chodze po katowicach a wszystko mnie zachwyca yca yca yca

uomo, moja mama tez w muodosci bansowaa w adrii! moze z twojo!?

nikt mi nie komentuje, wiec sam sobie wpisze co dostalem od niejakiej kejt na gronie. grono jest swietne!

„Zapewne mowi Ci to co druga nowonapotkana osoba, czytasz taka wiadomosc 3 razy w tygodniu i z pewnoscia nie wyda Ci sie niczym oryginalnym to co zaraz napisze, bo zreszta wcale oryginalnie zabrzmiec nie mialo: FAJNY TEN TWOJ CITROEN.BLOG; )

Nic dodac nic ujac. Mam nadzieje,ze nie wbije Cie ta jakze zwyczajna uwaga w dume:)

A mnie oczywiscie nie znasz, bo tez gdzie mialbys poznac :)

pozdrawiam

kejt”

- no i jak bylo?

- z jednej strony jest fajny…

- ale z przodu czy z tylu?

poszedlem do pana fryzjera przy rogu wspolnej i poznanskiej

po lewo optyk od 1952 roku, po prawo pracownia szczotek i pedzli

mam wrazenie, ze pan fryzjer byl tam jeszcze przed optykiem

pan fryzjer ma duze okulary w plastikowej oprawie (takie jak z agata bogacka widzielismy w paryzu w sklepie wintaaż glasys) i spodnie, jakie kupuja juz tylko panowie na emeryturze

nosza je wysoko i dumnie

pan fryzjer bardzo dokladnie goli moje wlosy, pyta czy na odpowiednia wysokosc (bo boki i tyl 0, gora 3 milimetry)

ma dwie szczotki do czyszczenia z wlosow, jedna miekka, druga twarda robi masaz glowy

przy uszach i na karku goli wlosy brzytwa. tradycyjnie, dokladnie

na koniec mowi „tak pana ostrzyglem”

place, wychodze, wygladam pieknie, pachne woda kolonska

wczoraj kolacja w mojej starej pracy na zoliborzu

siedzimy z kasia i rafalem na tarasie i rozmawiamy

opowiadam jak na nic nie mam czasu, tylko pracuje i spie i jak nudny jest przez to moj blog moje zycie

jest spokojnie, cieplo i serdecznie

dzwoni juca pochwalic sie mala antosia

tesknilem za nia bardzo, a ona nie chciala ze mna rozmawiac bo nie zlozylem jej urodzinowych zyczen w tym roku

nie zlozylem przez prace. jak bardzo moze niszczyc

ale ciesze sie ze spelnilo sie to czegoo bym jej zyczyl

wieczor jak za dawnych dobrych czasow

z przyjaciolmi. bez stresu

noc, rano i koniec

w lipsku wystawa

KARTOFFELGATE_big.jpg

dzis po raz pierwszy spalem u siebie, a on u siebie

dziwnie jakos. budzilem sie w nocy i nie bylo nikogo obok

u mnie nagle pusto, za to jego pokoj piekny. przedwojenny

na srodku stol, cztery krzesla, dywan, fotel, obrazy, zaslony

stara szafa pelna skarbow

dzis slucham wodeckiego „jeszcze mi zostaly wspomnienia tych chwil wspanialych swiat wtedy byl moj swiat caly tylko moj”

dla mnie wspanialy jest nasz

w nocy na skrzyzowaniu jasnej i swietokrzyskiej nie dziala sygnalizacja swietlna, tylko mruga na pomaranczowo

ja jade jasna i do tego wolwem drogim i za chuja pana nie moge przejechac

wyjezdzamy na srodek skrzyzowania, za nami sznur samochodow, ale zaden sie nie zatrzyma z tych co pedza swietokrzyska, bo tak im sie spieszy na most albo na jelonki

ile mozna czekac, tym bardziej w wolwie?

w koncu udaje nam sie smignac i juz spokojnie jedziemy w strone traktu krolewskiego i dalej na sadybe – dzielnice luksusu

wtem w srodku nocy czerwone swiatlo! na skrzyzowaniu z bagatela

na co komu to swiatlo w nocy? kto chodzi do parku o polnocy?

