citroen blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2006

SONDA
Rachatłukum

Lubię takie galaretowate substancje, lubię okładać sobie nimi twarzTylko dla tłumoków albo dla RacheliSam jesteś rachatłukum!

glupio tak zostawic dziewiec polaczen nieodebranych

ale kiedy nie odbiera wymyslam najgorsze scenariusze

wszystko dlatego ze

zamawiam krolika. i juz w tym momencie mam wyrzuty sumienia. jak moge jesc krolika? co by na to powiedzial krowka?

biedny kroliczek

miesko z kosteczkami. kosteczki sa okropne – jeszcze bardziej przypominaja ze to bylo zywe zwierzatko

pamietam jak pierwszy raz jadlem zabie udka – bylem bardzo zaskoczony kosteczkami

zostawiam wszystko na talerzu

a co u pipa?

a nie wiem. nic nie pisze, zadnych zaangazowanych notek wiec

a co u agaty bogackiej?

przysyla maila ze slowem ratunku oraz

takim linkiem

i takim linkiem

- lubisz kuchnie wloska? – pytam tak zeby lepiej zabrzmialo

- ale co?

- no picce, spagetti

- nie lubie spagetti

a ja akurat wymyslilem zeby zrobic spagetti. juz kupilem pasta zara i cala reszte

zjadl wszystko. patrze jak wciaga kluski. zajebiscie ciagnie

chwilami bywam okropny. sam sie nakrecam. bez potrzeby. bez powodu.

zmyslam powody

bo wczesniej inni zmyslali wszystko

z mama na pokazie patrzymy jaki ladny

- zjadlabym jakiegos loda. jakiegos owocowo kwasnego

- to pojde i ci kupie

ide i kupuje. jablkowo-wisniowego

- a ty nie chcesz?

w ostatniej chwili powstrzymuje sie zeby nie powiedziec „a wiesz ile ja sie lodow juz dzis narobilem?”

lezymy sobie, patrzymy w oczy i usmiechamy sie do siebie

ile w usmiechu

w sobote boli mnie glowa. lykam dwie polopiryny i popijam puszka coca coli

ebo: a wiesz ze kiedys na koloniach to opowiadali ze jak sie da dziewczynie aspiryne z coca cola to ona sie podnieca i zaczyna rozbierac. musialem w to wierzyc, bo nie bylo jak sprawdzic – nie bylo coca coli.

mama ebo: to jeszcze nic. jak ja mialam z dziewiec lat to szeptalysmy sobie z kolezankami z klasy, ze jak sie kobieta kocha ze sledziem, to sie rodzi syrenka!

mam nadzieje ze tego nikt nie sprawdzal.

pan dyrektor marketingu roznosi tulipany z okazji spoznionego dnia kobiet bo 8 marca w holandii. milo

patrzy na mnie i mowi

- a kurwa ty tez dostaniesz!

no i ja mam tulipana a pan dyrektor marketingu wpierdol od mojego chlopaka ;)

to gdzie? to do szpilki. zamawiamy paste jajeczna. dziwne ze dzis sie dobrze czuje

opowiadamy jak nam spadaly klapki z nog i klapki z oczu

dyskutujemy czy fanta czy mirinda (kolorowe fantowe puszki z lat ’80 vs. szklane litrowe mirindowe butelki na parapecie w karpaczu)

wtem wpada trojka kolesi w tym jeden co zasnal w solarium

koles co zasnal w solarium: jak dawno nie pilem polskiego piwa!

i wacha dlugie cienkie papierosy kolegi, co podobno rozane(!)

ebo: czy ty to slyszales?

dochodze do wniosku ze ostatnio w dupie bylem gowno widzialem i zabieram mateusza na lans

wybieram milch – nowy modny klub oliviera janiaka (zaraz tam oliviera, olivier niby lepiej niz piotr?)

