnich kanikuł?

<BR>przy wejsciu jakas laska kaze placic za wstep. i nic nie rozumie co do niej mowie

<BR>- soł łer ar ju from? – pytam z pieknym leningradzkim akcentem

<BR>- from poland

<BR>- to nie mozna sie bylo w szkole rosyjkiego uczyc?! – robie awanture

<BR>

<BR>- are you german?

<BR>- no

<BR>- austrian?

<BR>- NO

<BR>

<BR>zona pracuje, a mi kaze isc sie kurwic na soho

<BR>- a ty idz sie kurwic na soho

<BR>no to ide. w dżi ej łaj zamawiam piwo

<BR>- are you straight? – pyta mnie jakis paul

<BR>- of course i’m straight!

<BR>- so what are you doing here?

<BR>- i was just passing and then i saw this sign: G-A-Y. and thought: Y not?

<BR>

<BR>gdy lecimy nad wezem tamizy, ogrom londynu robi wrazenie

<BR>ciesze sie jednak, kiedy widze mrugajaca rakiete palacu kultury, wsrod strzelistych bryl warszawskiego city

<BR>

<BR>- czemu masz juz koszulke z przyszlego roku?

<BR>- bo wyprzedzam trendy. a czemy ty jeszcze masz koszule z zeszlego roku?

<BR>

<BR>boli mnie gardlo. to na pewno koklusz

<BR>i lece do londynu

<BR>- masz dobra paste do zebow?

<BR>- nie mam dobrej. mam colodent family 250 mililitrow

<BR>

<BR>moj szef ma tate. a ten tata ma dzialke. a obok tej dzialki znaleziono pierwszego polskiego dinozaura

<BR>- ja pierdole, takie pradzieje pod nosem!

<BR>

<BR>spontaniczny nocny piknik

<BR>jedziemy przed siebie w mrok

<BR>tylko gwiazdy i zegary

<BR>zatrzymujemy sie nie wiemy gdzie

<BR>siadamy w bagazniku, odwijam z papieru kanapke z kotletem

<BR>radio vox i swierszcze

<BR>- zobacz, tam jest jakas sciezka

<BR>

<BR>siedzimy pod podloga, a w ogrodku. lataja motyle, kwiaty kwitna i pachna, mieczyki, sztuczne sloneczniki, zly pies, a pip lsni w promieniach slonca

<BR>- pip, dlaczego uzywasz balsamu do ciala z drobinkami zlota?

<BR>- to nie jest balsam z drobinkami zlota! – zaczyna sie histeria

<BR>- a jaki?

<BR>- moj ulubiony dove silk glow

<BR>- no wlasnie – kiwamy z renata glowami

<BR>- ale glow to znaczy rekawiczka

<BR>- nie, rekawiczka to glove, a to jest glow

<BR>- a ja myslalem, ze to taka jedwabista rekawiczka – wzdycha pip i blyszczy jeszcze bardziej

<BR>

<BR>kiedy jestesmy juz drugi raz na kolacji w tej samej knajpce, wydaje mi sie, ze to nasza knajpka

<BR>kiedy burza wokol, a my siedzimy w ogrodku pod parasolem i plomien swiecy rozswietla, wydaje mi sie

<BR>wydaje mi sie, kiedy czekam i kiedy dostaje

<BR>ale kiedy bierze mnie w kinie za reke, nie czuje nic

<BR>

<BR>- czy bardzo zalosne jest ogladanie po raz kolejny „dlaczego nie” i po raz kolejny zakochiwanie sie w macku zakoscielnym?

<BR>- o ile nie myslisz o operacji plastycznej zeby zamienic sie w ize miko to nie

<BR>

<BR>- czy bardzo zalosne jest ogladanie po raz kolejny „dlaczego nie” i po raz kolejny zakochiwanie sie w macku zakoscielnym?

<BR>- maciek zakoscielny. ma-ci-ek za-ko-sc-iel-ny. ma-s-l-an-ka mra-g-o-w-s-ka. rozloz to sobie wlasnie tak i wymawiaj powoli kazda litere. jak mozna kochac kogos kto tak wiesniacko sie nazywa i wyglada? maciej szumny brzmi ladnie, w tym mozna sie zakochac!

<BR>

<BR>boli mnie gardlo i zmienil mi sie glos, wiec dzwonie do renaty

<BR>- dzien dobry, czy moge rozmawiac z praslowianskim bożkiem?

<BR>- przepraszam, jakim bożkiem?

<BR>- praslowianskim

<BR>chwila zawahania

<BR>- tak

<BR>

<BR>a teraz cos specjalnie dla moniki cos i jej meza z samolotem:

<BR>JURATA. TAM SIĘ NIE LATA TEGO LATA

<BR>

<BR>malo brakowalo, a znalazlbym sie w wiezieniu

<BR>przebiegam sobie przez ulice, jak gdyby nigdy nic, gdy wtem, juz na chodniku, zatrzymuje mnie pani policjantka

<BR>- chcialby pan, zeby pana potracil samochod?

<BR>- w zasadzie to chcialbym, jestem ubezpieczony na zycie

<BR>opowiadam, ze przeciez biegne do mamy, ze jestem dobrym synem i o, kupilem mamie fasolke! ze jestem warszawiakiem od pokolen i tu przeciez kiedys bylo przejscie, ze dobrze pamietam i ze obiecuje, ze juz nigdy, nigdy nie bede tu przebiegal, tylko bede przechodzil naokolo grzecznie po pasach. i pieknie sie usmiecham

<BR>- a te tatuaze to ma pan na stale?

<BR>- oczywiscie, prawda, ze ladne?

<BR>- a co mama na nie powiedziala?

<BR>- najbardziej jej sie podoba lalur, o ten

<BR>nie dostalem mandatu. w wiezieniu tez nie jestem

<BR>- ale jak jeszcze raz tu pana zlapie…

<BR>

<BR>- wszyscy jestesmy przeciez pokoleniem mtv

<BR>- moze wy, ja jestem pokoleniem tylko program pierwszy

<BR>- polskiego radia

<BR>

<BR>w galerii podrywam laski:

<BR>- zobacz, jaka zajebista drag queen!

<BR>wracam do domu na piechote

<BR>nie pamietam z czego sie smialem

<BR>

<BR>przed galeria stoi wypasiona siodemka

<BR>- tramwaj?

<BR>- nie, beemka!

<BR>pik pik! drzwi otwiera wielka drag queen

<BR>- well hello!

<BR>- zaraz bede! zaraz bede!

<BR>chcialbym zobaczyc, jak podjezdza w nocy swoja siodema na stacje benzynowa w minsku mazowieckim

<BR>

<BR>ałto umowil sie kiedys na randke. opowiada cos o swoim wspollokatorze

<BR>- tez lalka? – pyta koles

<BR>- ??? – ałto wytrzeszcza oczy

<BR>- no tez jest gejem?

<BR>bawimy sie w toro. kurwa, to zadna tajemnica, ze jest z nami olgs!

<BR>- tez lalka? – komentujemy kazdego przechodzacego kolesia przez dwie godziny i ciagle nam sie nie nudzi

<BR>- tez lalka? tez lalka? – slyszy pip sikajac do pisuaru

<BR>a obok klatwa. ale taka prawdziwa, z filmu!

<BR>dlugie czarne wlosy, dziwnie wykrzywiona zolta twarz i sandal

<BR>krag, dark water i que huong razem wziete!

<BR>

<BR>po latach spotykam sie z zona

<BR>wyglada przepieknie, jak przystalo na claudie schiffer. za miesiac widzimy sie w londynie

<BR>nic sie nie zmienila! jestesmy siebie warci

<BR>- bylam chora, z nudow ogladalam w necie pornosy, nagle dostaje wiadomosc: „czesc claudia, skad klikasz?” „z dupy!” odpisalam niewiele myslac

<BR>opowiadamy sobie o naszych koszmarnych randkach

<BR>- dla mnie wystarczy ze nie, bo mial musztardowe majtki. albo jakos tak za bardzo podciagniete skarpetki. ciekawe, co on tam pod nimi ukrywa?

<BR>- a dla mnie, ze mial tak troche za wysoko podciagniete spodnie. albo ten odcinek pomiedzy nadgarstkiem a lokciem troche za dlugi

<BR>- a co u malej kurwy?

<BR>- nie wiem, pewnie nie zyje! – wybuchamy smiechem

<BR>

<BR>- a wiesz, ze rano sie obudzilem z obroza na szyi?

<BR>

<BR>- byla tez tam taka wasza kolezanka, jakos tak sie nazywa kurwiszcze? – opowiada noti

<BR>- a, zdzira!

<BR>

<BR>ide sobie z oskarem, chlopakiem iny. chlopak iny jest chlopakiem iny: hetero. ma chudziutkie nozki, bardzo obcisle spodnie, lakierowane pantofle i apaszke z motywem zwierzecym. taka moda

<BR>- PEDAŁY!!! – krzycza za nami na rogu kruczej i nowogrodzkiej

<BR>pierwszy raz mi sie cos takiego przytrafilo!

<BR>tak, mam na sobie rozowo-blekitno-lylowy bluzon i mega rozowy obuw, ale nikt nigdy na mnie nie krzyczal, nawet jak sie calowalem z chlopakiem na srodku ulicy!

<BR>- mozna sie przyzwyczaic – odpowiada oskar

<BR>

<BR>- masz zajebistego bloga

<BR>i co z tego

<BR>- masz zajebisty zegarek

<BR>i co z tego

<BR>- a bylem przekonany, ze powiesz wiem, jak zwykle

<BR>cale moje zycie i co z tego

<BR>a taka brzydka angielka wychodzi w listopadzie za maz, bedzie miala tiare oraz osiem druhen i do slubu pojedzie citroenem ds

<BR>nie chce ubezpieczac sie na zycie, bo smuci mnie, ze w rubryce „uposazony” wpisze mame

<BR>

<BR>jestesmy daleko, ale sluchamy tego samego radia

<BR>komentujemy kazda nowa piosenke

<BR>pisze w przestrzen

<BR>

<BR>spotykam sie z andrzejem po bardzo dlugim czasie

<BR>w moim nowym ulubionym radiu vox urszula sipinska spiewa „nie widzialam cie juz siedem miesiecy, obliczylam ze to jakby pol wieku”

<BR>opowiada za co dostal w twarz, a ja czuje sie jak na randce, choc niestety

<BR>dostal w twarz od swojej dziewczyny

<BR>- czego sie napijesz? ja stawiam

<BR>w kawiarni dwoch mlodych gejow rozmawia o modzie. ten w bialej koszuli jest nawet ladny. nawet bardzo

<BR>- ale on ma jakies pietnascie lat!

<BR>- a tam!

<BR>- ale jest za bardzo zniewiescialy

<BR>- kupie mu deske. masz, jezdzij!

<BR>

<BR>mam dosc smutnych piosenek

<BR>pisze do pipa

<BR>- ras?

<BR>- dzys?

<BR>- yh

<BR>i wszystko jasne. jak zabawa to tylko w poniedzialek

<BR>na scenie tanczy jakies kurwiszcze w kozakach

<BR>”szukam sponsora, co siegnie do wora”, a wor wystaje jej spod miniowy

<BR>- on wyglada jak pat

<BR>- masz racje!

<BR>- ale pat ma bardziej kobiece biodra

<BR>oczywiscie zawsze leca na mnie drag queeny, wiec i ta zlazi ze sceny i sie o mnie ociera

<BR>prawie mdleje

<BR>przed scena tanczy najprawdziwsza vicky pollard, a jakas nawalona laska wklada najebanemu dresowi reke w rozporek i ida do kibla

<BR>- a tamten to ten, co powiedzial mi, ze mnie wyrucha jak mu zaplace piecdziesiat zlotych

<BR>chyba wole byc spoza

<BR>

<BR>szare niebo. szare oczy

<BR>”ty na ziemi a ja w grobie

<BR>do wyboru dekoracje”

<BR>odrobina melancholii

<BR>polskie wakacje

<BR>

<BR>- ja jestem pan tik tak. ten zegar to moj znak. tik tak tik tak

<BR>- a ja jestem didzejem na tym dancingu

<BR>

<BR>pip w rodzinnym domu. burza za burza

<BR>- matulu matulu, a co tak grzmi?! – wola przerazony

<BR>chowa sie pod koldra obleczona w poszwe z koperta

<BR>przez koperte wyziera material czerwony jak oczy hydrioli

<BR>ktore blask pioruna rozswietla raz za razem

<BR>w izbie ciemno. prad wylaczony. wiadomo, burza

<BR>kiedy deszcz ustaje, matula wyciaga z komorki balie

<BR>uderza drewniana lyzka udajac grzmoty

<BR>ojciec czasem blysnie fleszem z aparatu

<BR>dla pipa burza trwa bez konca. niech nie kreci sie po chalupie

<BR>

<BR>- czemu jestes smutny? – pyta gosia pieknego mateusza

<BR>- nie jestem smutny

<BR>- ale moze jednak jestes? – przekonuje go

<BR>- nie jestem

<BR>- ale moze jednak?

<BR>- nie – piekny mateusz pokazuje usmiech

<BR>- ale czy ten usmiech jest szczery? – draze temat

<BR>usmiech powoli zanika

<BR>- jestes pewien, ze na pewno nie masz zadnego powodu, zeby byc smutny? – zadaje ostateczne pytanie

<BR>a przeciez chcialbym, zeby ciagle sie usmiechal

<BR>

<BR>zastanawiam sie, czy bartek michalec wytwarzany jest seryjnie

<BR>jeden bartek nie dalby rady byc jednoczesnie

<BR>w kazdej gazecie

<BR>na kazdej imprezie

<BR>bartki michalce zawsze wygladaja identycznie

<BR>masowa produkcja koszulek na ramiaczka

<BR>bartki michalce zawsze tancza tak samo

<BR>ujednolicony standardowy program komputerowy

<BR>

<BR>wladyslawowo. najbrzydsi ludzie swiata

<BR>teraz jest jeszcze gorzej, bo wyjechalem

<BR>trzeba na glowe upasc, zeby tam spedzac wakacje

<BR>wszedzie wozki z dziecmi

<BR>(boze, jakie te dzieci maja glowy?! piec raze szersze niz wyzsze, do tego z wypuklym czolem)

<BR>wszedzie bmw na czeskich rejestracjach, rozglaszajace show samochodowy z plonacymi ludzmi

<BR>(łał, plonacy ludzie!)

<BR>wszedzie te wisiory z bursztynu i muszli

<BR>wszedzie te gofry z zielonym glutem

<BR>wszedzie bladosc. ciagle pada

<BR>i do tego taki straszny komar pod sufitem

<BR>

<BR>jedziemy z juca nad morze i juz jestesmy glodni

<BR>widzimy reklame karczmy pod golebiem z ogromnym golebiem

<BR>- moze tam pojedziemy? pod sufitem bedzie taki wypchany ogromny golab, z robakami w srodku

<BR>kiedy zatrzymujemy samochod, wybuchamy smiechem

<BR>tam ktos ma obsesje na punkcie golebi. jest ich milion

<BR>na dachu, w ptaszniku, na belce, na obrazku, na zdjeciu, za toba, obok i nad

<BR>a w meskim kiblu jest taki obraz z ksieciem siedzacym, normalny ksiaze, z ludzkimi dlonmi, tylko ma glowe psa

<BR>(dziewczyny, mozecie spokojnie wejsc i zobaczyc, tam nikogo nie ma)

<BR>- troche mala ta jajecznica

<BR>- bo to z golebich jaj

<BR>

<BR>na spacerze w lazienkach jestem caly w cukrze pudrze

<BR>slodko

<BR>

<BR>- znasz kulfona?

<BR>- ten od zaby moniki?

<BR>- no, zawsze zastanawialem sie czym on jest

<BR>

<BR>- przepraszam, czy moge zapytac w jakiej cenie jest mortadela?

<BR>- kurwa, to zadna tajemnica, dziewiec za kilo!

<BR>

<BR>- dzien dobry, czy jest swieze pieczywo?

<BR>- kurwa, to zadna tajemnica, jest!

<BR>

<BR>- czy zdradzisz jak masz na imie?

<BR>- kurwa, to zadna tajemnica, olga!

<BR>

<BR>a co u agaty bogackiej?

<BR>przysyla esemesa z daleka: „sniles mi sie ze masz ogromne mieszkanie i ciagle przychodza jakies dresy cos pozyczyc. potem wpuscilismy katolikow z ankieta i tam bylo np. „czy chodzisz w nd do kosciola jak pada deszcz?”, wszystkie pytania zaznaczylismy na „nie”, umierajac ze smiechu. a przy degolu byla apteka katolicka gdzie nie sprzedawali zadnej antykoncepcji. :) caluje b. A.”

<BR>

<BR>ma buty z czterema paskami

<BR>ni to adidas, ni to k-swiss

<BR>

<BR>spotykam sie z juca w karmie i zamawiam chicken wrap

<BR>nigdy nie wiem jak to mam wymowic: wrap brzmi tak plebejsko, a włap tak debilnie

<BR>pani kelnerka przynosi

<BR>- dla kogo kura?

<BR>- ale ja zamawialem kurczaka

<BR>- ale to jest kura

<BR>- ale ja jestem gejem

<BR>

<BR>nastepnym razem

<BR>- czy moge zerknac?

<BR>- prosze – odwracam sie tylem i pochylam

<BR>

<BR>w galerii zaczepia mnie koles w kozakach, ze az holubce

<BR>- moge zerknac?

<BR>- slucham?

<BR>- moge zerknac?

<BR>- prosze – odpowiadam, chociaz nie wiem o co mu chodzi

<BR>podciaga mi rekaw i oglada tatuaz

<BR>- klekajcie narody

<BR>- prosze – pokazuje na podloge

<BR>

<BR>wieczor w rasce. jest swietnie, az chce mi sie kupe

<BR>- ale przeciez nie zrobie kupy w rasce. chociaz z drugiej strony mialbym o czym pisac na blogu

<BR>- podejdz do kogos i powiedz: czy mozesz mi popilnowac drzwi w lazience, bo chce zrobic kupe – radzi pip

<BR>

<BR>bardzo powaznie zastanawiam sie, czy adoptowac psa ze schroniska

<BR>umawiam sie z pipem

<BR>- to gdzie ustawka?

<BR>- po cie psy jade

<BR>- dogrze

<BR>jednak skrecamy. jeszcze nie teraz

<BR>

<BR>na lotnisku w barcelonie wywoluja jakies nazwiska, ale nie sposob zrozumiec

<BR>wszyscy czekaja

<BR>baba wygladajaca jak alkoholiczka wyciaga z torby butelke wodki, rozlewa w plastikowe kubeczki, pije z jakims chlopem

<BR>w koncu okazuje sie, ze to o nich chodzi

<BR>w nadanym bagazu maja butle gazowa. trzeba wyciagnac

<BR>- the plane bum! – tlumaczy pan z obslugi naziemnej

<BR>- ale to jest tylko gaz! – awanturuje sie baba, jeszcze bardziej czerwona

<BR>

<BR>w samolocie dwa dziady siedza obok

<BR>jeden tak pijany jeszcze na szopenie, ze ledwo stal przy pisuarze

<BR>pani stiuardesa rozniosla posilki

<BR>dziad pyta agnieszke

<BR>- bedzie pani jadla te pierogi? bo jak nie, to ja wezme

<BR>

<BR>kiedy patrze na tych wszystkich ludzi na bread & butter, nawet nie czuje sie jak ubogi krewny christiana diora

<BR>czuje sie jak biedny kuzyn jakiejs, nie szukajac daleko, parczewianki!

<BR>i kiedy wlasnie zamierzam wpasc w depresje, podchodzi do mnie barcelona tv i mowi, ze pieknie wygladam i czy moga zrobic ze mna wywiad

<BR>oczywiscie ze moga!

<BR>opowiadam co mam na sobie (bialo-czarno-rozowe reeboki pump dual running, szorty energie, tiszert the cobrasnake, okulary polo ralp lauren, zegarek d&g oraz kojber pa: nuu) i jaka jest moja ulubiona marka (reebok of course)

<BR>- a ile to wszystko co masz na sobie kosztowalo?

<BR>- milion!

<BR>potem jakas laska pyta sie czy chce wymienic sznurowki na rozowe. pewnie ze chce.

<BR>stoje sobie, a dwie laski klecza przede mna, przecinaja mi stare biale sznurowki na pol, wywlekaja i wewlekaja nowe rozowe mr. lacy. piekny widok

<BR>siadam, a jakis pan z gazety pyta, czy moze mi zrobic zdjecie. moze, wiec robi

<BR>a potem jest juz tak goraco, ze tylko beczke soli zjesc

<BR>

<BR>jutro lece do barcelony. tak, znowu

<BR>dzis wieczorem zaczne go calowac zaraz po wejsciu. trzymajac za uszy. ale czy przedstawie znajomym?

<BR>w samochodzie gra air new star in the sky

<BR>to jedna z piosenek, ktorej chcialbym sluchac glaskany po glowie

<BR>cweak swata mnie z amerykaninem

<BR>matthew zaprasza do londynu

<BR>”the world the world the world the world, just for you, for nobody else”

<BR>

<BR>kiedy widze rozstawiona scene, bardzo zaluje, ze na ekranach nie mrugaja kolorowe prostokaty jak w bliskich spotkaniach trzeciego stopnia

<BR>i ze zamiast tej muzyczki „bim bam bim bam bom” nie leci „to natalia lesz”

<BR>to-na-ta-lia-lesz

<BR>to-na-ta-lia-lesz

<BR>i szybciej: to-na-ta-lia-lesz to-na-ta-lia-lesz to-na-ta-lia-lesz to-na-ta-lia-lesz

<BR>jakis pan z radia probowal mi wmowic, ze natalia lesz to nowa madonna

<BR>tak, a ja to nowa samantha fox

<BR>jak-juz-spie-wa-wiesz

<BR>to-na-ta-lia-lesz

<BR>tra-dzik-o-raz-swierzb

<BR>to-na-ta-lia-lesz

<BR>no-si-sta-ry-kresz

<BR>to-na-ta-lia-lesz

<BR>masz-ja-kie-dy-chcesz

<BR>to-na-ta-lia-lesz

<BR>a-ty-ciesz-sie-ciesz

<BR>to-na-ta-lia-lesz

<BR>nastepnie wyskoczyla na scene celyna i opowiedziala, ze widziala drzewa i ludzi i dostala klucz i byla na rynku i ze jestesmy jak rodzina, bo w wieku szesnastu lat spiewala dla żą pol de

<BR>(celyno, przeciez w 1953 roku papiezem byl pius dwanascie)

<BR>a potem zaspiewala

<BR>

<BR>przed koncertem celine dion ogladamy wystawy z damskimi ubiorami, zeby wiedziec w co sie ubrac

<BR>- czy maja panstwo cos w kolorze saharian? niedlugo jade z kolezanka na safarium

<BR>- tam na manekinie, prosze zobaczyc. szczerze zazdroszcze, tez bym sobie posafariowala

<BR>- z pani to musi byc niezla safariatka

<BR>

<BR>halina kunicka dzwoni do swojego najlepszego przyjaciela

<BR>- sluchaj, andrzej, mam swietny pomysl na koncert! wszyscy beda mysleli, ze wystapi irena santor, a wyjde ja!

<BR>

<BR>pip: musze zaczac uczyc sie niemieckiego

<BR>ebo: coca cola, gut?

<BR>

<BR>stoje na czerwonym z wlaczana klimatyzacja i opuszczonymi szybami

<BR>slucham na caly regulator

<BR>welcome to my laboratory

<BR>herzlich wilkommen in meiner welt

<BR>obok zatrzymuje sie polonez, ktorego przed chwila prawie nie wyrzucilo z zakretu

<BR>z tylu zamiast szyby dykta. z przodu za kierownica koles popija piwo warka

<BR>wyruchalem go na swiatlach

<BR>

<BR>siedzimy z pipem w miedzy nami w ogrodku, w srodku ogladaja mecz

<BR>wtem wrzawa i krzyki. ktos rzuca przez drzwi

<BR>- jeden zero dla hiszpanow!

<BR>- ach ci hiszpanie

<BR>

<BR>DOPPLEREFFEKT. GESAMTKUNSTWERK

<BR>juz sama nazwa brzmi jak muzyka. a kiedy wlaczam plyte

<BR>

<BR>na kanapie w kwiaty ogladamy filmy o citroenach

<BR>zawsze sie zsuwam z poduszek na podloge

<BR>- poczekaj, daj, ja rozepne

<BR>patrze w okna sasiadow. kto widzi

<BR>niebieskie niebo novotel neon i ebo

<BR>

<BR>lancz na saskiej kepie jest zupelnie inny niz w centrum

<BR>niespieszny

<BR>podelektowalbym sie, ale nie ma czym

<BR>na talerzu

<BR>

<BR><!– SONDA –>

<form method=”POST” action=”http://www.sonda.pl/vote.php3″ ><table width=”150″ cellpadding=”4″ cellspacing=”0″ border=”1″ align=”center”><tr><td bgcolor=”#000000″><div align=”center”><font size=”2″ color=”#FFFFFF” face=”Verdana”><b>SONDA</b></font></div></td></tr><tr><td bgcolor=”#FFFFEE”><input type=”hidden” name=”id” value=”555918″><input type=”hidden” name=”uid” value=”81082″><font color=”#000000″ size=”2″ face=”Verdana”><b>na którą odpowiedź zagłosowała monika sewioło?</b></font><br><br><table border=”0″><tr><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”><select name=”poll”><option value=”1″>wiem<option value=”2″>nie wiem, ale myślę, że chciałbym być taką moniką sewioło<option value=”3″>to przecież pip, ta podła hydriola!</select></font></td></tr></table><div align=”center”><input type=”submit” value=”Zagłosuj”><br><a href=”http://www.sonda.pl/wyniki.php3?id=555918&uid=81082″>Zobacz wyniki</a><br></div></td></tr></table></form>

<!– SONDA KONIEC –>

<BR>

<BR>stoimy z kinia na swiatlach

<BR>zaslania mi reka cale rondo degola, caly swiat i nowy swiat, tak, ze widze tylko niebo i palme

<BR>- zobacz, jakbysmy byli gdzies

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interia.pl/anne.jpg” border=”0″>

<BR>jedziemy z mateuszem na koncert celine dion

<BR>mamy juz przygotowane suknie

<BR>- ee e e e ee ee

<BR>

<BR>- a myslalem ze to ja jestem twoim baby love! – to slodkie, ze jest zazdrosny

<BR>- jestes moim love – odpisuje tak jak mysle

<BR>a kiedy stoje w korku i dalej o nim mysle, dostaje ememesa

<BR>

<BR>DETOX. BOTOX. RELAX

<BR>

<BR>najpierw otwiera jedne drzwi, potem drugie, metalowe

<BR>siedem zamkow, ale ani jednego spustu

<BR>za oknem trzydziesci pare stopni

<BR>- napijesz sie herbaty? wlasnie gotuje sie woda – patrzy na mnie z rozdziawiona geba i przez chwile smieje sie histerycznie

<BR>- a masz moze cos zimnego?

<BR>- mam sok, ale jest bardzo zimny, bo moja lodowka bardzo mrozi. nie bedzie ci to przeszkadzalo?

<BR>wszystko mi przeszkadza. a moja lodowka bardzo grzeje

<BR>wchodze do pokoju praktycznie bez mebli. duzo hantli i dwa tluste ramiona. lubi sobie cwiczyc i dba o cialo

<BR>stoje, a on siada na kanapie. posrodku. dosiadam sie wiec na brzezku, bo przeciez nie usiade przy biurku

<BR>- tak od razu tak blisko mnie siadasz?

<BR>mam problem z asertywnosca wiec nie mowie mu, ze i te pol metra miedzy nami to dla mnie granica rzygu

<BR>zamiast tego odstawiam kieliszek (tak, sok podal w kieliszku) na parapet. taki chujowy, plastikowy. on wstaje i przestawia na gazete. zeby sladow nie zostawil

<BR>patrzy sie na mnie oblesnie i opowiada jak to zarabia pieniazki. PIENIAZKI! i znow ten histeryczny smiech

<BR>w przeciwienstwie do niektorych nie lece na kase

<BR>za to wreszcie lece do domu

<BR>

<BR>chyba tylko pip, ja i pani marianna ogladamy ezo tiwi, dlatego chcialbym sie z wami podzielic sztuczkami od wrozki agnieszki

<BR>(agnieszka! coz to za imie dla dobrej wrozki?!)

<BR>dostaliscie spadek po zmarlym? zaslony i srebrna bransoletke z kamieniami?

<BR>KONIECZNIE trzeba je pozbyc zlej energii

<BR>zaslony nalezy zawinac i wlozyc na noc do lodowki, do zamrazarki

<BR>a bransoletke zasypac na noc w soli

<BR>nastepnie trzeba to wszystko okadzic! bez tego to nic sie nie uda!

<BR>moga byc ziola koscielne (podobno latwo dostepne, tylko nie wiem gdzie), ale jesli nie ma, to to co jest w domu: szalwia, mieta, nawet herbata. okadzic, ale uwazac zeby nie przesadzic z dymem, zeby sie az zyrandol nie bujal

<BR>- nie moge z toba rozmawiac, bo musze cos okadzic

<BR>

<BR>wystawa w zamku ujazdowskim

<BR>milo patrzec na agate i rafala. serce

<BR>nie widzialem zadnego zdjecia, ale blazej zulawski pokazal mi swoja toyote hilux cztery razy dwa, choc widzialem ja juz w nowym top gear na stronie 154

<BR>- specjalnie dla niej zalozyles te koszule w krate?

<BR>ja do mojego xm przez pol godziny przymierzalem tiszerty i nie golilem sie cztery dni, ale okazalo sie, ze nie bylo warto

<BR>w sobote odkrywam zalety przelacznika „sport”

<BR>wlaczam, a na wyswietlaczu pojawia sie napis „sport suspension”

<BR>teraz nierownosci drogi takze troche czuje, a nie tylko widze

<BR>jade coraz szybciej zakret za zakretem. usmiech nie schodzi mi z twarzy

<BR>

<BR>pojechalem z mama odwiedzic wujka w szpitalu

<BR>wujek wyglada na okaz zdrowia, nie tylko na tle siedmiu innych kolegow z sali

<BR>jeden ma jeden zab i jest caly zolty

<BR>drugi smierdzi

<BR>trzeci wyglada jak smierc

<BR>czwarty jest recydywista

<BR>na piatego, szostego i siodmego juz balem sie patrzec

<BR>wujek opowiada jak to jezdzi do domu sie kapac, bo w szpitalu sie brzydzi (ma ubranie w samochodzie na parkingu)oraz o takiej jednej pani, ktora co godzine przebiera sie w inna koszule nocna i paraduje po szpitalu, a raz pozyczyla od jednego ladowarke do telefonu i kiedy oddawala, to powiedziala, ze ona tez sie moze oddac

<BR>BOZE, PRZECIEZ JA NIE MAM ZADNEJ PIZAMY!

<BR>

<BR>na marszalkowskiej naprzeciwko mnie dwa menele i menelka

<BR>- o, pa jak sie kurwa wydziargal – rzuca menelka w moja strone

<BR>skad takie towarzystwo w okolicy mojej prestizowej lokalizacji?

<BR>a dzis w sklepie dwie mlode panie ekspedientki podrywaja mnie w czasie zakupow

<BR>- ale pan ma ladne tatuaze. wszedzie?

<BR>- wszedzie jeszcze nie. ale kiedy bede kladl sie do trumny, pewnie juz nie bedzie wolnego miejsca

<BR>- pan to pewnie pracuje w jakims studiu tatuazu

<BR>- nie, jestem menedzerem w miedzynarodowej firmie

<BR>pani ekspedientka wybalusza oczy

<BR>

<BR>zycie to jest dysko story

<BR>”wychodzi z disco jeden facet

<BR>ma oczy rozmazane rozpaczy mgla”

<BR>na szczescie rozpacz latwiej sie zmywa niz rozmazany tusz

<BR>a w piosence slowa leca dalej, skoro juz

<BR>”krazyl tu pewien nadziewany szmalem

<BR>z zurnala wyciety, modelowy gosc

<BR>…

<BR>pchal sie brutalnie na czubek drabiny

<BR>przepadl – dopadly go inne rekiny”

<BR>coz

<BR>

<BR>noc w ogrodzie saskim

<BR>- to jest lipa. uwielbiam zapach lipy. a to jasmin

<BR>- przeciez czuje

<BR>podziwiamy fontanne, zastanawiamy sie, co by zrobili zolnierze, gdyby stanac przed nimi i sie rozebrac, a potem zdaje egzamin z kwiatow. begonie i pelargonie

<BR>szkoda wracac do domu, wiec jedziemy nad wisle

<BR>- nie wiedzialem ze tu jest plaza

<BR>ja wiedzialem

<BR>slady na piasku

<BR>- to pies

<BR>- a juz myslalem, ze sarna

<BR>tak, to prawda. nad wisla grasuje krwiozercza sarna. uwazajcie!

