juz nie moge z tym pipem. tyle razy mu mowilem!

osiedle.jpg

na wystawie bluzki dla mamy. w jej rozmiarze

w srodku z mila pulchna pania sprzedawczynia zastanawiam sie ktora lepsza

- ta sie tu ladnie uklada z przodu i dekolt nie za duzy, ale z tylu moze byc widac boczki

wybieram wiec inna

dzis rano sniadanie u mamy i daje. przymierz!

- ale tak bez stanika?

- to idz zaloz stanik a ja sobie sam zrobie jajecznice

jaka ladna. jaka szczesliwa. jaki usmiech

a co u agaty bogackiej?

pip przysyla esa floresa: agata wchodzi w szlafrok

dzwonie: slyszalem ze schudlas?

w katowickim vintage cave cudne futro. dla agaty

katowice cudne jak zawsze. chociaz w glowie sie kreci od tych objazdow

- te wysokie dwudziestoparepietrowe bloki cudne co jak sie wjezdza

- gwiazdy? okropne! a widziales tam klatki schodowe?

nie widziaem. bo i jak

w baugarcie rozmawiam na korytarzu. bo spokojniej

przychodzi i mowi ze juz. ze do domu.

ja tez

sloneczna zimowa sobota. usmiechnieta starsza pani niesie rozowego tulipana

truskawki i szampan. i krem czekoladowy do smarowania.
rogalika

dostalem zyrandol i nie potrafie go powiesic. rokrecilem wszystko i nie wiem. dobrze ze mam lampy bo juz chyba swieczki

imienin wyblakle wspomnienie. krowka bardzo lubi rozane liscie

roze1.jpg

mam imieniny, mam okropny piatek w pracy i mam dosc

mam beznadziejnego bloga. nikt mi nie komentuje

rano dzwoni mama

- kiedy rano wstalam uslyszalam glos ptaszynki ze dzis sa mojego synka imieninki

do miseczki wsypuje szynszyli piaseczek zeby krowka sie wykapal. wskakuje i tarza sie jakby byl tarzanem.

tak, absolutnie krowka

szynszylek biega po pokoju i wskakuje na feratka. smiesznie wyglada kiedy sie buja

rano wpadlo mi do glowy zeby go nazwac krowka. musze to jeszcze przemyslec

zamienilem biurko na wieksze ale w gorszym miejscu. ogolnie jestem bardzo rozczarowany.

jutro mam imieniny a za trzy miesiace urodziny

wczoraj kiedy prowadzilem samochod glaskal mnie po karku

- nie przeszkadzam ci?

nie, misiu. a wiesz ze dzisiaj to opisalem? – smieje sie

ci dwaj w samochodzie obok tez sie smieja

kiedy prowadze samochod glaszcze mnie po karku

- nie przeszkadzam ci?

ach nie, skad

rozmawiamy przez telefon, babcia mu przynosi zupe

- okropna zupa, nie bede jej jadl! plywa w niej jakas szumowina!

zabawny kiedy tak wybrzydza na jedzenie. „w tej czekoladce jest cos twardego”. „wyleje to przez okno”. „nie, nie smakuje mi”. „co to bylo?”

a ja zazdroszcze mu babci

wychodzimy do mateusza, pip przed lustrem. no juz naprawde nie mam sie do czego przyczepic, wiec wymyslam ze ma zydowskie uszy

pip oczywiscie zaczyna analizowac swoje drzewo genealogiczne

mateusz ma cudne nowe mieszkanie. tak cudne ze az umieram z zazdrosci. do zobaczenia w grobie.

pocieszam sie tylko ze ma piecyk (a ja jesli sie czegos boje to wlasnie piecykow i wojny nuklearnej) i ze nie ma gdzie parkowac

okazuje sie jednak ze ma nawet garaz!

juz wiem ktory pokoj bylby pipa gdybysmy tam mieszkali – ten z wneka bo chowalbym sie tam i wyskakiwal kiedy wroci z pracy

w kuchni leze na koldrze i rozmawiam. i tesknie

wchodze do pokoju a szynszylek podbiega do kratki. nadstawia brzuszek zeby go drapac. przekupuje go rodzynka i orzeszkiem

slicznie trzyma w lapeczce orzeszka i go chrupie. uwielbia suszone kwiatki ktore jako pierwsze wyciaga z sianka.

