w miedzy nami do stolika obok podchodzi laska, wpada w podejrzanie euforyczna euforie i pyta siedzacego tam kolesia
- czesc, co tu robisz?!
jak to co, przeciez widac, ze chlopiec sprzedaje ziemniaki
- czy nie uwazasz, ze on wyglada jak papuga? - zauwaza mateusz w tym momencie
- rzeczywiscie!
no wiec od poczatku:
- czesc, co tu robisz?!
- jestem papuga

w denver wita nas sniezyca
czy uda nam sie odnalezc bialego chryslera town&country? (wiecie, taki mini minivan)
pozyczam od krystle carrington srebrne lysy, dzieki czemu jakos udaje mi sie dotrzec do tj maxx, zeby poczuc sie jak zona milionera
w downtown wszytkie knajpy zamykaja, bo lunch sie skonczyl. oczywiscie blake zapomnial nas uprzedzic. jeff colby nie odbiera telefonu, w koncu steven zaprasza na mushroom & swiss angus burgera w emsi donalds
pycha, tylko troche boje sie tego psychicznego murzyna
a jeszcze bardziej boje sie, ze tak naprawde to on nie jest psychiczny, tylko my po prostu nie widzimy tego ducha, z ktorym rozmawia. a on tam siedzi
potem fallon mowi, ze lepiej bylo poszukac czegos w lodo, ale kto by na to wpadl
po zimnym dniu najlepiej rozgrzac sie w hotelowym whirlpoolu
przy okazji mozna zrobic pranie
wieczorem kolacja z alexis

macieyas oglasza: "1 listopada - Wszystkich Świętych, 2 listopada - Wszystkich Zmarłych, 3 listopada - Wszystkich Byłych! Ludzie przebierają się za byłych swoich znajomych i chodzą po domach strasząc się nawzajem"
wsiadlbym w pociag i pojechal dzis do krakowa. ale przeciez i tak tak sie nie zgarbieee eee yyyyyyyy ueeee

zawsze wyobrazalem sobie chicago jako takie wieksze murzasichle polaczone z wolka horyszowska. przeciez tam sami gorale i polska be
jedza kielbase z paczki od rodziny, bialy ser zawiniety w plocienna sciereczke, kisza ogorki, choduja wasy, na wszelki wypadek wkladaja naftaline w kazda kieszonke swoich wedkarskich kamizelek, a w wolnych chwilach przepychaja rury i naprawiaja dachy
ale bylem glupi
przeciez na sears tower zaden goral sie nie wdrapie
lezymy przy fasoli i robimy sobie zdjecia w lustrzanej powloce
jest pieknie
z kazdej strony

pomaranczowa walizka
wsrod czarnej powodzi

na fryderyku szopenie zastanawiam sie czy polece Pania Ewa. na szczescie PE leci no nowego jorku, a do chicago Pani Cecylia
mam wygodne miejsce przy korytarzu, ktore zawczasu zarezerwowalem. obok mnie siada pani wygladajaca jak ze zwiazku radzieckiego, denerwuje sie, nie zdejmuje kurtki
w koncu pyta, czy zamienie sie na miejsca z jej mezem, ktory siedzi w innej czesci samolotu
oczywiscie! i okazuje sie, ze maz tej pani ma miejsce dokladnie posrodku, za placzacym niemowlakiem
przez chwile jestem zly, ale dochodze do wniosku, ze na mnie czeka przeciez szczescie, a na tych panstwa niepewnosc
wiec ogladam kolejna czesc epoki lodowcowej, zadowolony, ze ta biedna pani czuje sie teraz lepiej. i zupelnie nie rozumiem, czemu inni sie smieja z tej biednej wiewiorki

od dluzszego czasu szukalem prezentu dla tesciowej przyszlosciowej. w kownie przepiekne bursztyny, to wlasnie tam powinna zamieszkac bozena batycka. no ale w kownie moi drodzy to ja nie mam pieniedzy, bo wszystkie lity wydalem na kolacje
kiedy w warszawie mam chwile czasu, ide sobie do apartu w zlotej teresie poogladac obraczki. i tak najbardziej podobaja mi sie takie klasyczne, z rozowego zlota, szerokosc cztery milimetry
katem oka zauwazam w gablocie brosze-marzenie. wyglada jak kokarda utkana ze srebrnej mgly, wysadzana granatami. na dodatek przeceniona, wiec nie kupic, to jak skoczyc na pochyle drzewo. mee!
wiedzialem, ze sie spodoba
- look at his eyes! - wykrzykuje jego mama, kiedy wreczam prezent
tak, niebieskie oczy. uprzedzal mnie
ogladam rodzinne zdjecia i dochodze do wniosku, ze wybralem jej najpiekniejsze dziecko