<BR>- kici kici kici

<BR>wtem z krzakow wyskakuje cielsko na kopytach! zmutowana sarna odgryza reke! krew splywa do rzeki, w blasku ksiezyca wisla lsni jak rubin

<BR>stoimy chwile w bolu i zachwycie, ale nurt porywa wode dalej i znowu tylko zapach sikow

<BR>

<BR>- ja juz jestem, to przyjde po ciebie

<BR>przychodzi po mnie i idziemy do rastra

<BR>stoimy na balkonie i mamy pomysly. wzajemna inspiracja. i kolejna kolacja

<BR>wreszcie jest agata bogacka

<BR>- dobrze? – pyta patrzac mi w oczy, a ja zastanawiam sie, czy ma na mysli to, czy dobrze wyglada, czy cos zupelnie innego

<BR>

<BR>- czym jezdzisz?

<BR>- piec dwa piec

<BR>- w dieslu czy w benzynie?

<BR>- w ikarusie

<BR>

<BR>- czym jezdzisz?

<BR>- siodemka

<BR>- beemka?

<BR>- nie, tramwajem

<BR>

<BR>- w piatek jesz wolowine? to jakbys jadl pana jezusa! – mowi do mnie szef

<BR>- dlatego w niedziele nie musze juz isc do komunii – odpowiadam

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interia.pl/lalur_swanski.jpg” border=”0″>

<BR>mam nowy tatuaz

<BR>lalur na zawsze

<BR>

<BR>w banja luce jest wstretna pani kelnerka, ale inna pani cyganeczka pieknie tanczy, gra na tamburynie i nie kradnie zegarkow

<BR>(kiedys pewna cyganka ukradla mi zegarek na dworcu centralnym. szukala pieniedzy, a kiedy nie znalazla, kazala mi zdjac zegarek i chuchnac na szczescie. potem wlozyla mi go do kieszeni (naprawde czulem, ze tam jest) i kazala nie dotykac przez godzine, bo zniknie. czy ona naprawde myslala, ze w to uwierze? mialem przeciez juz jakies szesnascie lat! poprosilem o pomoc panow policjantow i odzyskalem moje plastikowe casio)

<BR>- co ty za banialuki opowiadasz?!

<BR>

<BR>- polska jest komunistycznym krajem? – pyta mnie amerykanin, po tym jak zjedlismy sniadanie w dżefsie w galerii mokotow

<BR>

<BR>drogo, ale na nowym swiecie

<BR>drogo, ale segafredo

<BR>drogo, choc oko wykol

<BR>drogo, ale pip to hydriola

<BR>

<BR>w miedzy nami pedalami spotykam sie z kinia, piotrkiem i psem

<BR>- to pies czy suczka? – pyta koles glaszczac gatsbiego po brzuchu

<BR>- przeciez widac

<BR>siadamy w ogrodku, obok nas dwie laski przycupnely przy stoliku

<BR>jakis straszny koles pyta, czy moze sie dosiasc, one ze tak, ze juz i tak ida

<BR>ale nie ida

<BR>koles zamawia kapusniak i duzego zywca, za chwile przychodzi jego kolega

<BR>- kapusniak i duzy zywiec! to wlasnie zamawia sie na randkach! – wykrzykuje kinia

<BR>zastanawiamy sie, czy sa brzydsze buty, niz ma jeden z tych kolesi. niby sandal, niby trzewik, ale w zasadzie klapek. nie ma

<BR>zamiast rozmawiac siedzimy przechyleni w lewo i podsluchujemy, jak koles opowiada laskom dowcip

<BR>- przychodzi jasio do mamy i mowi: mamo, u nas w pokoju jest malz! – nie jasiu, u nas nie ma malza. – ale chodź, jest, pokaze ci! ida do pokoju, a tam lezy babcia. jasio pokazuje jej miedzy nogi i mowi – o zobacz, jest malz! na to mama: – jasiu, to nie jest malz, tylko cipka. jasio: a smakuje jak malz!

<BR>nie wierzymy wlasnym uszom, a laski sie smieja

<BR>

<BR>na sorry ghettblaster swietnie. az sie spocilem

<BR>- zima! – nastolatki w kacie wyrywaja kartki, mna w kulki i rzucaja niby sniezkami

<BR>- wyobraz sobie, ze jest zima – rzuca we mnie mateusz

<BR>- wyobraz sobie, ze jest jesien i pada deszcz – wylewam mu piwo na glowe

<BR>

<BR>siedzimy w que huong, a wokol same lesbijki z teczowymi choragiewkami

<BR>dokuczam chlopakowi iny, ze jest bardziej drama queen niz ja

<BR>- poza tym oskar! tylko geje maja na imie oskar!

<BR>przychodzi serek ze swoim pieskiem. piesek dojada po oli. zwykle robie to ja

<BR>jakis zagraniczny drwal przebrany za lesbijke chce przejsc obok, ale boi sie psich zebow

<BR>- ona sie bardziej boi od ciebie – mowie chcac byc przyjazny, ale akurat w tym kontekscie wychodzi to na chamski tekst. glupio

<BR>oprocz lesbijek gejowskie pary. gejowskie klony

<BR>czy wiecie, ze wszystkie gejowskie pary nosza cargo pants i moro? zakladaja te swoje mundurki a potem ida na suszi i nie odzywaja sie do siebie

<BR>kupujemy lody i idziemy do samochodu

<BR>przy placu zbawiciela znajduje klucze

<BR>zanosze do bastylii, bo w kosciele to ukradna

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interia.pl/podolski.jpg” border=”0″>

<BR>no dobra, mozna mu wybaczyc

<BR>

<BR>mateusz twierdzi, ze w ameryce latwiej robi sie kariere

<BR>- wyobraz sobie, jak to by wygladalo tutaj: marek myśliwy, wąż kobra

<BR>

<BR>- gdzie pracujesz?

<BR>- w gunzie. jak to, nie wiesz, co to jest? glowny urzad nadzoru budowlanego!

<BR>

<BR>- to gdzie pracujesz? – pyta mnie lysy, silny dres

<BR>- tu a tu

<BR>- w ktorym supermarkecie?

<BR>

<BR><!– SONDA –>

<form method=”POST” action=”http://www.sonda.pl/vote.php3″ ><table width=”150″ cellpadding=”4″ cellspacing=”0″ border=”1″ align=”center”><tr><td bgcolor=”#000000″><div align=”center”><font size=”2″ color=”#FFFFFF” face=”Verdana”><b>SONDA</b></font></div></td></tr><tr><td bgcolor=”#FFFFEE”><input type=”hidden” name=”id” value=”553768″><input type=”hidden” name=”uid” value=”81082″><font color=”#000000″ size=”2″ face=”Verdana”><b>czy wiesz kto to jest monika sewioło?</b></font><br><br><table border=”0″><tr><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”><select name=”poll”><option value=”1″>wiem<option value=”2″>nie wiem, ale myślę, że chciałbym być taką moniką sewioło<option value=”3″>to przecież pip, ta podła hydriola!</select></font></td></tr></table><div align=”center”><input type=”submit” value=”Zagłosuj”><br><a href=”http://www.sonda.pl/wyniki.php3?id=553768&uid=81082″>Zobacz wyniki</a><br></div></td></tr></table></form>

<!– SONDA KONIEC –>

<BR>

<BR>to juz chyba moja ostatnia notka, bo to jebane kurwiszcze alörgia mnie za chwile zajebie

<BR>lykam cztery proszki na dobe zamiast jednego, a i tak mam gil do kolan, a oczy czerwone i wytrzeszczone

<BR>- plakales? – pyta mnie szef, a potem, kiedy idziemy na obiad DO MERCEDESA dopytuje, czy nie zaluje zmiany

<BR>wczorajszy wernisaz oli very outstadning. kto nie byl, niech sie teraz skreca

<BR>jestem na www.thecobrasnake.com tak jak moja najlepsza przyjaciolka paris hilton oraz pewna babcia

<BR>pewna babcia przyszla tak jak pan w czapeczce milka najesc sie za darmoche

<BR>- to babcia oli – mowie do kinii

<BR>szkoda, ze wyjasnilem, jaka jest prawda, zanim kinia podeszla do niej, wycalowala i powiedziala

<BR>- jak milo pania poznac, jak sie ciesze, ze pani przyjechala

<BR>potem jedziemy na impreze turbokolor i nowego szołrumu

<BR>jest swietnie: blazej zulawski i monika sewiolo

<BR>pan taksowkarz wywiesza przez okno swoje obwisle piersi i pilnuje pilnie daewoo espero

<BR>alfa romeo brera? taki drozszy fiat

<BR>zwiedzamy prage noca, po szynach podstepnie mkna zabojcze tramwaje

<BR>o polnocy hops przez tory przez jedenastego, na siku do krzaczkow,  a tu bach! tramwaj widmo rozwala na kawalki, ktore wpadaja na balkony i ciekna na chodnik. super

<BR>przed snem jedziemy na nozki i pasztet i wracajac do domu widze na wystawie dwa wazony w promocji za 270.-

<BR>zaraz sobie mysle, jak fajnie byloby miec takie wazony, ale przypominam sobie, ze ostatnio kwiaty dostalem w 1992, kiedy niechcacy popsikalem sie dezodorantem impulse mojej mamy

<BR>

<BR><object width=”425″ height=”344″><param name=”movie” value=”http://www.youtube.com/v/Uv92ZOZdU6w&hl=en”></param><embed src=”http://www.youtube.com/v/Uv92ZOZdU6w&hl=en” type=”application/x-shockwave-flash” width=”425″ height=”344″></embed></object>

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interia.pl/zaproszenie.jpg” border=”0″>

<BR>w czwartek, 5 czerwca, widzimy sie o 20

<BR>

<BR>samochod playboya 2008 to audi r8. phi! taka drozsza skoda

<BR>citroen dostal nagrode za styl i bloga

<BR>przed czerwonym dywanem czerwone ferrari

<BR>- am i bothered? – mowie do siebie

<BR>spotykam jolke z krakowskiego i bardzo chcemy wygrac bon na meble

<BR>aby miec kanape od ewy minge, wiadomo!

<BR>nie mamy jednak szczescia w loteriach

<BR>moze to i dobrze, bo co to za obciach wyjsc na scene po butelke martini. zupelnie jak przyjsc do miedzy nami w niedziele wieczorem z waliza

<BR>o horoda!

<BR>dowiaduje sie o nowym kolorze: saharian

<BR>dzis mam wiec na sobie marynarke i szorty w kolorze saharian, czarne skarpety i brazowe sandaly. do tego oczywiscie laptop

<BR>swiecace drinki!

<BR>- ten drink i tak gasnie przy blasku twoich oczu – wreczam martini z niebieska kostka nowo poznanej kolezance

<BR>stoje tylem do sceny, kiedy kroliczki paraduja w bikini

<BR>kasia figura zdejmuje buty, pirog najebany, ktos tam napruty

<BR>same ktos tamy. robia z nimi wywiady a ja nie mam pojecia

<BR>pstrykaja zdjecia

<BR>koniec przyjecia

<BR>

<BR>uwielbiam wjezdzac na sluzbowy pietrowy parking

<BR>patrzec jak zapalaja sie przede mna jarzeniowki

<BR>jedna za druga, po kolei

<BR>jade wkolo, az kreci sie w glowie

<BR>szybciej i szybciej

<BR>ciekawe kiedy przyjebie w sciane

<BR>

<BR>- a ja pracuje z nim

<BR>- ja go znam od dziesieciu lat albo wiecej!

<BR>- ale teraz jest moj!

<BR>- i ma pieprza

<BR>- nom. i okulary d&g. i jest oblesnie heteroseksualny

<BR>- ja mam zegarek d&g i tez jestem oblesnie heteroseksualny

<BR>

<BR>- nie moge z toba rozmawiac, bo siedze w miedzy nami. przyszla gosia baczynska i zostala tylko woda mineralna

<BR>

<BR>dzien zapowiadal sie zwyczajnie. wstalem rano, wzialem prysznic, za oknem swiecilo slonce. postanowilem przejsc sie na spacer i nagle, zupelnie niespodziewanie, tuz obok starej drewnianej zapomnianej lawki, znalazlem nigdy nie publikowany dotad wiersz agnieszki maciag:

<BR>”TRÓJMIASTO

<BR>Pomyślała

<BR>Że jeszcze zdąży się w nim zakochać

<BR>Zanim odjedzie

<BR>Ostatnia eskaemka”

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interia.pl/ludki7.JPG” border=”0″>

<BR>- masz fajne kokardy

<BR>- pojdziemy sie jebac?

<BR>

<BR>- wzialem zimny prysznic…napilem sie kawy…i ciagle jestem podniecony

<BR>- chcesz byc bardziej?

<BR>

<BR>milo pracowac z kims, kto zauwaza, ze masz na sobie wood wooda i comme des garcons

<BR>oraz wypasione limitowane reeboki

<BR>

<BR>nie chce mi sie leciec do amsterdamu, bo bede musial na dwie godziny wylaczyc telefon. uzaleznilem sie od tych esemesow

<BR>wreszcie ladujemy, wreszcie wlaczam, nie mam roamingu. mam za to jego zdjecie na tapecie

<BR>- hello, i’m maciek

<BR>- magic?

<BR>w nowej pracy mam samych przystojnych kolegow

<BR>wieczorem idziemy do fancy place. wolalbym zwykla kolacje

<BR>glodny podryguje w rytm funkowej muzyki i podziwiam belgow tanczacych na rurze

<BR>zupa, ryba, na deser creme brule w popielniczkach

<BR>pety, popiol i popielniczki brzydza mnie od dziecka

<BR>zostawiam. w zamian dostaje butelke z czyms bialym

<BR>- it’s a dutch sperm – tlumaczy mi dutch guy, w ktorym bym sie zakochal, gdyby nie sobota

<BR>- tastes the same as polish – odpowiadam trzymajac slomke w ustach

<BR>drzwi od toalety. nie chlopcy – dziewczynki, tylko homo – hetero

<BR>krotka rozmowa z hotelowego pokoju kosztuje dwadziescia euro

<BR>warto

<BR>

<BR>- teraz twoja pora na komplement

<BR>- jestes moim odzwierciedleniem

<BR>

<BR>- synku, nie mow kupa, bo ci bozia przypierdoli

<BR>

<BR>w kokonie po wielu latach spotykam adzia. wyglada juz zupelnie jak teresa rosati

<BR>- jak sie bawisz?

<BR>- co tam u ciebie?

<BR>chyba tylko nas bawi absurd tych pytan

<BR>potem rozczarowuje sie raz za razem

<BR>a potem

<BR>a potem jestem zlany potem

<BR>robie sobie zdjecia o szostej rano. mam tak czerwone usta. nie moge spac. nie moge wypuscic telefonu z reki. nie moge sie skupic. nie moge uwierzyc. usmiecham sie do siebie. znowu sie usmiecham. boje sie

<BR>

<BR>- ale jej nowa ksiazka kosztuje dwiescie piecdziesiat zlotych!

<BR>- strasznie zachlanna sie zrobila ta kurwa na stare lata

<BR>

<BR>w radomu procesja. boze body. jedziemy obok i zastanawiam sie, czy musze zatrzymac sie na czerwonym swietle, skoro oni ida

<BR>a moze otworzyc okna i wlaczyc glosno muzyke?

<BR>nowa plyta pezeta jest swietna. jestem nia mega zaskoczony i bardzo polecam nr 7, 8, 12 i 14. az cztery zajebiste piosenki od pierwszego sluchania na jednej plycie to prawdziwa rzadkosc

<BR>kiedy wdowa spiewa „nie chcialabym byc niegrzeczna”, wanda krzyczy

<BR>- o boze, ja chce byc wdowa!

<BR>

<BR>- to gdzie jedziemy na sniadanie!

<BR>- do ikei!

<BR>patrzymy na dziecko umazane jakas zolta mazia i wpadamy na genialny pomysl na biznes:

<BR>PRZEZROCZYSTE KARMY DLA NIEMOWLĄT LIGHT

<BR>

<BR>dwudziestego trzeciego maja zaraz po godzinie zero jestem na imprezie

<BR>czekam na zyczenia, patrze na telefon, spodziewajac sie, ze zaraz ktos przysle mi esemesa zeby byc pierwszy, ale nic

<BR>robi mi sie smutno, czuje sie mega staro i ide do samochodu spac

<BR>rano jest zupelnie inaczej. dostaje prezent i sniadanie do lozka

<BR>mmmm, ferrero rocher! he is doing well!

<BR>ide do fryzjera, zeby zgolic siwe wlosy i kupuje poszwe z atomowkami. zawsze w krakowie wydaje fortune na poszwy, ktore trzymam potem na specjalne okazje, ktore nie nadchodza

<BR>ide na zakupy z wanda do diesla i energie i dostaje znizke, bo mam urodziny

<BR>a wieczorem ide na randke

<BR>lazimy po knajpach na kazimierzu i pijemy. ma fajne piercingi, jest artysta i tez lubi chanel egoiste (ten klasyczny, nie platinum)

<BR>- moglbys miec tez alberta

<BR>- mam! mam pieknego chuja i pieknego alberta

<BR>naprawde rzadko ktos mnie zawstydza

<BR>a na dwudziesta druga jestem przeciez umowiony na starowislnej na moja urodzinowa impreze

<BR>- idziesz ze mna?

<BR>pyta, czy bedzie duzo ludzi, wiec mowie, ze raczej nie. ale moze zrobia mi surpise party?

<BR>przychodzimy pol godziny spoznieni i jest strasznie cicho. wchodzac po schodach mam jednak nadzieje, ze zaraz ktos wyskoczy po wejsciu i beda confetti i serpentyny

<BR>otwieram drzwi, a w srodku siedzi alicja w kuchni i marta w lozku

<BR>ale impreza! za chwile przychodzi na szczescie macieyas i miki i ktos wlacza muzyke

<BR>postanawiam sie upic i spiewam sobie przez okno sto lat. wisla niesie moj glos az do morza

<BR>ciekawe jakie urodziny miala w tym roku ewa minge

<BR>

<BR>pip, i’m going to tell you something and i want you to keep it in your heart: no matter what people say, you are beautiful.

<BR>

<BR>- jestes w weekend w warszawie?

<BR>- nie, ale jestem dzis!

<BR>spotykamy sie zatem dzis i idziemy na piwo. siadamy przy barze

<BR>- ale ty masz kurewski usmiech – slysze, wiec usmiecham sie jeszcze raz

<BR>usmiecham sie tez do huberta urbanskiego, ktory odpowiada na to czesc. łał. mama mi nigdy nie uwierzy!

<BR>idziemy obejrzec citroena i calujemy sie pierwszy raz

<BR>

<BR>- ja naprawde bylem na tym slubie

<BR>- a ja myslalam, ze ci sie snilo. tak to napisales, jakby to byl sen

<BR>wlasnie. moje zycie jest jak sen. albo sren

<BR>

<BR>slub u wizytek

<BR>wole stac przed kosciolem, bo jestem w takim nastroju, ze na pewno sie rozplacze

<BR>opowiadam wiec delfinie co tam w pracy i wchodzimy tylko na przysiege. nie lubie klekac w kosciele w garniturze od kleina

<BR>(co nie przeszkadzalo mi kiedys tarzac sie po schodach w g.a.y. w innym garniturze od kleina, na dodatek lnianym)

<BR>a po slubie prestizowe wesele w belvedere

<BR>bardzo elegancko. pan gra na saksofonie, sukienka od very wang, wykwintne menu i tort o polnocy

<BR>- bardzo dobry ten twoj wypiek

<BR>- kilo maki, kilo cukru, poltorej paczki drozdzy piekarskich, smietana, malyny i zapach. waniliowy i arakowy

<BR>kiedy budze sie rano bardzo zaluje, ze nigdy nie bede mial takiego wesela. i ze nie zjadlem wiecej tego musu z watrobek z galaretka porto

<BR>

<BR>”Jeśli mam być szczery to powiem, że szczęka mi opadła w momencie kiedy wszedłem na Twój profil i zobaczyłem Twoją fotkę ( zaznaczam, że mam na myśli moją szczękę, a nie sztuczną ).

Te oczy, rysy twarzy i usta są zapewne marzeniem wielu Twoich znajomych i innych obcych mężczyzn. Dla kogoś takiego jak Ty warto zapewne oszaleć z miłości, budzić sie przy Tobie rano i zasypiać wieczorem, podać Ci śniadanie do łóżka i zjeść kolacje przy świecach.

Szkoda bo zostaje mi tylko żałować tego, że nie jestem zapewne w Twoim typie i przede wszystkim jestem za stary:-(

Pozdrawiam:-)”

<BR>ma absolutna racje. niestety

<BR>

<BR>pierwszego dnia w biurze dostalem od szefa dwie butelki wina. a potem nowy samochod i telefon

<BR>powiem wam w tajemnicy, ze tak naprawde zmienilem prace, bo w starej mialem samsunga u700, ktorego sam wybralem co prawda, ale mnie wkurzal i nie moglbym go zmienic jeszcze przez ponad rok, a tak teraz mam lepszy juz

<BR>poza tym mam ladniejsze buty

<BR>drugiego dnia poszedlem z kolezanka na lancz do mercedesa

<BR>- dwie es klasy, byle szybko! – rzucam przy recepcji, jakbym byl dziwka minister

<BR>- panstwo gdzie? – zatrzumuje nas pan ochroniarz

<BR>- my do kantyny – odpowiada kolezanka

<BR>podobno nigdy wczesniej nikt jej tam nie zatrzymywal

<BR>

<BR>w miedzy nami oska zamawia pol porcji makaronu, z czego zjada jedna trzecia

<BR>- czy z tym makaronem bylo cos nie w porzadku? – pyta pan kelner ze smutna mina

<BR>ola tlumaczy, ze bardzo dobry jest ten makaron, ale smutek nie znika z twarzy pana kelnera

<BR>- no dobrze, to ja juz zjem – mowie i zjadam, bo az sie serce kraje

<BR>

<BR>nie widzielismy sie bardzo dawno

<BR>ale oczywiscie z moim szczesciem musze go spotkac zaraz po tym jak o nim napisalem notke i wyslalem mu zalosnego esemesa z wesela w nocy. na ktorego oczywiscie nie odpisal

<BR>przychodzi pip, ktory niestety wyglada stosunkowo korzystnie, pomimo pomaranczowej kamizelki. ostatnio uswiadomilem sobie, ze nie lubie tego koloru

<BR>- nie zaslaniaj mi! – krzycze, bo siada i zaslania

<BR>- ale on jest okropny!

<BR>- tak jak pisalem, moze i okropny, ale dla mnie idealny

<BR>idzie do samochodu a ja patrze na te jego krzywe nogi i sie rozplywam jak debil

<BR>chcialbym znowu sie tak zakochac

<BR>

<BR>na fellow: „Skromny zastępca kierownika Działu OWOCE / WARZYWA w Carrefour Express ZŁOTE TARASY :P :P :P :P Zapraszam na zakupy :p ;)))”

<BR>cos dla mnie!

<BR>

<BR>slub w grojcu

<BR>wesele w tarczynie

<BR>- to tam robia te tymbarki?

<BR>- tak, a w tymbarku soki tarczyn

<BR>biale golabki, orkiestra, pszczolka maja sobie lata, tance, noga do tylu, flaki, rosol, kotlety, potrawka, lody, tort i zurek. a najlepiej wszystko na raz!

<BR>zdrowa zywnosc: tatar

<BR>krawaty pod kolor sukien. suknie z nadarzyna, jak chinska krolewna. pip takie kupuje sobie po pracy

<BR>piec kilogramow zlota na szyi, drugie tyle w uszach i na palcach. majatek

<BR>czerwone buty i czerwona koszula. zielona koszula dla kontrastu i wasy

<BR>- za kim tesknisz? – pyta julka

<BR>- nie wiem za kim, ale wiem za czym – odpowiadam patrzac na jedna pare, ktora ciagle ze soba tanczy, trzyma za reke, rozmawia, karmi, bawi sie i kocha

<BR>natomiast wszystkie inne siedza zmeczone i obrazone

<BR>nad brudna muszla zastanawiam sie, kto robi kupe na weselu i slysze, jak przy pisuaze ktos pierdzi w czasie sikania i wychodzi bez mycia rak

<BR>och jak kurcze jest wesolo! chodzcie sie zbierzemy w kupe i zerzniemy maje w pupe

<BR><object width=”425″ height=”355″><param name=”movie” value=”http://www.youtube.com/v/PQ0n6SImtZI&hl=en”></param><param name=”wmode” value=”transparent”></param><embed src=”http://www.youtube.com/v/PQ0n6SImtZI&hl=en” type=”application/x-shockwave-flash” wmode=”transparent” width=”425″ height=”355″></embed></object>

<BR>

<BR>przesiadka w monachium

<BR>jakas niemra w zlotych okularach usmiecha sie do mnie i mowi guten tag

<BR>jestem zalamany, bo nikt ze mna nie rozmawia

<BR>a ja przeciez nie pojde i nie powiem

<BR>- czesc czesc czesc hejka siemka jestem waszym nowym kolega jol!

<BR>za to w barcelonie jest swietnie. spalilem sie na czole w czasie pracy

<BR>pije kawe z mlekiem skondensowanym i wreszcie jakas ktora naprawde mi smakuje

<BR>niemcy sie gapia i zaczepiaja o tatuaze. przeciez nie zrozumieja, bo to po aramejsku

<BR>cale rozowe do kostek. chce takie. poza tym wszystko wreszcie inne, swieze

<BR>szef wszystkich szefow w polsce mowi przy kolacji, ze bardzo sie cieszy ze mnie zatrudnil, bo nie lubi sytuacji, kiedy ciagle jest najmadrzejszy przy stole

<BR>to bardzo mile. a wiecie jaki dlugi byl ten stol?

<BR>szef wszystkich szefow w europie jest przyjacielem mojego torstena. oczywiscie bardzo sie juz lubimy i czuje, ze zrobie w tej firmie kariere

<BR>a moj szef zabiera na dorsza i upija

<BR>- sluchaj, ja o pracy bede z toba rozmawial tylko do siedemnastej. potem mozemy rozmawiac o innych fajnych rzeczach – ustawiam go, kiedy sprawdzamy, czy w barcelonie zamykaja do wiezienia za sikanie w parku o drugiej w nocy

<BR>podalem reke thierremu henry. regardez mon visage!

<BR>a potem wracam do warszawy, ide do kaefce i z chlopcem za kasa wymieniamy sie groszami, czekajac na frytki

<BR>- bardzo milo mi sie z panem rozmawia – mowi do mnie

<BR>wyglada jak przems: troche brzydko, ale jednak idealnie

<BR>

<BR>pakuje bagaz i zaraz do lozka, bo jutro rano barcelona

<BR>nowa praca, nowi koledzy, thierry henry i scarlet

<BR>reebok. my move

<BR>re: EBO.K.

<BR>

<BR>zaplacilem piecset zlotych za nowy akumulator

<BR>piecset zlotych!

<BR>za to citroen zapala jak ta lala. ale co? nie dzialaja wycieraczki

<BR>kolejne sto piecdziesiat

<BR>ale teraz otwieram szyberdach, rozpieram sie na skorzanym fotelu i mkne przed siebie

<BR>- chodz, przejedziemy sie moim xm, wlaczymy kraftwerk the mix i bedziemy udawac ze jest rok 1991

<BR>napis pod tablica rejestracyjna nowego bmw 3 coupe-cabrio: MAM WAS BLACHARY!

<BR>

<BR>na ulicy rozmawiaja menele

<BR>- no i masz dwie krowy i krowie lajno i z tego lajna robisz gaz i jezdzisz!

<BR>

<BR>absolutorium maciejasa

<BR>absolutnie swietnie mu w tej czapce z pomponem

<BR>a mama przyjechala z wloch i zaprasza na lampke szampana. kupujemy frezje

<BR>- a gdyby tak przyjsc, przywitac sie i powiedzec: czesc, jestes lesbijka? super! ale nie moga z toba teraz rozmawiac, bo ide na jebanie

<BR>

<BR>marta wita sie z nowym sasiadem

<BR>- jestes gejem? super! ale nie moge z toba teraz rozmawiac, bo ide na jebanie

<BR>

<BR>dostaje esemesa z warszawy

<BR>- a w toro ktos sie zesral w darkroomie

<BR>- wdepnales?!

<BR>- posmakowaem

<BR>

<BR>w krakowie znowu nie chca mnie wpuscic do kicza

<BR>tak, jestem typowym dresem w rozowo-blekitnych butach z odblaskowymi sznurowkami i turkusowej bluzie i zaraz rozpierdole ten klub!

<BR>ide zatem gdzie indziej

<BR>- zostan do konca – mowi do mnie calujac ze az kolana, wiec czekam az wszyscy sobie pojda

<BR>zamyka drzwi i caly lokal dla nas

<BR>- a co ty masz na rekawie? – pyta wanda, kiedy wracam rano

<BR>

<BR>- u pipa na imieninach bylo bardzo milo, nawet przygotowal cos do jedzenia, pokroil serek i kielbase

<BR>pip kupuje kielbase na imieniny

<BR>- dzien dobry, w jakiej cenie jest kielbasa?

<BR>- po piec czterdziesci i siedem osiemdziesiat za kilogram

<BR>- hmmm, piec czterdziesci… a ma pani moze cos tanszego?

<BR>

<BR>w berlinie agata farbuje wlosy, a ja spotykam sie z cweakiem

<BR>myslalem ze bedzie czesc czesc co tam hipopotam idz tam, a rozmawia sie wspaniale

<BR>rozmawiamy kiedy agacie zdejmuja kolor

<BR>rozmawiamy kiedy jest blodnynka

<BR>rozmawiamy kiedy klada jej farbe

<BR>i kiedy pan fryzjer obcina jej wlosy

<BR>potem idziemy na kolacje na mitte i na lody do hagen daazsa

<BR>opowiadamy szkolne historie i umieramy ze smiechu, a na koniec robimy sobie wspolne zdjecie z jakimis obcymi butami

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interia.pl/berlinskiobuw.jpg” border=”0″>

<BR>

<BR>endo smaruje patelnie czosnkiem i robi grzanki

<BR>swieci slonce i jest prawie jak na wsi

<BR>- ale ja nigdy nie pisalem scenariusza

<BR>- mozesz sam tez zrobic pare rysunkow

<BR>a juca przysyla esemesa, ze ma do sprzedania bilety do berlina i czy chce

<BR>pewnie ze chce!

<BR>jade z agata, a pan w pociagu w podly sposob kradnie nam joya. z intymnymi odpowiedziami w tescie. i jest jeszcze pan z sygnetem i rodzina z kanapkami z kotletem

<BR>w berlinie swieci slonce i bola nas nogi od chodzenia

<BR>agata jest pierwszy raz wiec musze jej pokazac wszystko

<BR>przesladuja nas wycieczki wloskiej mlodziezy, ale pip umarlby z zazdrosci. ciekawe, ile w sumie zyc ma hydriola

<BR>wieczorem zahaczamy o heile welt

<BR>- zobacz, ten sie na ciebie patrzy

<BR>- widze. jest mega przystojny, ale w tym wypadku z zazdrosci nie umarlby pip, tylko moja mama

<BR>kiedy juz wracamy do hotelu, przed nami idzie dwoch kolesi

<BR>- oesu, mam nadzieje, ze ja tak nie krece tylkiem

<BR>patrzymy na ten tylek i az w glowach nam sie kreci, az tu nagle rozowe swiatlo, rozowa poswiata i tlumy ladnych chlopcow

<BR>- what’s inside? – pytam pana ochroniarza

<BR>- it’s a gay party

<BR>na dwunastym pietrze electro, na pietnastym stare disco

<BR>piekny widok przez okno, ale w srodku tez jest na co popatrzec

<BR>- do you speak english?

<BR>- yes

<BR>- you’re very handsome, you have beautiful face and sexy tattoos – mowi mi jim z nowego jorku

<BR>usmiecham sie i spuszczam

<BR>oczy, bo udaje, ze jestem takim niesmialym chlopcem z polski

<BR>

<BR>- a ebo nie jest zazdrosny, ze jedziesz bez niego do nepalu?

<BR>- ale on by mnie przeciez tam nie zabral

<BR>no wlasnie. okazalo sie, ze mnie nie stac

<BR>

<BR>wracam do domu przed osma rano

<BR>ide przez miasto i usmiecham sie do siebie

<BR>jeszcze czuje jego cieplo

<BR>i przypominam sobie sny

<BR>wracam do domu przed osma rano

<BR>zaspanym krokiem zaspanym wzrokiem

<BR>patrze na twarze spieszacych sie ludzi

<BR>a ja moge sobie isc powolutku

<BR>wracam do domu przed osma rano

<BR>i mam jego klucz w kieszeni

<BR>jem sniadanie w makdonaldsie w smyku

<BR>slone frytki slodka noc

<BR>

<BR>wkurwilem sie kiedy zobaczylem ze zburzyli chemie

<BR>a jeszcze ogladalem jak oni spiewaja

<BR>grazyno szapolowska, co ty wyprawiasz? pamietaj, ze jestes grazyna szapolowska!

<BR>powinnas byc dama i traktowac wszystkich z wyzszoscia

<BR>a nie trzymac za reke jakas panne ktorej nikt nie zna i jeszcze dawac jej calusy

<BR>(chociaz juz dawno powinno dac mi do myslenia,

<BR>ze cos niedobrego sie z ta kobieta dzieje,

<BR>kiedy zobaczylem na lotnisku w amsterdamie,

<BR>ze robi zakupy w sklepach wolnoclowych)

<BR>

<BR>- oesu, nieodebrane polaczenie!