same karly i zboczency

nawet jak sie kogos przejedzie to i dobrze, bo jednego karla-zboczenca mniej

nigdy nie widzialem tam zadnego wypadku, zawsze grzecznie przepuszczalem spacerowiczow i rowerzystow, a nawet wycieczki zagraniczne co wsiadaja w autokary sliczne

teraz w ciagu dnia przy bagatela korek niebagatelny

czeka sie tyle, ze wystarczy aby dostac szalu i pozabijac wszystkich kierowcow, szczegolnie tych co wciskaja sie z prawego pasa. a juz najbardziej tych kretynow co ich wpuszczaja

naciskam wiec klakson i jade. mam sluzbowy samochod i bardzo prosze, mozecie mi zarysowac

a te swiatla nalezy skasowac

kinia i piotrek tak mnie omotali, ze ledwo sie obejrzalem i znalazlem sie w cinnamonie. albo w cinamonnie

w srodku wytarte stoliki (ale nie ze czyste, tylko politura), odrapane meble, panie z fryzurami jak peruki i pan z tak wystajaca dupa, ze jak stoi to jak siedzi

obok jeszcze pani z panem co przyjechali tramwajem. pani zdejmuje jesionke, sklada dokladnie apaszke, siadaja razem na jednym krzeselku, ogladaja ostatnie strony na zywo na zywo

nasz kolega alessandro zamawia wino. wyjatkowo niesympatyczna pani kelnerka przynosi butelke, otwiera, nalewa

alessandro jest wlochem i sie zna, wiec buja kieliszkiem, wacha i sie krzywi

- to wino smierdzi korkiem!

wszyscy wachaja i rowniez sie krzywia. ja wlasnie zamierzam tez schwycic kieliszek, powachac, powiedziec „nie, dobre!” i wypic duszkiem, gdy wtem zjawia sie pan barman

pan barman: ja probowalem to wino i jest dobre

alessandro: wina nie trzeba probowac, tylko powachac

w koncu z wielka laska dostajemy kolejna butelke i juz jest w porzadku

kinia stara sie zebym sie dobrze bawil, ale ja przeciez zawsze mam ebomine i bawie sie swietnie. bo gdzie indziej uswiadczysz laske grubsza ode mnie w obcislej pepitowej mini z morda swini?

obok nas same sztywniaki, gdy wtem pojawia sie pani podobna do moniki olejnik, w krotkiej sukience z duzym dekoltem, szpilkach i zaczyna tanczyc. ma gibkie cialo i pana z cygarem i w garniturze obok siebie

kiedy sie z nim caluje, sztywniaki sztywnieja tylko w bieliznie. podbiegaja, zaczepiaja, ale nie dla psa kielbasa

kinia: nikt nie uwierzy ze tutaj byles!

gdy wychodzimy tanczaca pani chwyta mnie za ramie

- ty jestes ebo? czytam twojego bloga

pozdrawiam cie boska tancerko

my tez jedziemy na dzialke

w niedziele w poludnie grzyby juz wyzbierane, zostalo tyle co kot naplakal, ale za to spacer i pogoda

bierzemy lalura i nad pilice

na lace srodek lata, choc juz przyszla pani jesien, jarzebine w reku niesie, daj koraly nam troszeczkie! nawleczemy na niteczkie!

kwitna kwiaty, pachnie, soczyscie zielona trawa

lezymy przytuleni a slonce nas grzeje

wieczorem, kiedy zamykam oczy widze lesna sciolke i grzyby. fajnie

terka pojechala z zakrocka na niwu na grzyby

no i oczywiscie sie zgubily i placze ze ktos ukradl samochod

ale jakis facet sie zatrzymal ze tyle bedzie z nimi jezdzil po drogach az znajda

no i znalazly

to juz nie jadly tych kanapek, nie pily tej kawy tylko od razu do lasu

- patrze, a tam jak nasrane! wszedzie brazowe kapelusze, podgrzybki, prawdziwki! dwa kubly w godzine uzbieralam!

pocieszam jak umiem najlepiej

- oesu jak zwykle nic z tego

- oesu no trudno! oesu i dobrze! oesu popa na zdjecie!