niedaleko mnie, na marszalkowskiej, jest taki prestizowy marcpol, w ktorym zakupy wklada sie do wiklinowych koszykow wyscielanych materialem w kwiatki
i w tymze marcpolu pracuje najmilsza pani ekspedientka, jaka kiedykolwiek pojawila sie za lada, zarowno w polsce, jak i czechoslowacji
- czy probowal pan juz naszych drozdzowek z jagodami? - pyta pakujac do siatki moje zakupy
- nie, jeszcze nie mialem okazji
- prosze wiec, oto jedna specjalnie dla pana

kap kap
placza galezie nad malenkim cialkiem
zapomniana zabawka rozplywa sie, wsiaka w trawe
przykryja ja liscmi, niech spi
stuk stuk
spadaja z drzew malenkie jeze
rozbiegaja sie po parku, tancza wsrod alejek
zlapalem jednego, dam ci
ten spacer i te kaluze
i caly park pachna ogniem
na drzewach
chowam wspomnienia
i czekam
az jesien zabierze mnie
do ciebie


przedzieram sie niewidzialna droga
ostatnie letnie kwiaty spadaja na szyby
domek na wsi na niby
krafciątko zakopuje buleczke w trawie
a ja nic nie wiem. albo juz wiem
prawie

magda i super girl zabieraja mnie do dziada
u dziada to obiady domowe, ktore poleca nawet najnowszy playboy
karmia tam od 1948 roku. przy wejsciu siedzi pan dziad i czyta gazety, a obok widac jak w kuchni garnki podskakuja, bo parzy
na sali stoliki, a na stolikach kompociki
jadlospis wypisany dlugopisem na karteczkach
kotlecik, filecik, rosolek i barszczyk
sciany obite wykladzina, jakby to byla podloga. trzeba uwazac, zeby nie podeptac obrazow
placimy wychodzac u pana dziada. oszukiwac nie wypada

wydawnictwo, w ktorym rocznie wydaje kilkaset tysiecy
pani sekretarka zupelnie nie zwraca uwagi na to, ze przyszedlem, tylko dalej rozmawia przez telefon
opowiada, ze sama musiala wniesc butelki na gore, a chlop 110 kg wsiadl w samochod i odjechal i ze dostala rachunek z elektrowni na 250 zl, bo jakies prognozy i niedoplaty, i ze jej oddadza pozniej, ale najpierw pol roku za jej pieniadze beda zyli
kiedy mija siedem minut i przy recepcji pojawiaja sie jeszcze dwie panie, mowi, ze musi juz konczyc, bo kurier czeka i goscie i konczy wreszcie
- slucham?! - zwraca sie do mnie ostrym, warkliwym tonem
- przepraszam, ale czy kurierzy nosza burberry?

- hej, dziewczyno, bedziesz moja, bo ci ladnie cycki stoja - zaspiewal pewien przechodzien do mojej mamy

a kiedy wyjechal, siedze wieczorem z mateuszem w parku i pocieszam sie ferrero rocher
kwadratowe pudelko ma przykrywke jak klosz, ktory mnozy latarnie

ostatni dzien nie byl szczegolnie szczegolny
po pracy odebralem go z pracy i pojechalismy do pana ambasadora, aby cieszyc sie z nagrody im. czeslawa milosza dla julii hartwig
elegancka starsza pani
wiersze amerykanskie (!)
dobrze, ze stal za mna, kiedy pani julia recytowala, bo wstydzilem sie troche swojego wzruszenia
a potem ostatnie sprzatanie szafek, ostatnie pranie, ostatnie szybkie zmywanie
i kolacja w restauracji nad wisla, gdzie zabralem go wtedy w niedziele
sciskam jego dlon i nie moge sobie wyobrazic, jak bardzo jutro moja dlon bedzie pusta
a potem zasypiam, ale przed snem slysze jeszcze
- kocham cie, bardzo
staram sie jak najwiecej wchlonac, jak najwiecej zapamietac, zachowac

siedzimy z bozena w szpilce, a obok taki koles w czerwonym szalu. jakie poliki i takie straszne palce jak opowiada
- zobacz, on wyglada jak chomik!
kupisz zubrowke, wypijesz cala flaszke, a potem "o masz taka trawke, chomiczku!"