<BR>chodzimy po krakowie i komponujemy reklamy radiowe

<BR>STOMATOLOOGIAAA ZAAPRASZAAA AAAA OOOOO

<BR>kazda reklama konczy sie „ooooo”, bo okazuje sie za krotka i sa jeszcze do wykorzystania dwie sekundy czasu antenowego

<BR>- nalezy sie trzysta piecdziesiat tysiecy. znam taki chor z przasnysza, zaspiewa to za pol darmo

<BR>

<BR><!– SONDA –>

<form method=”POST” action=”http://www.sonda.pl/vote.php3″ ><table width=”150″ cellpadding=”4″ cellspacing=”0″ border=”1″ align=”center”><tr><td bgcolor=”#000000″><div align=”center”><font size=”2″ color=”#FFFFFF” face=”Verdana”><b>SONDA</b></font></div></td></tr><tr><td bgcolor=”#FFFFEE”><input type=”hidden” name=”id” value=”547008″><input type=”hidden” name=”uid” value=”81082″><font color=”#000000″ size=”2″ face=”Verdana”><b>moja ulubiona piosenkarka to</b></font><br><br><table border=”0″><tr><td valign=”top”><input type=”radio” name=”poll” value=”1″></td><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”>Mary J. Blige</font></td></tr><tr><td valign=”top”><input type=”radio” name=”poll” value=”2″></td><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”>Mary J. Pipe</font></td></tr><tr><td valign=”top”><input type=”radio” name=”poll” value=”3″></td><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”>Mary J. Ion</font></td></tr></table><div align=”center”><input type=”submit” value=”Zagłosuj”><br><a href=”http://www.sonda.pl/wyniki.php3?id=547008&uid=81082″>Zobacz wyniki</a><br></div></td></tr></table></form>

<!– SONDA KONIEC –>

<BR>

<BR>LIST DO ELLE

<BR>Dzień dobry,

<BR>Właśnie relaksuję się w Krakowie, czytając ELLE. Bardzo spodobał mi się artykuł „Krakowski Speed” i postanowiłem odpowiedzieć na zawarte w nim pytania.

<BR>”Krakowski spleen?”

<BR>Oczywiście!

<BR>”Nie znosisz, kiedy na imprezie pojawia się ktoś w twojej bluzce czy sukience”?

<BR>Znoszę.

<BR>”Coś na wieczór?”

<BR>Księżyc!

<BR>”Może jedwab i muślin, czyli klasyka z odrobiną ekstrawagancji?”

<BR>Wolę bistor.

<BR>”Nic nie przypadło ci do gustu?”

<BR>Yhm.

<BR>”Znasz drugie miasto w Polsce, gdzie jest 600 knajp?”

<BR>Nie, ale znam 600 miast gdzie jest jedna knajpa.

<BR>”Ktoś pamięta jeszcze jego pierwszą siedzibę na św. Jana?”

<BR>Tak. Hanna Gucwińska

<BR>”Szukasz czegoś do domu?”

<BR>Kluczy.

<BR>”Poszukujesz inspiracji teatralnych?”

<BR>Nie, kluczy.

<BR>”Knajpy?”

<BR>Knajpy, inaczej bary, to lokale gastronomiczne w których konsumuje się zamówione wcześniej napoje alkoholowe.

<BR>”A może poranną kawę wolisz wypić w swojskiej Mleczarni lub przyjaznej Świętej Krowie?”

<BR>Zgadłaś!

<BR>Pozdrawiam serdecznie,

<BR>Maciek S.

<BR>

<BR>ogladamy z ola you can dance, a mateusz przygotowuje suflet

<BR>- żaneta, kryspin, w calej polsce byl casting!

<BR>

<BR>mikolaj tez powinien zostac modelem

<BR>sesja do gazetki tesko

<BR>- pokaz, ze ta kurtka jest praktyczna!

<BR>- pokaz, ze te spodnie sa wizytowe!

<BR>

<BR>jedziemy z wanda bialym przecinakiem i komentujemy samochody mijane na ulicy. nasza uwage przyciaga rozowa honda jazz

<BR>w salonie hondy

<BR>- dzien dobry, w jakich kolorach oferuja panstwo model jazz?

<BR>- bialy, czarny i te rozowa kurwe

<BR>

<BR>zycie zmieniam jak szafe

<BR>odkrywam uroki zycia bez pracy

<BR>kinia zaprasza na lunch do ministerstwa

<BR>czekam i zaraz zsikam sie w majtki

<BR>- przepraszam, czy mozna tu skorzystac z lazienki bez przechodzenia miliona kontroli?

<BR>- tu na dole jest lazienka, ale taka skromna – odpowiada pan ochroniarz

<BR>natomiast inny pan ochroniarz nie chce mnie wpuscic do stolowki

<BR>- nie ma mowy!

<BR>idziemy zatem na suszi. nie wiem po co, bo nie lubie przeciez

<BR>siedzimy na mokotowskiej na pieterku i patrzymy na ulice, jakie samochody sa fajne i jaki moglbym miec sluzbowy

<BR>jedzie pani w mercedesie i kloci sie z kims przez zestaw glosnomowiacy. zabawnie to wyglada. za chwile jedzie znowu. tak trudno zaparkowac w centrum

<BR>ja zostawiam samochod na powislu, zeby nie placic za parking. wieczorem powietrze pachnie ziemia i wiosna. samochody zaparkowane wzdluz ksiazecej, czesc z oszczednosci, czesc czeka na parkowych kierowcow

<BR>- to ty sobie poogladaj film, a ja pojde sie wykapac

<BR>wole jednak nozem wlamac sie do lazienki i wskoczyc do niego do wanny

<BR>- szkoda, ze nalales plynu do kapieli, fajnie bylo nurkowac, a z plynem mi nie smakuje

<BR>majtki susza sie na kaloryferze

<BR>dzis on mnie zaprasza na lunch. nie pamietam, kiedy pilem wino w ciagu dnia

<BR>udaje, ze jestem pijany i wprawiam go w zaklopotanie. jest wtedy taki slodki

<BR>chce zrobic nowy tatuaz

<BR>jutro jade do krakowa

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interia.pl/goodbuynike.jpg” border=”0″>

<BR>

<BR>good bye, nike!

<BR>skladam wymowienie

<BR>stoje pod drzwiami szefa i umieram

<BR>- to moze jeszcze jeszcze pojde zrobic siku?

<BR>rozmawiamy ponad godzine. glownie o tym co dobre, bo duzo dobrego

<BR>wysylam maila

<BR>- to nie prima aprilis

<BR>- poczekam az jutro odwolasz to zdanie

<BR>w piatek ostatni dzien pracy, a potem trzy tygodnie urlopu

<BR>a od maja juz nie faja

<BR>

<BR>powtorka z mariotsa

<BR>powiekszony sklad i jeszcze wiecej zenujacych historii

<BR>najgorzej gdy ktos spodziewa sie baka, a wychodzi kleks

<BR>- poprosze campari orange

<BR>- a nie bacardi with coke?

<BR>jeszcze tylko butelka belvedere i wiu! zjezdzamy z czterdziestego pietra

<BR>a co w torbie?

<BR>dzbanek z woda

<BR>

<BR>- dawno nic nie pisales. zaniedbujesz swojego bloga

<BR>- a co mam pisac, ze mnie boli?

<BR>boli tak, ze az beczke soli zjesc. albo wstawic wszystkie zlote

<BR>najsamprzod pan dentysta popukal, postukal, zrobil zdjecia, kliknal w komputerze i powiedzial, ze siodemka nie moze mnie bolec. tylko piatka i troche szostka

<BR>i rozwiercil piatke i szostke

<BR>wtedy spuchlo mi dziaslo przy osemce. ale jak! na wznak!

<BR>- nie mam zaufania do tego pana dentysty, co z tego ze ma komputer, pojde do mojej pani dentystki, do ktorej chodzilem sto lat temu – myslalem przez swieta

<BR>jak pomyslalem, tak tez zrobilem

<BR>pani dentystka popatrzyla i stwierdzila, ze mozna to leczyc, ale i tak ta osemka bedzie sprawiac problemy, wiec moze sie zastanowic, czy jej nie wyrwac kiedys

<BR>- to wyrwijmy teraz! – powiedzialem beztrosko, bo nie wiedzialem, co mnie czeka

<BR>pani dentystka przez pol godziny szarpala krnabrny zab

<BR>- niech pan przyciska glowe do oparcia!

<BR>szarpala, szarpala, az w koncu wyrwala

<BR>w piatek troche bolalo, jak to po wyrwaniu, ale wydawalo mi sie, ze jest duzo lepiej

<BR>tymczasem w sobote spotkalem sie z pawlem, zeby mu odradzic kupowanie kurtki w zarze i zaczalem puchnac

<BR>zaczalem wygladac tak, ze jedyne, co moglo mnie ewentualnie uratowac, to zrobienie zdjecia od dolu (i wrzucenie na grono)

<BR>a najgorsze, ze dostalem szczekoscisku!

<BR>(szczękościsk (łac. trismus) – to przemijające ograniczenie ruchomości rozwarcia szczęk spowodowane odruchowym przykurczem mięśni unoszących żuchwę (żwacz, mięśnie skrzydłowe lub skroniowego))

<BR>i wez rob cokolwiek z czyms takim, nie wspominajac o jedzeniu

<BR>boli jak kurwa chuj pizda i sraka

<BR>ale jednak lepsze to niz prognatyzm

<BR>o pierwszej w nocy nie wytrzymuje i jade po pomoc. eo eo eo eo

<BR>a jak pieknie o pierwszej w nocy! plac trzech krzyzy caly rozswietlony pomaranczowymi kogutami pojazdow oczyszczania miasta

<BR>- pani dentystko, mialem wyrwana osemke, niech mi pani pomoze, bo umre zaraz wlasnie tu

<BR>- prosze oto recepta na antybiotyk

<BR>- moze jeszcze ketonal? podobno jest swietny

<BR>- alez prosze!

<BR>dostaje recepte, kupuje leki, trace glowe

<BR>ale wczoraj udalo mi sie wcisnac frytki polowe!

<BR>bede chudy i scerbaty

<BR>a dentysci to sa katy

<BR>

<BR>szkolenia i testy. jestem helping inspirer. pani mowi, ze od zoltych (a ja mam 98% zoltego), to az blask bije, kiedy gdzies sie pojawiaja. i patrzy na mnie

<BR>usmiecham sie zatem olsniewajaco

<BR>- jako reformer director jestem zadowolony z wprowadzonych poprawek – pisze do mnie moj szef

<BR>- ale czy reformer director to nie takie stanowisko w fabryce bielizny?

<BR>

<BR>w pracy o poranku

<BR>szukam czegos innego, a znajduje platinum towers

<BR>dwadziescia tysiecy za metr!

<BR>ubierzemy sie z juca elegancko a profesjonalnie i pojdziemy do biura sprzedazy

<BR>wysluchamy prezentacji, jaki to nie zespol i jakich to nie wiez, po czym powiem

<BR>- to ja poprosze pol metra dla mojego fikusa, tylko po slonecznej stronie

<BR>

<BR>siedzimy z ędo w restauracji i bola nas osemki. choroba madrych ludzi

<BR>rozmawiamy o zyciu, pracy i zlodziejstwie osobowosci

<BR>- wiesz, ona tez sama nie wymyslila, ze bedzie piec chleb w domu, czy chodzic na lekcje gry na pianinie, ale nie wziela tego wszystkiego od jednej osoby

<BR>dochodzimy do wniosku, ze najlepszy jest ketonal i aleve. wszystkie niebieskie pigulki sa najlepsze!

<BR>pomysly na obrazki. pomysly na komiksy. duzo pomyslow

<BR>duzo milych slow

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interia.pl/lalurairmax.JPG” border=”0″>

<BR>

<BR>kupilem sobie kolejny garnitur. bardzo elegancki

<BR>teraz tylko wziac slub albo wreszcie umrzec

<BR>pan zdejmuje ze mnie miare do poprawki (tu zebrac karczek, przeszyc guziki, zadaje klopotliwe pytania jak ciac nogawki – prosto czy po skosie?)

<BR>- a co, jesli sie roztyje?

<BR>- nie roztyje sie pan

<BR>- a da mi pan gwarancje?

<BR>- na dziesiec lat

<BR>kiedy niedawno jechalem z mama samochodem powiedziala, ze najlepiej gdyby jej nie bylo, bo mam przez nia tyle trosk

<BR>odpowiedzialem, ze gada glupoty, bo tak naprawde zyje tylko dla niej (no i dla lalura) i gdyby jej zabraklo, to nie mialbym juz po co

<BR>mama chciala mnie przytulic i o malo co obydwoje nie zginelismy w wypadku samochodowym

<BR>(ale wtedy byl jeszcze lalur, wiec nie moglem)

<BR>czekam na zmiany

<BR>wczoraj juz juz mialem wyjsc do pracy, a tu dzwonek. dwoch panow kominiarzy przyszlo sprawdzic wyciagi. swietnie ciagnie, szczegolnie w lazience

<BR>zlapalem sie za guzik, ale zadne szczescie na mnie nie spadlo. tylko snieg

<BR>wieczorem siedze na kanapie, jem i glaszcze nozki i ogladamy program o biednej rodzinie

<BR>- zobacz, jaka bieda. juz wyslalem esemesa – wzdycha, kiedy na ekranie pojawia sie ujecie, jak niosa wegiel w wiadrze

<BR>- jaka bieda?! zobacz, kuchenka mikrofalowa, ja nawet nie mam, a obok tej weglowej nowa kuchenka gazowo-elektryczna!

<BR>

<BR>- czemu lepiej, ze wychowales sie w warszawie?

<BR>- bo idac do podstawowki mijalem muzeum narodowe, a nie kozy

<BR>

<BR>kiedy wrocilem do domu, wyrzucilem dla kotow przez okno boczek, ktorego juz nie zjadl. chce sprzatnac zielona miseczke z woda, ale mama prosi, zebym zostawil, zeby nie wymazac go tak od razu

<BR>ciagle do mnie nie dociera, ze go juz nie ma

<BR>wciaz zerkam na jego pusty fotel

<BR>kiedy robie sobie herbate, chce dolac mu wody do miseczki

<BR>wygladam przez okno czy nie stoi przed drzwiami

<BR>wmuszam w siebie obiad i chce mu troche zostawic

<BR>klade sie, zeby obejrzec telewizje i czekam kiedy do mnie wskoczy

<BR>patrze na miejsce na dywanie, gdzie dopiero co z nim lezalem

<BR>przytulam sie do poduszki, ktora jeszcze nim pachnie i leca mi lzy

<BR>- mamo, zmienic ci posciel?

<BR>- nie, niech jeszcze bedzie ta przez kilka dni

<BR>

<BR>lalur nie zyje. bylem z nim do konca

<BR>to byl najbardziej kochany pies na swiecie

<BR>

<BR>badania krwi wykazaly, ze nerki zupelnie wysiadly

<BR>- ale czy te nerki go bola?

<BR>- nie, to taki cichy zabojca

<BR>siedem dni na poprawe, ktorej pewnie nie bedzie

<BR>siedem dni na podjecie trudnej decyzji

<BR>trudno mi zadawac trudne pytania, bo wiem, ze sie rozrycze. a tak tylko cicho placze

<BR>niewesole swieta

<BR>

<BR>- poprosze tego indyka w sezamie

<BR>- to nie indyk, to ryba, przeciez dzisiaj sroda

<BR>- no i? – rozkladam rece i wytrzeszczam oczy

<BR>wielki tydzien

<BR>

<BR>wieczorem casting

<BR>- ty masz juz karte? – pan kilka razy pyta sie mnie czy tez wezme udzial

<BR>milo, bo obok same roczniki 1989

<BR>ja jednak jestem tylko kierowca i nie powiem co robilem w roku 1989

<BR>wracamy i kladziemy sie do lozka, ogladamy film na ajpodzie

<BR>tak milo sie z nim zasypia

<BR>tak milo sie o nim sni

<BR>tak milo sie z nim budzi

<BR>- chcesz rogalika z czekolada? – robi mi sniadanie

<BR>przed poludniem dzwoni mama, ze z lalurem gorzej. placze. koncze prezentacje i jade z psem do weterynarza

<BR>w poczekalni jakies dwie dresiary, ktore kochaja tylko swojego psa i starsza pani z pieknym kundelkiem, ktory odpowiada na wszystkie pytania

<BR>- denerwujesz sie piesku?

<BR>- auuuu

<BR>trzymam lalura na kolanach i glaszcze. caly drzy. w koncu pan weterynarz zaprasza do gabinetu

<BR>opowiadam co sie dzieje. pan weterynarz mierzy temperature (idealna), osluchuje, dajac wczesniej do powachania stetoskop, serce w porzadku, pluca w porzadku, wiec pobierze krew

<BR>goli siersc na lapce i wbija igle. dwie male proboweczki

<BR>po wyjsciu spacerujemy chwile po parku, akurat swieci slonce, a lalur podnosi lape przy sikaniu

<BR>ciekawe, czy jeszcze kiedys pojdziemy razem nad wisle

<BR>nad wisla zwykle wysylalem esemesy do przyjaciol. wyglada jednak na to, ze przyjaciele zapomnieli. albo po prostu dali sie ukrasc

<BR>tak jak styl, muzyka, zainteresowania. bo przeciez to dziala, prawda?

<BR>rozpakowalem wreszcie wszystkie kartony i wole moje mieszkanie od oczu komara. albo wazki

<BR>- jak to oczy wazki?

<BR>- no jak usiadziesz w szortach i wyjda ci z dwoch stron oczy wazki

<BR>

<BR>pada deszcz. ja sie nie utopie, ale inni?

<BR>

<BR>od kilku dni lalur ma sie duzo gorzej

<BR>jeszcze niedawno biegal i skakal, a teraz, kiedy widze jak sie meczy na schodach, wole go wziac na rece

<BR>- no chodz na raczki

<BR>caluje psa w ucho i w pyszczek i wnosze na drugie pietro. jego uszy pieknie pachna. takim lalurem allurem

<BR>martwimy sie z mama co bedzie jak go nie bedzie. ale nawet nie potrafimy sobie wyobrazic

<BR>w niedziele stryjenka obchodzila 86 urodziny. jest starsza od lalura o rowne 70 lat

<BR>dopiero w drodze dowiadujemy sie, ze w nocy byla w szpitalu, bo reka boli strasznie

<BR>i ze nie slyszy i ze bardzo slaba

<BR>nie chcielibysmy robic klopotu, ale ile tych urodzin jeszcze bedzie?

<BR>(szesnascie lat temu, w urodziny stryjenki, umarl brat mojej mamy. pamietam jak zawiezlismy ja tego dnia do naleczowa nowym oplem kadettem i zaraz musielismy po nia wrocic)

<BR>kiedy wjezdzamy na podworko stryjenka idzie powolutku z wiadrem w reku, bo w stodole dziesiec kotow i musi je nakarmic

<BR>ide zobaczyc. koty chowaja sie wsrod drewnianych skrzynek i tylko jeden maly czarny ma odwage do mnie podejsc, ale ucieka, gdy chce poglaskac

<BR>myslalem, ze beda mniejsze. ze zrobie telefonem zdjecie, wysle i napisze ze on jest wlasnie takim oto kociatkiem

<BR>oczywiscie sa flaki sa kurczaki. ale nie pozwalam stryjence nakrywac do stolu, wycieram talerze ze zlotymi paskami i ustawiam na obrusie. ciekawe co sie stalo z talerzami w krasnoludki

<BR>- a smietane do salaty doprawic?

<BR>dodaje soli, cukru, wciskam cytryne i mieszam

<BR>rozmawiamy, jemy obiad, ogladamy zdjecia, jest bardzo milo

<BR>udajemy, planujemy

<BR>ostatnio mam wrazenie, ze duzo waznych dla mnie spraw dobiega do konca

<BR>

<BR>

<BR>wujek kupil sobie kurtke pierre cardin, choc spokojnie stac go na valentino

<BR>- to jakiej firmy ta kurtka? – pyta mama, pomimo ze doskonale wie

<BR>- pier gardena

<BR>patrze w telewizor i zaciskam zeby

<BR>

<BR>w tarczynie jest ograniczenie do 70 km/h. a ja jechalem 91

<BR>- no to bedzie mandat

<BR>- a musi byc mandat?

<BR>- a co niby innego?

<BR>- pouczenie? – usmiecham sie ladnie do pana policjanta

<BR>- no to pana pouczam

<BR>- no to dziekuje. milego dnia

<BR>

<BR>- widze, ze jest pan bardzo sfrustrowany

<BR>sfrustrowany. wlasnie

<BR>tak bardzo to widac. ale „kiedy sie nie kocha, nie widzi sie nic”

<BR>

<BR>bardzo kocham moja warszawe

<BR>dlatego drazni mnie ciagle narzekanie ludzi, ktorzy sie tu sprowadzili, jak im zle w tym miescie

<BR>tlok w autobusie? gdyby nie naplyw znalazlyby sie miejsca do siedzenia

<BR>korki? to naplyw zapycha ulice swoimi samochodami kupionymi za warszawskie pensje

<BR>naplyw nie pamieta skad przyplynal

<BR>naplyw nie pamieta ile warszawie zawdziecza

<BR>ze jest brzydko? a wy znowu ladni!

<BR>kiedy sie kocha widzi sie piekno

<BR>zachody slonca na koncu swietokrzyskiej, kolory nieba za palacem kultury, psie glowy w podworku na mokotowskiej, krokusy na zoliborzu, starsze panie na saskiej kepie, pomnik sapera na powislu, krzaki nad wisla, ogrody w wilanowie, wodospadzik w parku ujazdowskim, kandelabry na placu konstytucji, ogrod botaniczny w alejach ujazdowskich, ambasade francji, uliczke okrag gdzie urodzila sie mama, skrzynki na listy w bramie na jasnej, metalowe rzezby na woli i sznur samochodow na trasie lazienkowskiej

<BR>a kiedy sie nie kocha, nie widzi sie nic

<BR>

<BR>rano troche sie poprzytulalem, a potem zrobilem duzy krok zeby nie wejsc w serwetki i sie ubralem

<BR>pojechalem do bankomatu i przezylem szok. ale ok

<BR>obudzilem mame, wypuscilem lalura na spacer, a wczesniej wyplatalem mu psi pazur z obrozy. nigdy wczesniej nie zachaczal psim pazurem o te metalowe kolko, a teraz juz drugi raz

<BR>w tok cafe spotkalem sie z agata (niebogacka) i dostalem wizytowke oraz zjadlem kielbase z gryla za 5,-

<BR>nie wiem po co, bo za chwile pojechalem na lancz do jucy do agory

<BR>nic sie nie zmienilo. juca jest cudowna, a ludzie ciagle tam chodza z minami „boze, jestem w gazecie wyborczej”

<BR>nie wiedzialem co dalej robic, ale akurat przejezdzalem obok lazienek, wiec poszedlem na spacer. bylo malo ludzi, wiewiorki staly wzdluz alejek czekajac na orzechy, pawie prezentowaly pawie oka i przez chwile swiecilo slonce. widzialem tez mala myszke, myslalem ze to malutka wiewiorka najpierw, bo byla szara i miala rudy pasek wzdluz grzbietu, ale to byla myszka i miala ogonek i wskakiwala i wyskakiwala z dziurki. bardzo wiosennie

<BR>samochod zostawilem obok zamku ujazdowskiego i poszedlem odwiedzic rozne fajne sklepy

<BR>potem padal deszcz wiec wrocilem do domu. powysylalem maile, wyjrzalem przez okno i krzyknalem AZJA! no AZJA!

<BR>a zaraz pojde do mamy i zjem zupe pomidorowa ktora ugotowalem wczoraj

<BR>kiedy mijalem brata na chmielnej, jak stal z chlopakami z molesty, powiedzial, ze bardzo dobra zupe ugotowalem

<BR>czy vienio naprawde musi o tym wiedziec? zaraz przyjdzie i zje wszystko. albo gosia baczynska. haps!

<BR>nie wiem co bedzie dalej, ale na razie bardzo mi sie podoba

<BR>

<BR>moja mama miala sen

<BR>- bylam w ciazy i lezalam w szpitalu. i przyszedl pan doktor i zapytal „chce pani zobaczyc swoje dziecko?”, a ja spytalam „ale jak?”. wtedy doktor ponaciagal skore na moim brzuchu i widac bylo taki wypukly ksztalt twarzy dziecka

<BR>

<BR>wypisywac na naszej klasie komentarze pod zdjeciami lasek w bialym sweterku i zlotym lancuszku. albo takimi z udem i psem:

<BR>- ale sie zmienilas! nie poznalbym cie

<BR>

<BR>w dzisiejszym odcinku familiady wystapi rodzina farfocli: mariusz farfocl, arleta farfocl, żaneta farfocl, aldona farfocl i wioleta farfocl

<BR>- jakby ktos nazywal sie elwira skwara, to jeszcze mozna wspolczuc. ale elwira wyskwar – to tylko sie mozna zrzygac

<BR>

<BR>pani kelnerka przynosi pizze

<BR>- pizza rimini?

<BR>- czy pani cos insynuuje?

<BR>

<BR>swietnie bawie sie na FLWNKZ w krakowskiej pauzie

<BR>pauza! pauza pauza!

<BR>

<BR>

<BR>

<BR>

<BR>

<BR>

<BR>

<BR>

<BR>i spiewam po wietnamsku

<BR>- ga nam wi, ga nam wi, mieau nam wi, mieau nam wi!*

<BR>ola wietnamka, ktora wyglada jakby wyszla z telewizora w filmie krag:

<BR>- spiewasz po wietnamsku! kocham cie!

<BR>*kurczak piec smakow, kurczak piec smakow, kot piec smakow, kot piec smakow!

<BR>

<BR>po ikei chodzi baba i wola swoje dziecko

<BR>- trzeba bylo jeszcze wiecej narodzic i pogubic

<BR>

<BR>juz odchodze od kasy

<BR>- i prosze jeszcze pogratulowac mamie, ze urodzila tak piekna elzbiete jak pani, piekna elzbieto

<BR>

<BR><!– SONDA –>

<form method=”POST” action=”http://www.sonda.pl/vote.php3″ ><table width=”150″ cellpadding=”4″ cellspacing=”0″ border=”1″ align=”center”><tr><td bgcolor=”#000000″><div align=”center”><font size=”2″ color=”#FFFFFF” face=”Verdana”><b>SONDA</b></font></div></td></tr><tr><td bgcolor=”#FFFFEE”><input type=”hidden” name=”id” value=”541171″><input type=”hidden” name=”uid” value=”81082″><font color=”#000000″ size=”2″ face=”Verdana”><b>pip to</b></font><br><br><table border=”0″><tr><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”><select name=”poll”><option value=”1″>hydriola<option value=”2″>hydriola<option value=”3″>hydriola<option value=”4″>hydriola<option value=”5″>hydriola<option value=”6″>hydriola<option value=”7″>hydriola<option value=”8″>hydriola<option value=”9″>hydriola<option value=”10″>hydriola<option value=”11″>hydriola<option value=”12″>hydriola<option value=”13″>hydriola<option value=”14″>hydriola<option value=”15″>hydriola<option value=”16″>hydriola<option value=”17″>hydriola<option value=”18″>hydriola<option value=”19″>podła hydriola<option value=”20″>histeryczna hydriola</select></font></td></tr></table><div align=”center”><input type=”submit” value=”Zagłosuj”><br><a href=”http://www.sonda.pl/wyniki.php3?id=541171&uid=81082″>Zobacz wyniki</a><br></div></td></tr></table></form>

<!– SONDA KONIEC –>

<BR>

<BR>w promieniach zachodzacego slonca

<BR>ide na urlop

<BR>

<BR>snujemy plany na przyszlosc. wanda zostanie prezydentem krakowa

<BR>- w tym roku na koncercie noworocznym na rynku ma wystapic whitney houston

<BR>- ale panie prezydencie, nie mamy takiego budzetu

<BR>wanda odwraca sie, gromi spojrzeniem i cedzi dwa slowa tonem nie znoszacym sprzeciwu:

<BR>- WHITNEY. HOUSTON.

<BR>

<BR>- no tak, warszawka – komentuje pani recepcjonistka w hostelu, ktory miesci sie w budynku, w ktorym gestapo torturowalo i mordowalo

<BR>- no tak, rzeczywiscie, u nas nie ma wystaw pod tytulem „dionizyjska reinterpretacja stytanizowanej rzeczywistosci”. to takie krakowskie – odpowiadam przegladajac przewodnik po galeriach

<BR>

<BR>wwww.blog.pl

<BR>- ile kurwa tego wu?!

<BR>powiem wam straszna rzecz: kabel sieciowy jest odlaczony

<BR>

<BR>- w benettonie sa swietne tiszerty: microcredits for africa. w calym rzymie* sa bilbordy. dajesz taki microcredit afrykanczykowi i on tanczy i jest juz dobrze w calej afryce

<BR>*rzym. takie miasto w europie

<BR>

<BR>wstaje o piatej trzydziesci rano, zeby jechac do pracy i skonczyc projekt

<BR>o szostej gwar przed kamienica

<BR>zagraniczna mlodziez wychodzi z vinylu

<BR>mruzy oczy w porannym sloncu

<BR>przypominam sobie jak to dziesiec lat temu bylem z juca w pradze

<BR>w warszawie o poranku jest pusto, pieknie i seledynowo

<BR>wychodzac z pracy dre wymowienie, w ktorym od kilku dni codziennie zmienialem date

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interia.pl/ludki6.JPG” border=”0″>

<BR>- masz fajny blysk w oku

<BR>- pojdziemy sie jebac?

<BR>

<BR>- wiesz, ze jestes najpiekniejszy?

<BR>- dlaczego? – pytam, choc wiem

<BR>

<BR>przy stoliku obok dwoch facetow

<BR>- cos tam cos tam w lesie! – wykrzykuje jeden z nich i parska smiechem

<BR>patrze na agate

<BR>- powiedziec ci dowcip? w lesie.

<BR>

<BR>a co u agaty bogackiej?

<BR>promienieje

<BR>promienie je

<BR>

<BR>prosze, oto moj stary blog testowy. starszy nawet niz citroen

<BR>klik! http://testebo.blog.pl/

<BR>

<BR>zupelnie inny rozklad dnia

<BR>zaczynam od wizyty u mamy, zrobienia jej sniadania, kawy, wyprowadzenia psa i ogladania dzien dobry tvn

<BR>dzis wiadomosc o napastowaniu

<BR>- napastowal. chyba pasta buwi ja napastowal – komentuje mama

<BR>- a ja ci powiem jedno: jak suka nie da, to pies nie wezmie

<BR>potem ide do pracy i juz nie jest tak zabawnie

<BR>

<BR>przyjezdza po nia samochodem, ale nawet sie nie przywital i nie otworzyl drzwi

<BR>dzwonimy wiec do niej i krzyczymy do sluchawki tak, zeby uslyszal

<BR>- CO ZA CHAM! NAWET DRZWI NIE OTWORZYL!

<BR>- slucham? – pyta zmieszanym tonem

<BR>- CO ZA CHAM!!! NAWET DRZWI NIE OTWORZYL!!!

<BR>

<BR>piotrek: czytales top gear?

<BR>ebo: nie, nigdzie nie ma. w trafficu nie ma, byl na wystawie w kiosku na chmielnej ale juz nie ma

<BR>piotrek: ja kupilem top gear w beverly hills

<BR>OH MY GOD!!! W BEVERLY HILLS JEST WSZYSTKO!

<BR>

<BR>- ladnie wygladasz, jakos tak odmlodniales

<BR>- nie golilem sie dzisiaj i zarost przykryl zmarszczki

<BR>

<BR>o szesnastej dzwoni mama, ze zaslabla

<BR>rzucam wszystko w cholere i jade do domu

<BR>- caly wyjazd czulam sie wspaniale, jak gdybym miala dwadziescia lat, a tutaj zadzwonil domofon, wstalam, zakrecilo mi sie w glowie, ciemno przed oczami i upadlam na plecy. nie wiem, ile lezalam. zobacz, ten domofon caly zerwany ze sciany

<BR>biedna, slaba, poobijana, ale dobrze, ze nie rozbila sobie glowy ani nic gorszego

<BR>smaruje, daje proszki, karmie, robie herbate, trzymam za reke, glaszcze. kocham

<BR>a wieczorem przymusowa impreza firmowa. nawet nie chce mi sie przebierac

<BR>gra zespol feel, wiec na jedzenie juz nie starczylo. wychodze po dwoch godzinach

<BR>dzis jade do biura zeby skonczyc te raporty i okazuje sie, ze chyba padl dysk w moim laptopie. znak?