- oesu, pacze, pacze, ale nie wiem co mam zobaczyc! oesu esu

- wiesz co to dzikie mieso? to co ma na twarzy za pare lat zmieni sie w dzikie mieso!

SONDA
?

dzikie mięsowściekła krowadzik jest dzikilubię nabiał

- napisz dla mnie dluga notke, taka zebym mogl czytac przez 15 minut!

oesu, chyba musialbym to pisac przez godzine

- moje studia pozwalaja mi pracowac w zawodzie

- a co studiujesz?

- meblarstwo

- to projektujesz meble?

- no tak jakby. projektuje wnetrza z gotowych zestawow meblowych

- jutro chce isc na zakupy

- a gdzie?

- chyba do galerii mokotow. jeszcze tam nie bylem, ale z zewnatrz widzialem ze sa fajne sklepy

- to moze razem pojdziemy?

- no dobrze

- ja do galerii mokotow mam jakies pol godziny

- a ja trzy minuty na pieszo. no moze piec

od wczoraj rodzina powiekszyla sie o sliczne bobo. bobo ebo

IMGP2145.JPG

w niedziele jedziemy na grzyby

czekamy na lalura bo nie ma go na chmielnej, nie ma na nowym swiecie, gdzie moj pies? wy wiecie?

na dzialce pieknie, w domku gaszcz pajeczyn, od dawna nie bylo zadnego zlodzieja bo i po co?

w lesie miekki mech, wrzosowy wrzos, ciszy cios

uzbieralismy pol koszyczka – na dzialce maslaki i prawdziki, w lesie same podgrzybki

czy podgrzybek to to samo co podczlowiek?

w domu mama nawleka. nad kuchnia susza sie dwa wianuszki

na lotnisku w brukseli siadamy we wloskim barze, podchodzi pani kelnerka i zakochuje sie we mnie od pierwszego wejrzenia. gapi sie na moje tatuaze

jula: fajne ma tatuaze?

pani kelnerka kiwa glowa i mowi do mnie po niemiecku

odpowiadam, ze mimo ze mam napisane mensch maschine, to niemcem nie jestem

- a skad?

- z polski. biutiful kantry. bylas tam kiedys?

- nie

- to musisz przyjechac

- to musisz mi dac swoj numer telefonu

- dobrze. ale wiesz ze jestem gejem? ajm sory

pani kelnerka wzrusza ramionami. kiedy naklada salate zaklada gumowa rekawice i udaje ze sie dusi. jest sliczna i zabawna

przyprowadza kolegow i kolezanki zeby mnie pokazac, a ja sie rumienie

na pozegnanie daje jej numer telefonu i buzi w policzek

znowu to zrobilem. wyzylem sie na nim zamiast na szefie

wysylam maila: „w zalaczeniu moj plan pracy na ten tydzien. pozdrawiam” i zapominam zalaczyc zalacznik

nikt nie musi pisac planow pracy, tylko ja – uposledzone psychicznie dziecko, ktoremu jak sie nie powie wdech wydech to sie udusi

odpisuje w sekunde: „a zalacznik? chyba ze to jest twoj plan”

na inne maile nie raczy odpisac

TAK KURWA MAC, TO JEST WLASNIE MOJ PLAN

sewija sewija wal sie na ryja

wczoraj monika brzywczy: tak ci zazdroszcze, chcialabym miec taka prace zeby podrozowac

akurat jest czego zazdroscic. wstaje o piatej rano i jade na lotnisko. spotykam kolegow i juz chce wsiadac w 175 i wracac. potem tluke sie przez caly dzien i nawet straszyc nie mozna ze cos sie dzieje z samolotem, bo krzycza

uszy bola

sewilla piekna ale wieza katedry jak palac kultury

- budowniczowie tej wiezy inspirowali sie naszym palacem kultury – mowie z madra mina

- raczej budowniczowie palacu ta wieza

- nie, ona byla przebudowana w 1957

patrza sie na mnie jak na idiote

samochody parkuja zderzak w zderzak, a kazdy odrapany, poobijany, z urwanym lusterkiem

waskie te uliczki

w hotelu za to klima rozkrecona ze ciagle marzne

zakladam bluze z punktu z kapturem z uszami i z materialu w lake i baranki

szef polski: co ty masz na sobie?!

szef zagraniczny: skoro ty nie rozumiesz tej bluzy to tylko potwierdza mnie w przekonaniu, ze maciek jest wlasciwa osoba

nudza mnie te hacjendy i byki. tesknie i w koncu wracam

nie mam nawet chwili zeby jutro leciec do sewilli

zupelnie nie wiem jakim cudem dotarlem wczoraj do raski

ogladamy mecz bo nie jestesmy ciotami, ale okiem zerkamy na grafik imprez

- o, bedzie doda elektroda show!