raz kupila dziewczyna maslo.
ot, i cala historia

w szeratonsie w sopocie mamy pokoj z widokiem na morze
na scianie pomiedzy lazienka a pokojem jest taki szklany obraz, ktory mozna przesunac, dzieki czemu robi sie okno, przez ktore moge patrzec na baltyk, kiedy biore prysznic
pierwszego wrzesnia wielkie spiecie - putin z wizyta. pol mola zamkniete
przechodzi obok, kiedy jem w hotelowym ogrodku sniadanie - nalesniki z melonem
jakis taki niewyrosniety ten moj tata, bo wszyscy mowia, ze wygladam jak jego syn
- moze powinnam pojechac z wami i spotkac sie z nim znowu po trzydziestu czterech latach? - rzuca mama przed wyjazdem

uwielbiam sposob w jaki wymawia "z cytryna". wlasnie tak, Z cytryna, a nie scytryna
i jak mowi kosz smierci zamiast kosz na smieci
i jak spiewa piosenki w samochodzie, kiedy wyjezdzamy na dlugi weekend
az chcialbym dla swietego spokoju znalezc jakas jego wade, ale nie potrafie
ale teraz musze juz konczyc, bo wlasnie zrobil kolacje, nakrywa do stolu, zapalil swiece od agnieszki szulim, a do picia przygotowal mi cole z cytryna

od dwoch miesiecy moja mama jest w szpitalu
bylo bardzo zle, ale jest lepiej i juz wkrotce wroci do domu
kupilem jej nowe lozko i materac. musze jeszcze na sobote zamowic fryzjera
przez kilka dni mama lezala na sali z osiemdziesiecioletnia pania, ktora trafila do szpitala, bo zaslabla na ulicy
a bylo to tak: jej maz, osiemdziesieciodwuletni, poznal inna babeczke, tez osiemdziesiatke. i nawet podobno dal jej sweter swojej zony!
a ta rura przychodzi pod ich balkon i go wyczekuje, a potem spotykaja sie za blokiem!
no i jak ta pani sledzila te larwe, to tak sie zdenerwowala, ze i zaslabla
poza tym moja mama dziwi sie, ze nikt jej nie podrywa, kiedy przechadza sie po korytarzu w niebieskim kimono, ale przeciez tam sami cukrzycy prawie na tym pietrze, a oni nie widza

a jeszcze wczesniej w berlinie agata michalak zabiera nas do restauracji, gdzie bywa angelina jolie i brad pitt
zamawiam zupe cebulowa i nie dostaje lyzki
prosze pana kelnera, mowi ze za chwile, znika, i juz sie nigdy nie pojawia. prosze pania kelnerke, mowi ze za chwile, ale po kwadransie nadal jej nie ma. w koncu udaje mi sie z trzecim panem kelnerem, ktory nawet proponuje, ze wymieni mi zupe na goraca. ja akurat nie lubie goracych zup, wiec nie ma problemu.
az do momentu, kiedy koncze zupe, a pani kelnerka przynosi mi sernik (swoja droga pyszny i na pewno angie go zamawia zawsze), po czym stawia go obok pustego talerza, ktorego nie zabiera
odstawiam wiec talerz po zupie na sasiedni stolik. za chwile pojawia sie kelnerka i ustawia szklanki na tym stoliku, ale talerza nie zabiera. po kelnerce nadchodzi kelner ze swieczkami, przesuwa szklanke blizej brudnego talerza, ale talerz zostaje
gdy w koncu zjawia sie pan kelner, ten od lyzki, mozecie sobie wyobrazic, jaka mam mine
- czy wszystko w porzadku? - pyta
- niby tak - odpowiadam, ale zaraz zaczynam opowiadac o talerzu po zupie cebulowej i serniku
- skoro nie miesza pan zupy cebulowej z sernikiem, to na pewno nie jest pan w ciazy - zauwaza poniekad slusznie pan kelner
- even when my good friend angelina jolie was visiting this place, pregnant, she didn't mix onion soup with cheesecake! - ripostuje

nie minal tydzien, jak wrocilismy z bialorusi, a juz polecielismy do sztokholmu
zupelnie inny swiat: mozna chodzic po ulicach za reke, przymierzac obraczki u jubilera, calowac swojego chlopaka na ulicy i kochac sie w pieciogwiadkowym hotelu bo tam akurat sa takie i do tego nikt nas nie podsluchuje i nie podglada