<BR>jest piekna pogoda. tak dawno nie bylem w lazienkach

<BR>tlumy ludzi, kwitna krokusy, biegaja basie i krzycza pawie. tez zaraz zaczne krzyczec

<BR>24 lutego. imieniny ebo

<BR>

<BR>- w takim razie napisz mi szczegolowo czym zajmowales sie w tym tygodniu

<BR>- przede wszystkim chcialem rzucic prace

<BR>

<BR>mama byla w egipcie. zgadnij z kim

<BR>nie na jakims last minute, tylko na zwiedzaniu i w luksusie

<BR>wrocila szczesliwa i schodzi jej skora

<BR>lezymy i ogladamy zdjecia z wyjazdu

<BR>ja patrze na ekran, on na mnie

<BR>w otchlani oczu

<BR>

<BR>czekam na lotnisku i obserwuje ludzi

<BR>dwie starsze panie, w tym jedna w zielonym kreszowym dresie, zielonej kurcie i chustce na glowie zawiazanej pod szyja. w zasadzie nie wiem czy starsza pani to czy baba

<BR>jakis ojciec z wasami i bez trojki gornej, na ktorego rzuca sie syn i juz widac, ze bedzie identyczny. tak, gorna trojka tez mu na pewno wypadnie

<BR>pani w czerwonych kozakach, czerwonych okularach, kurtce z futra z lisimi lapami zwisajacymi z tylu i natapirowanymi wlosami w kolorach od platyny do ciemnego bordo. duzo zlota. mysli, ze wyglada jak dama, ale widac, ze fryzjerka

<BR>stiuardesy z wreszcie naturalnymi minami

<BR>w koncu dostaje esemesa „juz jestesmy”

<BR>”am i bothered?” – odpisuje

<BR>

<BR>dwa dni temu spotkalem sie z pipem, bo sie stesknilem troche

<BR>wszyscy mnie pytaja czy smutno mi mieszkac samemu

<BR>wcale nie smutno, dobrze mi sie mieszka i rozkoszuje sie tym, ze moge myc sie i prac kiedy tylko przyjdzie mi ochota

<BR>nie mialem czym go poczestowac, wiec poszlismy do vinylu. a tam koncert

<BR>lokiec tracany przez pupy melomanek – nie da sie jesc w takich warunkach

<BR>kiedy jednak nic sinckler zaczal udawac urszule dudziak, pip sie ozywil i wybiegl na scene

<BR>- PIP!PIP PIP PIP! PIIIIIP PARARURA PIP!!!

<BR>

<BR><!– SONDA –>

<form method=”POST” action=”http://www.sonda.pl/vote.php3″ ><table width=”150″ cellpadding=”4″ cellspacing=”0″ border=”1″ align=”center”><tr><td bgcolor=”#000000″><div align=”center”><font size=”2″ color=”#FFFFFF” face=”Verdana”><b>SONDA</b></font></div></td></tr><tr><td bgcolor=”#FFFFEE”><input type=”hidden” name=”id” value=”538830″><input type=”hidden” name=”uid” value=”81082″><font color=”#000000″ size=”2″ face=”Verdana”><b>Czy ta narzuta była droga?</b></font><br><br><table border=”0″><tr><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”><select name=”poll”><option value=”1″>Oesu, jaka droga!<option value=”2″>KOSZMARNIE droga!<option value=”3″>Droga, ale to jedyna kosztowna rzecz w mieszkaniu<option value=”4″>No jak na narzutę…</select></font></td></tr></table><div align=”center”><input type=”submit” value=”Zagłosuj”><br><a href=”http://www.sonda.pl/wyniki.php3?id=538830&uid=81082″>Zobacz wyniki</a><br></div></td></tr></table></form>

<!– SONDA KONIEC –>

<BR>

<BR>wchodze do sklepu lux na marszalkowskiej i co widze?

<BR>mrozone zwierzeta! cale!

<BR>zajac z futrem, bazant z piorami i kaczor

<BR>leza w zamrazarce zaraz obok pizzy

 

<BR>gdyby je rozmrozic na pewno ozyja

<BR>

<BR>czasami zastanawiam sie jaki to ma wszystko sens

<BR>impreza i love my nike byla super, a jeszcze bardziej superancko napisal o niej batman:

<BR>”W piątek byłem w ‘obiekcie’ na party które promowało cos tam firmy ‘nike’ – domyślam sie, że ubrania i buty. Chyba nigdy dotąd nie trafiłem na bardziej lansatorską impreze. Tylu krzywo, nonszalancko i na różne strony założonych czapeczek i takiej różnorodności bluzonów (a to przecież nie było żadne fetish party) nie widziałem w całym życiu. Ich własciciele byli piekni, zajebiscie wykulowani i chodzili po klubie z takimi minami jakby mieli w spodniach pólmetrowe kutasy. Heteroseksualne ma się rozumieć. Nie mogłem na to patrzeć, przycupnąłem z kolegami w kąciku i z minuty na minute kurczyłem się jakby ktoś ze mnie spuszczał powietrze. W tym czasie stężenie cool w klubie jeszcze rosło, gdy osiągneło niemiłosierne maximum zarządziłem odwrót.”

<BR>ja zostalem do piatej rano i okazalo sie, ze ktos zajebal projektor

<BR>sluzbowy. taki maly, zajebisty benq

<BR>poszedlem na policje zglosic kradziez, bo wymaga tego procedura. specjalnie na te okazje zalozylem koszulke, o taka

<BR><IMG SRC=”http://turbokolor.com/images/stories/seasonone06.jpg” border=”0″>

<BR>zgloszenie przyjela bardzo mila pani policjantka o wdziecznym imieniu romana

<BR>jutro minie siedem lat od kiedy pracuje w policji

<BR>skonczylismy podobne studia, wiec porozmawialismy sobie o pracy i troche ponarzekalismy, choc pani romana lubi swoja prace

<BR>a ja przypomnialem sobie, jak lata temu wybralem resocjalizacje, glownie ze wzgledu na szczytny cel

<BR>i pomimo, ze na studiach zrozumialem, ze resocjalizacja w obecnej sytuacji tak naprawde poza dzialaniami prewencyjnymi nie ma sensu, to jednak jest czyms wazniejszym niz to, ze firma, ktora i tak jest niewyobrazalnie bogata, w ciagu kilku lat ma zwiekszyc dochody o tyle a tyle. a potem o jeszcze wiecej

<BR>i pomimo, ze pracuje w tej niewyobrazalnie bogatej firmie, bede musial zwrocic pieniadze za skradziony projektor

<BR>to nie jest motywujace

<BR>pani policjantka codziennie przyjmuje wiele zgloszen, ktore spisuje pieknym charakterem pisma

<BR>ja juz dawno przestalem ladnie pisac. stukam tylko w klawisze

<BR>

<BR>to moze sniadanie zjemy w barze sady

<BR>jest moja ukochana pani! zamawiam zurek z kielbaska, kotleta mielonego, ziemniaki, marchewke z groszkiem i jeszcze leniwe

<BR>- ziemniaczki pokrasic sloninka?

<BR>- oczywiscie!

<BR>ale pycha. a obok siedza starsze panie. oczywiscie wszystkie w czapkach

<BR><!– SONDA –>

<form method=”POST” action=”http://www.sonda.pl/vote.php3″ ><table width=”150″ cellpadding=”4″ cellspacing=”0″ border=”1″ align=”center”><tr><td bgcolor=”#000000″><div align=”center”><font size=”2″ color=”#FFFFFF” face=”Verdana”><b>SONDA</b></font></div></td></tr><tr><td bgcolor=”#FFFFEE”><input type=”hidden” name=”id” value=”538511″><input type=”hidden” name=”uid” value=”81082″><font color=”#000000″ size=”2″ face=”Verdana”><b>dlaczego starsze panie siedzą w czapkach?</b></font><br><br><table border=”0″><tr><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”><select name=”poll”><option value=”1″>bo lubią lysy<option value=”2″>bo widziały żabę, która siusia<option value=”3″>bo są kompletnie łyse. noszą perukę, taką jasno rudą. czasem im wpada do talerza<option value=”4″>pip to hydriola</select></font></td></tr></table><div align=”center”><input type=”submit” value=”Zagłosuj”><br><a href=”http://www.sonda.pl/wyniki.php3?id=538511&uid=81082″>Zobacz wyniki</a><br></div></td></tr></table></form>

<!– SONDA KONIEC –>

<BR>

<BR>- ale jak ten pip wczoraj wygladal!

<BR>- no chcial trafic, ale tym razem mu sie nie udalo. nie wszystko co tanie dobrze na nim wyglada

<BR>

<BR>- o, jest pani, pani jadzienko! niech mi panie obetnie te czape z glowy, najlepiej na lyso! – mowi pani, ktora wlasnie weszla i ktora rzeczywiscie ma fryzure jak ruda czape

<BR>- zaraz, chwileczke – odpowiada pani fryzjerka, bo wlasnie nozyczkami cieniuje mi roznice pomiedzy 0 a 3 mm

<BR>(dlatego wlasnie chodze do salonu danuta, bo nie opitalaja mnie maszynka i juz)

<BR>- prosze, to dla pani – pani z czapa wrecza pani fryzjerce czekoladowe serduszko

<BR>- o, jak milo

<BR>

<BR>wstalem o 5.30 (tak, rano)

<BR>zeby zawiezc mame na lotnisko. przeciez nie moglem jej zawiesc

<BR>mama poleciala do amsterdamu, a stamtad wieczorem do egiptu

<BR>a ja z lotniska pojechalem do sklepu

<BR>okazalo sie, ze nie mam gotowki, wiec kupilem serek i jeszcze sok i jeszcze roladki milka tiramisu oraz mielonke turystyczna

<BR>zeby bylo wiecej niz dziesiec zlotych, zeby karta

<BR>wszystko razem wyszlo trzynascie dziewiecdziesiat

<BR>chce placic, a pani ekspedientka krzyczy do kolezanki

<BR>- no masz, juz trzynascie dziewiecdziasiat od rana w plecy! karta placi sie w kasie obok!

<BR>- przepraszam, ale nie wiedzialem, place tu karta pierwszy raz

<BR>- ale jest kartka przeciez!

<BR>no jest, przeciez dlatego dokupowalem rolady i mielonki

<BR>ale na kartce jest napisane

<BR>PŁATNOŚĆ KARTĄ POWYŻEJ 10 ZŁ

<BR>nizej kropeczki, a jeszcze nizej

<BR>ZAKUPY NA FAKTURĘ VAT W KASIE OBOK

<BR>nie wynika z tego, ze platnosc karta w kasie obok, tylko ze faktury

<BR>przechodze do kasy obok, ale pani ekspedientka dalej gada do drugiej, ale tak, zebym slyszal

<BR>- kazdy jakos moze przeczytac, tylko ten nie!

<BR>- przepraszam, ale tu jest napisane tak a tak i nie wynika z tego wcale, ze placi sie karta w kasie obok. nie rozumiem, ze to az taki problem. moge robic zakupy w innym sklepie

<BR>- o prosze, zaczepki jeszcze szuka

<BR>NIENAWIDZE JAK SIE MOWI O MNIE PRZY MNIE W TRZECIEJ OSOBIE

<BR>oczywiscie jeszcze kupilem te rzeczy, zamiast rzucic nimi i wyjsc

<BR>podle, peerelowskie ekspedienckie kurwiszcza!

<BR>caly ranek bylem zly na siebie: zero asertywnosci

<BR>musze tam naslac pipa – histeryczna hydriole. zaraz zrobi z nimi porzadek!

<BR>

<BR>ale ladnie: slonce, przed sloncem chmura, a przez chmure przebijaja promienie

<BR>pol warszawy w promieniach!

<BR>mozna zrobic zdjecie, dodac napis „bozia jest wsrod nas” i sprzedawac jako pocztowke w ars christianie

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interia.pl/ilovemynike.jpg” border=”0″>

<BR>w piatek, 15 lutego, od 21.00, w obiekcie pod zacheta. przyjdzcie

<BR>super!

<BR>

<BR>walentynki. ale obciach

<BR>nie moge spac wiec ogladam dlaczego nie!

<BR>dlaczego mi nie przytrafiaja sie takie historie?

<BR>i jestem beznadziejnie zakochany w macku zakoscielnym

<BR>jest jednak cien szansy, bo do tej pory pamietam spojrzenia, ktore wymienilismy onegdaj na chmielnej

<BR>kiedy jeszcze nie wiedzialem, ze to wlasnie on

<BR>raz mi matuś rzekła:

<BR>polej się rosołem

<BR>ty bezbożna córko

<BR>z maćkiem zakościołem

<BR>

<BR>- nic mi nie powiesz milego?

<BR>- krolik

<BR>- hm, co za krolik?

<BR>- kroliki sa przeciez mile

<BR>

<BR>wyprawa po niespodzianke

<BR>wyprawa do muzeum narodowego

<BR>wyprawa w dwudziestolecie

<BR>wyprawa z dwudziestolatkiem

<BR>wyprawa na chwile

<BR>wyprawa jeszcze raz

<BR>

<BR>dzisiaj taki dzien, ze jedyne, co moge zrobic, to podzielic sie moimi wspomnieniami z dziecinstwa

<BR>rodzicie zmuszali mnie do jezdzenia na dzialke

<BR>bo woda, las, powietrze

<BR>a ja bylem dzieckiem uzaleznionym od spalin, ktore uwielbialo wielkomiejskie zycie, stare kamienice, te kilka samochodow na prawie pustych parkingach, wystawy w smyku, ktore wprawialy mnie w smutek, ze nikt nie kupi tych brzydkich zabawek i ze na pewno jest im przykro, ze sa takie brzydkie, hotel forum, ktory wciaz mnie zadziwial, ze sie nie przewraca, bo taki jest plaski i domy centrum z tym krecacym swiecacym logokolkiem

<BR>lubilem lody z lodziarni w bramie na rutkowskiego i do glowy mi nie przyszlo, ze to bedzie kiedys znowu chmielna, a brame zamkna

<BR>na dzialce tez byla brama i tata mi kazal kopac w nia pilka. PILKA! to bylo najgorsze slowo swiata

<BR>tak wiec nudzilem sie calymi wakacjami, wymigiwalem od tej pilki i najczesciej spedzalem czas w samochodzie. bo pachnial miastem

<BR>mielismy wspanialego volkswagena K-70, ktory zostal zaprojektowany jeszcze przez NSU i zajal drugie miejsce w konkursie na samochod roku 1970, tuz za citroenem GS i przed citroenem SM

<BR>na dzialce nie bylo pradu, wiec radia sluchalem w samochodzie. bylo to radio safari i mialo wypisane nazwy roznych miast

<BR>siedzialem sobie za kierownica i wyobrazalem ze jade marszalkowska

<BR>czasem chodzilem na grzyby, ale kiedy nic nie moglem znalezc, a inni znajdowali, to sie obrazalem

<BR>sadzilem kwiatki oraz przesadzalem choinki

<BR>i czytalem duzo ksiazek

<BR>wieczorem chodzilem po mleko do pani rokiciny. mleko bylo prosto z udoju od zywej krowy, z duzej banki przez gaze pani rokicina przelewala mleko do mojej banki i wracalem na dzialke uwazajac, zeby nie wylac

<BR>mleko bylo jeszcze cieple, pachnialo zupelnie inaczej niz takie ze srebrnym lub zlotym kapslem i wspalniale smakowalo z chlebem z maslem

<BR>wieczorem nie moglem ogladac dobranocki, a na czytanie bylo za ciemno

<BR>dlatego znowu pozostawalo radio z programem RADIO DZIECI0M

<BR>dziwne piosenki, dziwne wierszyki a wszystko takie przedwojenne

<BR>jak gdyby nikt nigdy nie wymyslil telewizora

<BR>sluchalem tego programu i troche mi bylo wstyd ze go slucham. w warszawie byloby to nie do pomyslenia, ale na dzialce bylem do tego niejako zmuszony

<BR>bardzo mnie dziwilo, ze sa inne dzieci, ktore sluchaja tego programu stale, na serio i nawet wysylaja do niego listy

<BR>po latach okazalo sie, ze jednym z takich dzieci byl pip

<BR>

<BR>moj samochod byl brudny jak swieta ziemia i na szybie ktos palcem narysowal kutasa

<BR>SAM JESTEŚ – dopisalem

<BR>

<BR>wiadomosc z rzymu, ktora wiele wyjasnia:

<BR>”ucho dynia 125 bylo mniej wiecej o tym ze sie chlopiec zamienil za kare w psa i zeby sie odmienic znow w chlopca ktos musial powiedziec ucho dynia 125. nie czytalem tego ale pamietam jak omawialismy to na lekcji. chociaz moglem cos pojebac. whatever!”

<BR>

<BR>prowadze z pipem dyskusje na temat literatury

<BR>- byla kiedys taka ksiazka: cos tam cos tam cos tam

<BR>- na pewno

<BR>- no byla, cos tam cos tam sto

<BR>- nie wiem

<BR>- no jak nie, byla w podstawowce. chociaz nie, to bylo sto dwadziescia piec

<BR>- ucho dynia sto dwadziescia piec

<BR>- no wlasnie. ciekawe o czym byla ta ksiazka

<BR>- nie mam pojecia

<BR>- musimy ja przeczytac

<BR>- ucho dynia sto dwadziescia piec. to doskonale oddaje ducha tamtych czasow – zamysla sie pip i ma racje

<BR>

<BR>oto relacja prosto z lozka:

<BR>brudna twarz, brudna koszulka, brudna poduszka

<BR>

<BR>kiedy pani kelnerka przynosi zupe, oblizuje szybko noz i odklada

<BR>mdleje i zsuwam sie pod stol

<BR>a matuś moja rzekła:

<BR>nie oblizuje się noży

<BR>daj se spokój córuś

<BR>bo ci wstyd przyniesie

<BR>

<BR>a co u agaty bogackiej?

<BR>urodziny i imieniny

<BR>- to ty do mnie dzwoniles kilka dni temu?

<BR>- nie

<BR>- powiedziales HALO i sie rozlaczyles

<BR>- to nie ja

<BR>- no jak nie ty, tylko ty takie rzeczy robisz

<BR>- mowie ci z reka na sercu, ze to nie ja – mowie z reka na sercu

<BR>nie wierzy. starosc nie radosc, tylko podejrzliwosc i rzucanie oszczerstw

<BR>dlatego wole sie rozlaczyc. wielkie mi halo

<BR>

<BR>zmeczony

<BR>ide chodnikiem z zamknietymi oczami

<BR>ominie? wpadnie?

<BR>a jak cos spadnie?

<BR>

<BR>pip zamowil przeprowadzke. jemu zawiezli te poleczki, te gazetki, te ksiazeczki, a do mnie przyszli i powiedzieli

<BR>- nie, tego sie nie da wniesc

<BR>- no jak sie nie da, jak sie wczesniej dalo – odparlem zdumiony, bo sie przeciez wczesniej dalo

<BR>- a te szybki jak sie wyjmuje? – pokazuje koles na komodke

<BR>- no tak jak wszedzie

<BR>- ale ja nigdy nie wyjmowalem

<BR>no to kucam i wyjmuje. i juz nie wiem kto tu jest ciota

<BR>szafy cala wojne przetrwaly bez jednej rysy, a teraz pocharatane

<BR>klatka schodowa zdemolowana. pani dozorczyni mnie zabije, bo juz zdazyla powiedziec, ze teraz nie ma ludzi, tylko bydlo

<BR>i sam musialem nosic. dobrze, ze mialem pomoc, bo bym umarl juz

<BR>a tak tylko kregoslup rozpadl mi sie na kawalki i rozsypal po pokoju. rece odpadaja

<BR>nawet nie mam sily krecic kierownica. tak, mam wspomaganie

<BR>na swiatlach obok back to the nineties: pani z blond alfem w polonezie caro

<BR>a jeszcze w starym mieszkaniu na podlodze

<BR>otwarte drzwi na osciez, bo zapomnielismy zamknac

<BR>a wcale nie bylismy cicho

<BR>no juz cicho cicho

<BR>

<BR>tapeta w rozyczki, a na linii laczacej sciane z sufitem dookola pokoju przyklejona koronkowa tasiemka

<BR>male, takie mniejsze niz pocztowka, obrazeczki uwieszone w ksztalt litery V. a w rozwarciu bozia. a obok jeszcze kalendarz z elegancka pania z psami

<BR>na jednym z obrazeczkow sandomierz z napisem sandomierz

<BR>- ta twoja wspollokatorka mieszka w sanomierzu? – pytam ot tak, przekonany, ze przeciez ten obrazeczek tu wisi od zawsze

<BR>- ona byla w sandomierzu

<BR>- i to przywiozla?

<BR>- no tak

<BR>- a ile ona ma lat?

<BR>- dwadziescia szesc

<BR>- a co robi?

<BR>- pracuje na poczcie

<BR>- i tak sprzedaje znaczki i stempluje?

<BR>- no tak

<BR>- a jak ma na imie?

<BR>- wioletta. przez dwa te (ja naprawde nie zmyslam – przyp. ebo)

<BR>a na szybie od drzwi papier pakowy w napisy merry christmas. a w pokoju obok w wazonie dwie uschniete palemki. swieta przez caly rok

<BR>

<BR>w salonie fryzjerskim danuta pani danusia z pania jadzia rozmawiaja, ze pani lidka powiedziala, ze wszystkie paczki juz wysprzedane

<BR>wchodzi nowy klient

<BR>- gdzie moge powiesic plaszcz?

<BR>- tu na scianie jest wieszaczek!

<BR>- maly, niewidoczny, ale jest – wzdycha pani jadzia

<BR>

<BR>spotkalem dziwke minister

<BR>- gdzie idziesz?

<BR>- do szeratonsa

<BR>

<BR>kiedy w ciagu dnia chcialem przewiezc do nowego mieszkania obrazy, musialem je nosic az spod grand hotelu

<BR>(naprzeciwko grand hotelu jest taki bar kawowy. to moze tam, o dwunastej)

<BR>a zaparkowalem na srodku chodnika, obok przystanku. uroki mieszkania w srodmiesciu

<BR>ciagle zastanawiam sie gdzie szafy, bo ten pokoj jest zupelnie nieustawny. chociaz pakowny

<BR>dopiero wieczorem lezac dochodze do wniosku, ze jednak przy scianie po lewej

<BR>dzieki temu po prawej, przy oknie, skupi sie cale zycie

<BR>zapomnialem zabrac piloty do wideła i sam musze latac i wlaczac przelaczac

<BR>nie pamietam pierwszego snu. spadam ze schodka w lazience

<BR>za to kiedy rano wychodze z domu jestem w sercu miasta

<BR>usmiecham sie do siebie. mijam czar warszawy

<BR>

<BR>sluchamy z pipem radia i nadziwic sie nie mozemy, jak ludzie maja na nazwisko

<BR>- mamy opinie od radiosluchaczy. dzwoni do nas pan przemyslaw z warszawy. co ma pan nam do powiedzenia?

<BR>- sukacz, kurwa!

<BR>

<BR>w restauracji babcia pokazuje wnuczkowi wypchanego bazanta

<BR>- kokokokokokokokokokokokokokokokokokokokoko

<BR>patrzymy na siebie z pipem i zaczynamy

<BR>- kokokokokokokokokokokokokokokokokokokokoko

<BR>- ale to nie jest bazant! przeciez to jest jożin z bażin!

<BR>- przepraszam, ale czego pani uczy to dziecko?! bazant nie robi kokokokokokokokokokokokokokokokokokokokoko!

<BR>chwile jemy

<BR>- mialem kiedys w domu takiego bazanta. na pewno byly w nim robaki

<BR>i przy obiedzie wpadamy na swietny pomysl: nowy gatunek filmowy „porno horrory medyczne” . pip bedzie pisal scenariusze

<BR>- wyobraz sobie, ze koles kladzie sie na brzuch, odwraca, troche wypina, a potem przebiera palcami i robi kokokokokokokokokokokokokokokokokokokokoko. i wtem wyskakuje krwiozerczy tasiemiec!

<BR>- i sie okreca!

<BR>- albo owsiki! pach! pach! pach!

<BR>- a jakie sa jeszcze pasozyty?

<BR>- no duzo, na przyklad glisty ludzkie

<BR>na deser zamawiamy sernik. kokokokokokokokokokokokokokokokokokokokoko

<BR>

<BR>przeprowadzka. na razie siedze i patrze i nie chce mi sie. pip pakuje gazety, ktorych nie czyta tylko wozi i znajduje elle decoration z marca 2007

<BR>- o, eldekorejszyn! pewnie twoje. ale nie chcesz z powrotem?

<BR>

<BR>- ja nie lubie sobie komplikowac zycia. wystawiam za drzwi po spuscie dla snu spokojnego

<BR>- e tam, kupiles mi salatke w kfc

<BR>- pomylily ci sie okienka. nie bylismy razem w kfc. wtedy w miescie nie bylo kfc. wtedy byl tylko hortex

<BR>

<BR>- moj chlopak dostal posmiertny order od krolowej angielskiej za zaslugi na wojnach burskich!

<BR>- ale to bylo w latach 1880-1881 i 1899-1902!

<BR>- no i co z tego? nie imponuje ci to?!

<BR>

<BR>- a jak wygladaly twoje poprzednie zwiazki?

<BR>- mialem jednego chlopaka, bardzo go kochalem, ale zginal na wojnie

<BR>- umieranie na wojnie jest takie w stylu roku 1914. obciach!

<BR>

<BR>- moj chlopak zginal na wojnie

<BR>- no dobra, a spod jakiego jestes znaku?

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interia.pl/ludki5.JPG” border=”0″>

<BR>- masz zajebiste tatuaze

<BR>- pojdziemy sie jebac?

<BR>

<BR>- ale co taki polhiszpan robi w warszawie?

<BR>- no jego matka byla hiszpanem

<BR>

<BR>rtl. co za telewizja

<BR>nowe reality show „w mroznej polsce”

<BR>- jakie miales zadanie?

<BR>- musialem isc do polskiego szpitala

<BR>- i kroili cie na zywca?

<BR>- no jasne

<BR>lalala reklama plynu do zmywania

<BR>

<BR>rozmawiamy przy kolacji

<BR>- jak tam miesieczne krwiawienie twojej siostry?

<BR>- jakos tam leci. z miesiaca na miesiac coraz lepiej

<BR>

<BR>- zakochalem sie

<BR>- w kim?

<BR>- w panu

<BR>

<BR>- the sex is not enough

<BR>- it would be a nice title for the new james bond movie

<BR>

<BR>ogolilem sie. szukam wody po goleniu. nie ma. a byla. sie zmyla

<BR>- pip, czy zapraszales kogos jak mnie nie bylo?

<BR>zapraszal. i nawet drzwi na klucz zamknal, a klucz do plecaka

<BR>i tak sie zastanawial czemu ubrania zostawil w lazience

<BR>- nigdy nie mialem takiego kolesia. teraz juz mialem, a ty nie masz szanel

<BR>

<BR>wlasnie mam powiedziec wandzie, jakie on ma spodnie, ale ona sama juz wie

<BR>- takie o, do kostki? – pokazuje – takie ze sie robi na dole takie szerokie?

<BR>jak to czasem fajnie, ze nic nie trzeba tlumaczyc

<BR>- no i jeszcze sweter cropp. a ja jestem niezrobiony

<BR>

<BR>- i co twoi znajomi powiedzieli o mnie?

<BR>- ze jestes taki normalny. wszyscy moi poprzedni faceci byli bardzo zrobieni

<BR>- jak to zrobieni?

<BR>- no hugo boss

<BR>

<BR>na bread & butter tyle pieknych ludzi

<BR>ze az oczy bola. i serce

<BR>kupilem sobie wreszcie obrazokontrolny zegarek d&g

<BR>chociaz jedna milosc spelniona

<BR>to jednak wazne, ze ktos potrafi docenic twoj zegarek

<BR>

<BR>dlaczego oni karmia na ulicy papuzki, a my wrobelki?

<BR>czy oni trzymaja wrobelki w klatkach?

<BR>

<BR>gdzie po raz pierwszy zobaczyc mecz na zywo? tylko w barcelonie!

<BR>barcelona gra przeciwko sewilli. ale bedzie!

<BR>jest bardzo fajnie, troche jak w teatrze, tylko lepiej, bo mozna krzyczec

<BR>kibice przeciwnych druzyn siedza razem w sektorze i nic sie nie dzieje, a ja pokazuje L

<BR>kiedy pilka nie trafia do bramki, przez stadion rozlega sie donosne UUUJ

<BR>zupelnie jak chuj. a barsa brzmi jak warsaw. szkoda, ze zero zero

<BR>po meczu osiemdziesiat tysiecy osob opanowuje ulice. fajnie isc tak srodkiem w tlumie

<BR>obok niepelnosprawny chlopak. podejsc, szarpnac za ramie i krzyknac

<BR>- PRZESTANIESZ SIE WYGLUPIAC?!

<BR>

<BR>- wiem na jakiej ulicy mieszka, ze na parterze i ze nie ma w domu firanek

<BR>- jedziemy go znalezc!

<BR>samochod powoli przesuwa sie wzdluz ulicy

<BR>tu nie, tu nie, tu tez firanka. jest!

<BR>siedzi na lozku i patrzy w komputer. sobotni wieczor

<BR>- zadzwon do niego teraz!

<BR>- nie moge

<BR>jedyne, co mozemy zrobic, to wypozyczyc bridget jones i ogladac rozlozeni na kanapie, wzdychajac co chwila

<BR>

<BR>w niedzielny poranek ogladamy z pipem oferte komisu okazja. trzeba przeciez urzadzic nowe mieszkanie

<BR>na srodku pokoju na plytkach pcv pip postawi szezlong. i to bedzie cale umeblowanie pokoju. kiedy bedzie sie umawial na randke i ktos zadzwoni do drzwi, pip krzyknie „prosze, otwarte!” i bedzie czekal na szezlongu w pozie niedbalej

<BR>we wnece ustawi bialy fortepian, zeby cos zagrac dla nastroju

<BR>- to ja moze cos zagram dla nastroju

<BR>pam pampam pam pam pam pam – rozchodza sie dzwieki

<BR>- juz wystarczy. napijesz sie czegos? – pyta pip i wciaga do pokoju za sznurek manekina na kolach, ktory trzyma tace, a na tacy herbata – w szklankach i metalowych koszyczkach z uchem, troche wystygnieta, bo zaparzona zawczasu, z lekkim nalotem od wody, ale nie szkodzi

<BR>juz mu zazdroszcze

<BR>

<BR>- nie patrz tak na mnie

<BR>no ale jak moge nie patrzec

<BR>- tez chce sobie zrobic tatuaz

<BR>- to sobie zrob

<BR>- wytatuuje sobie twoje imie. taka mala dziara na pol plecow

<BR>

<BR>- a co z proszkiem do prania?

<BR>- pozyczymy wage

<BR>- taka od jubilera

<BR>- kazdy gram proszku na wage zlota

<BR>

<BR>- to tego ludwika przelejemy na pol, ty wezmiesz butelke, a ja do sloika

<BR>

<BR>- bo ja myslalem, ze ty wezmiesz koszyczek, a ja te sztucce z duki

<BR>- to wez sobie tez ten koszyczek

<BR>- naprawde?

<BR>

<BR>- to szukamy razem czy osobno?

<BR>- ja szukam tak i tak

<BR>a mnie znalazlo przecudne mieszkanie

<BR>stara kamienica, oficyna, witrazowe lampy w bramie

<BR>ola, to specjalnie dla ciebie: :-*

<BR>pip, smutno mi bedzie bez ciebie

<BR>

<BR>przez chwile zastanawialem sie, czy to jednak nie moment, zeby kupic mieszkanie

<BR>ale nie chce kredytu, ktory sprawi, ze bede tkwil na zawsze

<BR>nieszczesliwy w pracy

<BR>

<BR>z cyklu „z zycia wyzszych sfer” – swieta

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interia.pl/kubawesolowski.JPG” border=”0″>

<BR>

<BR>dzwonie do mamy, bo zle sie czula wczoraj

<BR>- jak sie czujesz?

<BR>- lepiej niz wczoraj, ale jakos kicham

<BR>- a masz proszki?

<BR>- nie

<BR>- to ci kupie. poza tym musisz sie wykurowac przed weekendem

<BR>- to jak bedziesz mi kupowal, to powiem ci jeszcze, ze nie mam pianki do wlosow

<BR>- ax me if i’m bovvered

<BR>

<BR>a moze?

<BR>a moze wcale nie zaczal sie zle?

<BR>a moze zle na dobre wychodzi?

<BR>

<BR>tak naprawde to chodzi o to, zeby potem isc na drzacych nogach

<BR>zeby uginaly sie kolana

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://blogroku.pl/_d/zestaw4/zestaw4_19.jpg” border=”0″>

<BR><A HREF=”http://www.blogroku.pl/citroen,gvnba,blog.html”>blog roku</a>. a jesli wygram to pojade z renata bozek do zyrardowa

<BR>najlepszy blog. najlepsze slowa

<BR>

<BR>pip rozwiesza pranie. w towarzystwie

<BR>- naprawde sa lepsze sposoby na pokazanie komus majtek na randce

<BR>

<BR>- wygladasz tak, ze te wszystkie cioty zaraz dostana drgawek

<BR>juz myslalem, ze rzeczywiscie ma racje, jednak to tylko taniec

<BR>wtem z parkietu wynosza jakas laske

<BR>- lesbie nogi polamaly – slysze komentarz

<BR>i kiedy tak stoje z ta mirynda, zastanawiajac sie am i bothered?, jakas inna laska podchodzi i mowi:

<BR>- po co sie przejmowac?