- a ktory dzisiaj jest?

- szosty!

- to zaraz sie zacznie tatiana show!

postanawiamy zostac

najpierw na scene wychodzi wietnamska dziwka, a potem ruska kurwa

cos tam tancza, cos tam ruszaja tymi ustami, ale co one potrafia ruszac

mam rozdwojenie jazni: wietnamska dziwka spiewa „kujciak pięć śmaków, kujciak pięć śmakow”, a slysze ze to hania banaszakowa wykonuje piosenki ordonki

mozna dostac choroby psychicznej. tym bardziej ze w lazience na umywalce oprocz mydla rozbabrany rozowy zel do wlosow

nagle na scene wyskakuje nowoczesna pielegniarka i robi striptiz! ze zgroza stwierdzam ze bardziej podobaja mi sie prawdziwe cycki od skarpetek w staniku

- a wiesz, ze teraz zeby miec pozwolenie na klub gejowski raz w tygodniu musi byc w nim damski striptiz?

w kaciku przy scianie siedzi pani w okularach i sweterku, taka w wieku pomiedzy mama a babcia, z karteczka wrozka

siedzi sama i nikogo nie intersuje czy mnie kocha czy zdradza i komu wsadza

nie patrze w jej strone bo mnie to smuci

- to co, idziemy na sylwka do mariota?

w hotelu mariot szkole sie w sali bez okien jak w grobie

obok honza dmucha nos w materialowa kraciasta chusteczke, zaraz wszyscy chorzy

w hotelowej restauracji o cos sie na podloge wylalo i nikt nie wytarl i brudno. czarne slady na podlodze

kasza niedogotowana!

w domu za to zjadam wyborne kotlety z grzybow(!) od mamy pipa

zupelnie nie wiem jak takiej kobiecie udalo sie wychowac kulinarna kaleke

leze rozwalony na lozku i przegladam pismo „on i on”, ktore przyniosl do domu pip

dzwonek do drzwi, ale pewien jestem ze to siostra pipa, bo kto niby inny

wtem do pokoju wkracza pan od kaloryferow razem z pania dozorczynia

to dopiero niespodzianka!

poechaam na mysiadło ogórków nakupić i se nakisiłam na zaś

w segmencie z andzia i marcinem

zamawiamy piwo

pani kelnerka prosi o dowody osobiste

mnie tez

dzis wymyslilem, ze wytatuuje sobie lalura!

wychodzimy z klatki, a na parkingu lezy pani. jakis pan probuje ja podniesc

biegniemy pomoc. ja podnosze pania, pip podnosi torebke. na ulicy krew

pani sasiadka zaslabla, krew jej leci z nosa, widac ze wstyd, szkoda pieknej bluzki

- pip, daj chusteczke!

pani siada na laweczce, ja dzwonie po sasiadke, zeby zeszla

martwie sie zeby nie zeszla

do plastikowej siateczki wrzucam puszki po pasztecie i sloik po nutelli, bo ja bardzo dbam o porzadek

ide do zsypu, gdy wtem slysze

- pip!pip!pip!

to domofon mowi, ze wraca pip

chowam sie na schodach, gdy pip wyjmuje klucz szeleszcze torebka

cisza

mysle ze umarl, ale sie odzywa

- czy ty chcesz zebym umarl?

kupilem horror, w ktorym gra deborah harry

czary mary!

w warszawskiej willi strzepy krotochwili

gra dik4dik – ale ich nie widze bo stoje w depresji

widze za to pomnik malego powstanca

lub malego anarchisty

dzien wczesniej wydalem sto trzydziesci zlotych na hydriole i katalogi dla holenderskiego szefa

lukasz gorczyca: masz zaproszenie na jutro?