parkuje przed rastrem i idziemy szukac

no tu klub pod gwiazdami, no tam bar piwny, no nie wiem gdzie, przyjechaly dwie cioty ze wsi i nie wiedzom

w koncu pan ochroniarz mowi ze to tam gdzie bar piwny. w piwnicy

schodzimy na dol, zachwycam sie scianami przy schodach, choc to piwnobarowe nie olivierowe

drzwi z mlecznego szkla (milch!) w drzwi baru piwnego. i kartka ze zamkniete. we wszystkich jezykach. nawet dla ajna

w milchu jest swietnie! „milch? niepowtarzalne przezycie, superklub superatmosfera”

krowka ostatnio jakas nieswoja (no bo przeciez moja)

troche sie pomartwilem, ale to widocznie przez psa (tego co sypia z pipem, lalur jest porzadny)

wzruszam sie kiedy opowiadam jaki jest kochany

wysylam mu glupie rymowanki o wilku co go woli

dlaczego wilk go woli od czerwonego kapturka? bo kocha

ide wczoraj od kasi friday do smirnow ęmorka

i spotykam lalura przy chmielnej

lubie pracowac z psem. kiedys bede dyrektorem schroniska

wygladam przez okno mojego biurowca i co widze:

stawiaja wesole miasteczko!

ale bedzie wesolo! zamiast lanczu

wymienilem corolle na mondeo

mondeo. jaguar x-type dla tych co nie lubia przeplacac

pan fryzjer: jest pan smutny czy zmeczony?

nie potrafie ukrywac emocji

strasznie odrosniete kudly. ale we fryzjerskim lutrze nie jest zle. zaczarowane klamliwe fryzjerskie lustra

najpierw goli boki. kurwa jak ja wygladam!

potem gore i juz jest dobrze

kiedy goli na odwrot jeszcze gorzej

20:30=esemes

- nie za pozno?

nie, jade.

piekna fioletowa adwentowa

po raz kolejny czytam „pamietnik z powstania warszawskiego” mirona bialoszewskiego

czuje sie blisko

a co u agaty bogackiej?

zacmienie ksiezyca. ale nie widzi. bo firanka

dzis mijaja dwa miesiace. dwa najlepsze miesiace.

fiku miku fiku miku kinia bedzie w mozambiku!

a faust u nas robil siku

pip uklada poslanie, glaszcze, pociesza. dobrze, mozna isc spac

przykladam glowe do poduszki, gdy slysze

- gdzie jest kocyk? gdzie jest kocyk? gdzie kocyk?

pip dostal jakiejs obsesji na punkcie kocyka!

a co jak dostanie na punkcie kucyka?

urodziny mateusza. wymyslam wierszyk, maluje swieczki

bardzo fajna muzyka wiec chwytam mikrofon i spiewam tejk on mi

nie wiedzialem ze wlaczony. no ale skoro juz

- przepraszam, czy mozesz spiewac ciszej?

chce poczestowac sie czipsem ale talerz spod reki znika

znika choc przeciez maja juz czipsy. tacy goscie. jak ich znacie nie zaproscie

tluka sie szklanki kieliszki. na szczescie. a gdzie lyzeczki?

wymyslamy wakacje. prezenty, atrakcje

tez pomysl! do melodii! no ale idziemy

pani selekcjonerka u fryzjera byla chyba za gierka

didzej gra tarara tanczymy W PARACH

sparowane spodnie z wysokim stanem z wasatym lysym panem

biala lniana zwiewna koszula i ekspedientka ula

hopsa hopsa cza cza cza zaraz rzygne do sracza!

kilimandzaro. na bednarskiej. zamiast manufaktury

- chodzmy, bo kolezanka co mieszkala we wloszech mowi ze tam tak mediolansko

owszem, milo, ale czy mediolansko? z mediolanu co prawda najlepiej znam lotnisko dzieki ali talii ale ze zaraz tak?

nikogo, tylko kieliszki czekaja na urodzinowe przyjecie

zamawiamy ale tego nie ma tego nie ma wiec biore kopytka szpinakowe. nawet niezle ale

- no szparagi podali z puszki! to ja bym tego nawet w domu w zyciu gosciom nie podala bo bym spalila sie ze wstydu!

smutne szparagi placza zalewa

zalewaja placzem

bardzo mila pani kelnerka nie pocieszy

w sadach zoliborskich okrasa na okrase

- ziemniaczki okrasic?

jak dawno nie jadlem takich ziemniaczkow z taka okrasa, takimi skwarkami! jak u stryjenki albo cioci hali

- poprosze ziemniaczki. z okrasa. same. podwojna porcje

okazalo sie ze nie tak latwo z tym zyrandolem.