<BR>

<BR>czy kazdy rok zaczyna sie chujowo? kazdy. wiem to nawet bez robienia sondy

<BR>szukamy z hydriola mieszkania. dawajcie znac

<BR>

<BR>jest mroz. a hydriola zamarza ponizej 0 stopni. frapuja ja wtedy zyciowe pytania:

<BR><!– SONDA –>

<form method=”POST” action=”http://www.sonda.pl/vote.php3″ ><table width=”150″ cellpadding=”4″ cellspacing=”0″ border=”1″ align=”center”><tr><td bgcolor=”#000000″><div align=”center”><font size=”2″ color=”#FFFFFF” face=”Verdana”><b>SONDA</b></font></div></td></tr><tr><td bgcolor=”#FFFFEE”><input type=”hidden” name=”id” value=”530723″><input type=”hidden” name=”uid” value=”81082″><font color=”#000000″ size=”2″ face=”Verdana”><b>czy jest kisiel malinowy?</b></font><br><br><table border=”0″><tr><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”><select name=”poll”><option value=”1″>jest<option value=”2″>nie ma</select></font></td></tr></table><div align=”center”><input type=”submit” value=”Zagłosuj”><br><a href=”http://www.sonda.pl/wyniki.php3?id=530723&uid=81082″>Zobacz wyniki</a><br></div></td></tr></table></form>

<!– SONDA KONIEC –>

<BR>

<BR>kiedy ogladam 07 zglos sie, lubie odkrywac, gdzie dzieje sie akcja

<BR>- tak, to na hozej! – krzycze do telewizora

<BR>skarbona, mirafiori. brudna sprawa

<BR>

<BR>w nowy rok zabieram lalura na spacer

<BR>jest bardzo ladny szary dzien

<BR>snieg pada tylko na trawniki

<BR>tak spokojnie nad wisla, troche smutno

<BR>

<BR>przed impreza sylwestrowa wlaczam kraftwerk na diwidi

<BR>wypijam napoj alkoholizowany w puszce, ktory pip mi przywiozl z litwy

<BR>- to moze wypijemy jeszcze jedno piwo?

<BR>- tak!

<BR>u lulu i kacpra zabawa wre. temat przewodni: hetero

<BR>- chodz, podejdziemy do tej laski i powiemy „czemus zes sie nie przebrala, lesbo?!”

<BR>w lazience znajduje spirytus salicylowy

<BR>- sprobuj tego, to zajebiscie trzepie! – udaje, ze pije – ten z firmy loton jest najlepszy!

<BR>o polnocy sciskam telefon w garsci. czule slowa

<BR>rzucam butelki przez okno. nigdy tego nie robilem wczesniej

<BR>- dlaczego tak sadzisz? – odpowiadam na wszystko

<BR>wracam, a po drodze obcy ludzie rzucaja sie na mnie, skladaja zyczenia

<BR>zasypiam i sni mi sie blok na cmentarzu (tam na bielanach, z zepsuta winda)

<BR>

<BR>esemes od piotrka

<BR>- no i teraz wszyscy powiedza, ze jestem brutalem

<BR>- zaraz tam brutal, najwyzej wars

<BR>

<BR>siedze na chlodnej 25, bo jest bardzo posh

<BR>tyle rzeczy w glowie, tyle rzeczy w

<BR>ale zadna w palcach

<BR>

<BR>kinia: boze, jaki on jest piekny! dlaczego ty tak nie wygladasz?

<BR>piotrek: zaraz dostaniesz w dupe

<BR>kinia: ale zobacz jakie on ma usta

<BR>piotrek: zaraz zobaczysz, jaka mam mocna reke

<BR>

<BR>kiedy biore telefon do reki

<BR>dostaje esemesa

<BR>

<BR>lalur ma juz 15 i pol roku i nie uslyszal, ze przyszedlem. lezy w poscieli i spi

<BR>klade sie obok niego

<BR>czuje moj zapach i przez sen zaczyna merdac ogonem

<BR>po chwili budzi sie szczesliwy

<BR>

<BR>pierwszy dzien swiat u chrzesnicy

<BR>z bratem ogladamy film w telewizji, gdy do pokoju wchodzi chlopak mojej kuzynki

<BR>- ja widzialem wczoraj taki film stardast, z robertem de niro i to pierwszy film, w ktorym on gral pedala. przebieral sie za kobiete, spiewal, tanczyl

<BR>patrze na mojego brata, moj brat patrzy na mnie

<BR>potem mamy zabawe

<BR>- widzialem taki swietny film z robertem de niro, w ktorym gral pedala

<BR>- to co, ruchal sie z kolesiami?

<BR>- nie, przebieral sie za kobiete i tanczyl

<BR>

<BR>w wigilijny wieczor zabieram lalura na spacer

<BR>jestesmy zupelnie sami na calej chmielnej

<BR>tylko raz w roku tak wyglada warszawa

<BR>

<BR>wigilia to taki dzien, kiedy uswiadamiam sobie, jak bardzo mi brakuje niektorych osob

<BR>bardzo tesknie za tata

<BR>az lzy

<BR>kiedy wieczorem rozpakowuje prezent od pipa – tomik wierszy julii hartwig, znajduje wiersz

<BR>”NIEWINNOŚĆ

<BR>Patrząc na motyla siadającego na framudze ganku

<BR>powiedziała niespodziewanie:

<BR>Zawsze w takiej chwili

<BR>wydaje mi się że to ktoś daje mi znak

<BR>

<BR>A kiedy dziś o świcie wpadł do mnie przez okno

<BR>mały ptaszek

<BR>pomyślałam

<BR>że za mało modlę się za mojego ojca”

<BR>

<BR>mama smazy karpia

<BR>- zmiesci mi sie ten kawalek jeszcze na patelni?

<BR>- zmiesci!

<BR>- nie zmiesci

<BR>- to zrobimy z niego suszi

<BR>

<BR>odwoze pipa na swieta

<BR>zaraz za miastem drzewa robia sie magiczne, cale biale, w srebrzystej szadzi

<BR>az dzwonie do mamy ze tak pieknie

<BR>az pisze

<BR>kiedy wracam trudno skupic mi sie na jezdzie, mam ucisk na lewa noge

<BR>przede mna vw transporter. ale sie wlecze

<BR>wymijam go, choc wlasnie zaczela sie linia ciagla. ale zdaze przeciez

<BR>z przeciwka samochod miga mi swiatlami. tez migam, bo po co mnie oslepia?

<BR>a to policja. sto zlotych. jeden punkt

<BR>- chce pan sie zabic na swieta?

<BR>nie chce. chce mi sie zyc

<BR>

<BR><object width=”425″ height=”350″> <param name=”movie” value=”http://www.youtube.com/v/2foI_QB4iC0″> </param> <embed src=”http://www.youtube.com/v/2foI_QB4iC0″ type=”application/x-shockwave-flash” width=”425″ height=”350″> </embed> </object>

<BR>pochyl glowe w prawo

<BR>w swieta bedzie klawo

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interia.pl/szopka.JPG” border=”0″>

<BR>- zobacz, ale szopka!

<BR>- pojdziemy sie jebac?

<BR>

<BR>odebralem mojego xm po przegladzie. ale jest piekny!

<BR>jedziemy na kolacje

<BR>parkuje rowniutko wzdloz bialej linii. odwracam sie jeszcze, zeby spojrzec jaki mam piekny samochod

<BR>- myslisz ze sam jestes na ulicy?! – krzyczy wtem na mnie jakis dziad

<BR>- ale o co ci chodzi dziadu?!

<BR>jakis dziad pokazuje na zaparkowana toyote starlet z psami w srodku, ktora zajela pol chodnika

<BR>- przeciez to nie moj! – odkrzykuje. a restauracji nie mam miejsc bo jakas wigilia

<BR>jedziemy zatem do cafe presto

<BR>- zamawiam herbate – zamawiam herbate

<BR>pani kelnerka przynosi filizanki i moja jest brudna, z takim osadem. a adriana czysta

<BR>- przepraszam bardzo, ja nie lubie sie czepiac, ale prosze zobaczyc jak ta filizanka wyglada

<BR>- ale tego to nie nie da umyc – odpowiada pani kelnerka tonem nieznoszacym sprzeciwu

<BR>nie, ze przeprasza i wymienia, tylko tak wlasnie odpowiada

<BR>adrian nie wie co wybrac. chcialby tagliatelle z kurczakiem w sosie smietanowym. w karcie jest tagliatelle, jest kurczak, jest sos smietanowy, ale nie razem

<BR>wiec co za problem wymieszac?

<BR>- nie mozna tak zamowic – slyszy jednak od kelnerki

<BR>a ja siedze i pije te herbate, bo co mam niby zrobic. jeszcze jeden lyczek i widze, ze filizanka zrobila sie czysta!

<BR>momentalnie zaczyna mnie bolec brzuch, kiedy wyobrazam sobie te rozpuszczone osady, ktore wypilem

<BR>- ale gdzie tak bylo?

<BR>- w cafe presto. na rogu kruczej i wilczej

<BR>no a czego sie spodziewac po skrzyzowaniu kruka i wilka

<BR>

<BR>wigilia w mojej starej agencji reklamowej. lepiej niz z rodzina

<BR>czarodziejskie wrecz sledzie kasi

<BR>dyskusje o tym, czy bozia to jezusek, pan bog, czy maryja

<BR>PRZECIEZ BOZIA TO MARYJA, MATKA BOSKA (mozesz to sobie zapisac jako powitanie w telefonie)

<BR>prezenty

<BR>- no wlasnie tu przechodzil mikolaj i zostawil prezenty

<BR>- a ja mam prezenty od bozi!

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interia.pl/citroen_sm.jpg” border=”0″>

<BR>moj citroen sm od pawla kozlowskiego

<BR>wczoraj wieczorem przewrocilem obraz i zdemolowalem pol pokoju

<BR>lubie duze obrazy

<BR>

<BR>dzemy. kompoty. powidla. ogorki kiszone. papryka marynowana. salatka szwedzka. grzybki w occie. gruszki w occie. sliwki w occie. zurawina

<BR>jednym slowem przetwory

<BR>kupilem dwie lampki, bo w moim zyciu brakuje swiatla

<BR>jedna z klockow lego

<BR>druga z lalki, zrobiona przez pawla

<BR>a kacper kupuje broszke od jakiejs dziewietnastolatki

<BR>- ta akurat, dziewietnascie lat

<BR>- tak, dziewietnascie, jestem na pierwszym roku asp

<BR>- yhym, ja znam agate bogacka, ona skonczyla asp i wyglada zupelnie inaczej. a to asp to w warszawie?

<BR>- nie, w lodzi. projektowanie bizuterii

<BR>- nie dostala sie tutaj – kwituje kacper

<BR>

<BR>wigilia w futu

<BR>pyszne jedzenie i sledzie w galaretce agrestowej z czekoladopodobnymi gwiazdkami

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interia.pl/Sledzie.jpg” border=”0″>

<BR>kilogram sledzi umyc, wypatroszyc, pokroic w dzwonka, przelozyc do salaterki. w litrze wody rozpuscic dwa opakowania galaretki agrestowej z lyzka stolowa zelatyny, ostudzic. zalac sledzie i udekorowac czekoladopodobnymi gwiazdkami. podawac kiedy stezeje

<BR>rozmawiamy o zajeciach praktyczno-technicznych w szkole podstawowej. dopoki bylo szycie i gotowanie nauka szla bez problemow, ale potem? drewno i metal. karmniki. nic nie umialem

<BR>- do tej pory pamietam, ze za salatke dostalem 4+, a nie 5, bo oblizalem sztucce i pani zobaczyla

<BR>niestety wszystko co mile szybko sie konczy. zaczynamy sie klocic

<BR>- to ja jestem ewa minge!

<BR>- nie, bo ja!

<BR>

<BR>- a wiesz, jak mu dam na imie?

<BR>- jak?

<BR>- kot

<BR>- moze lepiej jakis inne zwierze? ja jak kupie drugiego szynszyla dla krowki, to go nazwe krokodyl

<BR>- masz racje. to moze zebra? albo okapi?

<BR>- koczkodan!

<BR>- oesu, ale jakby on to zrozumial, to by mnie zabil!

<BR>

<BR>dostalem maila, ze sa biedne pieski do oddania. i ze jak ich nikt nie wezmie, to zostana uspione

<BR>wysylam pipowi, pip chce

<BR>- ale czytalem na forum, ze one czesto choruja. ale przeciez ja go nie kupuje, to jak zdechnie, to trudno

<BR>

<BR><!– SONDA –>

<form method=”POST” action=”http://www.sonda.pl/vote.php3″ ><table width=”150″ cellpadding=”4″ cellspacing=”0″ border=”1″ align=”center”><tr><td bgcolor=”#000000″><div align=”center”><font size=”2″ color=”#FFFFFF” face=”Verdana”><b>SONDA</b></font></div></td></tr><tr><td bgcolor=”#FFFFEE”><input type=”hidden” name=”id” value=”527552″><input type=”hidden” name=”uid” value=”81082″><font color=”#000000″ size=”2″ face=”Verdana”><b>co robiłeś z kostką rubika?</b></font><br><br><table border=”0″><tr><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”><select name=”poll”><option value=”1″>rozpierdalałem młotkiem<option value=”2″>przeklejałem te gówna<option value=”3″>pip to hydriola</select></font></td></tr></table><div align=”center”><input type=”submit” value=”Zagłosuj”><br><a href=”http://www.sonda.pl/wyniki.php3?id=527552&uid=81082″>Zobacz wyniki</a><br></div></td></tr></table></form>

<!– SONDA KONIEC –>

<BR>

<BR>gdzie sie spotykamy?

<BR>w panorama barze na czterdziestym pietrze mariotsa

<BR>po co jezdzic do santa barbara, skoro tu nad nosem jest jeszcze lepiej?

<BR>zloto, lustra i czerwone kanapy

<BR>rozmawiamy o tym, co udalo nam sie ukrasc w zyciu najwiekszego. serce. albo akwarium na piranie

<BR>kiedy juz musze wyjsc, przychodzi niewidomy. oczywiscie parskam smiechem. moge to napisac, bo i tak tego nie przeczyta

<BR>

<BR>tak, bylem na meczu NBA

<BR>portland trail blazers vs. miami heat

<BR>bardzo mi sie podobalo, a najbardziej przybilla

<BR>sosy billi? w kazdej chwilli

<BR>na poczatku wyszli marines z flaga i pani murzynica zaspiewala hymn

<BR>potem troche pograli

<BR>potem pani wygrala lodowke. w cieplo zimno. tez krzyczalem. mam nawet wrazenie, ze udalo jej sie dzieki mnie

<BR>potem pograli

<BR>potem byly czirliderki (jak one to robia? stac w szpagacie na wyciagnietej jednej rece kolesia)

<BR>potem pograli

<BR>potem tatusiowie z dziecmi jezdzili na rowerkach i wygrali nagrody od emsi donalds

<BR>potem znowu trifecta, dunk i takie tam

<BR>potem strzelali koszulkami. z takiej procy i z pistoletu

<BR>potem portland zdobylo sto punktow, a wszyscy kupon od taco bell

<BR>nie mozna sie nudzic

<BR>

<BR>kupilem bardzo duzo butow

<BR>- what’s your name?

<BR>- maciek

<BR>- magic?

<BR>- no, MACIEK. what’s yours?

<BR>- hesus

<BR>hesus, hesus. JEZUS! dal mi znizke na cb 34 tweed. oesu

<BR><BR><IMG SRC=”http://www.myairshoes.com/wp-content/uploads/2007/11/521.jpg” border=”0″>

<BR>

<BR>öregon

<BR>öre öre szabadabada amöre

<BR>wywiezli nas do gory, w gory

<BR>snołszułing. chodzimy po sniegu w siedmiomilowych butach

<BR>jeden krok z oregonu do utah

<BR>poludniowa afryka sie zachwyca. ja wole schronisko

<BR>mokre skarpety. tureckie kobiety. ognisko

<BR>ayca znaczy ksiezyc w nowiu. imie ajlowiu

<BR>

<BR>miron białoszewski „kicia kocia w sklepociągach”

<BR>(z pamieci, wiec moze troche inaczej)

<BR>”rajstopy aj em?

<BR>aj hew?

<BR>the dobre the biorę

<BR>ile?

<BR>fifty i fifty?

<BR>dawaj! dziękju”

<BR>

<BR>czekam na monike

<BR>tlumy ludzi

<BR>macy’s, nordstrom, bloomingdale’s, swiatla, torby, zakupy

<BR>pan na krzesle cos krzyczy o jezusie

<BR>chinskie dzieci w zoltych strojach machaja zielonymi wstegami

<BR>w rytm muzyki. chalas. gwar. klaksony

<BR>pan kreci tramwajem. krecka mozna dostac

<BR>

<BR>kiedy opowiadam mamie, co robilem w ameryce, okazuje sie ze nic, tylko siku

<BR>obejrzelismy juz most golden gate, wiec idziemy nad zatoke, bo tam pieknie

<BR>z jednej strony domy, posrodku OGROMNY trawnik jak boisko, z drugiej strony sciezka, ludzie, psy i plaza

<BR>- oesu, zaraz sie zejszczam w majtki!

<BR>a co, jesli w san francisco idzie sie do alcatraz za sikanie w miejscach publicznych?

<BR>co tu zrobic? (SIKU!)

<BR>przy domach nie wypada, przy ludziach tym bardziej

<BR>staje na srodku tego trawnika i mowie do moniki

<BR>- idz pare krokow do przodu, a ja bede udawal, ze robie zdjecie

<BR>wyciagam telefon i malego strazaka

<BR>nikt sie nie domyslil. zajebiscie sie sikao

<BR>

<BR>wielka reklama <A HREF=”http://www.ghirardelli.com/”>ghirardelli</a>

<BR>- cos mi przypomina ta nazwa

<BR>- bo to przeciez zyrardow!

<BR>

<BR>ulice san francisco

<BR>fajnie byloby pojezdzic samochodem, ale jezdze tramwajami

<BR>tez jest swietnie

<BR>

<BR>w luksusowym hotelu w portland internet tylko za dodatkowa oplata i to jeszcze karta kredytowa. a w tych tanich motelach i hotelach wczesniej to za darmo byl

<BR>wiec niech sie w dupe pocaluja. ale teraz co tu napisac zeby nie sklamac

<BR>zakochalem sie w san francisco

<BR>

<BR>no wrocilem wreszcie. mam przerazajacy dżetleg

<BR>o dziewietnastej bylem spiacy, ale o polnocy juz nie

<BR>do piatej rano ogladalem catherine tate, ktora dostalem z londynu, po czym wstalem, pojechalem na krolewska po kebaba, zjadlem w lozku ogladajac wlatcuf moch i zasnalem okolo szostej trzydziesci. a o osmej wstalem i poszedlem do pracy. milion maili i zalegle przekroje

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interia.pl/USA_BALet.JPG” border=”0″>

<BR>zdradze wam najwieksza tajemnice na swiecie: zawsze chcialem tanczyc w balecie

<BR>taniec na klozecie

<BR>- krecisz sie i krecisz jak gowno w przereblu

<BR>

<BR>troche tesknie

<BR>w sklepie w ojai opowiadam pani o warszawie. ze musi koniecznie ja odwiedzic

<BR>- bo w polsce mamy cztery pory roku, jest gorace lato i mrozna zima, tak wiec nie jest nudno

<BR>- naprawde??? tak, tu jest nudno, prawie swieta i ciagle goraco

<BR>amerykanie tak ciagle sie wszystkiemu dziwia. dziwne

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interia.pl/USA_CHUDY.JPG” border=”0″>

<BR>to, czy jestem szczuply, zalezy glownie od kontekstu

<BR>

<BR>wciaz zastanawiam sie, gdzie jest ta granica, po ktorej czlowiek bezpowrotnie zamienia sie w slonine

<BR>”brzuch o taki jej wyrosl, dupa taka, cyce takie, jak kwadrat wyglada. tylko na gorze jej zostala taka mala glowka, jak ptasia”

<BR>- zobacz, dziwnie wyglada taki gruby koles z noga zalozona na noge

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interia.pl/USA_PO_ZAKUPACH.JPG” border=”0″>

<BR>po zakupach. kupilismy dodatkowe walizki. i tak sie nie zabiore

<BR>

<BR>- moze to jedzie cameron diaz do swojego domu w malibu?

<BR>- to ona

<BR>- cameron przeciez jezdzi toyota prius

<BR>przyspieszam

<BR>- tak, to na pewno ona

<BR>

<BR>santa barbara, siedzimy na molo, delektujemy sie owocami morza

<BR>santa barbara. odcinek #85763342,9

<BR>- musze ci o czyms powiedziec

<BR>- ale o czym? dolac ci szampana?

<BR>- nie, dziekuje, wystarczy. moje oko jest sztuczne

<BR>- to prawe czy lewe?

<BR>- ani to, ani to

<BR>

<BR>jest bardzo cieplo, ale w koncu to prawie grudzien, wiec szybko robi sie ciemno

<BR>przyjemnie jest odkryc rano, w jakim pieknym miejscu sie zatrzymalismy

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interia.pl/USA_SKOK.JPG” border=”0″>

<BR>

<BR>bad water. lozko wodne, jakbyscie nie wiedzieli

<BR>najnizej polozony punkt na zachodniej polkuli

<BR>o tam, wysoko na gorze, tabliczka z zaznaczonym poziomem morza

<BR>a tu wyschnieta sol, biale polacie i bardzo goraco

<BR>mam sol wszedzie. chcesz polizac?

<BR>

<BR>do doliny smierci. po drodze zatrzymuje sie na siku

<BR>i przypominaja mi sie wszystkie amerykanskie horrory

<BR>jestem przekonany ze za chwile ktos wyskoczy zza tego krzaka, wiec ostatni sik i biegiem do samochodu

<BR>- oesu, dobrze, ze tu nie ma pola kukurydzy

<BR>- gdyby bylo pole kukurydzy to bym ci nie pozwolila sie zatrzymac

<BR>jade bardzo szybko, samochod podskakuje na pagorkach

<BR>mam wrazenie, ze ktos przycupnal na tylnym siedzeniu

<BR>twarz za szyba

<BR>

<BR>znowu jedziemy. film drogi

<BR>zatrzymujemy sie w malym miasteczku na sniadanie

<BR>jest tam taka lampka dla pipa na gwiazdke, ale za droga

<BR>podstawka to damskie nogi na obcasach, klosz to sukienka

<BR>chce ogolic glowe, ale fryzjer przyjmuje tylko w srody i czwartki

<BR>co robic w takim miasteczku? jak zyc?

<BR>

<BR>grand canyon. wielki kanion, jakbyscie nie wiedzieli

<BR>no wielki

<BR>wschod slonca i bardzo zimno

<BR>jedziemy starym autobusem, obok biegaja sarny

<BR>taka sarna, taka sarna, to ile by bylo kielbasy

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interia.pl/USA_DJ.JPG” border=”0″>

<BR><A HREF=”http://dzentelman.com/archives/2007/01/31/top-one-dj-zagraj-dla-nas/”>- didżej, zagraj dla nas</a>

<BR>

<BR>monika chce koniecznie jechac route 66

<BR>tak, taka tania perfuma

<BR>daje jej prowadzic, a sam rozkoszuje sie widokami – gory, niebo, droga, osioly, kaktusy, skrzynki pocztowe i opuszczone domostwa!

<BR>zatrzymujemy sie przy jednym, pomimo tego, ze zaraz ktos wyskoczy i nas zastrzeli. albo pocwiartuje

<BR>w polamanej kuchni zostal rondelek w gaski i zlote uchwyty do szuflad

<BR>w lazience plastikowe ozdoby

<BR>porzucone pluszowe misie

<BR>nuty i rachunki

<BR>- a co bys zrobila, gdybysmy wyszli i okazalo sie, ze nie ma naszego samochodu?

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interia.pl/USA_TELEF.JPG” border=”0″>

<BR>- halo?

<BR>

<BR>liquors, liquors, gdzie sie nie obejrzysz liquors

<BR>- czego sie panstwo napija?

<BR>- jakiegos dobrego lykworu

<BR>

<BR>jedziemy i jedziemy i jedziemy i jedziemy, az w koncu las vegas!

<BR>wszedzie mrugaja swiatelka. miasto-choinka

<BR>ale przyznaje, ze tanczaca fontanna przed hotelem bellagio zrobila na mnie wrazenie

<BR>przegralem dolara. wygralem cwierc

<BR>w swietle dnia wszystko wyglada inaczej

<BR>- ciekawe czy tu przyjezdza paris

<BR>- nie, paris jezdzi do paris

<BR>- ale gdyby wsadzic ja do samolotu i powiedziec, ze leci do paryza, a potem wysadzic tu przy wiezy ajfla, na pewno by nie poznala

<BR>

<BR>po obejrzeniu amerykanskiej telewizji doszedlem do wniosku: nie ma to jak dobry karzel

<BR>

<BR>- ratunku ratunku ratunku! – powtarza monika

<BR>- ja pierdole ja pierdole – powtarzam ja

<BR>jestesmy w parku rozrywki six flags magic mountain, gdzie sa zajebiste rollercoastery i za moment zacznie sie jazda

<BR>kiedy ruszamy jestem przekonany, ze to najgorsza rzecz, jaka w zyciu zrobilem. PO CHUJA NA TO WSIADALEM?!

<BR>ale z wesolymi miasteczkami mam jak ta mucha z plomieniem swiecy – lece, choc wiem ze umre za chwile

<BR>a monika postanawia jeszcze skoczyc na takiej strasznej linie

<BR>dostaje karteczke, na ktorej jest napisane, ze zeby skoczyc, trzeba miec dwie rece i przynajmniej jedna noge

<BR>

<BR>- fruits or potatoes?

<BR>pytanie wydaje mi sie tak absurdalne, iz jestem przekonany, ze to niemozliwe, zeby pani kelnerka proponowala mi ziemniaki. musialem sie przeslyszec

<BR>ale uszy nie klamia. wybieram owoce

<BR>sniadanie przy rodeo drive. jest swietnie i modnie

<BR>liczymy wszystkie przechodzace parisy hiltony

<BR>i jakby nie liczyc jest ich milion

<BR>

<BR>gruba murzynica: where are you from?

<BR>grube ebo i monika bo nie mozemy zrobic kupy: from poland

<BR>gruba murzynica: zdrastwujcie!

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interia.pl/aaron.JPG” border=”0″>

<BR>- o boze, to on! mam do niego numer w telefonie!

<BR>a na joan collins ktos sprzedaje kielbasy

<BR>

<BR>OMAJGA! jestem w usa!

<BR>jeszcze w polsce poklocilismy sie z monika na lotnisku i uslyszelismy, ze jestesmy chamstwo

<BR>- przepraszam, ale nie rozmawiamy z brzydkimi ludzmi

<BR>po przylocie milion kontroli na lotnisku

<BR>- czy ma pan ze soba jakies warzywa, owoce?

<BR>- nie, ale mam za to weze!

<BR>wynajmujemy samochod, niebieskiego chryslera sebringa nowke sztuke, nie mial przejechanych jeszcze nawet dwustu mil

<BR>i jedziemy do santa monica szukac motelu

<BR>dziwnie sie jedzie, bo brakuje mi sprzegla i ciagle jestem rozkojarzony przez wszystkie zajebiste samochody, ktore mijamy

<BR>ale i tak moj xm zrobilby tu furore

<BR>jest motel! a w srodku pan wygladajacy na rudego morderce, albo takiego co go w koledzu wszyscy bili, a teraz uratuje ziemie przed kosmitami

<BR>dostajemy fantastyczny pokoj z widokiem na ocean. w ogole tu jest fantastycznie: slonce, palmy, plaza i tak cieplo, ze az trudno uwierzyc ze to koniec listopada przeciez. i balwanki i swieta na wystawach

<BR>juz wydalem sto milionow, pomimo ze zakladalem, ze kupie tylko zegar i ludki, bo wszystko przeciez mam. ale grzech nie kupic

<BR>duzo zwiedzamy. wjezdzamy na beverly hills i zastanawiamy sie kto mieszka za tym zywoplotem, a kto za tamtym

<BR>tak sobie wjezdzam pod gore i mysle, ze ciekawe jak te gwiazdy jezdza, kiedy spadnie snieg

<BR>i dopiero po chwili do mnie dociera: jaki snieg?!

<BR>w hollywood jest swietnie i widzielismy elvisa i spajdermena

<BR>kazali was pozdrowic

<BR>

<BR>mecz, mecz! a co mnie to obchodzi?

<BR>chyba jako jedyny w knajpie siedze tylem do telewizora

<BR>

<BR>- teraz bede tak chodzil!

<BR>i idzie robiac podskok przy kazdym kroku

<BR>- albo tak!

<BR>i wyciaga nogi jak pampalini lowca zwierzat

<BR>mijaja dni, jemy obiad

<BR>- ale wiesz, ze bozia cie pokarala?

<BR>- dlaczego?!

<BR>- bo teraz caly czas tak chodzisz, tylko tobie sie wydaje, ze normalnie

<BR>

<BR>- na dobrym kutasie kazda swinia sie pasie

<BR>na chwile milkniemy. zatkao ruskie kakao

<BR>

<BR>- dzien dobry, chcialbym kupic gruszke

<BR>- owoce i warzywa w sklepie obok! boze, co za ludzie tu dzis przychodza!

<BR>- ale taka do lewatywy!

<BR>- a, rozumiem. trzeba bylo zaraz mowic. z jaka koncowka?

<BR>- a jakie sa?

<BR>- waniliowa, czekoladowa, truskawkowa, zabajone i ta, smerfowa. z posypka!

<BR>- e, nie. z posypka to drapie

<BR>

<BR>zupelnie nierealne wydaje mi sie, ze pojutrze lece do ameryki

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interia.pl/DSC00599.JPG” border=”0″>

<BR>- jak sie czujesz?

 

<BR>- jak widac. tak za szescdziesiat siedem zlotych i dwa grosze

<BR>

<BR>starowka. stara nowka

<BR>- chcialbym tu miec mieszkanie

<BR>- a ja nie chcialbym tak siedziec w starych murach

<BR>- przed chwila mowiles przeciez, ze sa nowe

<BR>jest zimno i pusto. i bardzo mi sie podoba

<BR>idziemy na taras widokowy

<BR>- no i na co tu jest widok?

<BR>- na citroena cx – pokazuje na dole

<BR>

<BR>kinia i piotrek zapraszaja na obiad do mariotsa

<BR>no dobrze, moze to i wook, ale zawsze w mariotsie

<BR>po drodze widzimy jak pan robi siku na marmury w przejsciu podziemnym. chyba zamowie rosol

<BR>- wezmiemy te springrolsy do domu?

<BR>zawijam w serwetke, chowam do kieszeni. bede mial piekna miseczke

<BR>

<BR>julka zrobila sobie tatuaz na stopie. herbajskie literki

<BR>- co to znaczy? zydzi do gazu?

<BR>- nie, obgryz mi paznokcie

<BR>

<BR>idziemy do kina do wola kurort. bardzo dawno tam nie bylem

<BR>- kupimy zelki?

<BR>pewnie, ze kupimy. haribo smak radosci

<BR>pakuje do torebki, a ja patrze z przerazeniem kto za to wszystko zaplaci

<BR>- no juz wystarczy!

<BR>- myslalem ze siedem zlotych kosztuje kilogram

<BR>polowa zelkow wyschnieta na wior, a film 1408 tak nudny, ze az zasnalem na chwileczke

<BR>przytulilem sie troszeczke

<BR>

<BR><!– SONDA –>

<form method=”POST” action=”http://www.sonda.pl/vote.php3″ ><table width=”150″ cellpadding=”4″ cellspacing=”0″ border=”1″ align=”center”><tr><td bgcolor=”#000000″><div align=”center”><font size=”2″ color=”#FFFFFF” face=”Verdana”><b>SONDA</b></font></div></td></tr><tr><td bgcolor=”#FFFFEE”><input type=”hidden” name=”id” value=”523892″><input type=”hidden” name=”uid” value=”81082″><font color=”#000000″ size=”2″ face=”Verdana”><b>bardziej przeraża:</b></font><br><br><table border=”0″><tr><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”><select name=”poll”><option value=”1″>pies z głową lalki<option value=”2″>lalka z głową psa<option value=”3″>pip</select></font></td></tr></table><div align=”center”><input type=”submit” value=”Zagłosuj”><br><a href=”http://www.sonda.pl/wyniki.php3?id=523892&uid=81082″>Zobacz wyniki</a><br></div></td></tr></table></form>

<!– SONDA KONIEC –>

<BR>

<BR>jeszcze chwile temu jedlismy suszi, a juz rozmawiamy o tym, jak zasypialismy w dziecinstwie. zupelnie nie wiem czemu

<BR>piotrek, zeby zasnac, musial opierac dlonie o cos zimnego i gladkiego. dlatego mama dawala mu taka deseczke z politura. do dzis czasem przed snem opiera dlonie o sciane

<BR>marta wachala pieluche. taka tetrowa. byc moze dlatego, ze kiedy byla zupelnie malenka, mama przykrywala jej twarz pieluszka, zeby lepiej jej sie spalo. marta bardzo nie lubila, kiedy mama prala pieluche, bo przeciez musiala miec ten swoj zapach

<BR>kuba mial lalke z glowa psa

<BR>a mi sie wydaje, ze moje dziecinstwo bylo strasznie nudne

<BR>

<BR>iwona wychodzi za maz. juz wkrotce!