czekam az sie do mnie przyzwyczai zeby nie bal sie kiedy bede go chcial zlapac. do straszenia mam pipa.

musze kupic kulisty wazon zeby szynszylkowi urzadzac kapiele.

szynszylek nie zadna szynszyla. sama jestes szynszyla

jestem z warszawy i nie wszystko rozumiem. zwyczaje malych miejscowosci. problemy malych miejscowosci.

niedawno minelo cztery lata odkad zaczalem pisac blogi. zaluje ze nie mam tego pierwszego, brakuje mi tez ewy minge i jej kolezanek

czesc z tych z ktorymi zaczynalem ciagle pisze i czesc ciagle tak samo.

ogladajac komix podziwiam endo za ogromny postep. po rysunkach to widac najlatwiej. a po literkach?

SONDA
eboliterki

takie same
troche lepsze

dostalem od niego szynszyla! jest cudowny, ma niesamowite futerko, sliczny ogonek i kochane lapeczki

w nocy biega po nas jak spimy

lubi sianko i rodzynki

kupilem mu domek, daje piciu specjalnym poidelkiem

i nie wiem zupelnie jak dac mu na imie

choc pip mowi ze to zupelnie co innego jechac ze mna i z nim

fajnie wyglada za kierownica

w niedziele zabieramy mame na obiad. mama wysiadajac z samochodu mruga do mnie okiem

w st. antonio cudownie jak zawsze a ja wyobrazam go sobie jak tanczy na wuefie w lajkrach do muzyki ktora gra pan na pianinie i pani na flecie

zamawia najfajniejszy deser ja mam jego na

mama: bardzo ladny i fajny, taki naturalny, zuplenie co innego niz ten. ale ty jestes ladniejszy

nauczylem sie juz ze trzeba sluchac mamy. jak do tej pory miala zawsze racje

obok zamku i budki z pania bileterka dwa plastikowe tojtoje.

- moze pojdziemy do srodka i?

smiejemy sie wyobrazajac sobie jak przewracamy sie w tojtoju i spadamy w przepasc, wszystko sie na nas wylewa, a pani bileterce wybucha aparat do mierzenia cisnienia

sami na calym zamku. wchodzimy na wieze i klekam

- no popatrz co zrobiles

mowi do mnie

- ty moja mala meduzko

a ja wysikuje serce na sniegu

zamek w czersku koralowy nie ceglany w zimowym popoludniowym sloncu

ale do zamku przez teren kosciola a tam slub

w topniejacym sniegu pluskaja sandalki na obcasach, brzegi zlotych taftowych sukien mocno higroskopijne

obok dziadki w paltach-jarzmach z nutriowymi kolnierzami pachnacymi naftalina

i skoda favorit przystrojona balonami oraz przemoczona serpentyna

kameruja, a my idziemy z tych kapturkach

- poprosze dwa bilety

- to pozniej, jak bedziecie wychodzic

pani w kasie wlasnie mierzy cisnienie

- pojedzmy gdzies bo jest taka ladna pogoda

jedziemy, po drodze wpadamy do mojego taty na cmentarz, a potem mijamy kinie w volvo

- to ty jedziesz teraz od strony konstancina? przed chwila cie mijalem!

- tak, a ty gdzie jedziesz?

- nie moge ci powiedziec bo to niespodzianka

spotykam sie z madzia i alexem zeby przekazac przesylke holenderska.

mala gwenny sliczna. usmiecha sie do mnie kiedy biore ja na rece.

gwenny.jpg

ze az nie wiem od czego zaczac. chce wszystko na raz. mam

wracam do domu z dwiema walizkami. jedna pusta bo nowa. bardzo zmeczony

otwiera mi drzwi i przytula.

szampan, ciasteczka i czekoladki. najslodszy on

w kaelemie patrze na kolesia obok: spodzien zielonawo-popielaty w kant, brazowy pantofel, swetr i wystajacy kolnierzyk koszuli

w holandii tez kiedy mowie ze jestem from poland pytaja: holland?

na lotnisku spotykam sie z rodzicami alexa. maja prezent do przekazania

podczas check-in komputer pyta czy nikt mi nic nie przekazywal. klikam ze nie bo po co maja rozpakowywac wszystko?