wyjmuje srubokret, przecina kabel, naklada, skreca, przykreca

swieci. imponuje

na scianach i suficie brylantowe cienie

samym dotykiem. no troche jezykiem

- nie za ciezko ci?

przytulam jak najwiecej jak najblizej

troche zal ale

to wspaniale

ze za mala i nie wchodzi wcale

na jego cale

wracam. krowka cala, kwiatek nie

trudno, ususze, bedzie dla krowki

mama kinii: nie kupujcie mieszkania w wilanowie! chyba oszaleliscie! wybuduja te swiatynie opatrznosci i najgorsza holota z calego kraju bedzie sie tam zjezdzala! i beda wam srac pod oknami!

co prawda, to prawda

noordwijk sroordwijk. okropnie. wieje. brzydko. nudno

OBRZYDLIWA jajecznica bez smaku. chyba z proszku. wszystko bez smaku. plastikowe jablka

straszna linia brzegowa. za rowna. za samobojczogenna. nie to co baltyk.

jedynie wielkie okna bez firan ze mozna zajrzec jak pan oglada albo jak kotek siedzi

i znaki niepozwalajace robic psom kupe na wydmach

a co u agaty bogackiej?

jest cmentarzem emocji

(autoryzowano)

- piekny wiersz o frustracji na twoim blogu. strasznie smutny i piekny :**

- to nie wiersz, to zwykla notka!

- to wlasnie jest piekny wiersz. nawet nie wiesz co piszesz;) calusy

nuda wiec zeby nie zasnac czytam bozene-batycka. nie spie zatem, ale musze sie starac zeby nie parskac

oto fragment bozena-batycka.blog.pl z 27 maja 2002:

„Przed momentem przydarzyła mi się przedziwna historia! Zadzwonił do mnie kompletnie rozstrzęsiony Maciek Zień i przez łzy wydukał, że zgubił gdzieś swój muślinowy top. Ja myślałam, że to żart, bo nie wyobrażam sobie jak można zgubić top, szczególnie muślinowy, więc zaczęłam się śmiać. A on natychmiast się obraził, zaczął mówić podniesionym tonem, po czym powiedział, że chętnie by mnie spoliczkował jak w argentyńskich serialach, ale nie może tego zrobić, więc w zastępstwie policzkuje słuchawkę telefoniczną. Wtedy usłaszałam plaśnięcie.

Bardzo wrażliwa jest ta dzisiejsza młodzież.”

przede mna siedzi koles w bluzie z napisem LITTLE BIRD

no jest sie czym chwalic

niebezpiecznie wysoki poziom frustracji

nad morzem polnocnym padal grad

piec gwiazdek i glazura od valentino

poplakalem sie na plazy

pogryzione palce prawie do krwi. cicho

nastepnego dnia laskocze mnie po stopach

teraz krzycze ratunku ale pip wychodzi

zwiazany. zachlapany. zakochany

mama zachwycona pipem. szczegolnie opowiesciami o dzbanku z podgrzewaczem

brat oraz

rano jeszcze zapakowac prezent. nie zebym wymawial ale kto to wymyslil zeby pudelko z tektury kosztowalo jak politury?

ale warto bo slub piekny. tlum ludzi, gra wiejska kapela

juca cudna i nie widac ze nie sama, pan mlody zajebiste buty choc mama mowi „w takich do slubu?”

sto lat mlodej parze

13:08 wyszlo slonce. pan bog sie cieszy

audi? to taka drozsza skoda. przeplacac szkoda

eltronic 109. chcialbym sie nazywac eltronic 109

czesc klawiatury tradycjnie czarno-biala, czesc bialo-czarna

cudne logo unitra

jeszcze tylko wzmacniacz i zakladam zespol

nowa, wielka klatka dla krowki. wskakuje na poleczki. widac ze sie podoba.

wyjezdzam i zostawiam krowke na pastwe pipa

krowka z pipem na pastwisku

nawet nie mam czasu straszyc pipa. boje sie go kiedy sie nie boi

rozpiska co mam robic z podzialem rowniez na wieczory i weekend ale tylko jesli sluzbowo

ja nawet wypoczywam sluzbowo

dobrze ze moj chlopak jest spoza srodowiska to nie musze pisac raportow

chociaz szkoda – moze to nie byloby nudne

juz nie moge z tym pipem. tyle razy mu mowilem!

osiedle.jpg

na wystawie bluzki dla mamy. w jej rozmiarze

w srodku z mila pulchna pania sprzedawczynia zastanawiam sie ktora lepsza

- ta sie tu ladnie uklada z przodu i dekolt nie za duzy, ale z tylu moze byc widac boczki

wybieram wiec inna

dzis rano sniadanie u mamy i daje. przymierz!