ilez moze trwac piknik w ambasadzie?
wystarczy wylaczyc czlowiekowi dostep do bloga w biurze, a rauty nie maja konca
jednak nawet ferrero rocher moze sie w koncu znudzic i trzeba powrocic do citroena, wlaczyc zaplon, podniesc zawieszenie i ruszyc w dalsza droge
jezeli juz mowa o citroenie: jakis czas temu policja zatrzymala mojego brata, ktory prowadzil mojego xm'a po spozyciu
samochod trafil na policyjny parking, ja na policje podpisywac dokumenty, a bratu oczywiscie nic sie nie stalo
siedze na posterunku na wilczej, mila pani policjantka wypelnia druki, obok skuty kajdankami siedzi zatrzymany, gdy wtem slysze
- KURRRWA JA PIERDOLE! - inna pani policjantka wydziera sie na caly komisariat, bo ktos wlasnie wygral osiemdziesiat tysiecy w konkursie radia zet
a na dole menel w podrabianych butach AJ i torebeczce prada oskarza policjantow, ze mu ukradli telefon. no jak mu wypadl wtedy w radiowozie

piknik w ambasadzie
impreza u marinsów
przyjecie w rezydencji ambasadora
i nigdzie nie uswiadczysz ferrero rocher
kiedy przemawia na scenie tuz przed fajerwerkami, kloce sie o niego z kim
- z kim?
- no z kim!
- he's mine, bitch! - krzycze wreszcie
- fuck you! - odpowiada kim
a potem spadaja na nas tysiace gwiazd
a potem jeszcze raz. w domu

pod placem ukryte centrum handlowe. nie ma zary, berszki, haemu, sefory ani nawet ępiku. za to innych sklepow bez liku
kiedy kupujemy za bezcen krysztalowe kieliszki i szklanki, do sklepu wchodzi mloda para i pan z kamera
filmuje mloda pare jak przechadza sie wsrod polek zapelnionych wazonami, szkatulami, kielichami. elegancja i bogactwo.
juz niedlugo tez zagram w takim filmie

na sniadanie jaja smazone na smalcu
smakuja zupelnie inaczej, lepiej
w restauracji masza, weronika i krystsina zajadaja smazone ziemniaki z miesem
dziewczyny sa zgrabne i ladne. przyjemnie popatrzec
a salata jest dla krolikow

zamiast reklam
dywany z kwiatow

taki minsk: dookola bloki, a w srodku monumentalne budowle, pomniki, place i parki
a nad wszystkim goruje antena, troche jak ze sky kapitana i swiata jutra lub strony glownej kraftwerk.com
we wrzesniu 1939 roku kierowala niemieckie samoloty na warszawe
budzi respekt

pani w recepcji hotelu płaneta jest wyraznie niezadowolona, ze przyjechali goscie
pokoje przydziela, zanim zobaczy nasze paszporty
stare mebelki, blyszczaca podloga i zaslonka prysznicowa w mikroskopijnej lazience. kto by pomyslal, ze to byl najlepszy hotel w minsku, goszczacy billa clintona
zanim zdazymy postawic bagaze, dzwoni telefon
- prosze zmienic pokoj na 310. zaraz ktos przyjdzie otworzyc
nikt nie przychodzi i nikt nie otwiera, wiec schodze na dol po klucz
- there's a group leaving at six - tlumaczy pani, a ja do tej pory nie mam pojecia jaki to ma zwiazek, poza radzieckim
w nowym pokoju przy suficie dwa dziwne czujniki, kolejne dwa mrugaja w korytarzyku. sprawdzam lustro, czy jest za nim sciana.
sciana jest, ale za sciana szpiedzy

mijamy minsk mazowiecki i jedziemy do minska. ciesze sie na terespol
na granicy kolejka, ktora wymijamy pasem dla korpusu dyplomatycznego
magia niebieskiej rejestracji
- poprosze kilo korpusow
- drobiowych czy dyplomatycznych?

w zabce podrywa mnie jakas nastolatka z dwiema rolkami papieru toaletowego w rekach
gapi sie, usmiecha, a potem wpycha przede mnie w kolejke do kasy
- przepraszam, ze sie tak wpycham
- nie szkodzi. jesli ktos trzyma dwie rolki papieru toaletowego, musi sie mu bardzo spieszyc

with golden light under the drapes
the new day
edge itself in our bedroom

good morning, kochanie
i love you

the gentle kiss
you hear i smile
the warmth
your bodyhair

making the mess
we are the best

tell you once more
i know you know
but i'll explode

sitting on the floor
reclining on the lazy boy
i do i do i do so

the summer smiles
'cause summer knows

and when the crescent says bye to the day
all my worries go away
we seat at the table
don't need to talk

now let's go camping on the floor