- mam – mowie, bo przeciez agata bogacka o mnie pamieta

michal kaczynski nawet nie zapyta

- sory, nie lubie skapych kolesi.ale soryyy

wychodze po angielsku: gud baj!

jakis czas temu razem z justyna

zaczalem przymierzac bielizne mamina

stojac w staniku obok justysi

spostrzeglem ze w majtkach mi wcale nie wisi

jade do tego zurichu, a zaraz za wroclawiem psuje mi sie ford gowno wort. nie wiem czy to turbo czy jakies inne burbo bo wielka plastikowa klapa pod maska.

a nawet jakby nie bylo to kto to moze wiedziec? w piatek pan w serwisie mi powie. nic nie mruga (bo moze sie kontrol przepalila) i jedzie. ale jak: z gorki to jeszcze 130 km/h, ale na plaskim to ciezarowki nie wyprzedze. a w gorach to pod gore na dwojce maks 60. koszmar

dzwoni szef: – a gdzie jestescie?

- a tu i tu

- to co wy furmanka jedziecie? czy starym trabantem?

nie, moja firmanka

chcemy jechac przez prage, ale gubimy droge i dojezdzamy do pardubic, gdzie piec dni wczesniej kraftwerk gral koncert

hotel labe czar czechoslowacji. w lazience basenowe kafelki, szare cieniowane, bo innych nie bylo pewnie. wszystko podniszczone, ale fajne, czeskie.

1138_img_08.jpg
same pardubice male, ladne i jest klub z didzejem na zywo i panna na rurze

nastepnego dnia jedziemy ledwo (a mowilem wam ze jade z grubasem? z grubasem co puszcza baki w samochodzie i cyka caly czas jakby mu cos miedzy zeby weszlo. mam ochote go zabic i przetopic na smalec)

czechy, niemcy, austria, szwajcaria

w szwajcarii jezioro. ten drugi sie madrzy

- to jedno z wiekszych jezior w szwajcarii

a skad ty to kurwa mozesz wiedziec?! skoro nie wiesz ze za drinki w hotelowym minibarze sie placi?!

zurych nudny. sery, czekoladki, banki, zegarki

no tylko moze samochody fajne – stare ferrari na ulicy i cx w skorze za cztery tysie frankow

i jeszcze sklep freitag w wiezy z kontenerow. chcialbym miec taki dom

w drodze powrotnej odwiedzam regensburg. hotel w ktorym sie zatrzymuje okazuje sie gay friendly. bardzo dobrze bo w „sergeju” jest probka kremu a mi sie skonczyl

umieram z glodu i ide do hinduskiej restauracji. zamawiam kaczke ze swiezym mango

- smakowalo?

- najlepsza kaczke robi moja mama w polce, z jablkami. ale ta jest na drugim miejscu

dostaje na prezent likier z mango. wyborny

miasteczko zaskakuje mnie piekna katedra, starym miastem i sklepem z kapeluszami, gdzie mozna znalezc model „benedykt”. zaluje ze sklepy zamkniete, bo kupilbym pipowi parasolke z papiezem. szczyt chrzescijanskiego pedalstwa

nastepnego dnia praga. grubasa i madrale wysylam na most karola (ze tez sie nie zawalil), a sam ide szukac spokoju, choc o taki w tamtej okolicy trudno

po ulicy przed poludniem chodzi grupa najebanych kolesi w koszulkach i szalikach „POLSKA”. ja nie jestem z polski

nigdzie nie ma krecikow, znajduje za to drewniana mysz na kolkach. nie kupuje jednak, bo nie wiem ile mam jeszcze pieniedzy

bardzo zaluje ze nie mam tej myszy. i bardzo jestem zmeczony

na dobranoc opowiadam mu bajki

o myszce, ktora poszla szukac sera, ale zobaczyla kota i musiala szybko wracac do norki

o zelazku, ktore bylo bardzo smutne, bo zimne i poszlo po rade do starego zelazka

- stare zelazko, co robic?