<BR>bardzo mi zaimponowal sposob, w jaki kupila swoja suknie slubna

<BR>- okazalo sie, ze tam obok mnie jest takie centrum slubne. poszlam i kupilam sukienke, buty i bolerko. zajelo mi to godzine

<BR>zrobila zakupy jak facet. bez opowiadania miesiacami jak ta suknia bedzie wygladala, bez tlumow przyjaciolek i mamy, bez wysylania mailem zdjec, ze moze taka, moze taka, moze siaka, a owaka, bez chodzenia i przymierzania w swietle porannym, poludniowym, okololancznym i popoludniowym. a wieczorem? ladna bedzie? a w nocy? bez zastanawiania i wymadzania. i na pewno bedzie pieknie wygladac, gdy nadejdzie ten dzien, kiedy zaspiewam dla niej jak celine dion w tonacym tytaniku

<BR>pokazuje pierscionek

<BR>- no ladna cyrkonia

<BR>- ja ci dam cyrkonie! – bije mnie po lapach

<BR>

<BR>za niecale dwa tygodnie lece do LA. lalalalala

<BR>

<BR>urodziny pipa na muranowie. ot, czipsy i paluszki

<BR>malo prezentow, ale za to takie, ze jedyne co moge zrobic, to sie obrazic z zazdrosci

<BR>wszystko slychac w tym mieszkaniu!

<BR>kiedy chce juz spac, ktos rzyga i tlucze zastawe

<BR>a hydriola drze sie jak stare przescieradlo. bardzo stare

<BR>wszystkiego najlepszebo. rano zmywam

<BR>

<BR>urodziny oski na saskiej kepie. proszona kolacja

<BR>przy wejsciu kartka, ze domofon zepsuty i zeby dzwonic telefonem

<BR>- oesu, widziales te drzwi? jakies drewniane, sparciale. i domofon nie dziala! – mowie, bo zaraz umre z zazdrosci, ze tu nie mieszkam

<BR>wyborne jedzenie. wspaniale towarzystwo. szafa z gdanska. ebo na prezent

<BR>- napijesz sie wina?

<BR>- ale ja nie lubie ciociosanu

<BR>

<BR>w poznaniu spotykam sie z pasewiczem

<BR>pokazuje mi brame, klatke, drzwi – miejsca, gdzie toczy sie akcja „smierci w darkroomie”

<BR>- moze zaraz spotkamy blizniakow

<BR>- to oni tez istnieja naprawde?

<BR>mowie mu, ze chlopiec-pies jest moim ulubionym bohaterem ksiazki. mega romantyczna postac

<BR>

<BR>pip ma teraz gumke laczaca gorna szczeke z dolna. nie bedzie mogl nic jesc i umrze z glodu w strasznych meczarniach

<BR>- ciagle mi wypada jedzenie z buzi – mowi pip spozywajac urodzinowy sernik

<BR>wyobrazam sobie, ze lyzeczka z ciastem napina gumke, ktora nastepnie strzela sernikiem jak z procy

<BR>- kochanie, pekla mi gumka

<BR>- w buzi?

<BR>- nie, w dupie!

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interia.pl/ludki4.JPG” border=”0″>

<BR>- mam fajna rozdzke

<BR>- pojdziemy sie jebac?

<BR>

<BR>- i kiedy one sa dlugo same, to czasem zaczyna im wypadac siersc. to sie nawet nazywa szynszyla depresja

<BR>szynszyla depresja. takie to ludzkie

<BR>

<BR>jade do szczecina

<BR>gdzie rosnie szczecina

<BR>w szczelinach

<BR>slina

<BR>

<BR>pan ochroniarz jest nadgorliwy

<BR>- co tam macie?

<BR>- rzeczy

<BR>- a macie na to pozwolenie?

<BR>- sam moge sobie wypisac pozwolenie – odpowiadam, a on juz nie wie co powiedziec

<BR>a jakis czas wczesniej inny ochroniarz, co podobno ma zeza i strita

<BR>(- ale jak on wyglada?

<BR>- no pawel mowi ze ma strita, ale ja sie boje na niego patrzec)

<BR>zaczepia moich kolegow, ktorzy wyrzucaja stare damskie manekiny

<BR>- dajcie mi jednego – i maca go po piersi – ale kurwa jest brudna, ciekawe czy pizde tez ma brudna, zabralbym ja do domu, wzial pod przysznic a potem jebal

<BR>tak wlasnie bylo

<BR>

<BR>- czemu jestes smutny? – pyta mnie mama

<BR>ona zawsze wie, kiedy jestem smutny. poza tym po mnie i tak wszystko widac, dlatego nie gram w pokera

<BR>mowie jej, co sie stalo, a ona mnie przytula

<BR>mama nigdy nie klamie kiedy przytula

<BR>

<BR>mich musi koniecznie pokazac jakiego sobie zamowil ludka

<BR>wyciaga karteczke z nabazgrana sowa chujowa

<BR>- ale to wyglada jak sowa chujowa – zauwaza pawel

<BR>

<BR>rozmawiam z przelozonym. bardzo go lubie

<BR>- how are you?

<BR>- bad

<BR>- what’s wrong?

<BR>- private life

<BR>- what happened?

<BR>- guys

<BR>- they suck?

<BR>- i wish they do

<BR>patrze na warszawe z dziewietnastego pietra i jestem mega zawiedziony

<BR>i troche smutny, ale mi przejdzie przeciez

<BR>tak latwo daje sie wykorzystywac. tak malo dostaje w zamian

<BR>gdyby zaczal padac deszcz

<BR>kiedys sie naucze

<BR>

<BR>swietna impreza

<BR>- jestes moim archetypem mezczyzny – mowi do mnie marta

<BR>- podziwiam twoje buty – mowi do mnie tomek, ktory jest na zdjeciu w sobotnich wysokich

<BR>- a ja podziwiam caloksztalt

<BR>

<BR>hostel. duzo czasu zajelo mi znalezienie takiego, w ktorym bedzie wolny dwuosobowy pokoj

<BR>rezerwuje taki z malzenskim lozem

<BR>wchodzimy na gore, kiedy pani recepcjonistka nagle sie wraca

<BR>- przez pomylke wzielam dla panow pokoj z podwojnym lozkiem

<BR>i dostajemy klucz do pokoju z osobnymi lozkami

<BR>

<BR>w sobote postanawiamy pojechac do krakowa

<BR>umilamy sobie droge piosenka

<BR>- ja wole spiewac damskim glosem – zwierza sie wanda

<BR>spiewamy zatem wszyscy razem „jeszcze polska nie zginela”. damskimi glosami

<BR>- chodz do kogos zadzwonimy i mu zaspiewamy!

<BR>

<BR>w restauracji „fryzjer” zamawiam gesi pipek

<BR>wyglada jak… gesi pipek i tak tez smakuje

<BR>zrywamy plakat POLSKA WIES GLOSUJE NA PIS, ktory potem wieszamy w korytarzu na wprost drzwi pipa, a ta slepa hydriola oczywiscie nic nie zauwaza

<BR>- kto ostatni ten syf! – krzyczy wanda, kiedy wbiegamy na gore trzech krzyzy i wbiega ostatnia

<BR>gofry, konskie taxi i koniec wakacji

<BR>

<BR>w piatek jedziemy do kazimierza

<BR>w drodze wyprzedza nas supra. zajebisty dzwiek silnika

<BR>chce ja koniecznie dogonic i wreczyc kierowcy naklejke SEX IS MUCH MORE IMPORTANT THAN TOYOTA

<BR>jest trudno, ale prawie prawie. supra stoi na zakrecie

<BR>rusza, ale tak ja zakrecilo, ze wjebala sie w mercedesa

<BR>- daj mu teraz te naklejke

<BR>

<BR>wieczorem pijemy u wandy

<BR>pijemy tyle ze nocujemy

<BR>- snilo mi sie, ze kupowalem sweter w armani – mowi po przebudzieniu wanda

<BR>- ale z ciebie ciota

<BR>- ale ten sweter byl beznadziejny i w tym sklepie nic nie bylo!

<BR>

<BR>stoje w wielkim korku w drodze na grob dziadkow

<BR>przejezdza karetka, wiec mysle, ze chyba jednak lepiej spoznic sie na cmentarz

<BR>slucham starych koncertow urbaniaka i dudziak, ktore uwielbiam, a dawno nie mialem dla nich czasu

<BR>mama pyta, czy taka muzyke puszczam tez swoim chlopakom

<BR>rozmawiamy przez telefon z wujkiem, ktory na nas czeka i mowi, ze to podobno najdluzszy korek w europie

<BR>- wiesz, ze stalem w najdluzszym korku w europie? – wysylam esa

<BR>- gratulacje – odpisuje

<BR>czuje, ze czasem nie czuje

<BR>ukladam czerwone roze w wazonie, zapalam znicze, wieczny odpoczynek

<BR>w sobote slysze

<BR>- zdziwilam sie, kiedy napisales, ze myles groby. myslalam, ze to robia tylko starzy ludzie

<BR>- ale ja przeciez jestem stary

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interia.pl/ludki3.JPG” border=”0″>

<BR>- fajnie lizesz

<BR>- a mi sie podoba twoj kwadratowy leb

<BR>- pojdziemy sie jebac?

<BR>

<BR>jestem bardzo szczesliwy ostatnio

<BR>pomimo to chwilami jest mi smutno i fochuje sie z byle powodu

<BR>on nie do konca to rozumie, bo za krotko sie znamy. duzo rozmawiamy

<BR>w niedziele pojechalem umyc grob taty. ten tata to tak naprawde byl ojczym, ale dla mnie chyba bardziej tata niz tata

<BR>nalalem do butelki cieplej wody z ajaxem i potem pol cmentarza pachnialo konwaliami

<BR>kiedy odgarnialem liscie zobaczylem wielkiego pajaka. chyba nigdy nie przestane sie ich bac. poczekalem az ucieknie, bo nie zabijam pajakow – nie wiem, czy bardziej dlatego, ze mi ich szkoda, czy ze bedzie padalo, czy ze brzydze sie rozgniecionych pajakow na podeszwie

<BR>ladnie wyglada cmentarz z posprzatanymi grobami

<BR>wzrusza mnie starszy pan, ktory przystraja grob swojej zony. zastanawiam sie, czy byli szczesliwi i czy o moj grob ktos kiedys zadba. najprawdopodobniej nikt

<BR>na grob taty po ktorym nosze nazwisko pojade w piatek. i znowu bede zdzwiony jak jego brat architekt mogl tak bez sensu rozmiescic napis na plycie

<BR>odwiedzam corke chrzestna, ktora ostatnio przysyla mi esemesy „kocham cie tatus”, albo ze dostala piatke z recytacji wiersza. ma juz czternascie lat i bardzo przyjemnie sie z nia spaceruje. ogladamy nowe domy w magdalence i rozmawiamy o swoich chlopakach

<BR>od kilku dni jestem bardzo niewyspany i zmeczony, mam przekrwione oczy. mnostwo zajec i dziwnie od nowa przyzwyczajac sie do spania z kims, tym bardziej, ze ciezko zasnac obok. za duzo ekscytacji, zeby nie napisac podniet. pip mysli, ze krzyczymy tak robiac nie wiadomo co, a przeciez my tylko wkladamy sobie zimna puszke tigera za koszulke

<BR>gotuje zupe z brokulow i cukinii

<BR>przytulam sie. lubie patrzec jak zasypia

<BR>jestem bardzo szczesliwy ostatnio

<BR>

<BR>w kinie przed seansem reklamy

<BR>coca cola, tatuaze, blizniaczki, wszyscy to widzieli

<BR>- nie po to przychodze do kina, zeby ogladac starych ludzi

<BR>

<BR>ile jezdzi zukow w warszawie?

<BR>jeden zaparkowany za moim samochodem, w ktorym mam  wszystko: lusterka, czujniki parkowania, prestiz, a przede wszystkim jego obok

<BR>cofam i pomimo wszystko jeb! w zuka

<BR>zapatrzony. zamyslony

<BR>

<BR>w warszawie sa najlepsze aftery

<BR>- o boze, mam lupiez!

<BR>- to nie lupiez, to koks

<BR>

<BR>- nic mi sie nie wypralo!

<BR>- to nie proszek do prania, to koks

<BR>

<BR>wchodze do mieszkania i co widze? jakis styropian! a przeciez remont tu byl ostatnio w 1974!

<BR>- to nie styropian, to koks

<BR>

<BR>ide sobie ulica a tu zaczyna padac snieg. ale skad snieg w lipcu?

<BR>- to nie snieg, to koks!

<BR>

<BR>chcialem wpierdolic zonie za zupe, ale zupa wcale nie slona

<BR>- to nie sol, to koks

<BR>

<BR>wchodze do kuchni, a tam jajko na twardo na stole. haps!

<BR>- to nie jajko, to grudka koksu!

<BR>

<BR>- chcialem upiec ciasto, ale wyszedl zakalec

<BR>- to nie maka, to koks!

<BR>

<BR>wieczorem

<BR>patrze jak myje zeby

<BR>wie o czym wtedy mysle. caluje pomimo szczoteczki

<BR>

<BR>w nocy

<BR>- wiesz co chcialbym zrobic?

<BR>wie i mowi, ze nawet jakbym go spial kajdankami, to by nie wytrzymal

<BR>

<BR>wczesniej rano

<BR>- ale przytul sie do mnie jeszcze na chwilke

<BR>przytula

<BR>

<BR>rano

<BR>- daj mi buzi tu przed budynkiem, przy wszystkich

<BR>dostaje

<BR>

<BR>szef ma urodziny. kupuje prezent dla szefa

<BR>w douglasie przemily sprzedawca daje mi mnostwo probek perfum, kremow oraz pasek lacoste

<BR>- a uzywal pan kremu dior homme? – pytam

<BR>- nie

<BR>- jest naprawde swietny

<BR>- ale to pan ma chyba z zagranicy? bo u nas to dopiero za kilka tygodni ma wejsc

<BR>- dokladnie

<BR>dzis w biurowcu ewakuacja budynku

<BR>PU! PU! PU! PU! – wyje syrena

<BR>ale nas to nie wzrusza, wiemy, ze to tylko proba

<BR>a jesli nie? bedzie to ostatnia notka, o ile ja skoncze

<BR>w rytm syreny spiewamy 100 lat, szef odpakowuje prezent

<BR>- zel nawilzajacy!

<BR>- ale to do twarzy

<BR>

<BR>szkolenie w hiltonie

<BR>- bedzie paris?

<BR>- niestety dzisiaj nie

<BR>niby wszystko takie paris, a pisuary jika. najtansze

<BR>

<BR>- zamknij pan te dźwi!

<BR>

<BR>pip prosi zebym poprosil zeby byl ciszej

<BR>prosze zatem

<BR>ale ja lubie ten jego glos

<BR>szczegolnie gdy go laskocze i krzyczy zebym przestal

<BR>kiedy cos mu sie nie podoba, podnosi palec

<BR>- no co chcesz, super nianiu?

<BR>najfajniejsze, ze kiedy sie podoba tez podnosi. i podoba mu sie caly czas

<BR>

<BR>- wlasnie dostalem najmniejsza szarlotke jaka widzialem

<BR>- bo ty jestes nienazarty

<BR>- powiem ci nie na zarty, ze jestem nienazarty

<BR>

<BR>jemy lancz i rozmawiamy z chlopakami na bardzo wazne tematy

<BR>- ale slyszales co za akcja? podobno w pepe dzins w faktory jest koles, ktory pije wlasna sperme, zeby miec lepsza cere

<BR>- ale gej?

<BR>- nie, hetero

<BR>krzywimy sie wszyscy

<BR>- ale jak to mozliwe? to on tak sobie do kubeczka zbiera?

<BR>- nie, nie trzeba do kubeczka. mozna oblizac sobie reke, albo

<BR>- albo co?

<BR>- no a jakie macie wytryski? takie dalekosiezne, czy takie o

<BR>- no roznie, to zalezy

<BR>- ale ja sobie nie wyobrazam tak, zeby wlasna sperme

<BR>- no nie mow ze nigdy nie probowales wlasnej spermy

<BR>- no wiem jak smakuje, bo rozne akcje zdarzaja sie w lozku. calujesz sie z kims potem. ale nie tak ze sobie pije

<BR>- no dla mnie to jest cos takiego, jakbys ty mial wylizac lasce

<BR>robie mine, ktora potwierdza

<BR>- poza tym ja bym nie mogl, bo to cos mojego, z wnetrza

<BR>- e tam

<BR>- siedzi sobie w jajkach a potem bach i juz

<BR>wchodzi agata, ale niebogacka

<BR>- agata, mamy do ciebie bardzo wazne pytanie: lubisz smak spermy?

<BR>- porazka

<BR>- a gdyby to mialo pomoc na cere, to wolalabys robic laske z polykiem, czy pic wlasne plyny

<BR>- powiem tak – wolalabym cudze

<BR>- no wlasnie

<BR><!– SONDA –>

<form method=”POST” action=”http://www.sonda.pl/vote.php3″ ><table width=”150″ cellpadding=”4″ cellspacing=”0″ border=”1″ align=”center”><tr><td bgcolor=”#000000″><div align=”center”><font size=”2″ color=”#FFFFFF” face=”Verdana”><b>SONDA</b></font></div></td></tr><tr><td bgcolor=”#FFFFEE”><input type=”hidden” name=”id” value=”520387″><input type=”hidden” name=”uid” value=”81082″><font color=”#000000″ size=”2″ face=”Verdana”><b>wolę:</b></font><br><br><table border=”0″><tr><td valign=”top”><input type=”radio” name=”poll” value=”1″></td><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”>własne</font></td></tr><tr><td valign=”top”><input type=”radio” name=”poll” value=”2″></td><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”>cudze</font></td></tr><tr><td valign=”top”><input type=”radio” name=”poll” value=”3″></td><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”>kolesia z pepe dżins</font></td></tr></table><div align=”center”><input type=”submit” value=”Zagłosuj”><br><a href=”http://www.sonda.pl/wyniki.php3?id=520387&uid=81082″>Zobacz wyniki</a><br></div></td></tr></table></form>

<!– SONDA KONIEC –>

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://panszczoteczka.w.interia.pl/smierc.jpg” border=”0″>

<BR>”Pip umierał ze śmiechu. A Ebo miał ironiczny uśmieszek na twarzy.”

<BR>- mam nadzieje, ze kiedys nakreca na podstawie tej ksiazki film i my wystapimy w nim jako my

<BR>- hahohehihyhyhaho – pip umiera ze smiechu przygotowujac sie do roli, a ja usmiecham sie ironicznie: hyyyy

<BR>kiedy potem siedzimy w restauracji parskam nagle smiechem

<BR>- ?

<BR>- wyobrazilem sobie, ze moglby to byc film niemy

<BR>

<BR>glosujemy

<BR>- zdejmij tej pani beret i ucieknij!

<BR>stoje w kolejce i bardzo sie z tego ciesze

<BR>tego dnia kolejki powinny byc jak najdluzsze

<BR>a potem jade glosowac z pipem

<BR>uwielbiam te lokale wyborcze w szkolach, przedszkolach

<BR>czekam i ogladam prace dzieci

<BR>na kartce naklejony koszyk, trzeba wyciac owoce i przykleic w koszyczku

<BR>wszystkie prace podobne, tylko zuzia nie potrafi wyciac, jablka krzywe, gruszka ucieta

<BR>ciekawe czy rodzice wstydza sie za dzieci

<BR>

<BR>jego tatuaz

<BR>ze az

<BR>

<BR>patrze jak tanczy

<BR>- zajebiscie tanczy

<BR>- no

<BR>a pozniej wodka, szampan, łiski i inne gowna

<BR>niby siedzi obok mnie, ale lezy za mna i tylko delikatnie glaszcze

<BR>pan taksowkarz nie chce nas potem zabrac, ale pip go przekonuje, ze nikt juz nie bedzie rzygal

<BR>opiera mi glowe na kolanach i tak jedziemy

<BR>rano mowi

<BR>- przepraszam, ze to sie tak skonczylo

<BR>odpowiadam, ze nie ma za co, ze jest slodki

<BR>

<BR>przychodzi szalyk z jakimis dwoma kolesiami

<BR>jeden z kolesi wita sie ladnie ze wszystkimi, natomiast szalyk udaje ze mnie nie zna, chociaz przechodzi tuz obok

<BR>- nawet nie pierdnal w nasza strone

<BR>- pierdnal – mowi pip krzywiac sie ze smrodu

<BR>

<BR>impreza u wandy

<BR>stoimy na balkonie i opowiadam

<BR>- o tu, mielismy rzucic mieso, ale wanda nie trafila. szkoda ze nie mamy teraz miesa

<BR>- ale mam jedno jajko! – mowi wanda – zaraz przyniose, tylko zeby mikolaj nie widzial

<BR>wanda niosla lecz nie doniosla – rozbila przy wejsciu na balkon, tuz obok mikolaja

<BR>- o, ktos jajko nam wrzucil przez balkon – pokazuje, a mikolaj przez chwile wierzy

<BR>kiedy wanda budzi sie rano skacowana po imprezie, pierwsza mysl, ktora przychodzi jej do glowy to

<BR>”kurwa! przeciez mialem jeszcze ziemniaki!”

<BR>

<BR>pip robi sniadanie, ale nie ma bulki, bo ta co zostala, byla twarda i wyrzucil

<BR>- no to zjedz ja – wyjmuje mu ze smietnika

<BR>- ale ona byla w smieciach

<BR>- ale na chlebie w folii, w folii

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interia.pl/ludki2.JPG” border=”0″>

<BR>- fajnego masz psa

<BR>- pojdziemy na spacer sie jebac?

<BR>

<BR>- naprawde myslisz, ze tam bedzie ci wygodniej ogladac?

<BR>siadam obok na kanapie, rozpinam mankiety od koszuli

<BR>ma niesamowicie delikatna skore

<BR>i blizne na brodzie

<BR>

<BR>kleska urodzaju

<BR>jade, mysle jak osiolek i wtem widze reklame moich ulubionych rajstop

<BR>”jezeli nie wiesz co wybrac, wybierz adriana”

<BR>a adrian siedzi obok

<BR>

<BR>ona: to twoj mlodszy brat?

<BR>on: naprawde myslisz ze wygladamy jak bracia?

<BR>

<BR>idziemy na red bull box gallery. wiadomo, ze najfajniejsze prace pawla kozlowskiego

<BR>stoimy na tle, czekamy az nam ktos zrobi zdjecia i spotykamy marte

<BR>- a ten kozak to z cecece?

<BR>- nie, w dajchmanie kupilam

<BR>- a tak, tam maja porzadne niemieckie buty. dalas za nie pewnie z szescdziesiat dziewiec?

<BR>- nie, dwadziescia dziewiec dziewiecdziesiat. promocja byla

<BR>- to co mi glupia nie powiedzialas? pare par bym nakupil na zas

<BR>

<BR>pani kelnerka: panna cotta?

<BR>ebo: dla pana kota

<BR>

<BR>- pojdziesz zaniesc ze mna kartony do piwnicy? – pytam pipa, bo kartony stoja od czerwca, a sam sie troche boje

<BR>- no dobrze, bo sam sie troche boje. i to tylko przez ciebie, bo wczesniej nic takiego nie mialem, cale dziecinstwo spedzilem na strychu

<BR>dziecinstwo pipa

<BR>pip nie byl udanym dzieckiem. dlatego rodzicie zamykali go na strychu i przywiazywali do komina

<BR>- MATULU! MATULU! – cale dnie pip darl sie wnieboglosy

<BR>- o, to znowu ten glupek od pilarskich sie drze – mowili przechodzacy obok domu sasiedzi, w drodze na targowisko

<BR>a matula za stodola wymachiwala cepem

<BR>

<BR>odwoze go do domu i mowimy sobie, ze bylo bardzo milo

<BR>wtem tuz obok pojawia sie policyjny volkswagen, a ja przeciez zatrzymalem sie na przejsciu dla pieszych

<BR>usmiecham sie i daje znak, ze juz juz odjezdzam

<BR>- trzeba sobie gdzie indziej urzadzac randki – mowi pan policjant

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interia.pl/ludki1.JPG” border=”0″>

<BR>- fajny masz samochod

<BR>- pojedziemy sie jebac?

<BR>

<BR>rano ide na chlodna 25 sprawdzic, czy ktos mnie jednak kocha

<BR>tak, kocha mnie mama, lalur i bozia

<BR>przy barze siedzi pan i koniecznie chce zaprosic zuzie na suszi

<BR>- ale ja nie lubie suszi

<BR>przychodzi grzes

<BR>- grzes, powiedz zuzi, ze zapraszam ja na suszi

<BR>grzes mowi, zuzia robi sie czerwona, a pan przy barze to nie wiem

<BR>

<BR>mielismy isc na kawe, ale wybieramy warszawe

<BR>jest zimno, wiec jezdzimy samochodem

<BR>- pokaze ci, gdzie mieszkam. o, a w tej kamienicy sie wychowalem

<BR>wilanow, wesola i jeszcze raz przez most, bo piekny widok na centrum

<BR>- masz bardzo cieple i delikatne dlonie

<BR>- wiem

<BR>

<BR>- a moze on tu nie mieszka, moze on po prostu lubi saska kepe?

<BR>- moglabys mu powiedziec „nie golilam sie ostatnio, chcesz, pokaze ci jeszcze jedna saska kepe”

<BR>

<BR>ludzie na lotnisku wydaja sie normalni

<BR>zanim nie dojdzie sie do gejtu, z ktorego odlatuje samolot do polski

<BR>co za mordy

<BR>bagaze podreczne wypchane alkoholem i sloikami!

<BR>kolejka

<BR>pani stiuardessa ma obowiazek poinformowac pasazerow siedzacych przy wyjsciu awaryjnym o zasadach bezpieczenstwa

<BR>oczywiscie nikt nie zna angielskiego

<BR>- moze ktos z panstwa pomoc mi przetlumaczyc? – pyta pani stiuardessa

<BR>zglaszam sie ja, ale w koncu tlumaczy pani, ktora siedzi blizej

<BR>- fajnie bylo spelnic marzenie i byc przez chwile stiuardessa, prawda? szkoda ze nie pokazywala jeszcze pani tak rekami

<BR>- bycie stiuardessa to nie jest moje marzenie

<BR>- a kim chciala byc pani w dziecinstwie?

<BR>- no rzeczywiscie stiuardessa

<BR>

<BR>amsterdam wpedza mnie w depresje. nawet pomimo tego, ze o dziwo swieci teraz slonce

<BR>co chwila ktos podchodzi na ulicy i chce mi sprzedac narkotyki. albo seks

<BR>niewiarygodnie niemila obsluga praktycznie wszedzie

<BR>bylem w dwoch jakichs mega restauracjach – ale co z tego, ze sa mega, skoro jedzenie w holandii jest obrzydliwe

<BR>poza tym uswiadamiam sobie, jak bardzo tesknie za warszawa

<BR>a tak naprawde za tym, czego chyba nigdy nie mialem

<BR>wczoraj taki koles z francji, taki mega francuski, taki jeden jedyny na swiecie, powiedzial, ze europa zachodnia juz sie skonczyla

<BR>i ze teraz tylko wschod

<BR>ma racje

<BR>CO NIE ZMIENIA FAKTU ZE CZUJE SIE MEGA SAMOTNY I NIGDY NIE MIALEM CHLOPAKA, KTORY WIEDZIAL CO TO OXANA I VINYL TOYS I CHCE MI SIE PLAKAC A DO TEGO GDYBY SIE ROZPIERDOLIL SAMOLOT TO BARDZO DOBRZE, JEDYNA SZKODA, ZE PIP NIE DOSTANIE PERFUM

<BR>

<BR>- a wiesz, ze maja tu wieczory z little britain i maja bacardi & coke po 4.50 euro i przekaski dla fat fighters?

<BR>- a tam, pewnie kurz

<BR>

<BR>-jestem w takim stanie, ze jak mi jeszcze randka nie wyjdzie, popelnie sepuku i zostawie ci resztki mojego konta w spadku

<BR>- ja mam gorzej, tak chce mi sie kupe, ze zaraz ja zrobie w majtki i zostawie ci majtki w spadku

<BR>

<BR>po niedzielnym biegu siedze z ola w miedzy i dojadam po niej zupe

<BR>podchodzi do nas dziewczyna (ta blondynka z filmu) i pyta, czy ola dla potrzeb filmu nie pocalowalaby jednego kolesia

<BR>robie taka mine, ze pyta o zgode tez mnie

<BR>fajnie byloby miec taka dziewczyne jak ola. fajnie czasem poudawac

<BR><object width=”425″ height=”350″><param name=”movie” value=” http://www.youtube.com/v/RmZrL_TraHU”></param><param name=”wmode” value=”transparent”></param>

<embed src=” http://www.youtube.com/v/RmZrL_TraHU” type=”application/x-shockwave-flash” wmode=”transparent” width=”425″ height=”350″></embed></object>

<BR>

<BR>jutro amsterdam

<BR>tam ster dam

<BR>

<BR>- zrobilam dzis eksperyment kulinarny – mowi mama

<BR>naklada mi kapuste i kaze zgadnac. rzeczywiscie jakas inna, ale pyszna

<BR>ja nie lubie kapusty, chociaz ta mojej mamy wszyscy sie zachwycaja

<BR>a ona gotuje ja tak od niechcenia jakby. i nie potrafi podac przepisu

<BR>tym razem dodala dwa jableczka. taka z niej babeczka

<BR>

<BR>- tyle sie dzieje, a zupelnie nie mam o czym napisac – mowie do zydla i opowiadam co sie przed chwila zdarzylo

<BR>- no juz masz o czym napisac

<BR>na chlodnej nie bylo miejsca. bardzo nie lubie jak nie ma miejsca. musialem sie dosiasc do jakichs dwoch lasek intelektualno-bozennych

<BR>- gdyby was zaczal podrywac, to powiedzcie mi od razu, a ja cos poradze – mowi do lasek jarek

<BR>- ale my jestesmy zajete, poza tym nie bylybysmy zainteresowane

<BR>- to ja nie bylbym zainteresowany wcale. i jak mozna komus powiedziec cos takiego w niedziele o osiemnastej? – odpowiadam

<BR>a jarek jest moim idealem chlopaka

<BR>- zjem ci mozg! – podbiega i krzyczy

<BR>- nadal handlujesz amfa? – pyta przy kliencie w garniturze

<BR>gra na pianinie i spiewa debilne piosenki

<BR>glaszcze po glowie

<BR>

<BR>pip chory, a siostra pipa gotuje mu rosol

<BR>- to nie rosol, tylko jakas zupa warzywna. a poza tym co taka siksa jak ty moze wiedziec o gotowaniu rosolu? – mowie, bo to nie wyglada jak rosol, tylko jakas zupa warzywna

<BR>poza tym gotuje pod przykrywka, a wiadomo, ze jak rosol to bez przykrywki

<BR>- trudno pip, najwyzej oddasz to jakims bezdomnym

<BR>- czy uwazasz, ze jak ktos jest bezdomny i ubogi, to nalezy go karmic podlym jedzeniem? – pytam

<BR>a ty co o tym sadzisz? podyskutujmy

<BR>

<BR>i co? i nic

<BR>

<BR>- ale mielismy wczoraj szczescie z pogoda, prawda?

<BR>- dzis musielibysmy siedziec w reno ktore nie jest fokusem a jedynie popluczyna po volvo. moze w radiu bylalby jakas piosenka agi maciag i tez byloby fajnie. zrobilibysmy ludki z kasztanow i udawali ze pomarancz to slonce

<BR>

<BR>po pracy siedzimy na lawce w parku saskim

<BR>jem gruszke, opowiadam, patrze na ludzi i ciesze sie jesienia

<BR>- wiesz, kiedy w sobote kupowalem w rossmanie proszki do prania i plyny do plukania, pani kasjerka dala mi odzywke do wlosow timotei, avanti i elle, zeby nie bylo mi przykro, ze wydalem tyle pieniedzy (nie musze dodawac, ze pip umarl z zazdrosci)

<BR>- a ja dzis w ksiegarni dostalem taki wielki kalendarz z agnieszka maciag, ktora trzyma rece w ciescie

<BR>- musze miec taki kalendarz!