z drugiej strony to holandia wiec narkotyki i polskie wiezienie

rodzice cudowni. maja po siedemdziesiat lat i uzywaja skype’a, jezdza na wakacje karawanem i opowiadaja mi o swoim domu z jeziorkiem

mama alexa: my juz razem prawie piecdziesiat lat jestesmy! oczywiscie ze czasem sie klocimy, ale o zwiazek trzeba dbac. teraz nie jest dobrze ze tyle samotnych osob, ze jak sie komus cos nie podoba to zmienia partnera bo na jego miejsce jest dwoch innych

bardzo szczesliwi ze alex ma magde

a ja zaluje ze urodzilem sie nie w tym kraju

no to co ze ze szwecji?

anna cudowna taka szwedzka miss

anna: masz dziewczyne?

ebo: nie

anna: ale nie jestes singlem?

ebo: eeee

anna: bo tak sie zastanawialam czy masz dziewczyne czy chlopaka

mowie zatem ze mam chlopaka, pokazuje zdjecia. za kazdym zdjeciem anna wciaga powietrze. tak po szwedzku. zamiast ach

tesknie. dwiescie zlotych za roaming

mandy wraca z treningu

- co trenowalas?

- cross training

ale slyszy ze horse trainig

horse training? of horse!

nauka gotowania w keizer culinair kookschool. kok skul? czego mnie tam oni jeszcze naucza?

ci robia przystawki, tamci zupe, inni desery a my danie glowne: psaria skordalia me dendrolivano czyli ryba choc wydaje sie ze psina

razem z markiem ze szwecji szykujemy rybe – on wyjmuje osci, ja przyprawiam i tak dalej. rece smierdza jeszcze przez dwa dni. ryba

- co robiles w amsterdamie?

- a nic

- byles w dzielnicy czerwonych latarni?

- nie

- nie? pokaz rece!

wacha palce

- nie byles? akurat!

chinska restauracja. pan chinczyk w szarym garniturze i uczesany na bok wyglada jak japonczyk z filmow z lat siedemdziesiatych. podaje wszystkim rece

mniej widowiskowo ale smaczniej

japonska restauracja. pani zaklada nam na szyje rozowe sliniaczki, a pan japonczyk CIACH CIACH CIAONG! na naszych oczach kroi, sieka, smazy,

polewa winem i ogniem bucha

za duzo do brzucha

the sand w amsterdamie. wielka hala a w srodku piasek i siatki, gramy w pilke plazowa. nowe szorty NIKE, przewracam sie w piasek, poce i zapominam ze luty

z niemcami pije piwo, a portugalczycy sie nie integruja tylko spozniaja

od eduardo mam fartuch espania valencia z hiszpanska suknia. pozycze pipowi.

po drodze do hotelu gąski. ida z ogrodka do stawu. gęsiego przez ulice. samochody i rowery czekaja. gę gę gę!

do holandii. samolotem nie zadnym tam autosanem. paj!

szołrum poza w fabryce cory. cudne corowe gazetki w gablotkach, cudne dziewczyny, wszystko, inny swiat

- ide siku

- dam ci klucz

- nie, ide tam na dol

- nie idz tam bo tam ameba szaleje!

ide bo co tam ameba przy hydrioli ale hardkor kurwa mac

zamarznieta woda w umywalkach z sopelkiem z kranu, snieg w muszlach i zolte kropki korytarze od siku

a obok ktos zrobil kupe. rzadki okaz

dluzej w pociagu krocej w sopocie. ale slonce i wdycham bo jod

zastanawiam sie czy statek z muszli czy papiez z bursztynami. czytam bozene batycka

gryze kasete stilon gorzow. takie zdjecie. bardziej zeby! mniej zeby! troche w bok. strasznie wygladasz!

- znowu ci utna glowe?

na kalkulatorku licze dwadziescia dwa minus osiem

bo juz nie potrafie policzyc ile godzin pracuje

jestem operator i mam mini kalkulator

wreszcie kupilem the mix kraftwerk – ostatnia plyte ktorej nie miaem. cudne computer liebe i dentaku

w trafficu spadlem ze schodow. caly ale wstyd