- ale tak bez stanika?

- to idz zaloz stanik a ja sobie sam zrobie jajecznice

jaka ladna. jaka szczesliwa. jaki usmiech

a co u agaty bogackiej?

pip przysyla esa floresa: agata wchodzi w szlafrok

dzwonie: slyszalem ze schudlas?

w katowickim vintage cave cudne futro. dla agaty

katowice cudne jak zawsze. chociaz w glowie sie kreci od tych objazdow

- te wysokie dwudziestoparepietrowe bloki cudne co jak sie wjezdza

- gwiazdy? okropne! a widziales tam klatki schodowe?

nie widziaem. bo i jak

w baugarcie rozmawiam na korytarzu. bo spokojniej

przychodzi i mowi ze juz. ze do domu.

ja tez

sloneczna zimowa sobota. usmiechnieta starsza pani niesie rozowego tulipana

truskawki i szampan. i krem czekoladowy do smarowania.
rogalika

dostalem zyrandol i nie potrafie go powiesic. rokrecilem wszystko i nie wiem. dobrze ze mam lampy bo juz chyba swieczki

imienin wyblakle wspomnienie. krowka bardzo lubi rozane liscie

roze1.jpg

mam imieniny, mam okropny piatek w pracy i mam dosc

mam beznadziejnego bloga. nikt mi nie komentuje

rano dzwoni mama

- kiedy rano wstalam uslyszalam glos ptaszynki ze dzis sa mojego synka imieninki

do miseczki wsypuje szynszyli piaseczek zeby krowka sie wykapal. wskakuje i tarza sie jakby byl tarzanem.

tak, absolutnie krowka

szynszylek biega po pokoju i wskakuje na feratka. smiesznie wyglada kiedy sie buja

rano wpadlo mi do glowy zeby go nazwac krowka. musze to jeszcze przemyslec

zamienilem biurko na wieksze ale w gorszym miejscu. ogolnie jestem bardzo rozczarowany.

jutro mam imieniny a za trzy miesiace urodziny

wczoraj kiedy prowadzilem samochod glaskal mnie po karku

- nie przeszkadzam ci?

nie, misiu. a wiesz ze dzisiaj to opisalem? – smieje sie

ci dwaj w samochodzie obok tez sie smieja

kiedy prowadze samochod glaszcze mnie po karku

- nie przeszkadzam ci?

ach nie, skad

rozmawiamy przez telefon, babcia mu przynosi zupe

- okropna zupa, nie bede jej jadl! plywa w niej jakas szumowina!

zabawny kiedy tak wybrzydza na jedzenie. „w tej czekoladce jest cos twardego”. „wyleje to przez okno”. „nie, nie smakuje mi”. „co to bylo?”

a ja zazdroszcze mu babci

wychodzimy do mateusza, pip przed lustrem. no juz naprawde nie mam sie do czego przyczepic, wiec wymyslam ze ma zydowskie uszy

pip oczywiscie zaczyna analizowac swoje drzewo genealogiczne

mateusz ma cudne nowe mieszkanie. tak cudne ze az umieram z zazdrosci. do zobaczenia w grobie.

pocieszam sie tylko ze ma piecyk (a ja jesli sie czegos boje to wlasnie piecykow i wojny nuklearnej) i ze nie ma gdzie parkowac

okazuje sie jednak ze ma nawet garaz!

juz wiem ktory pokoj bylby pipa gdybysmy tam mieszkali – ten z wneka bo chowalbym sie tam i wyskakiwal kiedy wroci z pracy

w kuchni leze na koldrze i rozmawiam. i tesknie

wchodze do pokoju a szynszylek podbiega do kratki. nadstawia brzuszek zeby go drapac. przekupuje go rodzynka i orzeszkiem

slicznie trzyma w lapeczce orzeszka i go chrupie. uwielbia suszone kwiatki ktore jako pierwsze wyciaga z sianka.