<BR>idziemy wiec do jego volvo (tak, jestem blachara), ale mowie mu, ze takie volvo to tylko drozszy focus

<BR>dochodzimy do wniosku, ze jedyne, co moze teraz zrobic, to rozbic samochod o betonowy slup, utopic w jeziorze, nastepnie wypompowac wode, podpalic go, polac kwasem, przejechac walcem, kiedy okaze sie, ze znaczek pozostal niezniszczony nasikac na niego, a potem zrobic kupe

<BR>na szczescie okazuje sie, ze to ten poprzedni model

<BR>ale co? ma diesla od renault, manualna klime i nie ma podswietlenia lusterka dla pasazera

<BR>za to agnieszka maciag na zdjeciu umazana jest na czole maka

<BR>

<BR>naprzeciwko mariotsa wiolonczela

<BR>na mama studio wiolonczela

<BR>jedyne, co moge na ten temat powiedziec, to ze nie ma to jak dobry rym

<BR>

<BR>kulturalny piatek

<BR>naprzeciwko mariotsa wernisaz zdjec

<BR>stoimy z pawlem i wlasnie ma mi opowiedziec, czego sie dowiedzial o rafale (ale to nie potwierdzone), gdy podchodzi do nas pan

<BR>pan starszy, ale taki ogolnie korzystny. moglby nawet popodrywac moja mame

<BR>- przepraszam, ze tak podchodze, ale kiedy widze te wszystkie spojrzenia utkwite w panach, to tak zazdroszcze, ze pozwolilem sobie podejsc i tez troche tak sie poczuc

<BR>- ale nie, przeciez wszyscy patrza na zdjecia

<BR>- nie, ja od lat wykladam fotografie na akademii. to, co tu sie dzieje, to nie fotografia, tylko wlasnie to jest prawdziwe zycie, te emocje, prosze zobaczyc jak te wszystkie panie na panow patrza, z jakim podziwem

<BR>płenta: jamniki, ktore kupilem w krakowie za 35, naprzeciwko mariotsa kosztuja 49 i nazywaja sie koziolki

<BR>

<BR>do pipa na obiad przyszla siostra. spoznila sie, bo kazal jej kupic ziemniaki. podla hydriola

<BR>wracam do domu i slysze

<BR>- chyba ebo wrocil

<BR>chowam sie szybko za drzwiami i siedze cicho

<BR>kiedy pip zaczyna chodzic po mieszkaniu, zeby sprawdzic, czy rzeczywiscie wrocilem, wyskakuje i krzycze ŁAAAAA!!!

<BR>pip prawie dostaje zawalu, a siostra w kuchni przewraca obraz

<BR>

<BR>- chce isc z toba na obiad

<BR>- dobrze

<BR>- bede po ciebie za pietnascie minut

<BR>przyjezdza po mnie mercedesem, a ja zastanawiam sie, czy jestem blachara. chyba jestem

<BR>pani turystka na miodowej zaglada do samochodu i sie usmiecha. pewnie zazdrosci

<BR>

<BR>w galerii jest swietnie

<BR>- chodz! – koles ciagnie mnie za koszulke, a ja oczywiscie ide

<BR>przy barze stawia mi łiski, ale ja nie lubie, wiec oddaje jego kolezance

<BR>placi tak poza tym za te dwa drinki trzydziesci cztery zlote, daje banknot z kazimierzem III wielkim, nie chce reszty i mysli, ze to zrobi na mnie wrazenie

<BR>a koles z szatni ma kolczyk w jezyku. fiku miku

<BR>

<BR>- wulewu mulęróż?

<BR>impreza w instytucie francuskim tak mega wyjebana, ze az nie moge uwierzyc do tej pory

<BR>pomimo tego, ze w wejsciu wpadlem na przemsa, ktoremu tydzien wczesniej, piec lat po rozstaniu, napisalem, ze go kocham. no moze nie wprost ale i tak obciach!gra sex in dallas and biladoll, gra tak wspaniale, ze az tancze

<BR>w ogole z tym tancem jest fajnie, bo wystarczy sie dobrze ustawic i wszyscy mysla ze tanczysz z magdalena cielecka albo malgorzata potocka

<BR>adam gutowski wciaz wyglada pieknie. pamietam jakie wrazenie zrobil na mnie trzynascie lat temu, kiedy byl pierwszym facetem, ktorego zobaczylem obcietego na jeza i z wlosami ufarbowanymi na jasny blond. po trzynastu latach niektorzy ciagle jeszcze maja taka fryzure, pomimo ze to juz pazdziernik 2007

<BR>teraz musze napisac jakies zdanie, zeby nikt nie pomyslal, ze to nastepne odnosi sie do adama, bo nie

<BR>na dole, obok sali gdzie baba z cycami, calujemy sie do zdjecia

<BR>- brzydko wyszlo. jeszcze raz

<BR>i znowu

<BR>

<BR>w drodze do pracy dzwonie do pipa

<BR>- co za korek! zaraz umre! ale wczesniej zrobie kupe w majtki!

<BR>- ostatnio robiles takie rzeczy w samochodzie, ze to akurat nie powinno byc dla ciebie zadnym problemem

<BR>- rzeczywiscie. bardzo dziekuje. dobra rada tynfa warta

<BR>- raczej dobra rada gowno warta

<BR>

<BR><!– SONDA –>

<form method=”POST” action=”http://www.sonda.pl/vote.php3″ ><table width=”150″ cellpadding=”4″ cellspacing=”0″ border=”1″ align=”center”><tr><td bgcolor=”#000000″><div align=”center”><font size=”2″ color=”#FFFFFF” face=”Verdana”><b>SONDA</b></font></div></td></tr><tr><td bgcolor=”#FFFFEE”><input type=”hidden” name=”id” value=”517019″><input type=”hidden” name=”uid” value=”81082″><font color=”#000000″ size=”2″ face=”Verdana”><b>mój ulubiony butik na chmielnej to:</b></font><br><br><table border=”0″><tr><td valign=”top”><input type=”radio” name=”poll” value=”1″></td><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”>grażyna edgaro</font></td></tr><tr><td valign=”top”><input type=”radio” name=”poll” value=”2″></td><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”>veronica sorenti</font></td></tr><tr><td valign=”top”><input type=”radio” name=”poll” value=”3″></td><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”>dżesika mansoni</font></td></tr></table><div align=”center”><input type=”submit” value=”Zagłosuj”><br><a href=”http://www.sonda.pl/wyniki.php3?id=517019&uid=81082″>Zobacz wyniki</a><br></div></td></tr></table></form>

<!– SONDA KONIEC –>

<BR>

<BR>- dlaczego nie mozesz sobie znalezc chlopaka?

<BR>- bo szukam pol niemca – pol wegra, ktory bedzie mial na imie zoltan

<BR>

<BR>baby you can drive my car

<BR>- umiesz jezdzic automatem?

<BR>- umiem, kiedys jezdzilem

<BR>- musisz wcisnac mocno do konca, a potem zredukowac. super, jezdzisz jak facet

<BR>opieram nogi o przednia szybe czarnego mercedesa

<BR>nie patrze na droge. swiat wedlug garpa

<BR>

<BR><!– SONDA –>

<form method=”POST” action=”http://www.sonda.pl/vote.php3″ ><table width=”150″ cellpadding=”4″ cellspacing=”0″ border=”1″ align=”center”><tr><td bgcolor=”#000000″><div align=”center”><font size=”2″ color=”#FFFFFF” face=”Verdana”><b>SONDA</b></font></div></td></tr><tr><td bgcolor=”#FFFFEE”><input type=”hidden” name=”id” value=”516407″><input type=”hidden” name=”uid” value=”81082″><font color=”#000000″ size=”2″ face=”Verdana”><b>co to za miasto: zaczyna sie na WARSZAW, a konczy na A</b></font><br><br><table border=”0″><tr><td valign=”top”><input type=”radio” name=”poll” value=”1″></td><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”>lublin</font></td></tr><tr><td valign=”top”><input type=”radio” name=”poll” value=”2″></td><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”>morąg</font></td></tr><tr><td valign=”top”><input type=”radio” name=”poll” value=”3″></td><td valign=”top”><font size=”2″ color=”#000000″ face=”Verdana”>sanok</font></td></tr></table><div align=”center”><input type=”submit” value=”Zagłosuj”><br><a href=”http://www.sonda.pl/wyniki.php3?id=516407&uid=81082″>Zobacz wyniki</a><br></div></td></tr></table></form>

<!– SONDA KONIEC –>

<BR>

<BR><A HREF=”http://www.aniakuczynska.com”>ania kuczynska</a> love hotel

<BR>pokaz w oblednej restauracji przy alejach ujazdowskich. tam gdzie giganty pilnuja wejscia

<BR>modelki chodzily ze swietlistymi parasolami, ktore rzucaly nie nie niesamowite swiatlo

<BR>przepiekne ubrania

<BR>pan <A HREF=”http://www.karolsliwka.pl/”>karol sliwka</a>, ktory zaprojektowal dla ani elementy graficzne, robi zdjecia takim zwyklym aparatem. rozczula mnie tym

<BR>swietna muzyka jacka sienkiewicza

<BR>po pokaznie jemy wyborna kolacje i dyskutujemy na tematy lingwistyczne oraz o milosci. wszak jestesmy w love hotel

<BR>- jestes najprzystojniejszym mezczyzna tego wieczoru – mowi do mnie na koniec ania

<BR>kilka zdjec znajdziecie na <A HREF=”http://blogsorbeta.blox.pl/html”>blogu thanha</a>

<BR>

<BR>dawniej bylo nie do pomyslenia, bysmy mogli byc do pomylenia

<BR>kupuje wiec krawaty, koszule. koszule rymuje sie z czule

<BR>a najbardziej brakuje czulosci

<BR>

<BR>fądi?

<BR>mikolaj i wanda zapraszaja na kolacje

<BR>- szkoda ze nie bylo takiej wolowiny za czterdziesci, tylko za dwadziescia

<BR>- juz nie badz taki francuski piesek. ta tez jest dobra

<BR>wanda obiera ziemniaki, ogladamy bigbradera i przychodzi pan od internetu

<BR>- widze ze wszyscy studenci

<BR>- oczywiscie

<BR>na stole garnek z parujacym rosolem, szpadki, mieso, salata prosto z ogrodu i sosy

<BR>- a co z tym miesem co zostalo?

<BR>- wyrzucmy przez okno!

<BR>- albo wrzucmy komus na balkon! jak fladre!

<BR>- to na samochod, czy na ten wiatrak?

<BR>- na wiatrak!

<BR>spada dokladnie pomiedzy

<BR>

<BR>jak juz dawno nie wpatrywalem sie w telefon

<BR>nie, zeby byl jakis wyjatkowo ladny

<BR>tylko to nieznosne czekanie

<BR>i takie przyjemne

<BR>

<BR>sir przysyla najswiezsze wiadomosci z miasta: na zurawiej stoi nowy phantom z rej wpi. jak sie mieszka w piasecznie, to nawet phantom nie pomoze

<BR>czytam wiadomosc na glos piotrkowi

<BR>- ale ja mieszkam w piasecznie

<BR>

<BR>- nadal jezdzisz punto?

<BR>- juz nie

<BR>a kiedys w punto laski w laskach, pod murem wiezienia i cala droge

<BR>

<BR>siedzimy w lazienkach, bo jest piekne jesienne slonce

<BR>po spacerze dostaje esemesa

<BR>- nie pamietam kiedy czulem sie tak normalnie. a poza tym moim zdaniem robisz na ludziach takie wrazenie, ze nie bardzo potrafia ci o tym powiedziec

<BR>

<BR>przy stoliku obok siedza trzy panie i rozmawiaja

<BR>- na bogatych to trzeba uwazac

<BR>mowia jeszcze cos o krawacikach i koszulkach i wychodza

<BR>- to byla kreglicka?

<BR>- nie, za stara

<BR>- a tam obok w sali siedzial chyba taki aktor, ale tylem do okna

<BR>wracam sprawdzic

<BR>- nie znam go, ale wyglada jak aktor

<BR>

<BR>- i jeszcze poprosze herbate z cytryna, czarna. oczywiscie czarna cytryna

<BR>- dobrze, wloze ja dla pana do kominka – mowi pani kelnerka

<BR>po posilku, ktory przyniosl pan kelner, zaczepiam pania kelnerke

<BR>- ile mozna czekac na rachunek? cytryna tez oczywiscie byla zolta!

<BR>- ale zolta jest lepsza, z pierwszego sortu

<BR>- ja nie zamawialem cytryny pryma sort, tylko czarna! jakby pani sie czula, gdyby zamowila czarny tusz do rzes, a dostala zolty?

<BR>

<BR>tak, jestem spontaniczny, wiec jade do olsztyna. to tylko dwie godziny

<BR>- chcialem ci przeslac zyczenia z ameryki, ale juz z niej wyjechalem – dzwonie po drodze do pipa

<BR>miasto wyglada niesamowicie, spowite szalem mgly i tajemniczosci. i jest troche bajkowo pretensjonalne, jak te dwa ostatnie zdania

<BR>wspinamy sie po zarosnietych schodach na wiadukt, skad widac wszystko: zamek, ratusz i katedre

<BR>niedaleko ronda delikatesy rasko

<BR>

<BR>- musze isc wyplukac zeby po slodkim napoju

<BR>

<BR>wieczorem, tuz przy ogrodzeniu lotniska, oparci o maske samochodu ogladamy ladujace samoloty

<BR>nic nie wystartuje

<BR>

<BR>w biurze zepsula sie zmywarka. nie uswiadczysz czystego kubka ani szklanki

<BR>wyjmuje z szafki kieliszek i nalewam sobie coli

<BR>- co pijesz?

<BR>- bacardi with coke, my fanwy

<BR>- swietnie wygladasz z tym kieliszkiem

<BR>wiem, wiec ide posiedziec z nim chwile na sloncu. mowie czirs do pan ochroniarek

<BR>

<BR>obrotna pani kebabiarka

<BR>- siedem zlotych, osiem z napiwkiem. dobrze?

<BR>- dobrze

<BR>

<BR>siedzi obok mnie przy barze i nic

<BR>bardzo mnie to denerwuje

<BR>pije juz trzecie piwo, staje pomiedzy nim a telewizorem i pytam

<BR>- czy telewizor jest rzeczywiscie bardziej interesujacy ode mnie?

<BR>- sorry, i don’t speak polish

<BR>- i just ax you if the tv is more interesting than me?

<BR>oczywiscie ze nie

<BR>

<BR>ola, ktora jest sliczna i jest fetyszem, pisze

<BR>- a szczescie w milosci rzadzi sie jakimis debilnymi prawami, ktorych nie rozumiem. w normalnym swiecie – np. za granica, mialbys justina timberjlejka za chlopaka. nawet jak umrzemy w samotnosci, to bedzie znaczylo, ze sie na nas nikt nie poznal, bo jestesmy SO 2060!!!

<BR>

<BR><IMG SRC=”http://ebo.ebo.w.interia.pl/lancuch.JPG” border=”0″>

<BR>- lancuch to po angielsku chain, drogi menedzerze hard rock cafe

<BR>

<BR>koncert black eyed peas. sekcja vip. darmowe drinki i oczywiscie fiolka

<BR>ide zaraz po wystepie <A HREF=”http://www.sofamusic.pl/”>sofy</a>

<BR>- jak to pan juz wychodzi?! – pyta zdumiony pan ochroniarz

<BR>- tak to. wole sofe

<BR>

<BR>do biura przyjechal robert, ktoremu urodzilo sie ostatnio dziecko. wszyscy sie ciesza i gratuluja, ogladaja zdjecia

<BR>- a masz lozysko?

<BR>

<BR>zdrowa zywnosc: lozysko po bawarsku

<BR>swieze lozysko oplukac w piwie, zawinac w folie, zapiekac na grillu przez pol godziny, przewracajac od czasu do czasu. w tym czasie obrac ziemniaki, pokroic w kostke, smazyc na smalcu az sie przyrumienia. pod koniec smazenia dodac cebule, lekko zeszklic. lozysko i ziemniaki z cebula ulozyc na talerzu, udekorowac natka pietruszki. podawac ze schlodzonym piwem z pierwszego plukania

<BR>

<BR>mam dosc wszechogarniajacego motywu czaszki

<BR>- czaszka za toba! czaszka za toba!

<BR>

<BR>- on ma jakas magie w oczach – mowi o mnie wujek

<BR>bo oswajam psy, ktore trzymane sa w klatkach i spuszczane tylko na noc, zeby zagryzac wlamywaczy

<BR>podchodze i po prostu z nimi rozmawiam. ze mi ich szkoda, ze musza tak siedziec w klatce, ze sa sliczne i kochane i im nikt tego nie mowi, ze gdybym mogl je zabrac do siebie to bym je kochal, glaskal i przytulal i spalyby razem ze mna

<BR>one sluchaja i patrza na mnie smutnymi oczami. czasem zamerdaja ogonem, ale wcale nie szczekaja

<BR>to nie magia. to hiperempatia

<BR>

<BR>odwiedzam podwarszawska rodzine, zeby sie przekonac, ze polskie drogi sa wspaniale. w citroenie

<BR>na goscincu, gdzie zawsze wypadaly plomby z zebow, nie czujemy zadnej dziury. to nie samochod, to poduszkowiec

<BR>a na wsi pieknie. sady pelne jablek

<BR>- gdzie nie popatrzysz, to wszystko moje – mowi wujek i wiem, ze nie klamie

<BR>mama pozuje do zdjec z ukrainskimi robotnikami, ciocia irula wdzieczy sie przy drzewku, a ja zauwazam, ze zawsze zle rysowalem jablonki

<BR>przeciez jablka rosna w kisciach!