- zeby byc gorace, musisz miec dusze!

smutne zelazko idzie do pana boga zarliwie prosic o goraca dusze, pan bog jednak rzecze

- glupie zelazko, jest rok dwatysiace szosty, teraz sie po prostu wklada wtyczke do kontaktu!

dziwnym trafem myszka i wtyczka trafiaja w to samo miejsce

- czesc, to ja! paris hilton!

- a ja jestem wałbrzych. czesc!

nie moge pisac bo boli mnie ucho. wieczorem przykladam jego reke zeby je ogrzac. zasypiam wtulony

film znam niemal na pamiec, a nigdy wczesniej nie czytalem „akademii pana kleksa”

wiec za jednym razem akademia, podroze i tryumf. w opowiesci o nibycji znajduje zdanie o domach, ktore maja same okna i same balkony

przypominam sobie ze turnau spiewal niegdys o ulicy slowiczej, o ulicy zmyslonej, tam gdzie nie ma kamienic, tylko same balkony

jade szybko do mamy po plyte zeby sprawdzic

oczywiscie – tekst – jan brzechwa

pip: w zyciu nie spodziewalbym sie, ze sluchasz turnaua

a ja najbardziej w zyciu lubie zaskakiwac

poza tym juz jesien choc drzewa jeszcze zielone

melancholia, takie piosenki i wlasnie chore ucho

jutro jade do zurichu, TAK, DO ZURICHU

samochodem do ktorego nie mam zaufania. w niedziele rano mrugnal do mnie ostrzegawczo kontrolka

umylem go wiec moze sie nie zepsuje. ale na pewno bedzie padac

z cyklu „swiat za trzydziesci lat”

na cos ta polonistyka musi sie przydac. w 2036 roku pip zostanie bibliotekarka w osrodku wychowawczo-wypoczynkowym dla mlodziezy. do bybloteki beda przychodzic wiotcy chlopcy, ktorym nie w glowie pilka. nie w glowie podchody. tacy co lubia czytac opisy przyrody. a kiedy przyjdzie taki jak ten z terminatora dwa…

- chcialbym wypozyczyc ksiazke. cos marii janion pan ma?

- no niestety, juz nic nie zostalo. ale wiesz, mam jej ksiazki u siebie na kwaterze…

wierzysz ze tak bedzie? bo ja wierze

PŁYNĄ ŁABĘDZIE BOREM, LASEM

dostalem od niego cale pudelko kocich jezyczkow

- teraz bede twoim zmutowanym kotkiem

ciocia teresa dzwoni do mamy

- diabel byl wczoraj u mnie!

- jak to diabel?

- no siedze w pokoju, slysze, a w kuchni cos halasuje. wchodze, lufcik uchylony, a na podlodze cos czarnego lezy

- moze nietoperz, albo wrona?

- ja tam nie patrzylam, od razu przez okno wypierdolilam! no diabel! mowie ci przeciez!

dzwoni telefon. jakas diana z wiednia z paryza

- czesc, jestem diana, kolezanka julii z paryza. ona dala mi twoj numer i jutro bede w warszawie i chcialam spytac czy moglabym sie zatrzymac na jedna noc?

- oczywiscie, nie ma zadnego problemu – mowie i zastanawiam sie co ja gadam

przyjezdza

rozmawiamy, smiejemy sie, opowiadamy o naszych perypetiach

diana wklada rece do klatki z krowka

krowka ucieka, totez diana pociera dlonia o moja reke i znowu do klatki

co ona mysli ze ta krowka glupia?

pip robi herbate

- zrobic ci?

- chetnie

wiec robi i pyta czy slodzi

- a macie miod? macie, widzialam

ona widziala a pip nie wiedzial

a jaka jest twoja perypetia?

a co u agaty bogackiej?

kaska wmawia jej ze ma krzywy balkon

- wcale ze nie – mowie, wchodze i spadam

- jak ladnie wygladasz!

- to przez okulary

zdejmuje sloneczne

- no, rzeczywiscie

SONDA
u fryzjera

koński ogon
lysia kyta

łikę byl swietny. w niedziele ogladalem filmy, czytalem ksiazki i zjadlem wielki sloik nutelli

sam sloik oczywiscie wyrzucilem

odnowa od nowa