czekam az sie do mnie przyzwyczai zeby nie bal sie kiedy bede go chcial zlapac. do straszenia mam pipa.

musze kupic kulisty wazon zeby szynszylkowi urzadzac kapiele.

szynszylek nie zadna szynszyla. sama jestes szynszyla

jestem z warszawy i nie wszystko rozumiem. zwyczaje malych miejscowosci. problemy malych miejscowosci.

niedawno minelo cztery lata odkad zaczalem pisac blogi. zaluje ze nie mam tego pierwszego, brakuje mi tez ewy minge i jej kolezanek

czesc z tych z ktorymi zaczynalem ciagle pisze i czesc ciagle tak samo.

ogladajac komix podziwiam endo za ogromny postep. po rysunkach to widac najlatwiej. a po literkach?

SONDA
eboliterki

takie same
troche lepsze

dostalem od niego szynszyla! jest cudowny, ma niesamowite futerko, sliczny ogonek i kochane lapeczki

w nocy biega po nas jak spimy

lubi sianko i rodzynki

kupilem mu domek, daje piciu specjalnym poidelkiem

i nie wiem zupelnie jak dac mu na imie

choc pip mowi ze to zupelnie co innego jechac ze mna i z nim

fajnie wyglada za kierownica

w niedziele zabieramy mame na obiad. mama wysiadajac z samochodu mruga do mnie okiem

w st. antonio cudownie jak zawsze a ja wyobrazam go sobie jak tanczy na wuefie w lajkrach do muzyki ktora gra pan na pianinie i pani na flecie

zamawia najfajniejszy deser ja mam jego na

mama: bardzo ladny i fajny, taki naturalny, zuplenie co innego niz ten. ale ty jestes ladniejszy

nauczylem sie juz ze trzeba sluchac mamy. jak do tej pory miala zawsze racje

obok zamku i budki z pania bileterka dwa plastikowe tojtoje.

- moze pojdziemy do srodka i?

smiejemy sie wyobrazajac sobie jak przewracamy sie w tojtoju i spadamy w przepasc, wszystko sie na nas wylewa, a pani bileterce wybucha aparat do mierzenia cisnienia

sami na calym zamku. wchodzimy na wieze i klekam

- no popatrz co zrobiles

mowi do mnie

- ty moja mala meduzko

a ja wysikuje serce na sniegu

zamek w czersku koralowy nie ceglany w zimowym popoludniowym sloncu

ale do zamku przez teren kosciola a tam slub

w topniejacym sniegu pluskaja sandalki na obcasach, brzegi zlotych taftowych sukien mocno higroskopijne

obok dziadki w paltach-jarzmach z nutriowymi kolnierzami pachnacymi naftalina

i skoda favorit przystrojona balonami oraz przemoczona serpentyna

kameruja, a my idziemy z tych kapturkach

- poprosze dwa bilety

- to pozniej, jak bedziecie wychodzic

pani w kasie wlasnie mierzy cisnienie

- pojedzmy gdzies bo jest taka ladna pogoda

jedziemy, po drodze wpadamy do mojego taty na cmentarz, a potem mijamy kinie w volvo

- to ty jedziesz teraz od strony konstancina? przed chwila cie mijalem!

- tak, a ty gdzie jedziesz?

- nie moge ci powiedziec bo to niespodzianka

spotykam sie z madzia i alexem zeby przekazac przesylke holenderska.

mala gwenny sliczna. usmiecha sie do mnie kiedy biore ja na rece.

gwenny.jpg

ze az nie wiem od czego zaczac. chce wszystko na raz. mam

wracam do domu z dwiema walizkami. jedna pusta bo nowa. bardzo zmeczony

otwiera mi drzwi i przytula.

szampan, ciasteczka i czekoladki. najslodszy on

w kaelemie patrze na kolesia obok: spodzien zielonawo-popielaty w kant, brazowy pantofel, swetr i wystajacy kolnierzyk koszuli

w holandii tez kiedy mowie ze jestem from poland pytaja: holland?

na lotnisku spotykam sie z rodzicami alexa. maja prezent do przekazania

podczas check-in komputer pyta czy nikt mi nic nie przekazywal. klikam ze nie bo po co maja rozpakowywac wszystko?