<BR>

<BR>czasem warto z czysta karta

notka

Brak komentarzy

<BR>jemy kolacje nad oceanem i patrzymy na ladujace samoloty
<BR>mocny snop swiatla odbija sie w falach
<BR>zakret
<BR>i juz po chwili kola dotykaja lotniska
<BR>
<BR>polske odwiedzilem na wielkanoc
<BR>malo czasu na wszystko, za czym tesknilem, poza tym nic sie nie zmienilo
<BR>te same miejsca, te same imprezy, ci sami ludzie, te same problemy
<BR>najprzyjemniej bylo w piatek rano, kiedy siedzialem sam nad stawem w lazienkach i patrzylem jak paw pozuje turystom
<BR>w sobote wracam do ameryki. sniadanie, zegnam sie z mama, usciski i calusy, a w tle telewizor podaje wiadomosc, ze samolot w smolensku mial trudnosci i nic na razie nie wiadomo
<BR>- jesli on naprawde zginal, to przeciez zaraz zostanie swietym – mowie podnoszac walizke
<BR>w taksowce radio podaje ofijalne informacje, a ja za dwie godziny wsiadam do swojego samolotu
<BR>jest mi przykro, z powodu wszystkich. kilka dni wczesniej widzialem pierwsza dame w smyku, jak robila zakupy. ale potem ten caly cyrk mnie przeraza, bo przerasta moje najgorsze oczekiwania. nie chce, aby nowa pierwsza dama byla kotem.
<BR>w zasadzie nie mam pretensji o wawel. to pierwsza smierc powojennego prezydenta w wolnej polsce, jesli to wyznaczy miejsce pochowku dla glowy panstwa, nie mam nic przeciwko
<BR>ale nie mowmy juz o zmarlych
<BR>za to ta cala marta w tych wywiadach, a przede wszystkim w palacu na krakowskim przedmiesciu, doprowadzala mnie do szewskiej pasji
<BR>obluda, obluda, obluda
<BR>trzeba jednak przyznac pisowi, ze wie, jak zdobywac glosy durnego ludu. szkoda, ze nie wymyslono nic lepszego od demokracji
<BR>na przyklad te wszystkie komentarze na forach, pelne nienawisci i agitacji – za taki marketing teraz sie placi. poza tym nie uwierze, ze ktos tam przy granicy z bialorusia ma komputer. bo o internet nawet nie pytam
<BR>w wyborach prezydenckich glosuje w chicago
<BR>duzo wasow, malo zebow
<BR>i te ciemne okladki niewaznych paszportow. uwazam, ze nie powinni miec prawa glosu
<BR>wielcy patrioci, nielegalni, przeciez nie odwiedza polski, bo nigdy nie wroca do hameryki. a nie zostawia przeciez tych wszystkich tanich domow i samochodow, ktore na zdjeciach oprawionych w ramki dekoruja regaly rodzin w podkarpackiem
<BR>oddaje glos przeciw, bo niestety nie za
<BR>ta wygrana jest jak czworka w totolotka
<BR>
<BR>na poczatku troche sie balem, ze nauka obcego jezyka w obcym jezyku moze byc trudna
<BR>portugalski po angielsku, w szkole dla amerykanskiej dyplomacji
<BR>mam przepustke, adres mailowy na state.gov i jestem najlepszy w klasie
<BR>wymowa? prosze bardzo! rrrr! szszszsz! i gloski nosowe: ąąą i ęęęę. APREZENTASAĄ!
<BR>w klasie na poczatku jestem z betiną kaminski, ktora oczywiscie jest murzynka, z kala, ktora jest szefem ochrony i ma pistolet oraz z urocza cristina, ktora przynosi herbate i ciastka. ja przynosze polskie czekolady i barszcz czerwony goracy kubek (mozna z niego zrobic wyborny chlodnik!)
<BR>codzienne cztery godziny zajec w klasie, godzina w laboratorium, gdzie siedzimy ze sluchawkami i powtarzamy zupelnie jak colin firth w love actually oraz godzinna przerwa na lunch
<BR>uczy nas fatima z angoli, ktora mowi, ze wszystko trzeba skracac, bo nie ma czasu, metro is waiting, paulo, ktory pieknie sepleni, joana, ktora uczy nas liczyc podczas gry w bingo, isabel, z ktora moge narzekac na brak rajstop na nogach amerykanek, agostinha, ktora pyta mnie wreszcie „ty naprawde chcesz tam jechac?” i moja ukochana lilia, z porto.
<BR>w tak zwanym miedzyczasie zmieniam klase i ucze sie raymondem, ktorego rodzice pochodza z chin, a potem dochodzi do nas steven, przez ktorego ciagle musze przewracac oczami, bo to doprawdy nie do wiary!
<BR>wreszcie mija szesc miesiecy i zdaje egzamin, osiagajac poziom 3, czyli profesjonalny
<BR>na certyfikacie czytamy, jaki to ja bylem pilny, jak sie uczylem gramatyki itd.
<BR>pilny? przez pol roku ani razu nie odrobilem pracy domowej!
<BR>ale ja po prostu nie musialem.
<BR>nastepnego dnia po egzaminie udaje sie do ambasady cabo verde po wize. przez pol godziny rozmawiam tylko po portugalsku, o polsce, o wyspach, o cesarii evorze, o planach i o zyciu
<BR>i jestem z siebie naprawde dumny
<BR>
<BR>obok stacji metra pracuje pani zebraczka
<BR>zasiada tam codziennie od kilka lat, lecz nie dluzej niz do siedemnastej. weekendy wolne
<BR>ma kartke, ze jej dzieci glodne i zna polowe okolicy
<BR>- how are you?
<BR>- how are you?
<BR>ja ciagle jeszcze odpowiadam, chociaz i tak nikogo to nie interesuje
<BR>ostatnio, kiedy przechodzilem, pani zebraczka rozmawiala przez telefon komorkowy
<BR>po siedemnastej pewnie wsiada w metro i juz po chwili jest w swoim domu z ogrodem, glaszcze samochod w garazu
<BR>
<BR>najbardziej tesknie za kraftem.
<BR>za cala reszta troche.
<BR>albo wcale.
<BR>
<BR>mieszkamy w takim corporate housing – z zewnatrz duzy blok ursynowopodobny, tyle, ze czerwony, w srodku za to jak w mariotsie – zloto, marmury i kwiatowe dekoracje
<BR>wielka zaleta tego budynku sa balkony, duze, przestronne, a nasz jest najpiekniejszy, bo zamiast starej konewki jak ci z dziesiatego, lub jakichs smieci jak u tych na szostym, na naszym balkonie mamy trawiasta wykladzine, dwa stoliki ze szklanymi, kolorowymi blatami recznie wykonanymi w usa, drewniane mebelki z IKEI, lampiony, donice z kwiatami, a czasem to nawet i wazon. wieczorem piekne zachody slonca i samoloty przelatujace tuz nad glowami.
<BR>raz w tygodniu przychodzi pani sprzataczka – maria albo alba – a ja wtedy wychodze. czuje, ze powinienem pomoc, ale to przeciez jej praca, a ja nie lubie sprzatac, wiec robie inspekcje okolicy. gdzie co nowego zakwitlo i gdzie sa nowe stoliki na zewnatrz.
<BR>rowniez raz w tygodniu, w poniedzialek, we fłaje serwowana jest kolacja dla mieszkancow – soft tacos, salad night, albo jeszcze cos innego. tak zebysmy sie zintegrowali i zeby bylo fajnie.
<BR>ostatnio byla pizza. jakis koles z siodmego pietra, tuz przede mna, nalozyl sobie siedem kawalkow. ostatnie siedem. a ja obszedlem sie smakiem.
<BR>to byla wlasnie pizza z burakiem.
<BR>
<BR>a kiedy juz sie obudzilismy na dobre i zmienilismy tiszerty, powiedzial, ze nie moge wychodzic z sypialni
<BR>dobrze, moge zostac, prezent ode mnie czeka po lozkiem
<BR>czekalem, czekalem, ale w koncu musialem isc zrobic siku
<BR>- moge wyjsc na chwile? obiecuje, ze nie bede patrzyl
<BR>oczy mozna zaslonic, ale nos i tak wszystko wyczuje
<BR>pyszne sniadanie przyniesione do lozka
<BR>- happy anniversary, kochanie
<BR>pudlo dla niego, ktore wlasnorecznie okleilem papierem w kwiaty i trzy prezenty dla mnie, przewiazane kolorowa wstazka
<BR>najpierw otworzylismy prezent dla niego
<BR>koszula od michaela korsa, ktorego co czwartek ogladamy w project runway, tytanowe okulary sloneczne skagen (przydadza sie, bo nasza przyszlosc is so bright)i maly posrebrzany kompas kieszonkowy z lat dwudziestych ubieglego wieku, ktory znalazlem w milym antykwariacie w georgetown
<BR>- chcialem go wygrawerowac dla ciebie, ale wez cos wygraweruj w tym kraju!
<BR>- uwierz mi, ze mozna
<BR>skonczylem jesc jajka, bekon i grzanki i zaczalem otwierac swoje prezenty
<BR>najpierw najmniejszy. w malym pudeleczku znalazlem spinki do mankietow z… wygrawerowanymi moimi inicjalami! spinki sa otwierane, a w srodku jest nasze zdjecie! do tego koszula z mankietami do spinek i MOJA marynarka!!!
<BR>MOJA marynarke jakies trzy tygodnie wczesniej wypatrzylem w macy’s. sean john, aksamitny kolnierz, klasyczny kroj – w zyciu nie przymierzalem nic piekniejszego. w zasadzie moge wziac w niej slub. i to zaraz. tylko ta cena. pomimo solidnego rabatu i tak mocno przesadzona. ale coz, myslalem o MOJEJ marynarce przez caly tydzien i kiedy w nastepna niedziele poszedlem ja jeszcze raz przymierzyc, okazalo sie, ze ktos ja juz kupil. tym kims byl moj chlopak ;)
<BR>potem on poszedl przyprowadzic nasz samochod na weekend, a ja poszedlem sie ogolic
<BR>nalozylem mietowa piane do golenia, gdy wtem ktos puka do drzwi
<BR>otwieram, a tam doreczyciel kwiatow z tuzinem czerwonych roz dla mnie
<BR>i karteczka „With love from Bob”
<BR>lalalala
<BR>kwiaty zostaly w wazonie, a my pojechalismy od ajkiji kupic meble na balkon. i zjesc na lancz klopsiki szwedzkie.
<BR>wczoraj wieczorem zjedlismy przy nowym stole nasza pierwszy posilek na balkonie w tym roku.
<BR>po zakupach przyszedl czas na kolacje. zarezerwowalismy wczesniej stolik w oblednej brazylisjkiej knajpie fogo de chao
<BR>fogo de chao slynie z pietnastu rodzajow miesa przyrzadzanego na specjalnym grilu. jedzenie swiezego miesa jest mega seksi. duzo lepsze niz „cos lekkiego, na przyklad salatka”
<BR>- musimy tu przyjsc znowu – powiedzial, a ja sie z nim zgodzilem
<BR>po jakims czasie kelner zapytal, czy chcemy jakis deser. powiedzialem, ze nie, bo wiedzialem, ze w domu czeka na mnie haagen dazs. wtedy kelner przyniosl dla nas na talerzu flan z napisem HAPPY ANNIVERSARY i dwie lyzeczki!
<BR>do tej pory nie wiem, czyj to byl pomysl
<BR>a po kolacji pojechalismy do kina, zobaczyc w koncu avatar, no bo przeciez juz wszyscy tylko nie my
<BR>avatar 3D
<BR>avatar jak avatar, ale on po raz pierwszy ogladal film w trojwymiarze! dlatego dla mnie ciekawsze bylo ogladanie jego i jego reakcji :)
<BR>ja film w 3D widzialem juz 30 lat temu, w kinie oka. „zabawy zwierzat i parada atrakcji”. pamietam, jak chcialem zlapac motylki i wsciekalem sie, ze ktos przede mna chwyta to kolko z cyrku, a ja chcialem!
<BR>i tak sie zrobil 14 marca i zaczal kolejny rok. razem.
<BR>
<BR>fajnie byc jedynym polakiem studiujacym w instytucie szkolacym amerykanska dyplomacje
<BR>jestem madziej
<BR>jestem maczek
<BR>jestem medżik
<BR>jestem mejsij
<BR>i mam najlepsza wymowe ze wszystkich. rrrrrr szszszsz i gloski nosowe
<BR>- fala com a minha mao – fatima smieje sie, ze nikt nigdy wczesniej nie pytal jej, jak powiedziec po portugalsku „talk to my hand!”
<BR>na trawniki przylecialy kanadyjskie gesi. dziwne ptaki, robia psie kupy i niczego sie nie boja, poza sztucznym lisem. skad one wiedza, ze musza bac sie tego ksztaltu? bo nie sadze, ze spotkaly kiedys lisa prawdziwego
<BR>na zajecia jezdze albo specjalnym busem, albo z linda, ktora jest moja sasiadka. wole z linda, bo rozmawiamy o jej randkach i o projekcie runway z heidi klum
<BR>lubie laboratorium jezykowe, w ktorym siedzi sie ze sluchawkami na uszach i powtarza slowa. a jak nikt nie widzi, czytam co tam w kraju
<BR>niedlugo przylece na swieta, to sam zobacze
<BR>
<BR>jutro nasza pierwsza rocznica
<BR>pod lozkiem pudlo, ktore okleilem kwiecistym papierem, czeka, aby je wreczyc rano
<BR>trudno wymyslic odpowiedni prezent, kiedy dalo sie juz wszystko
<BR>
<BR>I WAS LIKE OH MY GOD
<BR>I WAS LIKE OH MY GOD
<BR>I WAS LIKE OH MY GOD
<BR>I WAS LIKE OH MY GOD
<BR>I WAS LIKE GOD
<BR>I LIKE MY
<BR>OH GOD
<BR>OH MY
<BR>GOD
<BR>
<BR>w niedziele przed wyjazdem mama przygotowala pozegnalny obiad
<BR>kurczak i nozki. kiedy i gdzie ja znowu zjem takie nozki?
<BR>przyszly ciocie malgosie, ciocia irenka, ciocia alcia i terka – moja chrzestna
<BR>terka wyciaga zdjecia z sanatorium, opowiada, ze przynosili jej merrrsi, a potem to tak im ogony w tancu staly ze glowa mala!
<BR>i obsciskuje mnie i mowi ze taka jest ze mnie dumna i zebym jej karte z ameryki przyslal. wyslalem wczoraj
<BR>a przedwczoraj dzwoni do mamy
<BR>- no a co tam u macka? – pyta
<BR>- no wszystko dobrze, dzwoni do mnie codziennie
<BR>- ale on tam pojechal pracowac na czarno?
<BR>- nie, on sie tam uczy portugalskiego, przeciez bylas, slyszalas
<BR>- oj przestan pierdolic, nie chce tego sluchac, ja mam swoje problemy!
<BR>mama twierdzi, ze wrodzilem sie w chrzestna
<BR>
<BR>i kto to spamieta co sie wydarzylo w poprzednim dziesiecioleciu
<BR>- najbardziej lubie mode na sukces, ale ten rydż to taka biacz – powiedziala stara ciocia (ta co ma zawsze schowana chusteczke w staniku) podczas wigilii. ciocia grzmociszcze wyjatkowo prawie sie nie odzywala, moze w koncu zawstydzona, ze „jej maz nieboszczyk jeszcze nie zdazyl wystygnac, a ona juz nowego miala”
<BR>po swietach pakowanie tego, co zostalo
<BR>nie mialem pojecia ile tego wszystkiego oraz jak to wszystko teraz wydaje sie nie wazne.
<BR>najpierw znajduje sie jeszcze plyty ze zdjeciami z 2005 roku, ktore trzeba obejrzec, zgrac na starego laptopa i przerzucic na nowego, potem zastanowic sie co do walizki, co do pudelka, a co do smieci. smietnik dostal najwiecej
<BR>a wszystko trzeba zniesc cztery pietra po schodach i znowu wejsc na gore i tak w kolo macieju
<BR>jedynie pawel przyszedl mi pomoc ostatniego wieczoru. dobra z niego bożena. gdyby nie on, jeszcze dzis, trzynastego stycznia, siedzialbym na zurawiej i plakal
<BR>bo jak mowia niedzwiedzie „nie licz na nikogo, bedziesz mial mniej rozczarowan”
<BR>o dwudziestej drugiej, spocony, oblepiony kurzem, ale spakowany i w pustym mieszkaniu, doszedlem do wniosku, ze juz mam dosc tam. ze to ostatnia noc w polsce
<BR>i postnowilem spedzic ja w hotelu forum, ktory od zawsze mnie fascynowal, ale w pokoju nigdy wczesniej nie bylem
<BR>- mamo, a on sie nie przewroci? jest taki cienki
<BR>- nie, nie przewroci
<BR>- a jak bedzie wial taki mocny, silny wiatr?
<BR>dwudzieste czwarte pietro. widok na zurawia, na bracka, na plac trzech krzyzy, na park, na wisle, na cala warszawe, na cale moje zycie
<BR>usnalem dosyc szybko, a kiedy wstalem rano, niebo z czarnego zaczelo stawac sie rozowo-zlote. pieknie. chcialem siedziec i patrzec, ale musialem biec pakowac ostatnie rzeczy i do mamy na sniadanie
<BR>na lotnisku usmiechy i lzy. dopiero teraz doceniam jak bardzo trzeba kochac, zeby pozwolic wyjechac
<BR>- kocham cie
<BR>- ja ciebie tez, bardzo
<BR>i polecialem do paryza najsamprzod. na szarlu de golu okazalo sie, ze przez atlantyk polece business class. kocham air france. i biznes klase
<BR>po niebie przeczytalem nowe przygody mikolajka smiejac nie na glos. troche tylko zawiodly mnie grube karty papieru, bo mialem nadzieje, ze czytania bedzie wiecej. przy okazji: polecam nowego „felixa, neta i nike” rafala kosika, wszystko, co napisal jakub małecki (chcialbym czytac nawet jego liste zakupow) oraz „waldorffa ostatniego barona peerelu”. szkoda, ze zanim umarl, wydawal mi sie dziwacznym dziadziskiem nie wartym uwagi
<BR>po wyladowaniu znowu te niesamowite autobusy na lotnisku w waszyngtonie. wygladaja troche jak statki oceaniczne, a troche jak pojazdy przyszlosci z filmow o przyszlosci z przeszlosci
<BR>podwojna kontrola, malo przyjemna, rozczarowujaca. zostaw paszport, tam bagaze, usiadz jeszcze gdzie indziej. i czekaj, az po kwadransie (bo wyle wystarczy, zeby poczuc sie glupim polaczkiem i zapomniec, ze to oni by mi mogli nogi myc i wode pic) ktos zdecyduje sie zajrzec w dokument i zadac dwa pytania
<BR>wreszcie rzucam sie w jego ramiona
<BR>a w domu czerwona roza wedruje do calego wazonu czerwonych roz
<BR>a na scianie wisi recznie narysowany plakat TO MY MACIEK WELCOME HOME
<BR>i jestem szczesliwy. i jest tak normalnie po prostu, tak spokojnie
<BR>w sylwestra przytuleni zasypiamy na kanapie
<BR>a kiedy sie budzimy, jest juz nowy rok
<BR>
<BR><object width=”425″ height=”344″><param name=”movie” value=”http://www.youtube.com/v/3JAtvliWozg&hl=pl_PL&fs=1&”></param><param name=”allowFullScreen” value=”true”></param><param name=”allowscriptaccess” value=”always”></param><embed src=”
http://www.youtube.com/v/3JAtvliWozg&hl=pl_PL&fs=1
&” type=”application/x-shockwave-flash” allowscriptaccess=”always” allowfullscreen=”true” width=”425″ height=”344″></embed></object>
<BR>
<BR>na przystanku w radzyminie pytam o droge do kuligowa
<BR>zabieram pana i babcie z siatami, bo mroz, a autobus im uciekl. podwioze
<BR>babcie podwoze az pod sam dom, zamiast wysadzic przy szkole, jak chciala, bo co ona z tymi siatami bedzie
<BR>chce mi dac piec zlotych, wyciaga z kieszonki na suwak, ale pani chyba przeciez zartuje
<BR>w koncu dojezdzam na miejsce, chociaz zamiast skrecic ostro przy drogowskazie na skansen skrecam lagodnie i wjezdzam do jakichs ludzi na podworko. ale nikt nie wyszedl sie ze mna przywitac
<BR>skansen w kuligowie prowadzi pan wojtek, ktory jak sam mowi zaczal zarabiac dwadziescia lat temu i od tej pory zbiera eksponaty
<BR>stare chalupy, warsztaty szewskie, kuznie, sanie, powozy, karoce, wrzeciona i starodawne pralki miele. tak, wlasnie miele, z drewna
<BR>wszystko pieknie zaaranzowane – tu dluto, tu kopytko dzieciecego buta, krzyzyk, butelka po oranzadzie – cudo
<BR>musimy poczekac na woznice, sanie i konie, wiec pan wojtek zaprasza nas do siebie, pali w kominku i czestuja domowa kielbasa, kaszanka, herbata, wyjmuje wodeczke
<BR>gdy otwiera drzwi od kuchni bucha zapach grzybow i swiat
<BR>w koncu przyjezdza woznica, wkladam rozowy kombinezon i jade spiewac. a kraft ze mna, oczywiscie w saniach
<BR>- zobacz, jak inne psy ci zazdroszcza! – wolam do niego
<BR>gloria niesie sie po calej wsi, nad lasem, nad bugiem
<BR>pan wojtek idzie grzac zurek, chociaz to on powinien spiewac. ma glos jak przez vocoder, tyle ze unplugged
<BR>pan woznica strzela z bata, konie parskaja, dzwonia dzwoneczkami, jaka pyszna sanna, dzyn dzyn dzyn
<BR>- a kto byl woznica?
<BR>- oczywiscie ze organista!
<BR>pan wojtek podaje zurek i mowi do mnie „artysta”
<BR>na koniec wrecza prezenty – dla kazdego fiutek (taki ptaszek), ja dodatkowo dostaje wazon gliniany
<BR>a przeciez przyjechalismy panu wojtkowi pozawracac dupe w przedswiateczna sobote
<BR>gdzie ja spotkam takiego drugiego pana wojtka w calym swiecie?
<BR>
<BR>- wyobrazam sobie co sie dzieje w ostatni weekend przed swietami
<BR>- a kurwa jeszcze bylem dzis rano w kerfur ekspres, bo mama chciala, zebym jej kupil make, olej, pieprz i wegete. no i bylem o 9.08, a otwieraja o 9.30. byla jedna pani, ktora czekala i ja, a dopiero potem sie stare dziady i baby poschodzily i jak otworzyli, to sie kurwa rzucili pierwsi, jakby w zyciu nic nie kupowali! a kurwa to market, a nie jedna kasa!
<BR>- powiedziales to wystarczajaco glosno i wyraznie?
<BR>- a jak myslisz? i jeszcze pogadalem z ta pania co byla pierwsza i pokiwalem glowa
<BR>- jeszcze przez te kilka dni moze ci sie uda jakos wyedukowac to spoleczenstwo
<BR>
<BR>sklepowe wycieraczki
<BR>zatapiaja buty w blocie
<BR>
<BR>o 15.15 zegnam sie z kolegami z pracy
<BR>tort w ksztalcie samolotu z napisem na kadlubie „nie placzcie, kiedy odjade”, a na skrzydlach „rozwijam skrzydla”, do tego ruski szampan
<BR>dostalem piekny bukiet rozowo-herbacianych roz
<BR>kasia kleka przede mna wreczajac
<BR>- dziekuje, ale ja juz jestem prawie zareczony
<BR>do tego zajebisty zegarek na pamiatke
<BR>chyba nawet bede tesknil troche
<BR>- ja na odejscie dostalem pioro czerutti
<BR>- no widzisz, ty czerutti, a ja czerruti
<BR>
<BR>umowilem sie z guri na kolacje do r20
<BR>wciskam samochod w zaspe naprzeciwko liceum, ktore skonczyla moja mama
<BR>stare powisle mam swoj jedyny urok
<BR>wymieniamy sie prezentami i rozmawiamy o polakach, ktorzy po piecdziesiatce sa juz bardzo starzy, wiec trzeba sie zadawac z o dwadziescia lat mlodszymi
<BR>rozmawiamy o norwegii, a guri przypomina mi nazwy miejsc, do ktorych chcialbym wrocic
<BR>wymieniamy sie prezentami, ale kiedy juz wczesniej widze perly w jej uszach wiem, ze bedzie zachwycona
<BR>odwoze guri do domu i smiejemy sie znowu z tego, ze nie wiedzielismy wczesniej, ze jestesmy sasiadami. teraz w JEGO mieszkaniu ktos inny ubral choinke
<BR>lubie czasem zatrzymac sie na podchorazych i popatrzec w JEGO okna
<BR>samochod parkuje odrobine dalej, obok cukierni, bo rano bede odbieral tort
<BR>i kiedy wysiadam z cieplego wnetrza na jedenastostopniowy mroz, czuje, ze zaraz sie zsikam w majtki
<BR>zastanawiam sie, czy wypada mi sikac na swoja kamienice, ale wtem czuje, ze juz nie musze
<BR>zastanawiac sie
<BR>bo nic na to nie poradze
<BR>i leje w gacie
<BR>zaskakujace przezycie przy siarczystym mrozie
<BR>wrecz powiedzialbym, ze przyjemne
<BR>- najbardziej kocham cie za to, ze potrafisz o tym tak otwarcie opowiedziec
<BR>
<BR>wigilia u kasi i rafala. jedyna prawdziwa, chociaz nigdy nie obchodzimy jej dwudziestego czwartego
<BR>sa sledzie i prezenty, rozmowy i zyczenia
<BR>wypilem dwa litry coca coli, za to ktos inny chyba tyle samo wina i az oczom nie moglem uwierzyc
<BR>cala noc padal snieg
<BR>polozylem sie spac o trzeciej, ale za chwile wstalem, zeby wydeptac z kraftem pierwsze slady na bialych chodnikach
<BR>
<BR>- dramat, jak sie najebali i spiewali na 2 glosy hej sokoly
<BR>- typowe, prawdziwe wesele
<BR>- dokladnie. to wlasnie powiedzialem na caly glos
<BR>- ale na dwa glosy tylko przy hej hej?
<BR>- tak! kurwaaaaaaaaaa
<BR>- a przewrociles oczami?
<BR>- mialem zalozone rece. aaaaa i krawaty takie szerokie wiazane tak ze kurwa krawat konczy sie z linia mostka
<BR>
<BR>- przynioslysmy dla ciebie butelke wina, zeby nie bylo ci przykro sie z tym wszystkim rozstawac
<BR>to bylo bardzo mile rozpoczecie wyprzedazy. kup kawalek mojego zycia
<BR>ale mimo wszystko wlasnie przykro sie robi, kiedy na cos, co dla mnie naladowane jest emocjami, ktos patrzy tylko przez pryzmat towaru
<BR>przyjemnie za to bylo rozdac stare prezenty z dedykacjami
<BR>”kochanemu ebo”
<BR>dzis te slowa sa juz zupelnie bez znaczenia
<BR>przyjemnie tez wiedziec, do kogo pojdzie obrazokontrolny zegarek, a do kogo czarny laluropodobny pluszowy pies
<BR>- bylem totalnie zaskoczony, ze on o nim pamieta
<BR>- nie zapomina sie pierwszego przeciez
<BR>krowke przygarneli valeria z michaelem, ma u nich otwarta klatke, kapie sie w piasku w garnku do pieczenia kurczaka i ma nowa ksywe: krów
<BR>dziwnie teraz patrzec na polpuste mieszkanie
<BR>lozko, szafy, kanapa, gole sciany i zolte tulipany. rosly w strone okna az sie polamaly
<BR>kraft spal dzis na mojej bluzie. zalozylem jeszcze ciepla, pachnaca psem
<BR>na koncercie air spotykam anię męczyńską
<BR>- dziekuje – mowi na koniec naszej rozmowy i zyczy mi szczescia
<BR>dziekuje. jak rzadko slysze to slowo
<BR>dziekuje, aniu.
<BR>
<BR>mama dala mi zamrozona watrobke dla krafta
<BR>lezala sobie w zlewie, czekala
<BR>po kilku godzinach wkladam reke do torebki, spodziewajac sie wcale przyjemnego dotyku zimnej watroby, gdy moje palce trafiaja w gesta maź
<BR>kiedy ocknalem sie z omdlenia na kuchennej podlodze, uswiadomilem sobie, ze to byly buraczki
<BR>
<BR>- ktora godzina? – pyta ciocia grzmociszcze
<BR>- masz przeciez zegarek
<BR>- mam, ale nienastawiony
<BR>
<BR>w miedzy nami do stolika obok podchodzi laska, wpada w podejrzanie euforyczna euforie i pyta siedzacego tam kolesia
<BR>- czesc, co tu robisz?!
<BR>jak to co, przeciez widac, ze chlopiec sprzedaje ziemniaki
<BR>- czy nie uwazasz, ze on wyglada jak papuga? – zauwaza mateusz w tym momencie
<BR>- rzeczywiscie!
<BR>no wiec od poczatku:
<BR>- czesc, co tu robisz?!
<BR>- jestem papuga
<BR>
<BR>w denver wita nas sniezyca
<BR>czy uda nam sie odnalezc bialego chryslera town&country? (wiecie, taki mini minivan)
<BR>pozyczam od krystle carrington srebrne lysy, dzieki czemu jakos udaje mi sie dotrzec do tj maxx, zeby poczuc sie jak zona milionera
<BR>w downtown wszytkie knajpy zamykaja, bo lunch sie skonczyl. oczywiscie blake zapomnial nas uprzedzic. jeff colby nie odbiera telefonu, w koncu steven zaprasza na mushroom & swiss angus burgera w emsi donalds
<BR>pycha, tylko troche boje sie tego psychicznego murzyna
<BR>a jeszcze bardziej boje sie, ze tak naprawde to on nie jest psychiczny, tylko my po prostu nie widzimy tego ducha, z ktorym rozmawia. a on tam siedzi
<BR>potem fallon mowi, ze lepiej bylo poszukac czegos w lodo, ale kto by na to wpadl
<BR>po zimnym dniu najlepiej rozgrzac sie w hotelowym whirlpoolu
<BR>przy okazji mozna zrobic pranie
<BR>wieczorem kolacja z alexis
<BR>
<BR>macieyas oglasza: „1 listopada – Wszystkich Świętych, 2 listopada – Wszystkich Zmarłych, 3 listopada – Wszystkich Byłych! Ludzie przebierają się za byłych swoich znajomych i chodzą po domach strasząc się nawzajem”
<BR>wsiadlbym w pociag i pojechal dzis do krakowa. ale przeciez i tak tak sie nie zgarbieee eee yyyyyyyy ueeee
<BR>
<BR>zawsze wyobrazalem sobie chicago jako takie wieksze murzasichle polaczone z wolka horyszowska. przeciez tam sami gorale i polska be
<BR>jedza kielbase z paczki od rodziny, bialy ser zawiniety w plocienna sciereczke, kisza ogorki, choduja wasy, na wszelki wypadek wkladaja naftaline w kazda kieszonke swoich wedkarskich kamizelek, a w wolnych chwilach przepychaja rury i naprawiaja dachy
<BR>ale bylem glupi
<BR>przeciez na sears tower zaden goral sie nie wdrapie
<BR>lezymy przy fasoli i robimy sobie zdjecia w lustrzanej powloce
<BR>jest pieknie
<BR>z kazdej strony
<BR>
<BR>pomaranczowa walizka
<BR>wsrod czarnej powodzi
<BR>
<BR>na fryderyku szopenie zastanawiam sie czy polece Pania Ewa. na szczescie PE leci no nowego jorku, a do chicago Pani Cecylia
<BR>mam wygodne miejsce przy korytarzu, ktore zawczasu zarezerwowalem. obok mnie siada pani wygladajaca jak ze zwiazku radzieckiego, denerwuje sie, nie zdejmuje kurtki
<BR>w koncu pyta, czy zamienie sie na miejsca z jej mezem, ktory siedzi w innej czesci samolotu
<BR>oczywiscie! i okazuje sie, ze maz tej pani ma miejsce dokladnie posrodku, za placzacym niemowlakiem
<BR>przez chwile jestem zly, ale dochodze do wniosku, ze na mnie czeka przeciez szczescie, a na tych panstwa niepewnosc
<BR>wiec ogladam kolejna czesc epoki lodowcowej, zadowolony, ze ta biedna pani czuje sie teraz lepiej. i zupelnie nie rozumiem, czemu inni sie smieja z tej biednej wiewiorki
<BR>
<BR>od dluzszego czasu szukalem prezentu dla tesciowej przyszlosciowej. w kownie przepiekne bursztyny, to wlasnie tam powinna zamieszkac bozena batycka. no ale w kownie moi drodzy to ja nie mam pieniedzy, bo wszystkie lity wydalem na kolacje
<BR>kiedy w warszawie mam chwile czasu, ide sobie do apartu w zlotej teresie poogladac obraczki. i tak najbardziej podobaja mi sie takie klasyczne, z rozowego zlota, szerokosc cztery milimetry
<BR>katem oka zauwazam w gablocie brosze-marzenie. wyglada jak kokarda utkana ze srebrnej mgly, wysadzana granatami. na dodatek przeceniona, wiec nie kupic, to jak skoczyc na pochyle drzewo. mee!
<BR>wiedzialem, ze sie spodoba
<BR>- look at his eyes! – wykrzykuje jego mama, kiedy wreczam prezent
<BR>tak, niebieskie oczy. uprzedzal mnie
<BR>ogladam rodzinne zdjecia i dochodze do wniosku, ze wybralem jej najpiekniejsze dziecko
<BR>
<BR>niedaleko mnie, na marszalkowskiej, jest taki prestizowy marcpol, w ktorym zakupy wklada sie do wiklinowych koszykow wyscielanych materialem w kwiatki
<BR>i w tymze marcpolu pracuje najmilsza pani ekspedientka, jaka kiedykolwiek pojawila sie za lada, zarowno w polsce, jak i czechoslowacji
<BR>- czy probowal pan juz naszych drozdzowek z jagodami? – pyta pakujac do siatki moje zakupy
<BR>- nie, jeszcze nie mialem okazji
<BR>- prosze wiec, oto jedna specjalnie dla pana
<BR>
<BR>kap kap
<BR>placza galezie nad malenkim cialkiem
<BR>zapomniana zabawka rozplywa sie, wsiaka w trawe
<BR>przykryja ja liscmi, niech spi
<BR>stuk stuk
<BR>spadaja z drzew malenkie jeze
<BR>rozbiegaja sie po parku, tancza wsrod alejek
<BR>zlapalem jednego, dam ci
<BR>ten spacer i te kaluze
<BR>i caly park pachna ogniem
<BR>na drzewach
<BR>chowam wspomnienia
<BR>i czekam
<BR>az jesien zabierze mnie
<BR>do ciebie
<BR><object width=”425″ height=”344″><param name=”movie” value=”http://www.youtube.com/v/ns7bzrDxYYE&hl=pl&fs=1&”></param><param name=”allowFullScreen” value=”true”></param><param name=”allowscriptaccess” value=”always”></param><embed src=”
http://www.youtube.com/v/ns7bzrDxYYE&hl=pl&fs=1
&” type=”application/x-shockwave-flash” allowscriptaccess=”always” allowfullscreen=”true” width=”425″ height=”344″></embed></object>
<BR>
<BR>przedzieram sie niewidzialna droga
<BR>ostatnie letnie kwiaty spadaja na szyby
<BR>domek na wsi na niby
<BR>krafciątko zakopuje buleczke w trawie
<BR>a ja nic nie wiem. albo juz wiem
<BR>prawie
<BR>
<BR>magda i super girl zabieraja mnie do dziada
<BR>u dziada to obiady domowe, ktore poleca nawet najnowszy playboy
<BR>karmia tam od 1948 roku. przy wejsciu siedzi pan dziad i czyta gazety, a obok widac jak w kuchni garnki podskakuja, bo parzy
<BR>na sali stoliki, a na stolikach kompociki
<BR>jadlospis wypisany dlugopisem na karteczkach
<BR>kotlecik, filecik, rosolek i barszczyk
<BR>sciany obite wykladzina, jakby to byla podloga. trzeba uwazac, zeby nie podeptac obrazow
<BR>placimy wychodzac u pana dziada. oszukiwac nie wypada
<BR>
<BR>wydawnictwo, w ktorym rocznie wydaje kilkaset tysiecy
<BR>pani sekretarka zupelnie nie zwraca uwagi na to, ze przyszedlem, tylko dalej rozmawia przez telefon
<BR>opowiada, ze sama musiala wniesc butelki na gore, a chlop 110 kg wsiadl w samochod i odjechal i ze dostala rachunek z elektrowni na 250 zl, bo jakies prognozy i niedoplaty, i ze jej oddadza pozniej, ale najpierw pol roku za jej pieniadze beda zyli
<BR>kiedy mija siedem minut i przy recepcji pojawiaja sie jeszcze dwie panie, mowi, ze musi juz konczyc, bo kurier czeka i goscie i konczy wreszcie
<BR>- slucham?! – zwraca sie do mnie ostrym, warkliwym tonem
<BR>- przepraszam, ale czy kurierzy nosza burberry?
<BR>
<BR>- hej, dziewczyno, bedziesz moja, bo ci ladnie cycki stoja – zaspiewal pewien przechodzien do mojej mamy
<BR>
<BR>a kiedy wyjechal, siedze wieczorem z mateuszem w parku i pocieszam sie ferrero rocher
<BR>kwadratowe pudelko ma przykrywke jak klosz, ktory mnozy latarnie
<BR>
<BR>ostatni dzien nie byl szczegolnie szczegolny
<BR>po pracy odebralem go z pracy i pojechalismy do pana ambasadora, aby cieszyc sie z nagrody im. czeslawa milosza dla julii hartwig
<BR>elegancka starsza pani
<BR>wiersze amerykanskie (!)
<BR>dobrze, ze stal za mna, kiedy pani julia recytowala, bo wstydzilem sie troche swojego wzruszenia
<BR>a potem ostatnie sprzatanie szafek, ostatnie pranie, ostatnie szybkie zmywanie
<BR>i kolacja w restauracji nad wisla, gdzie zabralem go wtedy w niedziele
<BR>sciskam jego dlon i nie moge sobie wyobrazic, jak bardzo jutro moja dlon bedzie pusta
<BR>a potem zasypiam, ale przed snem slysze jeszcze
<BR>- kocham cie, bardzo
<BR>staram sie jak najwiecej wchlonac, jak najwiecej zapamietac, zachowac
<BR>
<BR>siedzimy z bozena w szpilce, a obok taki koles w czerwonym szalu. jakie poliki i takie straszne palce jak opowiada
<BR>- zobacz, on wyglada jak chomik!
<BR>kupisz zubrowke, wypijesz cala flaszke, a potem „o masz taka trawke, chomiczku!”
<BR>
<BR>raz kupila dziewczyna maslo.
<BR>ot, i cala historia
<BR>
<BR>w szeratonsie w sopocie mamy pokoj z widokiem na morze
<BR>na scianie pomiedzy lazienka a pokojem jest taki szklany obraz, ktory mozna przesunac, dzieki czemu robi sie okno, przez ktore moge patrzec na baltyk, kiedy biore prysznic
<BR>pierwszego wrzesnia wielkie spiecie – putin z wizyta. pol mola zamkniete
<BR>przechodzi obok, kiedy jem w hotelowym ogrodku sniadanie – nalesniki z melonem
<BR>jakis taki niewyrosniety ten moj tata, bo wszyscy mowia, ze wygladam jak jego syn
<BR>- moze powinnam pojechac z wami i spotkac sie z nim znowu po trzydziestu czterech latach? – rzuca mama przed wyjazdem
<BR>
<BR>uwielbiam sposob w jaki wymawia „z cytryna”. wlasnie tak, Z cytryna, a nie scytryna
<BR>i jak mowi kosz smierci zamiast kosz na smieci
<BR>i jak spiewa piosenki w samochodzie, kiedy wyjezdzamy na dlugi weekend
<BR>az chcialbym dla swietego spokoju znalezc jakas jego wade, ale nie potrafie
<BR>ale teraz musze juz konczyc, bo wlasnie zrobil kolacje, nakrywa do stolu, zapalil swiece od agnieszki szulim, a do picia przygotowal mi cole z cytryna
<BR>
<BR>od dwoch miesiecy moja mama jest w szpitalu
<BR>bylo bardzo zle, ale jest lepiej i juz wkrotce wroci do domu
<BR>kupilem jej nowe lozko i materac. musze jeszcze na sobote zamowic fryzjera
<BR>przez kilka dni mama lezala na sali z osiemdziesiecioletnia pania, ktora trafila do szpitala, bo zaslabla na ulicy
<BR>a bylo to tak: jej maz, osiemdziesieciodwuletni, poznal inna babeczke, tez osiemdziesiatke. i nawet podobno dal jej sweter swojej zony!
<BR>a ta rura przychodzi pod ich balkon i go wyczekuje, a potem spotykaja sie za blokiem!
<BR>no i jak ta pani sledzila te larwe, to tak sie zdenerwowala, ze i zaslabla
<BR>poza tym moja mama dziwi sie, ze nikt jej nie podrywa, kiedy przechadza sie po korytarzu w niebieskim kimono, ale przeciez tam sami cukrzycy prawie na tym pietrze, a oni nie widza
<BR>
<BR>a jeszcze wczesniej w berlinie agata michalak zabiera nas do restauracji, gdzie bywa angelina jolie i brad pitt
<BR>zamawiam zupe cebulowa i nie dostaje lyzki
<BR>prosze pana kelnera, mowi ze za chwile, znika, i juz sie nigdy nie pojawia. prosze pania kelnerke, mowi ze za chwile, ale po kwadransie nadal jej nie ma. w koncu udaje mi sie z trzecim panem kelnerem, ktory nawet proponuje, ze wymieni mi zupe na goraca. ja akurat nie lubie goracych zup, wiec nie ma problemu.
<BR>az do momentu, kiedy koncze zupe, a pani kelnerka przynosi mi sernik (swoja droga pyszny i na pewno angie go zamawia zawsze), po czym stawia go obok pustego talerza, ktorego nie zabiera
<BR>odstawiam wiec talerz po zupie na sasiedni stolik. za chwile pojawia sie kelnerka i ustawia szklanki na tym stoliku, ale talerza nie zabiera. po kelnerce nadchodzi kelner ze swieczkami, przesuwa szklanke blizej brudnego talerza, ale talerz zostaje
<BR>gdy w koncu zjawia sie pan kelner, ten od lyzki, mozecie sobie wyobrazic, jaka mam mine
<BR>- czy wszystko w porzadku? – pyta
<BR>- niby tak – odpowiadam, ale zaraz zaczynam opowiadac o talerzu po zupie cebulowej i serniku
<BR>- skoro nie miesza pan zupy cebulowej z sernikiem, to na pewno nie jest pan w ciazy – zauwaza poniekad slusznie pan kelner
<BR>- even when my good friend angelina jolie was visiting this place, pregnant, she didn’t mix onion soup with cheesecake! – ripostuje
<BR>
<BR>nie minal tydzien, jak wrocilismy z bialorusi, a juz polecielismy do sztokholmu
<BR>zupelnie inny swiat: mozna chodzic po ulicach za reke, przymierzac obraczki u jubilera, calowac swojego chlopaka na ulicy i kochac sie w pieciogwiadkowym hotelu bo tam akurat sa takie i do tego nikt nas nie podsluchuje i nie podglada
<BR>
<BR>ilez moze trwac piknik w ambasadzie?
<BR>wystarczy wylaczyc czlowiekowi dostep do bloga w biurze, a rauty nie maja konca
<BR>jednak nawet ferrero rocher moze sie w koncu znudzic i trzeba powrocic do citroena, wlaczyc zaplon, podniesc zawieszenie i ruszyc w dalsza droge
<BR>jezeli juz mowa o citroenie: jakis czas temu policja zatrzymala mojego brata, ktory prowadzil mojego xm’a po spozyciu
<BR>samochod trafil na policyjny parking, ja na policje podpisywac dokumenty, a bratu oczywiscie nic sie nie stalo
<BR>siedze na posterunku na wilczej, mila pani policjantka wypelnia druki, obok skuty kajdankami siedzi zatrzymany, gdy wtem slysze
<BR>- KURRRWA JA PIERDOLE! – inna pani policjantka wydziera sie na caly komisariat, bo ktos wlasnie wygral osiemdziesiat tysiecy w konkursie radia zet
<BR>a na dole menel w podrabianych butach AJ i torebeczce prada oskarza policjantow, ze mu ukradli telefon. no jak mu wypadl wtedy w radiowozie
<BR>
<BR>piknik w ambasadzie
<BR>impreza u marinsów
<BR>przyjecie w rezydencji ambasadora
<BR>i nigdzie nie uswiadczysz ferrero rocher
<BR>kiedy przemawia na scenie tuz przed fajerwerkami, kloce sie o niego z kim
<BR>- z kim?
<BR>- no z kim!
<BR>- he’s mine, bitch! – krzycze wreszcie
<BR>- fuck you! – odpowiada kim
<BR>a potem spadaja na nas tysiace gwiazd
<BR>a potem jeszcze raz. w domu
<BR>
<BR>pod placem ukryte centrum handlowe. nie ma zary, berszki, haemu, sefory ani nawet ępiku. za to innych sklepow bez liku
<BR>kiedy kupujemy za bezcen krysztalowe kieliszki i szklanki, do sklepu wchodzi mloda para i pan z kamera
<BR>filmuje mloda pare jak przechadza sie wsrod polek zapelnionych wazonami, szkatulami, kielichami. elegancja i bogactwo.
<BR>juz niedlugo tez zagram w takim filmie
<BR>
<BR>na sniadanie jaja smazone na smalcu
<BR>smakuja zupelnie inaczej, lepiej
<BR>w restauracji masza, weronika i krystsina zajadaja smazone ziemniaki z miesem
<BR>dziewczyny sa zgrabne i ladne. przyjemnie popatrzec
<BR>a salata jest dla krolikow
<BR>
<BR>zamiast reklam
<BR>dywany z kwiatow
<BR>
<BR>taki minsk: dookola bloki, a w srodku monumentalne budowle, pomniki, place i parki
<BR>a nad wszystkim goruje antena, troche jak ze sky kapitana i swiata jutra lub strony glownej kraftwerk.com
<BR>we wrzesniu 1939 roku kierowala niemieckie samoloty na warszawe
<BR>budzi respekt
<BR>
<BR>pani w recepcji hotelu płaneta jest wyraznie niezadowolona, ze przyjechali goscie
<BR>pokoje przydziela, zanim zobaczy nasze paszporty
<BR>stare mebelki, blyszczaca podloga i zaslonka prysznicowa w mikroskopijnej lazience. kto by pomyslal, ze to byl najlepszy hotel w minsku, goszczacy billa clintona
<BR>zanim zdazymy postawic bagaze, dzwoni telefon
<BR>- prosze zmienic pokoj na 310. zaraz ktos przyjdzie otworzyc
<BR>nikt nie przychodzi i nikt nie otwiera, wiec schodze na dol po klucz
<BR>- there’s a group leaving at six – tlumaczy pani, a ja do tej pory nie mam pojecia jaki to ma zwiazek, poza radzieckim
<BR>w nowym pokoju przy suficie dwa dziwne czujniki, kolejne dwa mrugaja w korytarzyku. sprawdzam lustro, czy jest za nim sciana.
<BR>sciana jest, ale za sciana szpiedzy
<BR>
<BR>mijamy minsk mazowiecki i jedziemy do minska. ciesze sie na terespol
<BR>na granicy kolejka, ktora wymijamy pasem dla korpusu dyplomatycznego
<BR>magia niebieskiej rejestracji
<BR>- poprosze kilo korpusow
<BR>- drobiowych czy dyplomatycznych?
<BR>
<BR>w zabce podrywa mnie jakas nastolatka z dwiema rolkami papieru toaletowego w rekach
<BR>gapi sie, usmiecha, a potem wpycha przede mnie w kolejke do kasy
<BR>- przepraszam, ze sie tak wpycham
<BR>- nie szkodzi. jesli ktos trzyma dwie rolki papieru toaletowego, musi sie mu bardzo spieszyc
<BR>
<BR>with golden light under the drapes
<BR>the new day
<BR>edge itself in our bedroom
<BR>
<BR>good morning, kochanie
<BR>i love you
<BR>
<BR>the gentle kiss
<BR>you hear i smile
<BR>the warmth
<BR>your bodyhair
<BR>
<BR>making the mess
<BR>we are the best
<BR>
<BR>tell you once more
<BR>i know you know
<BR>but i’ll explode
<BR>
<BR>sitting on the floor
<BR>reclining on the lazy boy
<BR>i do i do i do so
<BR>
<BR>the summer smiles
<BR>’cause summer knows
<BR>
<BR>and when the crescent says bye to the day
<BR>all my worries go away
<BR>we seat at the table
<BR>don’t need to talk
<BR>
<BR>now let’s go camping on the floor


  • RSS