z drugiej strony to holandia wiec narkotyki i polskie wiezienie

rodzice cudowni. maja po siedemdziesiat lat i uzywaja skype’a, jezdza na wakacje karawanem i opowiadaja mi o swoim domu z jeziorkiem

mama alexa: my juz razem prawie piecdziesiat lat jestesmy! oczywiscie ze czasem sie klocimy, ale o zwiazek trzeba dbac. teraz nie jest dobrze ze tyle samotnych osob, ze jak sie komus cos nie podoba to zmienia partnera bo na jego miejsce jest dwoch innych

bardzo szczesliwi ze alex ma magde

a ja zaluje ze urodzilem sie nie w tym kraju

no to co ze ze szwecji?

anna cudowna taka szwedzka miss

anna: masz dziewczyne?

ebo: nie

anna: ale nie jestes singlem?

ebo: eeee

anna: bo tak sie zastanawialam czy masz dziewczyne czy chlopaka

mowie zatem ze mam chlopaka, pokazuje zdjecia. za kazdym zdjeciem anna wciaga powietrze. tak po szwedzku. zamiast ach

tesknie. dwiescie zlotych za roaming

mandy wraca z treningu

- co trenowalas?

- cross training

ale slyszy ze horse trainig

horse training? of horse!

nauka gotowania w keizer culinair kookschool. kok skul? czego mnie tam oni jeszcze naucza?

ci robia przystawki, tamci zupe, inni desery a my danie glowne: psaria skordalia me dendrolivano czyli ryba choc wydaje sie ze psina

razem z markiem ze szwecji szykujemy rybe – on wyjmuje osci, ja przyprawiam i tak dalej. rece smierdza jeszcze przez dwa dni. ryba

- co robiles w amsterdamie?

- a nic

- byles w dzielnicy czerwonych latarni?

- nie

- nie? pokaz rece!

wacha palce

- nie byles? akurat!

chinska restauracja. pan chinczyk w szarym garniturze i uczesany na bok wyglada jak japonczyk z filmow z lat siedemdziesiatych. podaje wszystkim rece

mniej widowiskowo ale smaczniej

japonska restauracja. pani zaklada nam na szyje rozowe sliniaczki, a pan japonczyk CIACH CIACH CIAONG! na naszych oczach kroi, sieka, smazy,

polewa winem i ogniem bucha

za duzo do brzucha

the sand w amsterdamie. wielka hala a w srodku piasek i siatki, gramy w pilke plazowa. nowe szorty NIKE, przewracam sie w piasek, poce i zapominam ze luty

z niemcami pije piwo, a portugalczycy sie nie integruja tylko spozniaja

od eduardo mam fartuch espania valencia z hiszpanska suknia. pozycze pipowi.

po drodze do hotelu gąski. ida z ogrodka do stawu. gęsiego przez ulice. samochody i rowery czekaja. gę gę gę!

do holandii. samolotem nie zadnym tam autosanem. paj!

szołrum poza w fabryce cory. cudne corowe gazetki w gablotkach, cudne dziewczyny, wszystko, inny swiat

- ide siku

- dam ci klucz

- nie, ide tam na dol

- nie idz tam bo tam ameba szaleje!

ide bo co tam ameba przy hydrioli ale hardkor kurwa mac

zamarznieta woda w umywalkach z sopelkiem z kranu, snieg w muszlach i zolte kropki korytarze od siku

a obok ktos zrobil kupe. rzadki okaz

dluzej w pociagu krocej w sopocie. ale slonce i wdycham bo jod

zastanawiam sie czy statek z muszli czy papiez z bursztynami. czytam bozene batycka

gryze kasete stilon gorzow. takie zdjecie. bardziej zeby! mniej zeby! troche w bok. strasznie wygladasz!

- znowu ci utna glowe?

na kalkulatorku licze dwadziescia dwa minus osiem

bo juz nie potrafie policzyc ile godzin pracuje

jestem operator i mam mini kalkulator

wreszcie kupilem the mix kraftwerk – ostatnia plyte ktorej nie miaem. cudne computer liebe i dentaku

w trafficu spadlem ze schodow. caly ale wstyd


  • RSS